Analogi GLP-1 zwiększają ryzyko niedoborów żywieniowych u dzieci
Dzieci, które stosują nowoczesne leki w celu redukcji masy ciała lub leczenia cukrzycy typu 2 bądź stanu przedcukrzycowego, mają podwyższone ryzyko niedoborów składników odżywczych – wynika z badania opublikowanego w czasopiśmie „Childhood Obesity”.
Niedobory stwierdzono u niemal co szóstego pacjenta (prawie 17 proc.) z grupy pediatrycznej w pierwszym roku terapii. Najczęściej występował niedobór witaminy D.
Analogi GLP-1 są lekami są lekami stosowanymi głównie w terapii chorych na cukrzycę typu 2 oraz osób otyłych. Naśladują one działanie naturalnego hormonu jelitowego – glukagonopodobnego peptydu 1. Pomagają m.in. regulować poziom glukozy we krwi, zmniejszają łaknienie oraz wydłużają uczucie sytości.
Autorzy najnowszej pracy zwrócili uwagę we wstępie do artykułu, że leki te są coraz częściej stosowane w leczeniu otyłości, stanu przedcukrzycowego i cukrzycy typu 2 również w populacji dziecięcej.
– Ponieważ stosowanie leków z grupy GLP-1 u dzieci staje się coraz powszechniejsze, musimy zrozumieć ryzyko związane z używaniem ich w okresach szybkiego wzrostu i dojrzewania płciowego. W okresie dojrzewania szczególne znaczenie mają takie składniki odżywcze, jak witamina D, żelazo i wapń, gdyż ich niedobory mogą mieć długofalowe skutki dla zdrowia układu kostnego i ogólnego rozwoju – skomentował główny autor badania dr Justin Ryder, który pracuje w szpitalu dziecięcym Ann & Robert H. Lurie Children's Hospital of Chicago (Illinois, USA) oraz w Feinberg School of Medicine przy Northwestern University (Illinois, USA).
Dr Ryder i jego współpracownicy wykorzystali ogólnokrajowe urzędowe dane na temat świadczeń zdrowotnych z lat 2017–2022, które dotyczyły ponad 100 mln osób. W grupie tej zidentyfikowali 2031 pacjentów w wieku 10-17 lat, którzy stosowali leki z grupy GLP-1. Najczęściej przepisywanymi lekami były: liraglutyd (ponad 78 proc.), dulaglutyd (ponad 10 proc.) oraz semaglutyd (ok. 9 proc.).
Ponad 62 proc. pacjentów pediatrycznych było otyłych. Przed rozpoczęciem leczenia nie zdiagnozowano u uczestników badania niedoborów żywieniowych.
Jednak w ciągu roku u blisko 17 proc. pacjentów zdiagnozowano co najmniej jeden niedobór składników odżywczych lub powikłanie wynikające z niedoboru składników. Najczęściej diagnozowano niedobór witaminy D (u 12,4 proc. młodych pacjentów), a następnie niedokrwistość wynikającą z niedoborów żywieniowych (1,55 proc.) oraz niedokrwistość z niedoboru żelaza (1,44 proc.).
Zaledwie 23,3 proc. pacjentów odbyło wizytę u specjalisty ds. żywienia w ciągu 180 dni, a średni czas do pierwszej wizyty wynosił 149 dni. W grupie korzystającej z konsultacji żywieniowych odnotowano wyższy odsetek pacjentów z niedoborami składników odżywczych, w porównaniu z grupą pacjentów, którzy nie konsultowali się w sprawach żywieniowych – odpowiednio 23,2 proc. oraz 14,8 proc.
– Wsparcie żywieniowe powinno odgrywać kluczową rolę po rozpoczęciu leczenia preparatem z grupy GLP-1. W naszym badaniu stwierdziliśmy jednak, że tylko 5 proc. pacjentów otrzymało poradę żywieniową w ciągu 30 dni od rozpoczęcia terapii GLP-1, a mniej niż 25 proc. w ciągu sześciu miesięcy – wyjaśnił dr Ryder.
Badacz wyraził nadzieję, że wyniki uzyskane przez jego zespół zwrócą uwagę na znaczenie poradnictwa żywieniowego dla dzieci i nastolatków, którym przepisuje się analogi GLP-1. Podkreślił, że nie powinno się czekać do momentu, w którym pojawia się już niedobory.
– Znając ryzyko, jesteśmy w znacznie lepszej sytuacji, bo możemy zapobiegać negatywnym skutkom u dzieci leczonych preparatami z grupy GLP-1 w kluczowym okresie ich życia– podsumował dr Ryder.



