Czas kas ►
Andrzej Sośnierz/Szymon Czerwiński
Systemu ochrony zdrowia nie da się wyprowadzić z kryzysu doraźnymi ustawami – konieczny jest powrót do zdecentralizowanych kas chorych. Tak stwierdził związany z Konfederacją Andrzej Sośnierz, kategorycznie krytykując, jak stwierdził, państwowy monopol, którym jest Narodowy Fundusz Zdrowia.
- Konieczny jest powrót do zdecentralizowanych kas chorych. – Te powinny ze sobą konkurować pod nadzorem silnego państwa – mówił Andrzej Sośnierz, który był uczestnickiem X Kongresu Wizja Zdrowia – Diagnoza i Przyszłość – Foresight Medyczny
- Ekspert stwierdził, że administracyjna centralizacja to iluzja
- Skrytykował propozycje legislacyjne rządu, które dają centrali NFZ absolutną władzę
Polski system opieki zdrowotnej jest zdezorganizowany do tego stopnia, że nie nadaje się już do fragmentarycznej modyfikacji. Zamiast kolejnych doraźnych nowelizacji wymaga ułożenia całkowicie od nowa. Tak stwierdził podczas X Kongresu Wizja Zdrowia – Diagnoza i Przyszłość – Foresight Medyczny Andrzej Sośnierz, twórca Śląskiej Kasy Chorych, były prezes NFZ i obecny ekspert współpracujący z Konfederacją.
Sośnierz uczestniczył w sesji „Wizje systemu ochrony zdrowia – co łączy, a co dzieli partie polityczne”.
Wypowiedź eksperta poniżej. Pod wideo dalsza część tekstu.
Rozwiązaniem tego kryzysu nie jest proponowane przez część sceny politycznej centralne sterowanie medycyną. Sośnierz postulował odwrócenie tego trendu i powrót do modelu zdecentralizowanych ubezpieczalni (na wzór dawnych kas chorych), które konkurowałyby o pacjentów. Warunkiem powodzenia takiej reformy jest jednak zdolność struktur publicznych do skutecznego egzekwowania prawa i regulowania rynku usług medycznych.
– Państwo musi potrafić rynkiem regulować, co niestety w Polsce nie występuje. Mamy państwo kartonowe – stwierdził wprost.
Aby zapobiec rynkowemu chaosowi, rywalizacja ubezpieczalni musiałaby odbywać się pod twardym nadzorem silnej instytucji kontrolnej – na przykład odtworzonego Urzędu Nadzoru Ubezpieczeń Zdrowotnych. Zbudowanie takiego modelu wymaga jednak cyklu sześcioletniego i politycznego konsensusu.
Ekspert przypomniał, że w historii polskiej transformacji taki kompromis udało się już osiągnąć w 1997 roku. To właśnie wtedy rząd Sojuszu Lewicy Demokratycznej (SLD) uchwalił ustawę o kasach chorych, wznosząc się ponad własną doktrynę, a późniejszy gabinet Akcji Wyborczej Solidarność (AWS) skutecznie ją wdrożył, uruchamiając system 1 stycznia 1999 r. Sośnierz wskazał, że stało za tym zaplecze merytoryczne i wybitny – w jego ocenie – ówczesny minister zdrowia prof. Jacek Żochowski oraz współpracujący z nim eksperci, tacy jak Cezary Koronkiewicz i Krzysztof Kuszewski.
Fikcja centralizacji i kaloryfery
Zasadność powrotu do decentralizacji wynika z faktu, że państwowy monopol i ręczne sterowanie szpitalami oznaczają w praktyce paraliż decyzyjny. Sośnierz udowodnił to, obalając mit rzekomej skuteczności administracji centralnej.
Jako dawny lekarz wojewódzki przypomniał, że scentralizowany nadzór nie dawał żadnej realnej władzy nad systemem. Każda próba likwidacji nierentownego szpitala spotykała się z natychmiastowym atakiem politycznym na wojewodę, a interwencje w obronie placówek podejmowali posłowie, senatorowie oraz biskupi.
– Aby zamknąć jeden ze szpitali pediatrycznych, musieliśmy umówić się z dyrektorem, że w zimie placówka będzie miała awarię centralnego ogrzewania. Kiedy do niej doszło, przenieśliśmy dzieci do innego ośrodka, oficjalnie obiecując naprawę usterki. Dopiero taki wybieg pozwolił na likwidację placówki we władzy scentralizowanej – ujawnił ekspert, dowodząc absurdu upolitycznionego zarządzania w ochronie zdrowia.
Sośnierz ocenił też, że centralizacja nie zapobiegła również patologiom finansowym.
Co poza tym?
Mówił też o tym, że skutkiem wadliwej organizacji jest całkowite zagubienie pacjentów w systemie.
Ochrona zdrowia – jak stwierdził – stała się tak skomplikowana i niejasna, że nie rozumieją jej nawet profesjonaliści.
– Czasami dzwonią do mnie koledzy lekarze i mówią: „Andrzej, słuchaj, zachorowałem i nie wiem, co mam ze sobą zrobić”. Są tak pogubieni w tym systemie, że sami nie potrafią sprawnie pokierować leczeniem własnym lub swoich bliskich – opowiadał Sośnierz.
Marionetki?
Poprawie sytuacji nie służy skrajne upolitycznienie instytucji zarządzających.
Sośnierz dyrektorów oddziałów wojewódzkich NFZ wprost nazwał „marionetkami”, które nie podejmują żadnych samodzielnych decyzji, lecz biernie czekają na rozkazy od prezesa centrali.
Zdaniem Andrzej Sośnierza będzie jeszcze gorzej.
Procedowany jest projekt ustawy o zmianie ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz niektórych innych ustaw (druk nr 3157), czyli dokument, który może fundamentalnie zmienić układ sił na polskim rynku medycznym – informowaliśmy o tym w tekście „Powrót króla” i „W cieniu wszechwładzy”, pisząc, że przepisy dają prezesowi Narodowego Funduszu Zdrowia bezprecedensowe uprawnienia kontrolne i kadrowe, obejmujące nawet te podmioty, które nigdy nie korzystały z publicznych pieniędzy.
Te propozycje legislacyjne Sośnierz określił wprost mianem „totalitarnej ustawy”. Dodając, że zapisy projektowanych przepisów można by skrócić do jednego – dania prezesowi NFZ władzy absolutnej nad rynkiem medycznym.
Prezes funduszu dzięki przepisom miałby odzyskać wyłączne prawo do powoływania i odwoływania dyrektorów w regionach (odwracając reformę z 2014 r.), a także stać się ostatecznym arbitrem na lokalnych rynkach pracy. Na wniosek świadczeniodawcy będzie mógł bowiem arbitralnie, na pół roku, znosić rygorystyczne limity czasu pracy medyków, co – jak ostrzegał ekspert – doprowadzi do faworyzowania placówek lojalnych wobec władzy i „dociskania” tych opornych.
Co więcej, ekspert ujawnił niebezpieczny, ukryty – jego zdaniem – cel nowych regulacji kontrolnych.
W projekcie zapisano urzędnikom NFZ bezprecedensowe prawo do nieodpłatnego wglądu w dokumentację medyczną i pracowniczą podmiotów oraz aptek w pełni komercyjnych – takich, które nie mają żadnych umów z publicznym płatnikiem. Za odmowę współpracy grozić ma do 30 tys. zł kary.
Sośnierz stwierdził, że w ten sposób państwo uzyska narzędzie do precyzyjnego inwigilowania obywateli leczących się z własnej kieszeni, a z drugiej strony da możliwość do zastraszania małych przedsiębiorców medycznych. Zaszczuci kontrolami właściciele drobnych przychodni staną się łatwym celem przejęć, co doprowadzi do błyskawicznej korporatyzacji polskiego rynku zdrowia.
Co jest w projekcie nr 3157?
Procedowany projekt ustawy o zmianie ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz niektórych innych ustaw (druk nr 3157) radykalnie zwiększa kompetencje centrali Narodowego Funduszu Zdrowia.
Zgodnie z analizą ekspertów przepisy wprowadzają bezprecedensowe narzędzia kontrolne i kadrowe:
- Inwigilacja komercji i aptek: Kontrolerzy NFZ zyskują prawo do nieodpłatnego wglądu w dokumentację medyczną i pracowniczą (umowy o pracę, ewidencja czasu pracy) placówek, które nie posiadają żadnych umów z publicznym płatnikiem. W praktyce oznacza to nadzór państwa nad rynkiem prywatnym. Za odmowę współpracy lub udaremnienie kontroli grozi kara finansowa do 30 tys. zł, z prawem do jej ponawiania.
- Presja na korporatyzację rynku: Dopuszczenie kontrolerów do dokumentacji małych, prywatnych przychodni może stanowić element nacisku, ułatwiający dużym korporacjom medycznym przejmowanie zastraszonych widmem wysokich kar i ciągłych inspekcji drobnych przedsiębiorców.
- Ręczne sterowanie kadrami NFZ: Projekt odwraca reformę z 2014 roku i odbiera ministrowi zdrowia władzę nad obsadą stanowisk w regionach. Prezes funduszu odzyskuje prawo do samodzielnego powoływania i odwoływania dyrektorów oddziałów wojewódzkich, co gwarantuje mu absolutną lojalność aparatu urzędniczego.
- Arbitralne znoszenie limitów czasu pracy: Prezes NFZ staje się dysponentem lokalnych rynków pracy. Zyskuje uprawnienie, by na wniosek świadczeniodawcy zagrożonego brakiem personelu wyrazić zgodę na czasowe (do sześciu miesięcy) odstąpienie od rygorystycznych limitów dotyczących wieloetatowości medyków. Według analityków mechanizm ten stwarza ryzyko faworyzowania wybranych placówek przy jednoczesnym restrykcyjnym traktowaniu podmiotów opornych.
Przeczytaj także: „Paktu nie będzie, a rynkowi dziękujemy”, „Koniec dyktatury łóżka”, „Klinika wolnego rynku”, „Wszystko pilne, nic ważnego”, „Świątynie błędów”, „Podstawowe błędy” i „Operacja na otwartym rynku”.
Więcej materiałów z konferencji po kliknięciu w poniższy baner.


