TVN+
TVN+

Jestem rzeczniczką widzów

Udostępnij:

– Warto słuchać specjalistów i mądrych ludzi. Rozmawiając z nimi, mogę być rzeczniczką widzów, zadawać w ich imieniu pytania, pomagać wyciągać wnioski i zastanowić się nad zdrowiem swoim i bliskich. To jest dla mnie najważniejsza rola i to jest po prostu przepiękne – mówi Joanna Kryńska, dziennikarka TVN24+, Lider Roku 2025 w Ochronie Zdrowia – media i public relations w konkursie Sukces Roku.

Joanna Kryńska, dziennikarka TVN24+, to Lider Roku 2025 w Ochronie Zdrowia – media i public relations w konkursie Sukces Roku.

Czy traktuje pani swoją pracę jako misję?

Tak, zdecydowanie. Prowadzenie podcastu „Wywiad medyczny” w TVN24+ traktuję jako misję, w dodatku dającą mi ogromną satysfakcję, ponieważ dzięki niemu ważna wiedza pochodząca od ekspertów dociera do osób, które często nie mają szansy dostać się do specjalisty czy zapłacić za drogą wizytę. Uznałam, że jest to coś, co należy się naszym widzom. Jestem pośrednikiem między pytaniami od widzów a specjalistami i lekarzami, którzy o zdrowiu mówią w sposób przystępny, tłumacząc, co i kiedy należy zrobić – to jest właśnie moja dziennikarska misja.

Ma pani ponaddwudziestoletnie doświadczenie zawodowe, początki pani pracy to relacje sejmowe i poranne programy w TVN. Zagadnieniami zdrowotnymi zajmuje się pani od niedawna. Czy na ten wybór wpłynęły pani osobiste doświadczenia, czy ważne były też inne czynniki?

Moja osobista historia uświadomiła mi, że wszyscy boimy się choroby i każdy chce być zaopiekowany oraz jak najszybciej zdrowy, dlatego warto towarzyszyć ludziom w trudnych sytuacjach. Na antenie promujemy zdrowe postawy, reagujemy na problemy ochrony zdrowia i profilaktyki, ale rozmowy są krótkie, więc poczułam, że trzeba dać widzom dłuższe spotkania ze specjalistami. Podcast ma już ponad trzydzieści odcinków i końca nie widać, bo widzowie stale zgłaszają nowe tematy. Powstał więc z potrzeby przekazywania wiedzy w taki sposób, ale oczywiście także wpływ na to miało moje doświadczenie związane z przejściem poważnej choroby.

Pani przeżycia pozwoliły pewnie spojrzeć na system ochrony zdrowia niejako od środka, od strony pacjenta. Jakie to było doświadczenie?

Moja droga do diagnozy była taka jak każdego pacjenta. Zrobiłam podstawowe badania krwi, zlecone przez lekarza rodzinnego, a następnie czekałam w kolejce na badanie rezonansu magnetycznego, codziennie sprawdzając, czy nie zwolnił się wcześniejszy termin, ostatecznie trafiłam na wolne miejsce 8 marca, w Dniu Kobiet. Po jego wykonaniu czekałam na opis, choć mogłam wcześniej z płytą pojechać do specjalisty, jeśli znalazłby się szybki termin. Pewnym sygnałem była dla mnie reakcja osoby wykonującej badanie, która nie mówiąc wprost, zasugerowała mi pilne umówienie wizyty u neurochirurga. Na moje dopytanie przyznała, że widzi guz, czyli nowotwór, a dalsze szczegóły miały wynikać z opisu i konsultacji ze specjalistą.

Ważne w tym procesie jest zaufanie do specjalistów, co pani wielokrotnie podkreśla i co ma istotne znaczenie dla skuteczności leczenia…

Uważam, że naszym obowiązkiem jest słuchać osób, które naprawdę wiedzą, o czym mówią, czyli specjalistów w swoich dziedzinach, bo medycyna jest tak szeroka, że każdy lekarz jest ekspertem tylko w pewnym wycinku i właśnie takich fachowców zapraszam do programu. Zwracam uwagę nie tylko na ich wiedzę, ale też na empatię i sposób traktowania chorego, bo dobry lekarz potrafi przekazać trudną informację, powiedzieć prawdę i jednocześnie pokierować przerażonym pacjentem. To jest niewiarygodnie ważne. Pytani o to moi rozmówcy często stwierdzają, że mają zbyt mało czasu dla pacjentów, ale często o jakości kontaktu decyduje już zwykła uprzejmość, często powiedzenie kilku słów wszystko zmienia.

Mówi pani o zaufaniu, ale w naszym społeczeństwie jest z nim różnie. Wiele osób zamiast z porad fachowców korzysta z usług ludzi bez wykształcenia medycznego, pseudomedyków, szarlatanów, wykorzystujących często ciężką sytuację chorych. Czy szerzenie wiedzy, czyli to, co pani robi, jest w stanie tę sytuację zmienić?

Mam ogromną nadzieję, że tak. Pytam o to regularnie specjalistów zapraszanych do programu i oni często podkreślają rolę zaufania w kontakcie z pacjentem. Jest to ważne, ponieważ ufając lekarzowi, chory powie, że ktoś polecił mu zioła czy „cudowne” leki i wtedy specjalista może spokojnie wyjaśnić, czego nie łączyć z terapią, a co może być niebezpieczne i zachęcić do podjęcia racjonalnej decyzji. Najgorsze jest to, że są pacjenci, którzy w ogóle nie korzystają z fachowej opieki, wierząc ludziom bez wykształcenia medycznego, składającym puste obietnice, co jest nieludzkie i niegodne. Promowanie rzetelnej wiedzy jest kluczowe, bo wizyta u specjalisty w odpowiednim momencie może uratować życie lub je znacząco wydłużyć, o czym świadczy choćby ogromny postęp w leczeniu raka piersi – dziś często traktowanego jak choroba przewlekła, z pacjentkami paliatywnymi żyjącymi i pracującymi przez lata. W medycynie istnieją też „konie trojańskie”, nowoczesne leki znacząco wydłużające życie, trzeba o tym mówić. Trzeba także dementować fałszywe informacje, takie jak chociażby o biopsji rozsiewającej raka, które realnie zagrażają zdrowiu i życiu. Trzeba uczyć się odróżniać prawdę od kłamstwa, słuchając specjalistów, i na tej podstawie wyciągać własne wnioski.

Prowadzi pani konto na Instagramie [na stronie internetowej: www.instagram.com/j.krynska – red.]. Pojawia się na nim wiele komentarzy od obserwujących. Czy wynika z nich, że ludzie pozytywnie odbierają przekaz o tym, że warto sprawdzać?

Tak, odbieram bardzo wiele takich informacji. Najczęściej piszą do mnie osoby, które same chorują albo mają osobę chorą w rodzinie, i dzielą się swoimi historiami, dlatego coraz częściej myślę, aby do programu włączyć także pacjentów. To byłoby szczególnie potrzebne w czasach, gdy spotykamy się z falą fałszywych informacji, pseudomedycznych prawd i wręcz szamaństwa, takich jak obietnice „leczenia” poważnych nowotworów witaminą C itd. Często trudno się temu dziwić. Ludzie szukają pomocy, widziałam to między innymi, gdy odwiedziłam na Podlasiu kobietę uważającą się za uzdrowicielkę. Przychodzący do niej po prostu rozpaczliwie chcą wierzyć, że będzie lepiej. Namawiam ich, by najpierw zaufali lekarzom, a jeśli trafią na złego specjalistę, powinni szukać kolejnego, zamiast uciekać w iluzję i wiarę, że na przykład szałwia ich wyleczy. Zioła czy metody wspomagające mogą być dodatkiem do terapii, ale nie mogą zastępować właściwego leczenia. Ktoś, kto tak twierdzi, nie dba o pacjenta.

Szerzenie wiedzy to także mówienie o programach profilaktycznych, mamy ich sporo, są świetne, ale ciągle korzysta z nich niewielki odsetek osób, do których są skierowane. Chodzi o takie programy, jak cytologia, mammografia czy kolonoskopia…

Dotyczy to także szczepień, na przykład przeciw HPV. Dane pochodzące z Australii pokazują, że dzięki ich powszechności za parę lat w tym kraju problem nowotworów, których przyczyną jest wirus brodawczaka ludzkiego, praktycznie przestanie istnieć. Tymczasem w Polsce zaledwie około 16 proc. rodziców zdecydowało o zaszczepieniu dzieci, co oznacza realne ryzyko zachorowania zarówno dla nich, jak i dla kolejnych pokoleń. To pokazuje, jak ogromną rolę odgrywa rzetelna wiedza i że brakuje wszechobecnej edukacji, która skłoniłaby rodziców do refleksji i uświadamiała, że HPV powoduje nie tylko raka szyjki macicy, ale wiele innych chorób, takich jak nowotwory gardła czy odbytu, dotyczące także mężczyzn. Może tych informacji jest za mało, może trzeba więcej o tym mówić, wręcz bombardować informacjami. Jest także wiele zagadnień dotyczących długowieczności, które warto propagować. Lekarze zapraszani przeze mnie do programu podkreślają znaczenie odpowiedniej higieny życia, czyli dobrą jakość snu, odpowiednią dietę oraz inne czynniki, na które mamy wpływ, a są one kluczem do lepszego samopoczucia i długiego życia.

Podejmuje pani też trudne tematy, takie jak odchodzenie.

To jest dla mnie jeden z najważniejszych tematów. Chciałabym się z nim przebić, aby ludzie pozbyli się strachu przed umieraniem, bo śmierć dotknie każdego z nas, a własne doświadczenie lęku chorobowego pokazało mi, jak bardzo trzeba o tym mówić. Rozmowa z doktorem Pawłem Grabowskim, który porzucił pracę w warszawskim szpitalu onkologicznym, aby założyć na Podlasiu hospicjum oferujące samotnym, ciężko chorym ludziom opiekę, leki przeciwbólowe i godność, uświadamia, że w XXI w. nie ma obowiązku odchodzić w cierpieniu. To właśnie ten lekarz nauczył mnie nazywania rzeczy po imieniu – nie „odchodzenie”, tylko „umieranie” – oraz wrażliwości na opiekunów, o których system prawie nie pamięta, choć dźwigają ogromny ciężar emocjonalny. Takie rozmowy mogą zainspirować młode osoby do wolontariatu w hospicjum, gdzie często wystarczy sama obecność, bycie obok, bo nawet gdy nie ma już mowy o leczeniu, towarzyszenie choremu i troska stają się sprawami kluczowymi.

Pani praca jest doceniana. Otrzymała pani nagrodę za akcję „Bezpieczeństwo na drogach”, która też związana była z aspektem medycznym.

Temat pojawił się wtedy, gdy neurochirurg dr Łukasz Rakasz w „Wywiadzie medycznym” powiedział, że miałby znacznie mniej pracy, gdyby rodzice zadbali o to, aby dzieci jeździły w kaskach. Postanowiliśmy podjąć temat, zaprosiliśmy do debaty ministra infrastruktury, którego przekonały argumenty lekarza, ostatecznie prezydent podpisał ustawę nakazującą jazdę w kasach do 16. roku życia. Taki obowiązek może budzić opór, podobnie jak było z wprowadzeniem obowiązku zapinania pasów bezpieczeństwa uznawanego nieomal za „zamach na wolność”. Uważam, że dziennikarze mają obowiązek promować mądre, profilaktyczne postawy i wykorzystywać każdą antenę, także newsową, do zwracania uwagi na ratowanie zdrowia i życia.

Teraz otrzymuje pani nagrodę w konkursie Sukces Roku, w kategorii media i public relations. Czym dla pani jest to wyróżnienie?

Sprawia mi radość, jest ogromnie budujące i stanowi potwierdzenie, że moja praca ma sens. Jest to in-spirujące, dodaje energii i sprawia, że mimo 22 lat w zawodzie czuję dziennikarskie flow, jakbym do-piero zaczynała karierę. Podobnie zresztą działają wiadomości od widzów, którzy piszą, że pierwszy raz usłyszeli ode mnie o badaniach profilaktycznych, że zapisują na nie siebie lub swoich rodziców, bo nawet jeżeli wynik wykaże jakiś problem, to wcześniejsze wykrycie go może odmienić ich los. Pokazują to przykłady wielu osób, choćby Marka Migalskiego, byłego europosła, który wykonał kolonoskopię mimo braku objawów i okazało się, że ma zmiany nowotworowe. Podkreśla on niejednokrotnie w swoich wypowiedziach, że gdyby zdecydował się na to badanie dwa l ata wcześniej, n ie byłby w sytuacji, w jakiej jest obecnie. Strach przed badaniami często wynika z niewiedzy i bywa niezasadny, trzeba się badać pomimo strachu, chociaż oczywiście nie dajmy się zwariować i nie szukajmy u siebie objawów wszystkich chorób. Na pewno jednak warto słuchać specjalistów i mądrych ludzi, takich, którzy są gośćmi mojego podcastu. Rozmawiając z nimi, mogę być rzeczniczką widzów, zadawać w ich imieniu pytania, pomagać wyciągać wnioski i zastanowić się nad zdrowiem swoim i bliskich. To jest dla mnie najważniejsza rola i to jest po prostu przepiękne.

Joanna Kryńska, dziennikarka TVN24+, to Lider Roku 2025 w Ochronie Zdrowia – media i public relations w konkursie Sukces Roku.

Laureaci konkursu zostaną uhonorowani podczas uroczystej gali, która odbędzie się 29 stycznia 2026 r. na Zamku Królewskim w Warszawie.

Więcej o konkursie (między innymi lista nagrodzonych) po kliknięciu w poniższy baner.

 
 
 
 
 
© 2026 Termedia Sp. z o.o. All rights reserved.
Developed by Bentus.