Wspólny front zdrowia – dlaczego cywilna i wojskowa medycyna muszą stać się jednością ►
Współczesne konflikty zbrojne redefiniują pojęcie bezpieczeństwa zdrowotnego, wymuszając całkowitą zmianę myślenia o leczeniu. O wnioskach z wojny w Ukrainie, koniecznej poprawie systemu ochrony zdrowia (i nie tylko), liście leków krytycznych i zagrożeniach związanych z przerwaniem globalnych łańcuchów dostaw rozmawiali prof. Marcin Czech i gen. broni prof. Grzegorz Gielerak. Wyjaśniali przy tym, dlaczego w przypadku zagrożeń cywilna i wojskowa ochrona zdrowia muszą natychmiast stworzyć nierozerwalny monolit.
- Za nami VI edycja konferencji Priorities and Challenges in Polish and European Drug Policy
- Podczas wydarzenia prof. Marcin Czech z Rady Naukowej konferencji rozmawiał z gen. broni prof. dr. hab. n. med. Grzegorzem Gielerakiem, dyrektorem Wojskowego Instytutu Medycznego – Państwowego Instytutu Badawczego w Warszawie
- „Menedżer Zdrowia” publikuje wywiad pod tytułem „Nowa architektura współpracy cywilno-wojskowej w służbie bezpieczeństwa zdrowotnego Polski”
- Grzegorz Gielerak mówił o ukraińskiej przestrodze. – Ukraińcy sami dziś z wyrzutem, ale i ku przestrodze innych mówią: „Mieliśmy osiem lat, ale nie wierzyliśmy, że dojdzie do najgorszego. Zmarnowaliśmy ten czas” – stwierdził
- Czy wyciągnęliśmy wnioski i Polska jest gotowa na wojnę?
Rozpoczynając rozmowę, prof. Marcin Czech zwrócił się do swojego rozmówcy z pytaniem, czy bezpieczeństwo zdrowotne Polski to problem wyłącznie systemu ochrony zdrowia, czy bezpieczeństwa państwa w ogóle.
Gen. Grzegorz Gielerak przyznał, że cała społeczność świata zachodniego ma poważny problem z właściwym rozumieniem tej kwestii.
Wskazał, że bezpieczeństwo państwa i system ochrony zdrowia należy postrzegać jako monolit i jedność.
– Nie ma dziś kraju, który mógłby funkcjonować w swoim bezpiecznym, „cywilnym” świecie, żyjąc w ułudzie, że w razie kryzysu obronią go wyłącznie siły zbrojne – ostrzegł generał Gielerak, dodając również, że cała historia konfliktów dowodzi, iż gwarancję przetrwania mają tylko te państwa, które potrafiły stworzyć zintegrowany system obronny. Przypomniał słowa teoretyków wojskowych z lat 20. ubiegłego wieku, którzy pisali, że państwo broni się wszystkimi swoimi zasobami, a armia jedynie tym, co od tego państwa i społeczeństwa otrzyma. Podsumowując tę myśl, generał dobitnie zaznaczył: „Armia jest tak silna, jak silne i świadome jest społeczeństwo oraz na ile czuje ono potrzebę inwestowania we własne bezpieczeństwo”.
Wywiad poniżej, pod wideo dalsza część tekstu.
Lekcje z frontu w Ukrainie
Prof. Marcin Czech nawiązał do sytuacji za naszą wschodnią granicą. Podkreślił, że od momentu wybuchu wojny w Ukrainie diametralnie zmieniła się definicja bezpieczeństwa. Poprosił generała o komentarz, jak w tym wszystkim odnajduje się ukraińska ochrona zdrowia oraz jak Polska powinna przygotować się na ewentualny konflikt – niezależnie od tego, czy będzie to cyberwojna, czy starcie kinetyczne.
Gen. Grzegorz Gielerak odpowiedział, że informacje płynące z Ukrainy powinniśmy natychmiast analizować i wdrażać u nas rozwiązania. Przypomniał, że pełnoskalowa inwazja nastąpiła dopiero osiem lat po pierwszym konflikcie z 2014 r.
– Ukraińcy sami dziś z wyrzutem, ale i ku przestrodze innych mówią: „Mieliśmy osiem lat, ale nie wierzyliśmy, że dojdzie do najgorszego. Zmarnowaliśmy ten czas” – stwierdził.
Generał zrelacjonował, że pierwszy rok wojny w Ukrainie był okresem pospiesznego, chaotycznego integrowania struktur medycznych. Podkreślił, że dopiero po roku od wybuchu walk Ukraińcy podjęli formalną decyzję o połączeniu segmentu wojskowego i cywilnego, ponieważ przystąpili do wojny, mając dwa osobne systemy.
Według Gieleraka dowodzi to, że w momencie kryzysu nie da się podjąć jednej decyzji, która natychmiast zadziała, a wszystkie procedury trzeba szczegółowo rozpisać i przećwiczyć w czasie pokoju.
Generał przytoczył również przerażające statystyki. Poinformował, że według najnowszych danych Rosjanie zniszczyli lub uszkodzili w Ukrainie już ponad 3 tys. placówek medycznych.
– To bezwzględny dowód na to, że symbol Czerwonego Krzyża przestał chronić – stał się dla przeciwnika celownikiem – zauważył wojskowy.
Ekspert wyjaśnił, że właściwe przygotowanie do konfliktu wymaga budowy ufortyfikowanych, chronionych miejsc udzielania świadczeń. Ich lokalizacja musi być ściśle powiązana z planowanymi stratami sanitarnymi, te zaś wynikają bezpośrednio z planów operacyjnych sił zbrojnych. Generał opisał, jak charakter struktur obronnych zależy od rodzaju walczących wojsk. W przypadku starć dywizji pancernych przeważają oparzenia i urazy wielonarządowe, natomiast tam, gdzie walczy lekka piechota, dominują rany postrzałowe i odłamkowe, wywołane między innymi masowym użyciem dronów.
Efektywność kosztowa kontra odporność na kryzys
Prof. Czech ocenił ten wątek jako niezwykle ważny i zauważył, że w Polsce historycznie mamy dużą liczbę szpitali (około tysiąca) oraz teoretyczny nadmiar łóżek. Wspomniał, że choć często uznawano to za nieefektywną pozostałość po planach Układu Warszawskiego, to w obecnej sytuacji geopolitycznej być może nie powinniśmy myśleć o redukcjach. Zapytał swojego rozmówcę, czy z punktu widzenia siły naszej gospodarki nie lepiej byłoby ten zasób po prostu utrzymać.
Gen. Grzegorz Gielerak zdecydowanie zgodził się z tą tezą. Przedstawił trzy filary nowoczesnego zabezpieczenia medycznego, zaznaczając, że pojęcie „pole walki” obejmuje cały łańcuch ewakuacji medycznej, w który zaangażowany jest zarówno sektor wojskowy, jak i cywilny.
Jako pierwszy filar wymienił działanie w rozproszeniu. Oznajmił, że współczesna doktryna całkowicie odchodzi od tworzenia wielkich szpitali polowych czy centralnych ośrodków na tyłach. Wskazał, że dobrze przygotowane państwo rozprasza swoje zasoby.
– Lepiej mieć w danym rejonie trzydzieści mniejszych, dobrze przygotowanych szpitali, z których każdy jest w stanie zabezpieczyć procedury ratujące życie na swoim poziomie – dodał.
Drugim filarem jest współpraca cywilno-wojskowa, która – jak podkreślił generał – musi być szczegółowo opisana procedurami w czasie pokoju, gdyż w godzinie „W” brak ujednolicenia sprzętu czy transportu kosztuje ludzkie życie.
Jako trzeci filar Gielerak wskazał odpowiednią infrastrukturę chronioną. Przytoczył przykład Ukrainy, gdzie szpitale oddalone o kilkaset kilometrów od linii frontu bywają precyzyjnie niszczone rosyjskimi rakietami. Wyjaśnił, że współczesna triada wojny – prędkość, zasięg i precyzja – wymusza rewolucję w myśleniu ratowniczym.
– Odchodzimy od koncepcji, w której to ranny przemieszczał się do szpitala. Dziś to struktura szpitalna musi „przybliżyć się” do rannego. Kluczowe jest przeżycie pierwszych dziesięciu minut po urazie – tłumaczył prof. Gielerak.
Generał opisał główny problem świata Zachodu, ukształtowanego przez zasady gospodarki wolnorynkowej. Wyjaśnił, że codzienna dbałość o efektywność kosztową nauczyła nas, iż puste łóżka czy niepracujące bloki operacyjne to marnotrawstwo. Ostrzegł jednak, że w warunkach wojny ta nadmiarowość (redundancja) staje się warunkiem przetrwania, a takich zasobów nie da się zbudować z dnia na dzień.
Koniec globalizacji a bezpieczeństwo lekowe
Prof. Marcin Czech nawiązał też do geopolityki.
Stwierdził, że era pełnej globalizacji ustępuje miejsca nowemu układowi sił mocarstw, co widać w rywalizacji USA i Chin. Przechodząc do polityki lekowej, zapytał wprost, czy Europa nie wykazała się zbytnią naiwnością, uzależniając się od Azji w zakresie produkcji substancji czynnych (API), i czy nasza polityka zdrowotna ma szansę nadążyć za tą dynamiką.
Grzegorz Gielerak ocenił, że zamiast o naiwności należy mówić o braku przezorności. Wskazał, że wiele państw, wierząc w „koniec historii”, wyzbyło się przemysłu na rzecz usług i finansów. Produkcję przeniesiono do Indii i Chin, bo tam było taniej, zapominając, że w momencie kryzysu globalne łańcuchy dostaw pękają jako pierwsze.
Generał stwierdził, że identycznie wygląda sytuacja z polityką lekową. Zwrócił uwagę na fakt, że obecnie 70–80 proc. substancji czynnych dla Europy pochodzi z kierunku azjatyckiego. Zaapelował o to, aby produkcja leków strategicznych odbywała się w Polsce lub na terenie Unii Europejskiej.
Wyjaśnił, że o bezpieczeństwie lekowym decydują trzy elementy:
- bezpieczne i zdywersyfikowane łańcuchy dostaw,
- krajowa samowystarczalność produkcyjna,
- mądry system rezerw materiałowych.
Lista cywilna
Grzegorz Gielerak wypowiedział się też o Krajowej liście leków krytycznych (i to, że po aktualizacji znajduje się na niej 401 substancji czynnych).
– Bardzo dobrze, że jest, choć niepokoi to, iż jest ona tak obszerna i w ostatnim czasie istotnie się wydłużyła. Należy zastanowić się, czy rzeczywiście to leki krytyczne. Nie może być tak, że wszyscy będą zabiegać o to, by dołożyć do tego wykazu kolejne preparaty – ocenił Grzegorz Gielerak, sugerując, że listę powinniśmy zredukować.
Przyznał, że mając na względzie kryzys, jakim jest konflikt zbrojny, powinniśmy określić cztery duże grupy leków, które powinny definiować nasze potrzeby w zakresie listy leków krytycznych. To:
- po pierwsze, te ratujące życie, wykorzystywane w anestezji i intensywnej terapii,
- po drugie, stosowane w chorobach przewlekłych (kardiologiczne, insulina, przeciwpadaczkowe),
- po trzecie, będące odpowiedzią na zagrożenia biologiczne.
Lista wojskowa
Gielerak dodał, że wojsko potrzebuje własnego wykazu substancji i leków krytycznych.
– Lista wojskowa powinna być zdecydowanie krótsza od Krajowej listy leków krytycznych – z 20–40 pozycjami.
Dlaczego to ważne?
– Bo współczesne pole walki, które jest zdominowane przez systemy bezzałogowe i opóźnioną ewakuację wymusza rewizję organizacji zabezpieczenia medycznego żołnierza. Doświadczenia konfliktu na Ukrainie dowodzą, że poszkodowani pozostają w strefie kontaktu z przeciwnikiem przez wiele godzin, niekiedy dni, zdani wyłącznie na zasoby indywidualnego pakietu medycznego i doraźne dostawy realizowane za pośrednictwem dronów. W tych warunkach o przeżywalności decyduje nie ogólna dostępność leków w systemie ochrony zdrowia, lecz precyzyjne dopasowanie środków farmaceutycznych i materiałów medycznych do konkretnego etapu łańcucha ewakuacyjnego – od autopomocy i pomocy koleżeńskiej w strefie rażenia, przez przedłużoną opiekę polową – Prolonged Field Care – po kwalifikowane leczenie chirurgiczne na wyższych poziomach zabezpieczenia medycznego – stwierdził gen. Grzegorz Gielerak, oceniając, że Krajowa lista leków krytycznych nie uwzględnia specyfiki operacyjnej sił zbrojnych, w której priorytet mają środki do tamowania masywnych krwotoków, analgezji polowej, profilaktyki przeciwinfekcyjnej, neuroprotekcji i resuscytacji płynowej, produkty krwiopochodne przeznaczone do transfuzji w warunkach taktycznych oraz farmakoterapia oparzeń, leki stosowane bezpośrednio w leczeniu operacyjnym i stabilizacji stanu rannych, a także odtrutki na bojowe środki trujące.
– Wojsko potrzebuje własnego wykazu substancji i leków, który byłby przygotowany na podstawie trzech kryteriów, takich jak profil urazowy współczesnego pola walki, realne scenariusze czasowe ewakuacji i zdolności farmakoterapeutyczne poszczególnych poziomów zabezpieczenia medycznego – od indywidualnego pakietu żołnierza, przez punkty medyczne i mobilne zespoły chirurgiczne, po szpitale trzeciego i czwartego poziomu. Tego rodzaju lista nie konkurowałaby z krajową, cywilną listą, ale stanowiła jej strategiczne dopełnienie – zauważył.
Grzegorz Gielerak mówił też, że wszyscy powinniśmy dążyć do tego, aby więcej substancji czynnych do produkcji leków było wytwarzanych na naszym kontynencie.
Prof. Czech podsumował, że optymalnym rozwiązaniem wydaje się miks własnych mocy produkcyjnych oraz dywersyfikacji importu z krajów geograficznie i politycznie bliskich. Podzielił się też własnym spostrzeżeniem na temat ryzyka celowego odcięcia dostaw przez globalnych graczy, uznając taki scenariusz za wysoce prawdopodobny i łatwy do przeprowadzenia.
Generał w pełni zgodził się z tą opinią i zwrócił się bezpośrednio do sceptyków:
– Drodzy państwo, nie miejcie cienia złudzeń. Odcięcie dostaw leków lub komponentów będzie jedną z pierwszych rzeczy, jakie się wydarzą w ramach konfliktu hybrydowego.
Wyjaśnił, że jest to narzędzie niezwykle skuteczne, wywołujące natychmiastowy chaos społeczny, a zarazem pozwalające agresorowi na wygodne zaprzeczenie i zrzucenie winy na awarię fabryki czy przestoje remontowe. Przypomniał, że taki test Europa przeszła już w 2019 roku, gdy z powodu jednoczesnych „remontów” w trzech chińskich fabrykach nagle zabrakło na rynku kluczowych leków kardiologicznych i diabetologicznych.
Skuteczny system buduje się przez ćwiczenia
Prof. Czech zwrócił uwagę, że za odporność i bezpieczeństwo trzeba być gotowym zapłacić wysoką cenę. Odwołał się do swojej pasji nurkowej, tłumacząc, że im dłużej i skrupulatniej przygotowuje się do zejścia pod wodę, tym mniej niespodzianek spotyka się na głębokości. Nawet przy kumulacji złych zdarzeń ma gotowy plan, który wyjmuje jak z rękawa. Zapytał, czy to dobra analogia dla systemu ochrony zdrowia.
Gen. Grzegorz Gielerak uznał ją za doskonałą. Podkreślił, że współpraca cywilno-wojskowa musi mieć wymiar praktyczny. Wyjaśnił, że w realiach oznacza to konieczność organizowania przynajmniej raz w roku masowych ćwiczeń typu MASKAL (zdarzenia masowe) z udziałem szpitali, pogotowia, lotniczego pogotowia ratunkowego, policji i wojska.
– Zarządzania kryzysowego i panowania nad chaosem nikt nigdy nie nauczył się wyłącznie z podręczników – to trzeba po prostu stale ćwiczyć – zadeklarował generał, wskazując jako wzór Finlandię, która działa w ten sposób od 1961 r.
Prof. Czech potwierdził, że Finowie pod tym względem imponują, i wspomniał swoją wizytę w Helsinkach, gdzie dowiedział się, iż tamtejsze schrony mogą pomieścić 120 proc. populacji miasta, uwzględniając turystów. Skontrastował to z sytuacją w Polsce, gdzie sam – mieszkając koło Warszawy – w razie zagrożenia nie miałby się gdzie ukryć. Ocenił przygotowanie stolicy jako bardzo marne i zauważył, że większość szpitali i budynków cywilnych nie wie, co robić w godzinie próby. Zapytał, jak najsprawniej wykorzystać kompetencje wojska do wzmocnienia systemu ochrony zdrowia.
W odpowiedzi gen. Grzegorz Gielerak podał alarmujące dane dotyczące naszego kraju. Zwrócił uwagę, że podczas gdy w Finlandii wskaźnik miejsc w schronach wynosi wspomniane 120 proc., w Polsce to zaledwie około 4 proc.
Przyznał, że budowa nowoczesnej infrastruktury obrony cywilnej to proces kosztowny, ale konieczny. Zasugerował, że wzorem nordyckim powinniśmy projektować obiekty o podwójnym zastosowaniu (dual-use), takie jak parkingi podziemne czy stacje metra, które w czasie pokoju służą mieszkańcom, a w okresie wojny stają się bezpiecznym schronieniem.
Generał odniósł się do kwestii terytorialnej, podkreślając, że absolutnym priorytetem rządu powinno być zabezpieczenie medyczne tak zwanej ściany wschodniej.
– W ramach planowania komponentów medycznych tarczy Wschód ufortyfikowane i bezpieczne punkty medyczne w województwach granicznych muszą powstać w ciągu najbliższych dwunastu do dwudziestu czterech miesięcy. To jest absolutny priorytet – podsumował.
Prof. Czech zgodził się, że na ten cel powinny zostać przeznaczone środki z budżetu obronnego, po czym poprosił rozmówcę o przeanalizowanie hipotetycznego scenariusza geopolitycznego.
– Co stanie się w ciągu pierwszych 72 godzin, jeśli w wyniku konfliktu o Tajwan Chiny i Indie całkowicie zablokują eksport substancji czynnych – API – do Europy na okres do pół roku? – spytał.
Gen. Grzegorz Gielerak odpowiedział, że podstawą zarządzania takim kryzysem jest dokładna, twarda wiedza o tym, jakimi realnymi zapasami dysponujemy w kraju w danym momencie. Zauważył jednak, zaniepokojony, że na tym etapie opinie instytucji państwowych i przedstawicieli rynku farmaceutycznego wciąż bywają mocno rozbieżne.
Strategia zapasów i dyplomacja gospodarcza
W odpowiedzi na pytanie o realne zapasy leków w Polsce, generał Gielerak podkreślił, że ważne w zarządzaniu kryzysem jest pełna świadomość tego, jakim potencjałem aktualnie dysponujemy.
Przyznał jednak, że dane na ten temat bywają sprzeczne lub są bardze ogólne.
Zaznaczył, że te cztery miesiące na pewno nie dotyczą w równym stopniu całego asortymentu medycznego. Zdaniem generała w sytuacji odcięcia dostaw z Azji najważniejsze jest natychmiastowe wykorzystanie posiadanych zasobów przy jednoczesnej świadomości, ile dokładnie czasu pozostało na uruchomienie alternatywnych kanałów zaopatrzenia.
– Taki scenariusz wymaga jednak wcześniejszego przeprowadzenia niezwykle złożonych działań z zakresu dyplomacji gospodarczej – wskazał prelegent. Ostrzegł, że w momencie globalnego kryzysu chętnych na alternatywne dostawy będzie bardzo wielu, dlatego nowe kierunki i umowy z partnerami zagranicznymi muszą być precyzyjnie dograne jeszcze w czasie pokoju.
Generał zwrócił również uwagę na specyficzne położenie geopolityczne naszego kraju, które określił mianem „przekleństwa i błogosławieństwa zarazem”. Wyjaśnił, że jako kluczowy łącznik między Europą a Azją Polska jest historycznie narażona na wszelkie dziejowe burze, które przetaczają się przez ten obszar. Z drugiej strony ta sama lokalizacja gwarantuje nam udział w ogromnej wymianie gospodarczej. Zdaniem wojskowego powinniśmy wykorzystać potencjał ludnościowy i geograficzny kraju, aby zachęcić państwa naszego regionu do wspólnej produkcji leków i szczepionek.
Grzegorz Gielerak stanowczo odrzucił argumenty sceptyków, którzy twierdzą, że jesteśmy zbyt małym rynkiem, by taka produkcja była opłacalna.
– Zbyt mali na samodzielną produkcję są Słowacy czy Czesi. Jeśli jednak zestawimy ze sobą wszystkie kraje tak zwanego Międzymorza, to nagle otrzymujemy potężny region liczący sto dwadzieścia milionów ludzi – wyliczał gen. Gielerak, dodając, że obszar ten generuje ponad 30 proc. PKB Unii Europejskiej, co oznacza olbrzymi, niewykorzystany potencjał.
Według niego umiejętne porozumienie co do stworzenia odporności lekowej pozwoliłoby na stworzenie infrastruktury, która w czasie pokoju zaopatrywałaby Europę Środkowo-Wschodnią, a w czasie wojny stałaby się bezpiecznym hubem produkcyjnym.
Generał zaapelował o porzucenie myślenia wyłącznie kategoriami wolnorynkowymi.
– Przestańmy szukać usprawiedliwienia w tym, że coś jest nieekonomiczne. Nieekonomiczna i nieopłacalna to jest sytuacja, w której w godzinie kryzysu pozostawimy naszych obywateli bez dostępu do środków ratujących życie – stwierdził.
Prof. Marcin Czech w pełni zgodził się z tym postulatem, uznając, że odporność farmaceutyczna powinna być szczegółowo rozrysowana „na desce kreślarskiej każdego państwowego stratega”.
Cyberatak i interoperacyjność – najsłabsze ogniwo systemu
Eksperci rozmawiali też o jeszcze trudniejszym scenariuszu – paraliżującym infrastrukturę zdrowotną cyberataku w konflikcie hybrydowym.
Marcin Czech podzielił się własnym, świeżym doświadczeniem pacjenckim z jednego z polskich szpitali, w którym doszło do nagłej awarii systemów informatycznych – przestały działać telefony oraz tomograf komputerowy.
– Skoro zwykła awaria rodzi taki paraliż, to co stałoby się w ciągu pierwszych siedemdziesięciu dwóch godzin rzeczywistego kryzysu? – pytał ekspert, wskazując na trudność w koordynowaniu rozproszonego systemu ochrony zdrowia, który w Polsce ma wielu różnych właścicieli.
Gen. Grzegorz Gielerak bez wahania zdiagnozował największą piętę achillesową rodzimej medycyny, jaką jest ogromne rozproszenie i różnorodność systemów informatycznych (klasycznych systemów HIS) używanych przez poszczególne szpitale. Mimo jednolitych protokołów wymiany danych, brak pełnej spójności drastycznie utrudnia budowę jednego, interoperacyjnego systemu IT, którym w momencie kryzysu mogliby posługiwać się wszyscy uczestnicy rynku.
Dla decydentów memento powinny być doświadczenia z Ukrainy, które jasno pokazały, że bezpieczeństwo informatyczne opiera się na pełnej interoperacyjności struktur cywilnych i wojskowych. Generał wskazał, że czas pokoju należy wykorzystać na wypracowanie wspólnych standardów. Jako przykład świetnej, cywilnej inicjatywy podał tworzony przez Centrum e-Zdrowia moduł ewidencji potencjału świadczeniodawców.
– Z perspektywy wojskowego wiedza o tym, gdzie są wolne sale operacyjne, jaka jest rotacja łóżek i gdzie znajdują się konkretne zasoby, ma znaczenie krytyczne – tłumaczył Grzegorz Gielerak.
Oznajmił, że tego typu cywilne systemy powinny być z automatu integrowane z działaniami Dowództwa Komponentu Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni (DKWOC). Podkreślił, że odporność buduje się właśnie poprzez technologiczną spójność.
Prof. Czech przywołał w tym kontekście sytuację z początku pandemii COVID-19, kiedy Ministerstwo Zdrowia miało ogromne trudności z precyzyjnym określeniem liczby dostępnych łóżek intensywnej terapii. Wspomniał błędy logistyczne, do jakich dochodziło m.in. w Instytucie Matki i Dziecka, gdzie respiratory dziecięce były automatycznie wliczane przez wojewodę do ogólnej bazy respiratorowej dla dorosłych, choć specyfika choroby dotyczyła głównie osób starszych.
– To były fundamentalne wyzwania komunikacyjne i organizacyjne. W razie realnego konfliktu zbrojnego tego typu problemy zostaną zwielokrotnione – ostrzegł profesor.
Grzegorz Gielerak potwierdził te obawy, przypominając, że sam sprzęt bez wyszkolonych ludzi, jasnych procedur i przećwiczonych protokołów działania jest bezużyteczny.
– Nie ulegajmy ułudzie, że dobrze przygotowany do kryzysu jest ten, kto ma pieniądze i kupi sobie nowoczesny sprzęt. Nic bardziej błędnego – skomentował dobitnie dyrektor WIM.
Odpowiedzialność tkwi w rezerwach ludzkich
Podsumowując spotkanie, prof. Marcin Czech podziękował generałowi za niezwykle profesjonalną i kluczową dla bezpieczeństwa kraju rozmowę. Zauważył, że Polska jako kraj nizinny w sercu Europy przetrwa tylko wtedy, gdy będzie perfekcyjnie przygotowana do reagowania na zagrożenia.
Grzegorz Gielerak na koniec skierował do uczestników konferencji bardzo osobisty apel, zachęcając pracowników sektora medycznego do odwiedzenia najbliższych wojskowych centrów rekrutacji.
– Odporne państwo to takie, które posiada możliwie najbogatsze rezerwy – nie tylko te infrastrukturalne, lecz przede wszystkim rezerwy ludzkie i kadrowe. Wszyscy to państwo budujemy i wszyscy musimy czuć się za nie odpowiedzialni – zakończył generał.
Prof. Czech w pełni podpisał się pod tymi słowami, konkludując, że o ostatecznej sile Rzeczypospolitej stanowią mądrość, przygotowanie oraz niezłomna postawa jej obywateli.
Gen. broni prof. dr hab. n. med. Grzegorz Gielerak to absolwent Wydziału Lekarskiego Wojskowej Akademii Medycznej (1992), Szkoły Głównej Handlowej (2008) oraz Akademii Leona Koźmińskiego (2011), specjalista chorób wewnętrznych i kardiologii, a także lekarz 13. Pułku Zmechanizowanego 5. Dywizji Pancernej, następnie asystent, adiunkt i docent Centralnego Szpitala Klinicznego Ministerstwa Obrony Narodowej w Warszawie. Od 2007 r. jest dyrektorem Wojskowego Instytutu Medycznego – Państwowego Instytutu Badawczego.
Grzegorz Gielerak to konsultant krajowy do spraw obronności w dziedzinie medycyny – choroby wewnętrzne.
W latach 2012 r. otrzymał tytuł Menedżera Roku w Ochronie Zdrowia za osiągnięcia w działalności organizacyjnej i zarządczej. Został odznaczony między innymi Złotym Krzyżem Zasługi i wyróżniony wpisem w Księdze Honorowej Wojska Polskiego.
Przedmiotem zainteresowań badawczych są zagadnienia dotyczące schorzeń układu sercowo-naczyniowego, w tym między innymi omdlenia sercowo-naczyniowe, niewydolność serca i nadciśnienie tętnicze.
To autor 250 pełnotekstowych prac naukowych, kierownik projektów badawczych i prac badawczo-wdrożeniowych oraz publikacji z zakresu organizacji i zarządzania w ochronie zdrowia, w tym zdrowia wojsk. Publikuje w „Menedżerze Zdrowia”.
Marcin Czech to
profesor nauk medycznych i nauk o zdrowiu oraz profesor nauk
społecznych w dyscyplinie ekonomia i finanse. Jest specjalistą w
dziedzinie epidemiologii, zdrowia publicznego i psychiatrii. To
kierownik Zakładu Farmakoekonomiki, kierownik Zespołu Kontroli Zakażeń
Szpitalnych w Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie oraz członek
zarządu Polskiego Towarzystwa Farmakoekonomicznego.
Autor ponad
300 publikacji naukowych i raportów z zakresu zarządzania, ekonomiki
zdrowia, farmakoekonomiki i jakości życia, opublikowanych zarówno w
czasopismach krajowych (między innymi w „Menedżerze Zdrowia”), jak i
zagranicznych. Promotor ponad 200 prac magisterskich i dyplomowych.
Członek zespołów eksperckich, między innymi Polskiej Akademii Nauk,
kolegiów redakcyjnych i redakcji specjalistycznych czasopism naukowych.
To recenzent prac naukowych, rozpraw doktorskich, książek i artykułów
naukowych, uczestnik licznych projektów badawczych realizowanych w
ramach grantów, w tym finansowanych przez Unię Europejską.
Działał w międzynarodowym środowisku biznesowym i doradczym, gdzie zajmował się zagadnieniami z zakresu ekonomiki zdrowia i analizami typu Real World Evidence (RWE).
Przeczytaj także: „Przyczajony tygrys czy ukryty smok? Chiński rynek farmaceutyczny od środka”, „Aż 60 proc. PKB na ochronę zdrowia? Eksperci uważają, że to możliwe”, „Tak wytyczymy strategiczne kierunki w polityce lekowej” i „Rząd USA dąży do podniesienia cen innowacyjnych leków w innych państwach”.
Więcej materiałów z VI edycji konferencji Priorities and Challenges in Polish and European Drug Policy po kliknięciu w poniższy baner.


