Wyślij
Udostępnij:
 
 
Powróćmy do centralnego rozdzielnika płac w ochronie zdrowia
Autor: Bartłomiej Leśniewski |Data: 12.06.2019
 
 
Nie ma innego wyjścia. Skoro ministerstwo i tak zawiera umowy płacowe poza plecami dyrektorów, to czy nie prościej by było, aby w pełni wzięło na siebie ciężar odpowiedzialności za swoje obietnice?
Działo się tak w wypadku pielęgniarek, ratowników i ostatnio fizjoterapeutów. To ministerstwo negocjowało z nimi płace. Potem zwiększało finansowanie szpitali, z góry jednak przesądzając, że pula dodatkowych pieniędzy ma zostać przeznaczona na podwyżki dla konkretnych grup zawodowych. Nie obyło się bez konfliktów, bo dyrektorzy mieli związane ręce regulaminami płac, czy też koniecznością spłaty poprzednich długów. W wypadku ratowników pieniądze na ratowników przez długi czas się nie znajdowały. Czy obiecane fizjoterapeutom 500 zł znajdzie się od lipca – jeszcze nie wiadomo.

A można prościej. Skoro resort obiecuję, to niech sam dotrzymuje. Wróćmy do systemu budżetowego i centralnego taryfikatora płac w zdrowiu. Czy to możliwe? Zapytaliśmy ekspertów.

Krzysztof Czerkas, członek Rady Naczelnej Polskiej Federacji Szpitali, ekspert Formedis Medical Management & Consulting w Poznaniu oraz wykładowca i ekspert Wyższej Szkoły Bankowej w Gdańsku:
-Jaka jest dzisiaj kondycja polskiej służby zdrowia, każdy widzi. Ręczne sterowanie z ul. Miodowej w Warszawie nie przynosi oczekiwanych rezultatów a odium spada na dyrektorów podmiotów leczniczych. Np. ustawowe podwyżki płac przyznane ostatnio tylko części pracowników sektora ochrony zdrowia zrodziły określone problemy dla pracodawców i wywołują napięcia w całej branży. Przysłowiowej oliwy do ognia może teraz dolać pomysł ministra zdrowia ustanowienia kolejnych podwyżek w ochronie zdrowia począwszy od lipca br. Wśród różnych wariantów rozważa się odmrożenie tzw. kwoty bazowej, która wynosi dzisiaj 3.900,- zł. Na podwyżkach skorzystaliby głównie zatrudnieni na umowę o pracę przedstawiciele zawodów pominiętych w zeszłorocznych podwyżkach ustawowych. Nie wiadomo tylko, skąd wziąć na to pieniądze w kwocie ok. 100 mln zł rocznie – z budżetu państwa, czy z NFZ.

Myślę, że – idąc tropem szeroko ostatnio praktykowanej przez Rząd RP polityki transferów społecznych – Minister Zdrowia powinien przejąć na siebie inicjatywę i odpowiedzialność za opracowanie, sfinansowanie i wdrożenie kompleksowych uregulowań płacowych w całym sektorze publicznej ochrony zdrowia. Tylko w ten sposób możliwe będzie uspokojenie nabrzmiałej i nie rozwiązanej od lat sytuacji.

Ewa Książek-Bator, członek zarządu Polskiej Federacji Szpitali:
- To tylko na pozór brzmi absurdalnie, jak propozycja powrotu do PRL. Ale podobne centralne taryfikatory płac funkcjonują współcześnie także w krajach demokratycznych, np. w Danii czy Hiszpanii. W Polsce płace w szpitalach coraz częściej ustalane są na poziomie centralnym. Związki zawodowe dogadują się z resortem za plecami dyrektorów szpitali. Często wbrew protestom tych ostatnich – bo na nich spada obowiązek wygospodarowania środków na podwyżki. Nie jest to proste, bo podwyżka dla jednej grupy zawodowej natychmiast wywołuje roszczenia kolejnych.

System budżetowy, centralne taryfy rozwiązałyby ten problem. Rozwiązanie ma swoje wady, bo w momencie wprowadzenia centralnych taryf dyrektor straci istotny instrument zarządczy, jakim jest kształtowanie płac. Ale tak naprawdę – niewiele jest do stracenia. Bo w praktyce ten instrument zarządczy w zasadzie już dziś został dyrektorom odebrany.
 
© 2019 Termedia Sp. z o.o. All rights reserved.
Developed by Bentus.
PayU - płatności internetowe