Mniej porodówek – i co z tego wynika?
Mniejsza liczba oddziałów położniczych poza większymi miastami oznacza więcej porodów poza szpitalami i wzrost wcześniactwa.
Tylko w ostatnich latach zamknięto i zawieszono kilkadziesiąt oddziałów położniczo-ginekologicznych – pisaliśmy o tym między innymi w tekście „Gdzie rodzić?”.
„Menedżer Zdrowia” poinformował, kierownictwo resortu potwierdziło
To, o czym informował „Menedżer Zdrowia”, 10 lutego podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu do spraw Praw Pacjenta potwierdziła zastępca dyrektora Departamentu Analiz i Strategii w Ministerstwie Zdrowia Dominika Janiszewska-Kajka. Przedstawicielka resortu podała, że w 2010 r. działało 406 porodówek, a w listopadzie 2025 r. już tylko 305 – o tym więcej w artykule „Mniej porodów(ek)”.
12 lutego mówiła o tym wiceminister zdrowia Katarzyna Kęcka.
– Od 2020 r. do 12 stycznia 2026 r. zamknięto 81 oddziałów położniczo-ginekologicznych – przekazała Katarzyna Kęcka, cytowana przez „Menedżera Zdrowia” w tekście „Jak rodzić w Bieszczadach?”.
Zmniejszająca się liczba oddziałów położniczych i fakt, że od lutego tam, gdzie nie ma porodówek, w tak zwanych pokojach narodzin, mają dyżurować położne (te odbiorą porody lub zdecydują o przewiezieniu ciężarnych, także z pomocą Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, do specjalistycznego oddziału), zaniepokoiły Marcelinę Zawiszę z Razem, która złożyła interpelację do ministra zdrowia.
– Porody poza szpitalami z porodówkami są po prostu skutkiem likwidacji tych oddziałów. Ze zdziwieniem słucham rządzących, którzy opisują to jako plan działania – stwierdziła Marcelina Zawisza, ostrzegając przed narodzinami nie w porodówkach.
Posłanka w interpelacji nr 14882 przytoczyła badanie opisane w tekście pod tytułem „Association Between Loss of Hospital-Based Obstetric Services and Birth Outcomes in Rural Counties in the United States” opublikowanym w „JAMA Network”1 – dotyczyło związku między zmniejszeniem dostępu do szpitalnych usług położniczych a wzrostem liczby porodów poza szpitalem, przedwczesnych i porodów w szpitalach bez oddziałów położniczych.
– Skutkiem likwidowania oddziałów położniczych w amerykańskich hrabstwach poza dużymi metropoliami jest długoterminowy wzrost liczby porodów poza szpitalem i w szpitalach bez porodówek, a także trwały wzrost wcześniactwa – zacytowała Zawisza.
Istotnie
Wspomniany materiał to retrospektywne badanie kohortowe, które obejmowało 4 941 387 urodzeń w 1086 wiejskich hrabstwach USA. Wynika z niego, że brak opieki położniczej w szpitalach w powiatach wiejskich nieprzylegających do obszarów miejskich był istotnie związany ze wzrostem liczby porodów w szpitalach bez oddziałów położniczych (3,06 punktu procentowego) i porodów przedwczesnych (0,67 punktu procentowego), w porównaniu z powiatami z ciągłymi usługami położniczymi.
Zawisza spytała między innymi o to:
- Jaki wzrost liczby porodów poza szpitalami oraz w szpitalach bez oddziału ginekologiczno-położniczego przewiduje Ministerstwo Zdrowia w najbliższych pięciu latach?
- Jak był odsetek porodów, które odbywały się poza szpitalami i w szpitalach bez oddziału ginekologiczno-położniczego w latach 2019–2025?
- Jaka była liczba porodów domowych, porodów na oddziałach ginekologiczno-położniczych i porodów w szpitalach bez oddziału ginekologiczno-położniczego w latach 2019–2025?
Data wpływu interpelacji to 26 stycznia. Do 13 lutego nie było odpowiedzi.
Przypis:
Przeczytaj także: „Zamknięte porodówki – gdzie i dlaczego?”, „Ile porodówek się skonsolidowało?”, „Gdzie znieczulają – lista najlepszych porodówek”, „Ciężarna ciąży”, „Nie ma noworodków” i „Porodówkowy pilotaż – pytania”.
