Wyślij
Udostępnij:
 
 
Powrót do kształcenia pielęgniarek w liceach medycznych to dobry pomysł?
 
Działy: Aktualności
Zdaniem Andrzeja Mądrali, wiceprezydenta Pracodawców RP, należałoby rozważyć powrót do kształcenia w liceach medycznych, by usprawnić wchodzenie na rynek nowego personelu. Mądrala przekonuje, że pielęgniarki kształcone w liceach medycznych to bardzo dobrze wykształcone kadry. Co na to inni liderzy opinii?
- Uważam, że można rozważyć pomysł, aby wrócić do starego systemu szkolenia, to znaczy stawiać na kształcenie w liceum medycznym. Dziś pielęgniarka, która ma wyższe wykształcenie, czuje się osobą na tyle kompetentną, że czasem chciałaby poprawiać lekarza, do czego nie ma ani uprawnień, ani wiedzy. Dlatego może należałoby zatem, nie eliminując całkowicie procesu kształcenia na uczelni wyższej, wrócić do kształcenia w szkołach medycznych. Przeciw temu jednak protestują związki zawodowe pielęgniarek i położnych, czego nie do końca rozumiem, ponieważ dzięki temu faktycznie mogłaby się zwiększyć liczba osób w tym zawodzie i do tego w krótszym czasie - twierdzi Andrzej Mądrala.

Co na to środowisko? Przedstawiamy wypowiedzi ekspertów.

Dorota Kilańska, dyrektor European Federation Of Nurses Associations i członek Rady Dyrektorów Europejskiej Fundacji Badań Naukowych w Pielęgniarstwie:
- Nie ma powrotu do kształcenia pielęgniarek w liceach. Tak jak nie jeździmy już trabantami, nie nosimy nylonowych koszul, nie wierzymy w UFO oraz inne nadprzyrodzone zjawiska - tak nie możemy powrócić do kształcenia pielęgniarek w liceach. Jesteśmy mądrzejsi, potrafimy badać środowisko i na tym budować swoje decyzje w praktyce. Jesteśmy lepiej wykształceni bo odpowiadamy za bezpieczeństwo pacjentów, za ich zdrowie i życie. Dzisiaj od pielęgniarki wymaga się więcej niż tylko "służenia innym profesjom", wymaga się bycia partnerem w działaniu, liderem pierwszej linii i partnerem dla pacjentów, bo to jest sprawdzone, przynosi korzyści i satysfakcję pacjentom. Tak, jak zwiększa się poziom wykształcenia społeczeństwa, również zwiększać się powinien poziom wykształcenia ludzi świadczących "usługi wrażliwe", mające wpływ na zdrowie i życie ludzi.

Powrotu do kształcenia, w tym systemie, nie przewidują nie tylko przepisy europejskie, ale i nie pozwala na to zdrowy rozsądek. Mamy dowody na to, że im wyższe wykształcenie pielęgniarek, tym większe bezpieczeństwo pacjentów, mniej zdarzeń niepożądanych i mniejsze koszty dla systemu. Kształćmy opiekunów medycznych. To zawód, który powołano właśnie po to, aby pielęgniarki odciążyć od czynności technicznych. Twórzmy pozytywne środowisko pracy. To pomoże w zwiększeniu liczby pielęgniarek i wreszcie wynagradzajmy tak, aby ludzie wykonujący ten zawód nie czuli się poniżeni.

Brak pielęgniarek w systemie to nie kwestia "wyprodukowania" większej ich liczby szybko i "jako tako". Taką drogę przeszliśmy po wojnie i bardzo długo trwało, zanim osiągnęliśmy taki poziom kompetencji ludzi, którzy są najbliżej pacjenta, muszą potrafić szybko analizować, wyciągać wnioski i reagować w czasie, gdy to jest niezbędne. Potrafić czytać badania naukowe i wdrażać je do praktyki, potrafić argumentować zasadność postępowania pielęgnacyjnego i potrafić to wytłumaczyć coraz bardziej wykształconym pacjentom.

Adam Fronczak, kierownik Zakładu Zdrowia Publicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego:
- Podczas negocjacji akcesyjnych z Unią Europejską (a było to już kilkanaście lat temu) Polsce narzucono studia wyższe dla pielęgniarek jako jeden z wielu warunków wejścia naszego kraju do Wspólnoty. Inne kraje nie miały tego warunku. Może zabrakło silnych i zdeterminowanych negocjatorów, może chodziło o to aby szybko zamknąć proces wejścia do UE? Nie wiem.

Pracuje aktywnie w ochronie zdrowia od 35 lat. Współpracowałem z pielęgniarkami kształconym 20-30 lat temu i z aktualnie kończącymi studia. Na przestrzeni tych wielu lat mogę stwierdzić, że zarówno obecnie jak i wiele lat temu były pielęgniarki bardzo dobre i niezbyt wybijające się w pracy. Uważam, że nie zależy to w tym zawodzie od poziomu wykształcenia. Do zawodu pielęgniarki trzeba mieć powołanie i chęć wypełniania misji, pomocy drugiemu człowiekowi. Wiedza merytoryczna to jedno, a kontakt i podejście do pacjent to drugie. Wiedzę można poszerzać i studia to zapewniają ale podejścia do pacjenta i umiejętności spełnienia jego oczekiwań żadne studia nie nauczą. Bez empatii nie ma prawdziwego pielęgniarstwa. Jest to zawód szczególny. Od pielęgniarek oczekujemy znacznie więcej niż tylko czystej fachowości. W wielu krajach są różne formy kształcenia. Uważam, że powrót do liceów ale bardziej do 2-letnich szkół pielęgniarskich policealnych w dobie narastających potrzeb w systemie ochrony zdrowia to pomysł wart dyskusji i zastanowienia.

Sebastian Irzykowski, wiceprezes Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych:
- Zabezpieczenie społeczeństwa polskiego w opiekę pielęgniarską i położniczą to temat bardzo poważny i wymagający współpracy wszystkich środowisk oraz decydentów. W mediach co chwilę pojawiają się sensacyjne informacje o dramatycznym deficycie na rynku pracy wśród pielęgniarek i położnych. Niestety to prawda. Grozi nam katastrofa. Pielęgniarki i położne to zawody, które przez ostatnie ćwierć wieku nie doczekały się premii ekonomicznej związanej z przekształceniami w naszym kraju. Wręcz przeciwnie pielęgniarki i położne stały się tą częścią pracowników ochrony zdrowia, którą dotykały wszystkie reformy i przekształcenia. Zwolnienia i obniżanie uposażeń były w latach dziewięćdziesiątych XX wieku powszechne. To była cena za przekształcenie w szpitali i przychodni w samodzielne publiczne zakłady opieki zdrowotnej. Druga fala przekształceń (pierwsza i początek drugiej dekady XXI wieku) związana z przekształcaniem spzozów w spółki prawa handlowego i urynkowienie usług medycznych ponownie uderzyła w pielęgniarki i położne. Wybór zawodu pielęgniarki i położnej skazywał młodego człowieka na pracę w niekorzystnych warunkach.

To nie system kształcenia pielęgniarek i położnych jest przyczyną nadchodzącej zapaści demograficznej wśród tej grupy specjalistów medycznych. Przyczyną jest brak jakiejkolwiek krajowej strategii dla pielęgniarek. To skandalicznie niskie wynagrodzenia oraz złe warunki pracy są przyczyną powstania luki pokoleniowej powiększającej się od dwóch dekad. To na poły feudalny sposób taktowania pielęgniarek i położnych przez część pracodawców (czego najlepszym przykładem są tezy wygłaszane przez pana Mądralę).

Obecna sytuacja na rynku pracy powinna być nazywana "czasem pracowników". Pracodawcy powinni przystosować się do nowych warunków poprzez zaakceptowanie znaczenia pracownika dla systemu a nie koncentrować się na poszukiwaniu sposobów by tę pozycję pogorszyć (np. próby zatrudniania pielęgniarek z Ukrainy nie posiadających uprawnień do wykonywania zawodu w Unii Europejskiej, poszerzania możliwości pracy ratowników poza systemem PRM). Menadżerowie szpitali powinni wziąć przykład z menadżerów popularnych sieci sklepów, którzy wykonali ogromną pracę na rzecz poprawy warunków pracy i płacy celem zatrzymania i przyciągnięcia nowych pracowników.

Postawię tezę, iż to właśnie wdrożenia w Polsce bolońskiego systemu kształcenia w odniesieniu do pielęgniarek i położnych stało się obecnie sposobem zahamowania erozji systemu. To wzrost prestiżu zawodów oraz rozszerzenie kompetencji pielęgniarek i położnych przyczyniło się do wzrostu liczby absolwentów w ostatnich latach. Świadczy o tym również liczba chętnych do studiowania pielęgniarstwa, którzy z braku miejsc nie zostali przyjęci na studia.

Teresa Kruczkowska, przewodnicząca Okręgowej Rady Pielęgniarek i Położnych w Poznaniu:
- W planie powrotu do kształcenia pielęgniarek na poziomie liceów medycznych nie widzę żadnych plusów. Według projektodawców kształcenia, ma to być metoda na uzupełnienie niedoboru pielęgniarek w systemie ochrony zdrowia, tyle, że pierwsi absolwenci opuszczą mury szkoły w roku 2027. A co przez najbliższe 10 lat? Koronny argument decydentów to jeden wielki minus, a kolejny to przede wszystkim łamanie dyrektyw unijnych w zakresie kształcenia na poziomie szkoły wyższej. Dzisiaj nawet w Niemczech wygasa kształcenie na poziomie szkoły średniej na rzecz kształcenia na podbudowie 12-letniej. Prawo unijne zakazuje pracy z pacjentem osobom niepełnoletnim. Jak więc realizować praktyczną naukę zawodu? Ponadto, każdy kto ukończy szkołę branżową nie będzie miał uznanych kwalifikacji w krajach UE. Jest to metoda na zatrzymanie w kraju tej grupy osób, ale także dyskryminująca. Myślę, że każdy kto będzie zainteresowany pracą za granicą to i tak wyjedzie i zatrudni się jako opiekun lub pomoc pielęgniarska za pensję trzyrazy wyższą aniżeli uposażenie pielęgniarki (po licencjacie) w naszym kraju. Kiedy cały świat idzie z postępem, co bardzo widoczne jest w medycynie, w polskim systemie ochrony zdrowia planuje się cofnięcie do roku 1959, w którym otworzono pierwsze licea medyczne - super szkoły - ale na tamte odległe czasy. My, polskie pielęgniarki, chcemy iść do przodu, a nie robić wiele kroków.

Przeczytaj także: "Szczurek-Żelazko: Cztery tysiące złotych brutto plus dodatki dla pielęgniarki to dobre pieniądze".

Zachęcamy do polubienia profilu "Menedżera Zdrowia" na Facebooku: www.facebook.com/MenedzerZdrowia/ i obserwowania konta na Twitterze: www.twitter.com/MenedzerZdrowia.
 
© 2017 Termedia Sp. z o.o. All rights reserved.
Developed by Bentus.
PayU - płatności internetowe