Przewlekła obturacyjna choroba płuc trzecią przyczyną zgonów w Polsce
Przewlekła obturacyjna choroba płuc (POChP) to już trzecia najczęstsza przyczyna zgonów w Polsce, a mimo to społeczna wiedza o niej pozostaje znikoma. Schorzenie stopniowo prowadzi do inwalidztwa oddechowego i odbiera pacjentom samodzielność. Dlatego tak ważne jest zapobieganie, wczesne rozpoznawanie i optymalne leczenie.
Jak rozwija się POChP i jakie daje objawy?
Choroba rozwija się w odpowiedzi na szkodliwe, drażniące działanie dymu tytoniowego oraz zanieczyszczeń powietrza, w tym gazów i cząstek stałych. Wywoływany przez nie przewlekły stan zapalny skutkuje trwałym ograniczeniem przepływu powietrza przez drogi oddechowe (czyli obturacją). Towarzyszą temu objawy takie jak duszność (początkowo podczas wysiłku, a później również w spoczynku), odkrztuszanie plwociny oraz przewlekły kaszel. Brak prawidłowego i szybkiego leczenia prowadzi do przedwczesnej śmierci.
Skala problemu w Polsce
– Uwzględniając liczebność populacji Polski, można szacować, że od 2 mln do 2,5 mln osób w naszym kraju ma POChP. Jednak według danych Narodowego Funduszu Zdrowia zaledwie 1,3 mln pacjentów ma postawione oficjalne rozpoznanie. To oznacza, że aż połowa chorych nie wie, iż u podstawy ich dolegliwości leży śmiertelne zagrożenie – wskazuje prof. Piotr Dąbrowiecki, przewodniczący Polskiej Federacji Stowarzyszeń Chorych na Astmę, Alergię i POChP z Kliniki Chorób Wewnętrznych, Infekcyjnych i Alergologii Wojskowego Instytutu Medycznego – Państwowego Instytutu Badawczego w Warszawie.
Przypomina on jednocześnie, że choroba nie ogranicza się wyłącznie do układu oddechowego.
– To schorzenie całego organizmu. Zaczyna się w płucach, ale cierpi również układ krążenia, narządy miąższowe oraz mózg. Właśnie dlatego jest to obecnie trzecia przyczyna zgonów w kraju – wyjaśnia specjalista.
Ogromne koszty ekonomiczne i społeczne
Prof. Piotr Dąbrowiecki podkreśla, że koszty ekonomiczne są olbrzymie.
– Wszystkie choroby płuc kosztują nas 78 mld zł rocznie, a koszty samej POChP wynoszą 16 mld zł.
Wynika to między innymi z konieczności zapewnienia porad specjalistycznych, których udziela się rocznie 443 tys., oraz z leczenia zaostrzeń i hospitalizacji – tych notuje się około 56 tys. w ciągu roku. Co roku z powodu tego schorzenia umiera kilkanaście tysięcy Polaków.
Lata czekania na wyrok
– Wiemy, że im wcześniej zdiagnozujemy pacjenta, tym łatwiej jest nam powstrzymać destrukcyjny wpływ choroby na organizm. Tymczasem w Polsce od wystąpienia pierwszych objawów do rozpoznania mija od 7 do 10 lat – zaznacza prof. Piotr Dąbrowiecki.
Potwierdzają to dane z ankiety przeprowadzonej przez Fundację To Się Leczy wśród 442 pacjentów. Niemal 60 proc. ankietowanych czekało na diagnozę ponad rok, a aż 31 proc. – od 4 do 14 lat lub nawet dłużej.
Zbyt późne wykrycie skutkuje szybszym pojawianiem się powikłań, rozwojem innych chorób oraz drastycznym spadkiem jakości życia i samodzielności. U chorych dwukrotnie częściej występuje cukrzyca typu 2 oraz osteoporoza, a zawał serca i udar mózgu dotykają ich trzykrotnie częściej.
Dlaczego tak późno wykrywamy POChP?
Jako główną przyczynę tak późnych diagnoz prof. Paweł Śliwiński, kierownik II Kliniki Chorób Płuc Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie, wskazuje brak świadomości społecznej.
– Społeczeństwo ma znikomą wiedzę o przyczynach tego stanu. Podstawowym czynnikiem ryzyka pozostaje palenie papierosów, w tym bierne, a w pewnym odsetku także zanieczyszczenie powietrza. Osoba, która pali, mieszka w zadymionym mieście i nie zna objawów, potrafi przez kilkanaście lub kilkadziesiąt lat żyć w nieświadomości – ocenia ekspert.
Rozpoznanie utrudnia fakt, że nawet u połowy pacjentów nie występuje kaszel.
– A to właśnie kaszel najczęściej skłania chorych do wizyty u lekarza – dodaje prof. Piotr Dąbrowiecki.
Bariery w systemie ochrony zdrowia
Prof. Paweł Śliwiński zwraca również uwagę na problem niewystarczającej wiedzy wśród medyków, którzy nie zawsze właściwie interpretują pierwsze symptomy.
– Na przykład diagnozując duszność, szukają wyłącznie chorób układu krążenia, zapominając, że w równym stopniu może za nią odpowiadać choroba płuc.
W jego ocenie zawodzi też organizacja systemu ochrony zdrowia.
– Jeśli lekarz podstawowej opieki zdrowotnej ma zaledwie 15 minut na przyjęcie pacjenta, trudno wyobrazić sobie, aby w tym czasie rzetelnie zebrał wywiad, zbadał chorego oraz wykonał i zinterpretował spirometrię, która jest przecież podstawowym badaniem diagnostycznym.
Potrzeba zmian
Zdaniem eksperta ważne jest utworzenie centrów doskonałości spirometrycznej, w których specjaliści mogliby bezbłędnie przeprowadzać to badanie. Centra te służyłyby lekarzom POZ do weryfikacji, czy pacjent ma POChP i jak bardzo jest ona zaawansowana.
Lekarzom brakuje też czasu na edukację w zakresie profilaktyki.
– Taka rozmowa nie może kończyć się na zdawkowym zaleceniu „Proszę nie palić”. Potrzebna jest profesjonalna porada antynikotynowa – podkreśla prof. Paweł Śliwiński. Tymczasem specjalistyczne poradnie tego typu są w Polsce nieliczne, co prowadzi do porażki w obszarze profilaktyki zerwania z nałogiem.
Ekonomia kontra zdrowie publiczne
– Dlaczego tak się dzieje? Wpływy z akcyzy od wyrobów tytoniowych wynoszą 38 mld zł, a koszty leczenia POChP to 16 mld zł. Mamy więc prosty rachunek ekonomiczny, co bardziej się opłaca. Myślę, że to są podstawowe przyczyny – mówi wprost prof. Paweł Śliwiński.
Przypomina zarazem, że nałóg nikotynowy wywołuje także inne groźne schorzenia, w tym raka płuca, raka pęcherza oraz niedokrwienną chorobę serca.
Nowe zagrożenia: Młodzież a e-papierosy
Według specjalisty edukacja o szkodliwości tytoniu musi objąć całe społeczeństwo, ze szczególnym uwzględnieniem młodzieży, która masowo sięga po e-papierosy oraz podgrzewacze tytoniu.
– Nie zgadzam się z poglądem, że są one mniej szkodliwe niż tradycyjny papieros, ponieważ nikt tego na razie nie udowodnił. Używanie tych wyrobów utrwala nawyk behawioralny, co drastycznie zwiększa ryzyko, że młodzi ludzie w dorosłym życiu przejdą na klasyczne papierosy, które bezpośrednio wywołują stan zapalny w oskrzelach i prowadzą do POChP – podsumowuje prof. Paweł Śliwiński.
Przeczytaj także: „Nowe dane o e-papierosach – ryzyko raka płuca może być wyższe, niż sądzono”.

