Wyślij
Udostępnij:
 
 

W szpitalach warunki bywają gorsze niż w... oborach

Źródło: Bartłomiej Leśniewski
Redaktor: Bartłomiej Leśniewski |Data: 29.08.2018
 
 
Pracownicy Inspekcji Weterynaryjnej, którzy odwiedzają szpitale w roli pacjentów czy gości, przyznają, że w oborach dla zwierząt warunki bywają lepsze niż w przepełnionych salach chorych.
W drzwiach obory staje weterynarz z wiatrakiem, który mierzy przepływ powietrza. Gdy „cug” jest nieodpowiedni, właściciel dostaje mandat i krótki czas na usunięcie usterki, a jeśli to nie pomoże, zapada decyzja o natychmiastowym zamknięciu obiektu. Dlaczego piszemy o tym w branżowym piśmie medycznym? Bo gdyby weterynarz pojawił się z podobnym sprzętem w szpitalu – musiałby go zamknąć. I to nie tylko z powodu nieodpowiedniego „cugu”.

Pracownicy Inspekcji Weterynaryjnej, którzy odwiedzają szpitale w roli pacjentów czy gości, przyznają, że w oborach dla zwierząt warunki bywają lepsze niż w przepełnionych salach chorych. I to wszystko w kraju, w którym obowiązują najbardziej restrykcyjne przepisy dotyczące infrastruktury szpitalnej. Dlaczego? Bo jak przekonują eksperci z dziedziny prawa, nie surowość kary, ale jej nieuchronność skutkuje przestrzeganiem przepisów. Zapomnieli o tym twórcy polskich norm szpitalnych. Napisali je tak, że na ich wprowadzenie potrzebne były pieniądze, których w Polsce po prostu nie ma. A szpitale zyskały de facto gwarancję bezkarności. – Skontrolowano 1015 obiektów. W 168 przypadkach stwierdzono niezadowalający stan higieniczno-sanitarny i techniczny, a w 144 przypadkach niezadowalający stan techniczny – mówi Greta Kanownik, ekspert ochrony zdrowia. I co? I nic! Przy takiej skali nieprawidłowości nie sposób karać, ryzykując zatrzymaniem pracy polskich szpitali, a więc życiem i zdrowiem pacjentów. Stało się to, co stać się musiało. Szpitale zamiast mozolnie poprawiać swoją bazę i procedury stanęły w miejscu. Pewne, że kary nie będzie, za to będzie kolejne przedłużenie okresu dostosowawczego.

Skąd się wziął higieniczny sukces polskiego sektora rolnego? Wymusił go rynek, perspektywa sprzedaży produktów na zachodzie Europy. – Musieliśmy szybko wdrożyć i wymusić na polskich producentach stosowanie najwyższych norm jakościowych i poddać ich drobiazgowej inspekcji z państw europejskich – mówił lata temu w rozmowie z nami Jacek Leonkiewicz, lekarz weterynarii, doradca ministra rolnictwa w czasie, gdy Polska negocjowała układ akcesyjny z Unią Europejską. – Na początku rolnicy pukali się w czoło, gdy słuchali nowych rozporządzeń higienicznych, twierdzili, że są one nie do wprowadzenia, że rozłożą ich finansowo. Ale kary za naruszanie prawa były drakońskie, w końcu udało się nam postawić na swoim, a rolnicy zrozumieli, że czystość się opłaca. Bo to element reputacji, bez której nic się nie sprzeda, wypada z gry – dodaje.

Wróćmy do spraw ochrony zdrowia. Jak zauważają eksperci, w pierwszej kolejności trzeba zmienić rozporządzenie Ministra Zdrowia z 26 czerwca 2012 r. w sprawie szczegółowych wymagań, jakim powinny odpowiadać pomieszczenia i urządzenia podmiotu wykonującego działalność leczniczą. Kierunek zmian to mniej szczegółowych regulacji i wyśrubowanych norm, za to lepsza egzekucja prawa i koncentracja na sprawach najważniejszych. Dla proponowanych zmian istnieje oczywiście alternatywa. Przyjdzie nam się pogodzić z tym, że mamy wspaniale wyglądające na papierze przepisy, których nikt nie przestrzega. A warunki w szpitalach będą gorsze niż… w oborach. [...]

Przeczytaj także: "Kilkaset szpitali do zamknięcia?".

Więcej materiałów o warunkach sanitarnych znajdziecie w "Menedżerze Zdrowia" numer 6-7/2018. Czasopismo można kupić na stronie: www.termedia.pl/mz/prenumerata.
 
© 2021 Termedia Sp. z o.o. All rights reserved.
Developed by Bentus.
PayU - płatności internetowe