Dołącz do nas w mediach społecznościowych:
adPartner
Udostępnij
Redaktor: Krystian Lurka
Źródło: PAP

Tajemnica pacjencka

123RF

Lekarz bywa pierwszym, a czasem jedynym świadkiem rodzinnych dramatów, które pacjent skrywa przed światem. Przemoc domowa rzadko ujawnia się wprost – znacznie częściej koduje się w nieustępujących bólach, nerwowych gestach i niespójnych wersjach zdarzeń.

  • Zamiast dowodów – uważność. Lekarz nie jest śledczym. Do udokumentowania obrażeń i wszczęcia procedury Niebieskiej Karty nie wymaga się potwierdzonych aktów agresji – wystarczy uzasadnione podejrzenie medykaPrzemoc ukryta w objawach. Dramat zapisuje się w ciele. To nie tylko siniaki i wybroczyny na szyi, ale też bezsenność, przewlekłe bóle żołądka czy… brak osoby, która mogłaby odebrać chorego po zabiegu
  • Oprawca nierzadko zjawia się z ofiarą w gabinecie, próbując kontrolować wywiad medyczny
  • Jak pod wiarygodnym pretekstem wyprosić go za drzwi, by zadać to jedno, najważniejsze pytanie?

– Osoby doznające przemocy często trafiają do gabinetu z zupełnie innym problemem zdrowotnym. Właśnie dlatego personel medyczny musi być wyjątkowo wyczulony na subtelne sygnały. Co powinno wzbudzić czujność i jak właściwie zareagować – wyjaśnia Agnieszka Wolańczyk, kierowniczka Ogólnopolskiego Pogotowia dla Osób Doznających Przemocy Domowej „Niebieska Linia”.

– Zadaniem ochrony zdrowia nie jest udowadnianie winy, lecz dostrzeżenie symptomów krzywdy i odpowiednia reakcja – podkreśla Agnieszka Wolańczyk.

Medyk nie musi dysponować twardymi dowodami. Wystarczy uzasadnione podejrzenie, by stworzyć bezpieczną przestran do rozmowy, szczegółowo opisać obrażenia w dokumentacji i uruchomić odpowiednie mechanizmy pomocowe. Podstawowym narzędziem pozostaje procedura Niebieskiej Karty, stanowiąca punkt wyjścia do formalnej weryfikacji sytuacji.

– Ważne, aby spokojnie porozmawiać z pacjentem, udzielić mu wsparcia, przekazać informacje o dostępnych opcjach i podjąć interwencję. Każdy taki dialog to kluczowy krok w stronę przerwania cyklu przemocy – zaznacza Katarzyna Michalska, kierowniczka Działu Programów Lokalnych i Przeciwdziałania Przemocy Domowej Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom (KCPU).

Ślady na ciele i psychice – skutki agresji fizycznej, psychicznej, ekonomicznej czy seksualnej – bywają skrzętnie ukrywane przez lata. Poszkodowani rzadko mówią o swoim dramacie z własnej inicjatywy. Agnieszka Wolańczyk tłumaczy, że stoi za tym wstyd, zależność finansowa od sprawcy, troska o dzieci lub głębokie przekonanie, że nikt w ich historię nie uwierzy. Co więcej, doznający przemocy nierzadko są zmanipulowani do tego stopnia, że obwiniają samych siebie.

– Pacjent sporadycznie przyznaje wprost, w czym tkwi prawdziwy problem. Najczęściej podaje niespójne wyjaśnienia. Na pytanie lekarza, czy partner lub partnerka często podnosi głos, odpowiada na przykład: „Tak, ale to ja prowokuję kłótnie”. Ofiary biorą pełną odpowiedzialność na siebie, podczas gdy ponosi ją wyłącznie oprawca – przypomina Agnieszka Wolańczyk.

Dlatego żaden, nawet z pozoru błahy sygnał nie powinien zostać zbagatelizowany.

– To nie tylko fizyczne rany, lecz także określone zwroty, reakcje i ogólne zachowanie. Czasami jedno trafne pytanie, zadane z życzliwością i bez oceniania, otwiera drogę do ratunku – podkreśla Agnieszka Wolańczyk z „Niebieskiej Linii”.

Jak dekodować przemoc domową?

Pacjent doświadczający przemocy nierzadko zgłasza się do przychodni ze stanami lękowymi, bezsennością, przewlekłymi bólami głowy lub dolegliwościami żołądkowo-jelitowymi. Zazwyczaj unika kontaktu wzrokowego, nerwowo ściska dłonie, sprawia wrażenie spiętego i wycofanego.

– Podczas wywiadu chory może zdradzić: „Czuję ból brzucha, gdy mąż lub żona wraca do domu, najgorzej jest wieczorami”. Należy wówczas dopytać, co dokładnie się wtedy dzieje. Pacjenci często nie łączą objawów somatycznych z doznawaną krzywdą, traktując toksyczne środowisko jako normę – wyjaśnia Agnieszka Wolańczyk.

O agresji fizycznej świadczą obrzęki, siniaki czy powtarzające się urazy. Niepokój personelu powinny wzbudzić w szczególności ślady na twarzy, plecach, wewnętrznej stronie ramion, udach czy szyi – w tym zaczerwienienia i wybroczyny mogące sugerować podduszenie. W takim scenariuszu badany skarży się na trudności z połykaniem, chrypkę i zaburzenia głosu. Zapytany o przyczyny, przeważnie bagatelizuje zdarzenie, twierdząc, że został „tylko” przytrzymany lub niefortunnie upadł. Relacja dotycząca powstawania obrażeń bywa nielogiczna lub wielokrotnie zmieniana.

Wolańczyk wskazuje na jeszcze jeden istotny marker: przymusową izolację społeczną. Pytając, kto odbierze chorego po zabiegu, lekarz słyszy nierzadko: „Nie ma nikogo takiego”. W ten sposób sprawca celowo pozbawia ofiarę zewnętrznego wsparcia.

Nie istnieje przy tym uniwersalny wzorzec.

– Nie znajdziemy jednego, idealnego zdania-wytrychu, które sprawdzi się w absolutnie każdej sytuacji – zastrzega Agnieszka Wolańczyk.

Ekspertka zwraca równocześnie uwagę na kwestię bezpieczeństwa podczas samej wizyty. Osoba towarzysząca bywa zarazem oprawcą – z reguły próbuje w takich chwilach dominować w rozmowie, przerywa, odpowiada za badanego i umniejsza jego dolegliwości. Należy wówczas bezwzględnie dążyć do rozmowy w cztery oczy, prosząc towarzysza o opuszczenie gabinetu pod pretekstem wymogów proceduralnych lub konieczności wykonania intymnej części badania.

Przełomowe pytanie

Specjalista podejrzewający nadużycia powinien nazywać swoje obserwacje wprost.

– „Widzę obrażenia, które mnie niepokoją. Chciałabym lepiej zrozumieć, co się wydarzyło” albo „Zauważyłam, że podczas wywiadu jest pani mocno spięta. Zastanawiam się, czy w domowym otoczeniu dzieje się coś, co odbiera poczucie bezpieczeństwa?”. Można również powiedzieć: „Mam wrażenie, że odczuwa Pan/Pani lęk. Czy jest coś, o czym chce Pan/Pani porozmawiać?”. To sformułowania otwierające, pozbawione krytyki i elementu oceny – instruuje Agnieszka Wolańczyk.

Aby zminimalizować barierę wstydu, warto wytłumaczyć pacjentowi, że sytuacja życiowa wywiera potężny wpływ na stan zdrowia, a przewlekły stres wprost generuje choroby somatyczne. Dobrą praktyką jest też zaznaczenie, że pytania o relacje z domownikami stanowią całkowicie rutynowy element pogłębionego wywiadu medycznego.

Czy warto pytać wprost?

– Reakcje bywają różne, ale osoby skrywające swój dramat po usłyszeniu takiego pytania nierzadko czują ulgę. Ktoś wreszcie dostrzegł ich problem. Nawet jeśli w pierwszej chwili pacjent zaprzeczy, to ziarno zostaje zasiane. Zaczyna docierać do niego, że codzienność, w której tkwi, nie jest normalna i pora sięgnąć po deskę ratunku. Wiele maltretowanych osób przez lata nie słyszy od nikogo pytania, czy dzieje się im krzywda. Czasem właśnie ta jedna, spokojnie poprowadzona rozmowa w przychodni stanowi absolutny przełom w ich życiu – analizuje Agnieszka Wolańczyk.

Przeczytaj także: „Siła rozmowy”.

Menedzer Zdrowia facebook

Działy: Aktualności w Lekarz POZ Aktualności
Tagi: przemoc przemoc domowa Agnieszka Wolańczyk Katarzyna Michalska lekarze lekarz wywiad medyczny gabinet lekarski ochrona zdrowia Niebieska Karta personel medyczny tajemnica pacjencka pacjent pacjenci Krajowe Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom KCPU Niebieska Linia objawy psychosomatyczne interwencja medyczna zarządzanie w ochronie zdrowia