Przemoc u lekarza... ►
Dziecko pojechało z matką do szpitala. Miało ewidentnie ślad odbitej ręki na policzku. Mówiło, że boi się wrócić do domu. Lekarz badający je stwierdził, że nie jest biegłym, więc nie jest w stanie stwierdzić, czy te obrażenia są efektem przemocy, czy powstały w jakikolwiek inny sposób.
Medycy w minimalnym stopniu angażują się w rozpoczynanie procedury dotyczącej przeciwdziałania przemocy domowej i zakładaniu Niebieskich Kart.
Mówił o tym 26 marca podczas posiedzenia Komisji do spraw Dzieci i Młodzieży, w czasie, kiedy rozpatrywano informację ministra zdrowia o roli pracowników ochrony zdrowia w systemie ochrony dziecka przed przemocą, dr Tomasz Rowiński, psycholog, członek Rady do spraw Zdrowia Psychicznego przy Ministrze Zdrowia i członek Zespołu do spraw analizy zdarzeń, na skutek których małoletni poniósł śmierć lub doznał ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.
Ekspert przyznał, że pracownicy ochrony zdrowia za rzadko angażują się w rozpoczynanie procedury dotyczącej przeciwdziałania przemocy domowej i zakładanie Niebieskich Kart – określił to jako „mały procent”.
– A często okazuje się, że były ku temu przesłanki – stwierdził.
Do jego słów odniosła się między innymi badaczka i stała doradczyni komisji Anna Krawczak.
– Medycy nie chcą zakładać Niebieskich Kart. Nie dlatego, że nie wiedzą o przemocy, a z powodu tego, że uważają to za proceduralnie skomplikowane, woląc przy tym przekazywać ten obowiązek urzędnikom z gminy – wyjaśniła.
Liczby i przykład
Statystyki podała Marta Zielińska, zastępczyni przewodniczącego Zespołu Interdyscyplinarnego do spraw Przeciwdziałania Przemocy Domowej w Świętochłowicach, która pracuje w Ośrodku Pomocy Społecznej w Świętochłowicach.
Dane dotyczyły gminy w Świętochłowicach, gdzie mieszka 45 tys. osób.
– Jeśli chodzi o Niebieskie Karty, to w zeszłym roku było ich założonych 57, z czego 25 dotyczyły dzieci. Tylko w jednym przypadku procedury rozpoczął przedstawiciel opieki zdrowotnej. O takiej skali mówimy! Nie wierzę, że żaden lekarz, w trakcie badania czy bilansu dziecka, nie wychwycił, że dzieje się coś podejrzanego – mówiła.
Fragment posiedzenia poniżej, pod wideo dalsza część tekstu.
Posiedzenie w całości do obejrzenia na stronie internetowej: www.sejm.gov.pl/4E9F20.
Marta Zielińska opowiedziała o interwencji, w której wzięła udział, dotyczącej zgłoszenia przemocy wobec dziecka przez pracowników przedszkola.
– Dziecko pojechało z matką do szpitala. Miało ewidentnie odbitą rękę na policzku. Mówiło, że boi się wrócić do domu, nie chce do niego wracać. Lekarz badający je stwierdził, że nie jest biegłym, więc nie jest w stanie stwierdzić, czy te obrażenia są efektem przemocy, czy powstały w jakikolwiek inny sposób – opisała, dodając, że tym tłumaczeniem lekarza uzasadniał to, że nie rozpoczął procedur.
Zdaniem konsultanta krajowego w dziedzinie pediatrii prof. Jarosława Pereguda-Pogorzelskiego formularz dotyczący procedur przeciwprzemocowych powinien zostać uproszczony.
Kto i na jakiej podstawie musi reagować?
Konieczność reagowania na podejrzenie przemocy reguluje Ustawa o przeciwdziałaniu przemocy domowej. Do wszczęcia procedury – poprzez wypełnienie formularza Niebieskiej Karty zobowiązani są przedstawiciele pięciu sektorów: policji, pomocy społecznej, oświaty, gminnych komisji rozwiązywania problemów alkoholowych oraz ochrony zdrowia.
Aby pracownik medyczny musiał założyć Niebieską Kartę, wystarczy uzasadnione podejrzenie stosowania przemocy domowej.
Co to oznacza w praktyce?
Nie potrzeba twardych dowodów – lekarz nie jest śledczym. Jeśli obrażenia pacjenta nie pasują do jego tłumaczeń lub z wywiadu wynika podejrzenie przemocy, medyk ma obowiązek działać.
Nie ma konieczności zgody pacjenta – pracownik ochrony zdrowia wszczyna procedurę z urzędu. Nie potrzebuje zgody osoby doznającej przemocy na wypełnienie formularza i przekazanie go do zespołu interdyscyplinarnego.
Przeczytaj także: „Otyłość z powodu traumy”.
