Dzień dobry
Dołącz do nas w mediach społecznościowych:
adPartner
Udostępnij
Autor: Michelle Spear

Dlaczego im bardziej jesteśmy zmęczeni, tym trudniej zasnąć

123RF

Jest 2.13 w nocy. Jesteś wyczerpany. Bolą cię oczy, ciało ciąży, a do dźwięku budzika zostało zaledwie kilka godzin. Mimo to umysł nie chce się wyłączyć. Zamiast zasnąć, zaczynasz analizować: czy na pewno wysłałeś mejla? Czy nie zapomniałeś o czymś ważnym? A może to właśnie najlepszy moment, żeby ze śledczą precyzją odtworzyć rozmowę z 2017 r.?

Wiele osób zna ten frustrujący stan, określany w języku angielskim jako wired but tired – paradoksalne uczucie, w którym ciało opada z sił, ale głowa pracuje na najwyższych obrotach. Wydawałoby się, że wyczerpanie powinno automatycznie prowadzić do snu. Tymczasem biologiczny komputer nie wyłącza się tylko dlatego, że mięśnie są zmęczone. Co więcej, w sytuacjach stresowych bezsenność i brak energii niemal zawsze idą w parze. Wynika to bezpośrednio z naszej biologii przetrwania.

Dziedzictwo epoki kamienia

Ludzka reakcja na stres wyewoluowała po to, by radzić sobie z natychmitowymi zagrożeniami fizycznymi. Przez większość historii naszego gatunku niebezpieczeństwa były gwałtowne i krótkotrwałe – drapieżnik w pobliżu, nagłe załamanie pogody czy konflikt z sąsiednim plemieniem. W takich chwilach priorytetem organizmu nie był odpoczynek, lecz walka o życie.

Kiedy ciało migdałowate (struktura w mózgu odpowiedzialna za emocje) wykryje zagrożenie, uruchamia klasyczną reakcję „walcz albo uciekaj”. Do krwi trafia koktajl hormonów stresu, na czele z adrenaliną i kortyzolem. Serce bije jak oszalałe, oddech przyspiesza, a uwaga drastycznie się wyostrza. Energia zostaje przekierowana z procesów długoterminowych, takich jak regeneracja czy trawienie, na działania potrzebne tu i teraz.

Tygrys kontra skrzynka mejlowa

Taka reakcja jest niezwykle przydatna, jeśli próbujesz uciec przed tygrysem szablozębnym. Znacznie mniej pomaga, gdy źródłem stresu staje się przepełniona skrzynka odbiorcza albo narastające problemy finansowe.

Współczesne stresory są psychicznie wycieńczające, ale biologicznie nietypowe. W przeciwieństwie do dzikich zwierząt rzadko znikają z pola widzenia. Nowe wiadomości napływają bez przerwy, a praca wraca z nami do domu na ekranach smartfonów i laptopów. Media społecznościowe serwują nieustanny strumień porównań z innymi i utrzymują nas w stanie permanentnej czujności. Nawet czas wolny stał się dziwnie porowaty – szarpany powiadomieniami i cichym oczekiwaniem, że będziemy stale dostępni pod telefonem.

Anatomia bezsennego mózgu

W efekcie obszary odpowiedzialne za monitorowanie otoczenia pozostają aktywne przez całą dobę. To kluczowe, ponieważ sen nie jest po prostu brakiem aktywności. Aby zasnąć, układ nerwowy musi czynnie obniżyć poziom pobudzenia. Sieć ośrodków w pniu mózgu, podwzgórzu i przodomózgowiu, która w dzień dba o naszą przytomność i koncentrację, wieczorem musi się wyciszyć.

Pod wpływem przewlekłego stresu wpadamy jednak w stan tzw. nadmiernego wzbudzenia (hyperarousal). Nawet gdy ciało jest skrajnie wyczerpane, umysł nadal analizuje, przewiduje i przygotowuje się na najgorsze. Z ewolucyjnego punktu widzenia ma to sens: jeśli otoczenie wydaje się niepewne, całkowite „odcięcie się” i zaśnięcie byłoby z perspektywy przetrwania śmiertelnym błędem.

Jednym z powodów, dla których ten stan jest tak nieznośny, jest fakt, że zmęczenie fizyczne i pobudzenie psychiczne są kontrolowane przez nakładające się na siebie, ale jednak odrębne układy. Mięśnie mogą błagać o poduszkę, podczas gdy neurony wciąż pompują energię do działania. Powstaje wtedy dobrze znany „rozkrok” – zmęczone ciało i galopujące myśli.

Kiedy hormon stresu nie chce spać

Istotną rolę odgrywa tu wspomniony kortyzol. W normalnych warunkach jego stężenie zmienia się zgodnie z dobowym zegarem: rano gwałtownie rośnie, pomagając nam wstać z łóżka, a wieczorem stopniowo opada. Przewlekłe napięcie zaburza ten naturalny rytm, przez co organizm tkwi w trybie alarmowym jeszcze długo po zmroku. Badania sugerują, że u osób cierpiących na bezsenność aktywność metaboliczna i neurologiczna pozostaje podwyższona nawet w całkowitym spoczynku – tak jakby silnik pracował na zbyt wysokich obrotach.

Współczesny styl życia tylko pogłębia ten problem, rzucając wyzwanie mechanizmom, do których nasz układ nerwowy nie zdążył się dostosować przez tysiące lat. Sztuczne światło blokuje wydzielanie melatoniny – hormonu nocy. Smartfony karmią nas stymulacją poznawczą dokładnie wtedy, kiedy powinniśmy zwalniać. Bezmyślne przewijanie złych wiadomości (doomscrolling) funduje nam koktajl emocjonalnego wzburzenia, niepewności i nowości – czyli trzech rzeczy, którym ludzki system uwagi wręcz nie potrafi się oprzeć.

Pułapka nocnych zmartwień

Do tego dochodzi ruminacja, czyli uporczywe, wręcz obsesyjne przeżuwanie problemów i zmartwień. Ludzie mają niezwykłą zdolność wyobrażania sobie przyszłości i mentalnego podróżowania w przeszłość. Dzięki temu potrafimy planować i uczyć się na błędach, ale płacimy za to wysoką cenę: potrafimy uruchomić pełną reakcję stresową długo po tym, jak realne niebezpieczeństwo minęło.

Paradoks polega na tym, że im bardziej jesteśmy wykończeni, tym gorzej radzimy sobie z regulacją emocji. Sam brak snu podkręca reaktywność ciała migdałowatego, osłabiając jednocześnie wpływ kory przedczołowej – racjonalnego szefa, który odpowiada za logikę i trzymanie perspektywy. Niewyspany mózg staje się bezbronny wobec własnych lęków, przez co nocne czarne scenariusze wydają się o wiele straszniejsze niż w dzień. Innymi słowy: im mocniej jesteś zmęczony, tym trudniej ci uspokoić samego siebie.

Jak wyjść z błędnego koła?

To wyjaśnia, dlaczego banalna rada „po prostu się zrelaksuj” budzi w bezsennych taką frustrację. Hyperarousal to nie kwestia słabej woli, ale głęboki proces biologiczny.

Nie oznacza to jednak, że jesteśmy w sytuacji bez wyjścia. Badacze snu podkreślają, że dla ludzkiego mózgu odpoczynek jest ściśle powiązany z poczuciem bezpieczeństwa. Stałe godziny kładzenia się spać, wyciszenie bodźców, regularny ruch, łapanie światła dziennego od rana oraz odłożenie ekranów na bok przed snem to wyraźne sygnały dla organizmu, że pora odpuścić wartę. W walce z tym mechanizmem świetnie sprawdza się również terapia poznawczo-behawioralna bezsenności (CBT-I), która skutecznie rozbija to błędne koło lęku.

Najważniejszy wniosek jest jednak bardziej fundamentalny. Uczucie, że jesteś jednocześnie padnięty i naelektryzowany, nie oznacza, że twój organizm jest zepsuty. To dowód na to, że twój ewolucyjny system alarmowy działa bez zarzutu. Po prostu stał się zbyt dobry w utrzymywaniu straży w cyfrowym świecie, który w przeciwieństwie do nas – nigdy nie kładzie się spać.

Inspiracją do tekstu był artykuł „How can you be tired yet wired? Blame your stone-age brain”, który ukazał się w serwisie „The Conversation”.

Tekst Michelle Spear, profesor anatomii z University of Bristol, opublikowano na stronie internetowej Academii – portalu Polskiej Akademii Nauk.

Przeczytaj także: „Letni prysznic może pomóc zasnąć w upał, lodowaty może zadziałać odwrotnie”„Co dzieje się z ciałem podczas oglądania meczów w środku nocy?”.

Menedzer Zdrowia facebook

Działy: Aktualności w Warto wiedzieć Aktualności
Tagi: Michelle Spear sen bezsenność stres przewlekły stres jak zasnąć dlaczego nie mogę zasnąć zmęczenie a brak snu kortyzol melatonina reakcja walcz albo uciekaj hiperarousal nadmierne wzbudzenie ruminacja higiena snu terapia CBT-I wpływ smartfona na sen doomscrolling biologia snu układ nerwowy ewolucja człowieka psychologia snu zaburzenia snu regeneracja organizmu radzenie sobie ze stresem zdrowy sen