Task shifting tak, ale najpierw role i kompetencje ►
Marzena Sygut-Mirek i Łukasz Jankowski/Szymon Czerwiński
– Rozróżnijmy kompetencje od ról i od zadań. Użyję prostej analogii. Jeżeli stewardesa chciałaby pilotować samolot, to powiemy – nie masz kompetencji do tego. Jak je nabędzie, niech pilotuje, bo wtedy będzie to bezpieczne dla pasażera. Tak samo powinno dziać się w medycynie. Wyznacznikiem podziału ról i zadań musi być bezpieczeństwo pacjenta – mówi w rozmowie z „Menedżerem Zdrowia” prezes NRL Łukasz Jankowski.
- Gdzie jest granica przesuwania ról i kompetencji w zawodach medycznych?
- Dlaczego stewardesa – mimo że jej rola na pokładzie samolotu nie ogranicza się do serwowania kawy – nigdy nie siądzie za kokpitem i nie popilotuje samolotu?
- Od czego należy zacząć redystrybuowanie zadań w ochronie zdrowia?
- Dlaczego lekarze czują, że dziś znaleźli się pod ostrzałem innych zawodów medycznych?
- Na te i inne pytania odpowiada prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski w rozmowie z „Menedżerem Zdrowia” podczas X Kongresu Wizja Zdrowia – Diagnoza i Przyszłość – Foresight Medyczny
Polski system ochrony zdrowia rozpoczął w dynamiczny sposób wdrażanie modelu interdyscyplinarnego opartego na przesuwaniu kompetencji. Kiedy pomysł ten się pojawił, samorząd lekarski dość mocno krytykował to rozwiązanie. Jakie dzisiaj jest stanowisko NRL?
Nasze stanowisko jest proste, rozróżnijmy kompetencje od ról i od zadań. W mojej ocenie zrobił się pewien miszmasz i to nie kompetencyjny, ale i semantyczny, jeśli chodzi o to, jaki system ochrony zdrowia leży nam na sercu.
Kompetencje
można nabyć, jeżeli tak uznamy. Sytuacja taka nastąpiła, gdy uznaliśmy, że farmaceuci są tymi specjalistami medycznymi, którzy mają być najbliżej miejsca zamieszkania pacjenta, mają
dbać o jego zdrowie.
Rozmowa Marzeny Sygut-Mirek z „Menedżera Zdrowia” z Łukaszem Jankowskim poniżej. Pod wideo dalsza część tekstu.
Kiedy pacjent jest chory, idzie do lekarza, dostaje leki. I trafia do farmaceuty, który – jako osoba najbliżej pacjenta – dba o niego.
Wprowadzając te zmiany, lekarze nie dyskutowali z potrzebą delegowania szczepień ochronnych. Uznaliśmy, że farmaceuta dba o zdrowie, akcje profilaktyczne, edukacyjne, szczepi. Skoro szczepi – to kompetencje do szczepień nabędzie, bo jego rola została jasno określona. Dziś w odniesieniu do innych zawodów medycznych mówimy dokładnie to samo. Określmy rolę i wtedy niech konkretne zawody medyczne nabywają tych kompetencji.
Dzisiaj na pokładzie samolotu trudno gdybać, co by było, gdyby stewardesa zastąpiła pilota, ale jeśli nabędzie ona dodatkowe kompetencje, a na końcu może przekwalifikuje się, jeśli zostanie pilotem, to ta sama osoba będzie mogła przecież pilotować samolot i zupełnie bezpiecznie to robić.
Co budzi wasze największe obawy? Czy sama forma przekazu, czy może inne elementy?
W mojej ocenie dzisiaj w systemie nie bazujemy na danych, ale na odczuciach pewnych grup, które w ramach nabywania nowych zadań starają się poszerzać swój zakres uprawnień.
Pielęgniarek dzisiaj w systemie jest za mało. W związku z tym mówienie o tym, że miałyby one pomóc lekarzom, a nawet zastępować lekarzy w pewnych obszarach, jest w mojej ocenie niedostosowane do tego, jakie są realne dane. Trzeba dzisiaj sprawić, żeby role pielęgniarki i lekarza zostały jasno dookreślone, zadania jasno podzielone i wtedy nie będzie żadnego problemu.
Dziś pielęgniarka odpowiada za pielęgnowanie, ratownik za ratowanie, lekarz za leczenie. Teraz do tych ról powinniśmy dobrać zadania i nabywać kompetencje w tych rolach.
Pod koniec lipca pięć zawodów medycznych podpisało porozumienie, którego celem jest poparcie pomysłu rozszerzania kompetencji zawodowych. Pominięto w tym samorząd lekarski. Czy pańskim zdaniem jest to próba przełamania – jak dzisiaj słychać w mediach – monopolu lekarzy?
Z przykrością stwierdzam, że w mojej ocenie mamy do czynienia z pewnym wykorzystaniem sytuacji medialnej, która toczy się w przestrzeni publicznej. Nasza grupa zawodowa jest dziś atakowana, znalazła się pod ostrzałem innych zawodów medycznych. Jak rozumiem, wykorzystują ten moment po to, żeby pokazać że również są obecne w systemie. Ważne jest to, że grupa zawodowa lekarzy nigdy nie negowała i nie neguje faktu, że są inne zawody medyczne. Z wieloma reprezentantami tych zawodów mamy bardzo dobrą współpracę, co więcej – na oddziałach szpitalnych współpracujemy z każdym specjalistą w różnych dziedzinach.
Natomiast ja traktuję akurat ten czas, w którym powstaje takie porozumienie, jako pewne wykorzystanie sytuacji i również brak zrozumienia. Tu nie chodzi o zabieranie kompetencji. Niech inne zawody medyczne nabywają kompetencje, ale chodzi o doskonalenie się w swoich rolach i o rozdział zadań.
Tutaj bardzo przeszkadza nam ten bałagan semantyczny i również brak zrozumienia dla tego, jak naprawdę system ma działać.
Gdzie, waszym zdaniem, jest granica przesuwania kompetencji zawodowych?
Granicą przesuwania ról zawodowych czy też zakresu uprawnień – bo kompetencje mamy różne i nabywamy je m.in. na studiach – jest na pewno bezpieczeństwo pacjenta.
I znów użyję analogii do samolotu. Jeżeli stewardesa chciałaby pilotować samolot, to powiemy – nie masz kompetencji do tego. Ale ona może powiedzieć: no tak, ale przecież mogę usiąść jako drugi pilot. Będzie jeden pilot, niech sobie pilotuje, a ja będę na tym krześle obok go pilnowała.
W takiej sytuacji wszyscy chyba uznamy, że dla bezpieczeństwa pasażerów nie jest to optymalny scenariusz. I cóż z tego, że związek zawodowy stewardes będzie mówił, że przecież bardzo rzadko zdarzają się wypadki, że ona nabędzie kompetencje z czasem i będzie mogła nadzorować pilota. Taka wymiana ról po prostu się nie zdarzy.
Podkreślę raz jeszcze – granicą jest bezpieczeństwo i są nią również role, które wykonujemy.
Czy można pokusić się o stwierdzenie, że to, co w tej chwili się dzieje, to felczeryzacja medycyny?
Na pewno dziś system ochrony zdrowia jest niewydolny finansowo. Włodarze tego systemu szukają sposobu na zmniejszenie kosztów. Tak działo się zresztą od wielu lat. Z ust ministra Konstantego Radziwiłła słyszeliśmy, że „lepszy zmęczony lekarz niż żaden”.
Słyszeliśmy o próbach stworzenia dyżurów lekarskich na wielu oddziałach jednocześnie. Dzisiaj nic nowego się nie dzieje. System nadal tonie w niedofinansowaniu, stąd też zakusy na to, żeby go uczynić tańszym. Ale nie można obniżać jakości kosztem bezpieczeństwa pacjenta, chyba że się tak umówimy i dookreślimy, jak te role zawodowe mają wyglądać, jak te zadania mają być podzielone, żeby dla pacjenta było to bezpieczne.
Nie można przechodzić ze skrajności w skrajność.
Przeczytaj także: „Świątynie błędów”, „Koniec z niekontrolowaną konkurencją o lekarzy specjalistów” i „MCDA – kiedy i co to da?”.
Więcej materiałów z konferencji po kliknięciu w poniższy baner.

