Czas zakończyć niepotrzebne amputacje stopy cukrzycowej
Kalkulacje są bardzo proste – sprzęt konieczny do diagnozy zmian grożących rozwinięciem stopy cukrzycowej kosztuje grosze. Cena protezy refundowanej przez Narodowy Fundusz Zdrowia po amputacji przewyższa koszty leczenia, a śmiertelność pacjentów w ciągu pięciu lat po amputacji jest bliska śmiertelnosci w chorobach onkologicznych.
Prezes Polskiego Towarzystwa Leczenia Ran dr n. med. Przemysław Lipiński oraz specjalista chorób wewnętrznych, angiolog dr n. med. Adam Węgrzynowski apelują o skoordynowanie leczenia tzw. cukrzycowej choroby stóp. W ich ocenie w systemie mamy procedury i odpowiednią wycenę świadczeń, ale cały czas nie ma koordynacji diagnostyki i terapii.
W tej sytuacji pacjent odbija się od ściany systemu, a finałem jego leczenia nierzadko jest amputacja kończyny. Powód? Choroba nie jest prawidłowo prowadzona lub w porę zdiagnozowana, a to zmniejsza szanse na leczenie zachowawcze.
11 tys. amputacji kończyn dolnych rocznie
Z cukrzycą zmaga się już około 4 milionów Polek i Polaków. Zgodnie z globalnymi danymi aż 6 proc. osób z cukrzycą cierpi na owrzodzenia stopy, a czwarta część pacjentów doświadczy ich w ciągu życia. W Polsce oznacza to co najmniej 200 tysięcy osób z aktywnymi ranami, jednak rzeczywista ich liczba może być nawet dwa razy większa. Każdego roku nad Wisłą wykonywanych jest blisko 11 tys. amputacji kończyn dolnych, większość z nich to efekt powikłań cukrzycy. Około 30 proc. pacjentów z owrzodzeniem stopy umiera w ciągu 5 lat, a po amputacji kończyny dolnej śmiertelność pięcioletnia przekracza 60 proc. To wskaźniki wyższe niż w przypadku wielu nowotworów złośliwych.
Dr Węgrzynowski dodaje, że nawet jeżeli lekarz rodzinny zauważy zmiany na stopie, do końca nie wie, dokąd pacjenta skierować. Tymczasem wiele niepokojących zmian można wychwycić już w trakcie badań przesiewowych, na etapie profilaktyki.
Przemysław Lipiński podkreśla, że badanie stopy u cukrzyka to nic skomplikowanego dla przygotowanego medyka. To badanie fizykalne plus badanie przyrządem medycznym zwanym monofilamentem.
– Nasz „kieszonkowy mammograf” kosztuje kilkanaście złotych. Służy do stwierdzenia neuropatii, czyli jednego z cięższych powikłań cukrzycy. Badanie wykrywa zaburzenia czucia dotyku. Do tego kontrolujemy tętno i oceniamy wygląd stopy. Szkolimy pielęgniarki, żeby mogły robić to samodzielnie i one świetnie sobie z tym radzą. Dopiero gdy takie proste badanie wykaże nieprawidłowości, chory jest kierowany na pełną diagnostykę, ale – co najważniejsze – od razu obejmowany postępowaniem profilaktycznym i edukacją – wskazuje dr Przemysław Lipiński.
– U nas nie ma do tej pory żadnego. Mamy wielu lekarzy, którzy umieją świetnie leczyć, bardzo dobrze przygotowane pielęgniarki, ale system ich nie zagospodarowuje. Jako chirurg, pracując na oddziale w systemie opieki publicznej, nie miałbym szans zajmować się w wyspecjalizowany sposób stopą cukrzycową. Nie ma takiego oddziału w moim regionie – wyjaśnia Przemysław Lipiński.
Pacjent traci kontrolę nad chorobą
– Dzisiaj paradoks ekonomiczny polega na tym, że jeśli pacjent trafi na oddział szpitalny, gdzie zespół będzie go prawidłowo leczył, operował, walczył o kończynę i ostatecznie ją uratuje, to wynagrodzenie, jakie otrzyma placówka, będzie niższe niż to, które otrzymałaby w przypadku amputacji kończyny. Czyli kara za sukces – analizuje specjalista.
Adam Węgrzynowski dodaje, że na początku cukrzyca nie boli, dlatego wiele osób nie dba o glikemię. Podaje sobie insulinę, zażywa leki, ale na pewnym etapie z różnych powodów traci kontrolę nad chorobą.
– U tych pacjentów znacznie szybciej niż w zdrowej populacji dochodzi do powstania tzw. neuropatii z zanikiem czucia bólu w stopach, miażdżycy wszystkich tętnic, retinopatii proliferacyjnej na dnie oka, która grozi ślepotą, a także uszkodzenia nerek, co jeszcze bardziej utrudnia ich leczenie. To są elementy układanki, które składają się na ciężką chorobę ogólnoustrojową – wyjaśnia Adam Węgrzynowski.
Przeczytaj także: „Wyższe studia zniszczyły zawód pielęgniarki”.






