Co wiemy o komunikacji kryzysowej w ochronie zdrowia po wydarzeniach z Warszawskiego Szpitala Południowego?
PAP/Marcin Obara
W ochronie zdrowia łatwo ulec złudzeniu, że kryzys zaczyna się dopiero wtedy, gdy temat trafia do mediów. Telefon od dziennikarza, publikacja prasowa, wozy transmisyjne przed placówką czy gwałtowny wzrost nieprzychylnych komentarzy w mediach społecznościowych – zazwyczaj dopiero wówczas w organizacji pada słowo „kryzys”.
- Kryzys wizerunkowy w placówce medycznej nie bierze się z próżni – media nie tworzą problemów od podstaw, lecz ujawniają to, co dotychczas było zamknięte za drzwiami organizacji, zmieniając sprawę operacyjną w publiczną debatę
- Odpowiadanie na zarzuty w trybie „od publikacji do publikacji” oznacza utratę inicjatywy; prawdziwa proaktywność polega na porządkowaniu faktów, a nie na bezrefleksyjnym powtarzaniu formułki o trwającym postępowaniu wyjaśniającym.
- Sama zmiana prezesa nie stanowi automatycznego resetu wizerunku – nowe kierownictwo potrzebuje spójnego systemu zarządzania kryzysowego i transparentnej komunikacji, a nie tylko kolejnych odosobnionych oświadczeń
- W „Menedżerze Zdrowia” publikujemy tekst Adama Stępki, specjalisty public relations i zdrowia publicznego
Z perspektywy komunikacyjnej jest jednak odwrotnie. Media nie tworzą kryzysu od podstaw. One jedynie ujawniają problem, który dotychczas pozostawał zamknięty w murach placówki.
Poczucie, że kryzys wizerunkowy nie dotknie zarządzanego przez nas szpitala, bywa złudne. Parafrazując jedno z praw Murphy’ego: jeśli coś może pójść źle, wystarczy poczekać odpowiednio długo, aby tak się stało. W placówce medycznej punktów zapalnych jest wiele – od zdarzeń niepożądanych, przez konflikty personalne i błędy organizacyjne, aż po niestabilność finansową.
Dopóki problem pozostaje wewnątrz, dyrekcja może mieć poczucie pełnej kontroli. Wystarczy jednak jeden dokument, relacja świadka albo nieumiejętnie obsłużone zapytanie prasowe, aby sprawa przestała być wyłącznie kwestią operacyjną, a stała się problemem publicznym.
Z punktu widzenia public relations kryzys komunikacyjny nie istnieje w oderwaniu od kryzysu organizacyjnego – stanowi jedynie jego jawny wymiar. Dlatego pytanie „co powiedzieć mediom?” powinno być zawsze poprzedzone analizą: „co właściwie się wydarzyło, jakie niesie to ryzyko i co zrobiono, aby sytuację opanować?”.
Przypadek Warszawskiego Szpitala Południowego dobrze ilustruje, jak szybko pojedynczy problem potrafi się rozszerzyć i stać się tematem ogólnopolskim. W takich sytuacjach reputacja przestaje być pojęciem z dziedziny marketingu czy PR. Staje się elementem ryzyka zarządczego, którym trzeba kierować równie świadomie jak finansami, personelem czy bezpieczeństwem pacjentów.
Media nie tworzą kryzysu od podstaw. One jedynie ujawniają problem, który dotychczas był szczelnie zamknięty w murach organizacji.
Problem jeden, lecz kryzysów wiele
Kryzys rzadko zatrzymuje się w miejscu, w którym się rozpoczął. W przypadku Warszawskiego Szpitala Południowego początkowy temat dotyczący organizacji pracy i wynagradzania lekarza szybko przestał być sporem o grafik czy finanse. W przestrzeni publicznej zaczęły pojawiać się kolejne wątki: funkcjonowanie SOR, bezpieczeństwo pacjentów, praca prosektorium, wcześniejsze zdarzenia w placówce oraz ustalenia organów kontrolnych. Z perspektywy komunikacji był to moment przełomowy – pojedynczy wątek zamienił się w opowieść o całej organizacji.
Na tym polega jeden z najbardziej niebezpiecznych mechanizmów kryzysu reputacyjnego. Kolejne informacje nie funkcjonują osobno. Zaczynają się wzajemnie wzmacniać, a odbiorca przestaje analizować każde zdarzenie z osobna. Zamiast pytać, czy dany zarzut jest zasadny, formułuje prostszy wniosek: „w tym szpitalu dzieje się coś złego”.
To ważna granica. Od tego momentu organizacja nie mierzy się już wyłącznie z faktami, ale z utrwalającą się narracją.
W public relations ma to znaczenie fundamentalne. Nie wystarczy odpowiedzieć na każdy zarzut z osobna, jeśli wszystkie razem tworzą spójny obraz podmiotu źle zarządzanego, nieprzejrzystego lub obojętnego na problemy. Można mieć poprawną odpowiedź na każde pytanie dziennikarza i jednocześnie przegrać cały kryzys komunikacyjnie, jeśli odbiorcy nie dostaną od organizacji uporządkowanego obrazu sytuacji.
Przypadek Warszawskiego Szpitala Południowego pokazuje, że kryzys reputacyjny ma często charakter kaskadowy. Jeden problem otwiera przestrzeń dla kolejnych pytań, następne publikacje uruchamiają nowe wątki, a każda nowa informacja jest interpretowana przez pryzmat poprzednich. Zarządzanie kryzysem wymaga zatem nie tylko reagowania na bieżące zarzuty, ale także zrozumienia, jaka opowieść o szpitalu zaczyna się utrwalać i czy kierownictwo potrafi jeszcze na nią wpływać.
Zejście z boiska, czyli oddanie inicjatywy informacyjnej
W analizowanym przypadku wyraźnie widać, jak łatwo pomylić aktywną komunikację z działaniami prowadzonymi z inicjatywy własnej. Szpital publikował stanowiska i odnosił się do zarzutów, ale rytm tych działań w dużej mierze wyznaczały media. Najpierw pojawiała się publikacja, potem odpowiedź, następnie kolejny wątek i kolejne oświadczenie placówki. To klasyczny model komunikacji reaktywnej.
Na pierwszy rzut oka taki schemat może wyglądać poprawnie. Organizacja przecież nie milczy, odpowiada na pytania i przedstawia swoje stanowisko. Z perspektywy PR problem polega jednak na tym, że każda kolejna odpowiedź powstaje w ramach narracji narzuconej przez podmioty zewnętrzne. Szpital zaczyna reagować od publikacji do publikacji, zamiast przedstawiać sytuację jako całościowy obraz.
Prowadzi to do paradoksu: można opublikować wiele oświadczeń, udzielić licznych odpowiedzi dziennikarzom i jednocześnie pozostawać o krok za wydarzeniami. Każde stanowisko odnosi się bowiem do konkretnego zarzutu, podczas gdy odbiorcy próbują odpowiedzieć sobie na znacznie szersze pytanie: co właściwie dzieje się w placówce?
Odzyskanie inicjatywy nie oznacza próby narzucenia mediom własnej wersji wydarzeń ani wyprzedzania ustaleń kontrolnych.
W komunikacji kryzysowej proaktywność polega przede wszystkim na porządkowaniu wiedzy:
- wskazaniu faktów potwierdzonych,
- wyznaczeniu informacji wymagających dalszego wyjaśnienia,
- przedstawieniu podjętych działań,
- podaniu terminu kolejnej aktualizacji.
Organizacja nie musi znać wszystkich odpowiedzi od razu, by przestać być wyłącznie stroną defensywną. Największym zagrożeniem nie jest brak kolejnego oświadczenia, lecz sytuacja, w której zarządzanie kryzysem sprowadza się wyłącznie do zarządzania odpowiedziami. Wtedy nawet formalnie poprawne komunikaty nie dają odbiorcom poczucia, że kierownictwo panuje nad sytuacją. Zdanie „trwa postępowanie wyjaśniające” zamyka rozmowę.
Zdanie „potwierdziliśmy X, sprawdzamy Y, wdrożyliśmy Z i wrócimy z informacją wtedy” porządkuje sytuację.
Oświadczenie „trwa postępowanie wyjaśniające” nie jest strategią
Gdy szpital funkcjonuje w trybie od odpowiedzi do odpowiedzi, pojawia się pokusa ograniczania przekazu do bezpiecznych formuł. „Sprawa jest wyjaśniana”, „trwa postępowanie”, „po zakończeniu czynności przedstawimy stanowisko” – z prawnego punktu widzenia brzmi to rozsądnie i bywa rekomendowane przez doradców prawnych. Z punktu widzenia odbiorcy komunikat ten nie niesie jednak niemal żadnej treści.
Oczywiście szpital nie może podawać faktów niepotwierdzonych. W ochronie zdrowia dochodzą do tego kwestie tajemnicy medycznej, ochrony danych osobowych, dobra postępowań oraz praw pacjentów i personelu. Ostrożność jest konieczna. Problem zaczyna się wtedy, gdy ostrożność utożsamia się z milczeniem lub uporczywym powtarzaniem jednej zachowawczej frazy.
Dobra komunikacja kryzysowa nie wymaga pełnej wiedzy w pierwszych godzinach od zdarzenia.
Wymaga natomiast klarownego rozdzielenia faktów znanych od tych, które są sprawdzane. Odbiorca powinien usłyszeć, co zostało potwierdzone, jakie kroki podjęto, kto prowadzi czynności i kiedy zaplanowano kolejny komunikat. Taka konstrukcja nie wyprzedza ustaleń, ale pokazuje odpowiedzialne działanie organizacji.
To różnica pozornie subtelna, lecz komunikacyjnie zasadnicza. Sformułowanie „trwa postępowanie wyjaśniające” zamyka rozmowę. Przekaz w strukturze: „potwierdziliśmy X, sprawdzamy Y, wdrożyliśmy Z i wrócimy z informacją w danym terminie” – porządkuje sytuację. W kryzysie to właśnie transparentność buduje wiarygodność skuteczniej niż najbardziej rozbudowane oświadczenia.
W placówkach medycznych ma to szczególne znaczenie. Odbiorcy oceniają nie tylko treść komunikatu, ale też to, czy kierownictwo rozumie wagę sytuacji i czy bezpieczeństwo pacjentów jest priorytetem. Komunikat nie musi być kompletny, ale powinien być użyteczny. Gdy jedyną informacją pozostaje zapewnienie, że „sprawa jest wyjaśniana”, organizacja zostawia mediom i opinii publicznej wolną przestrzeń do samodzielnego dopowiadania scenariuszy.
Prawnik, lekarz i rzecznik powinni mówić jednym głosem
W sytuacji kryzysowej przy jednym stole siadają osoby patrzące na ten sam problem z odmiennych perspektyw. Prawnik analizuje odpowiedzialność i ryzyko procesowe. Lekarz lub dyrektor medyczny skupia się na precyzji klinicznej oraz procedurach. Zarząd bada konsekwencje dla funkcjonowania podmiotu. Rzecznik prasowy musi z kolei ocenić, co z tego przekazu zrozumie pacjent, jego rodzina lub dziennikarz mający kilka minut na przygotowanie materiału.
Każdy z tych punktów widzenia jest niezbędny, ale żaden nie powinien zdominować pozostałych. Problem pojawia się, gdy komunikat kryzysowy zostanie napisany wyłącznie z jednej perspektywy. Tekst przygotowany pod dyktando bezpieczeństwa prawnego bywa tak asekuracyjny, że staje się pusty. Komunikat oparty na szczegółach medycznych może być precyzyjny, lecz niezrozumiały dla laika. Z kolei przekaz podporządkowany wyłącznie ochronie reputacji zaczyna brzmieć jak próba obrony organizacji za wszelką cenę.
Rolą komunikacji kryzysowej nie jest „upiększanie” faktów, lecz ich przekład z języka branżowego na język odbiorcy. Wymaga to zrozumienia uwarunkowań medycznych i prawnych, ale też mechanizmów pracy mediów oraz emocji towarzyszących tematom zdrowia. Poprawny merytorycznie komunikat może zostać odebrany negatywnie, jeśli pominie podstawowe pytania pacjentów.
W praktyce odbiorcy oczekują odpowiedzi na cztery fundamentalne kwestie:
- Co się wydarzyło?
- Czy pacjenci są obecnie bezpieczni?
- Co szpital już zrobił w tej sprawie?
- Jakie działania zostaną podjęte, aby zapobiec podobnym zdarzeniom w przyszłości?
Jeśli komunikat pomija te kwestie, zaczyna być wypełniany prawniczą nowomową i procedurami. Zwiększa to poczucie bezpieczeństwa prawnego po stronie dyrekcji, ale obniża zaufanie opinii publicznej.
W komunikacji kryzysowej empatia nie jest ozdobnikiem, lecz sygnałem, że szpital dostrzega nie tylko własne ryzyko wizerunkowe, ale przede wszystkim ludzi, których dotknęła dana sytuacja.
Nie bój się empatii – to nie jest przyznanie się do winy
Na styku języka prawnego, medycznego i public relations często pojawia się obawa przed okazywaniem empatii. Zdania wyrażające współczucie czy zrozumienie bywają błędnie traktowane przez prawników jako formalne uznanie odpowiedzialności. W efekcie komunikaty stają się chłodne i czysto techniczne, choć sytuacja dotyczy zdrowia, życia i ludzkich emocji.
Tymczasem uznanie perspektywy pacjentów i ich rodzin nie jest tożsame z przyznaniem się do winy w rozumieniu prawnym. Szpital może komunikować, że rozumie niepokój i cierpienie zainteresowanych, nie przesądzając o odpowiedzialności medycznej czy deliktowej przed zakończeniem postępowań. Empatia w komunikacji kryzysowej to sygnał, że placówka dostrzega ludzi, a nie tylko własne ryzyko prawne.
Brak tego elementu powoduje, że oświadczenie – nawet poprawne merytorycznie – sprawia wrażenie defensywnego. Dobra komunikacja kryzysowa nie wymaga wyboru między empatią a ostrożnością procesową, lecz umiejętnego połączenia obu tych obszarów.
Nie walcz z dziennikarzem – to starcie z góry przegrane
W sytuacji stresowej łatwo pomylić źródło dyskomfortu ze źródłem problemu. Dla zarządu szpitala naturalnym źródłem dyskomfortu bywa dziennikarz: zadaje trudne pytania, wraca do niewygodnych wątków i publikuje krytyczne materiały. Pokusa, by odpowiedzieć ostro lub podważyć rzetelność mediów, bywa silna, jednak z punktu widzenia strategii PR rzadko przynosi korzystne rezultaty.
Odbiorca nie oczekuje oceny pracy dziennikarza ze strony szpitala. Chce wiedzieć, co się stało, czy placówka wyciągnęła wnioski i czy można jej ufać. Przesunięcie ciężaru komunikacji na spór z redakcją wywołuje wrażenie, że dla organizacji groźniejsza od samego problemu jest jego krytyka.
Nie oznacza to akceptacji dla informacji nieprawdziwych. Błędy i nieścisłości należy sprostować szybko, precyzyjnie i uwzględniając o twarde dane. Czym innym jest jednak formalne sprostowanie faktów, a czym innym budowanie narracji o „ataku mediów”. Ta druga postawa rzadko odbudowuje zaufanie.
Zasada w public relations jest jasna: im poważniejszy kryzys, tym mniej miejsca na emocjonalną polemikę z dziennikarzami. Cała energia powinna iść w wyjaśnianie sprawy, porządkowanie faktów i wdrażanie działań naprawczych. To one odbudowują reputację, a nie spór o ton publikacji.
Zmiana prezesa nie resetuje kryzysu
18 czerwca 2026 r. w Warszawskim Szpitalu Południowym odwołano dotychczasowy zarząd, a funkcję prezesa objęła Aneta Gomółka-Siembora.
Z perspektywy organizacyjnej był to moment przełomowy, ale z punktu widzenia komunikacji nie oznaczało to otwarcia czystej karty. Kryzys trwał nadal, media ujawniały kolejne wątki, a nowe kierownictwo przejęło nie tylko bieżące zarządzanie, ale i ciężar wizerunkowy wcześniejszych wydarzeń.
Zmiana personalna na szczycie bywa traktowana przez organizację jako symboliczne zamknięcie przeszłości. Opinia publiczna nie odbiera tego automatycznie. Pacjent, pracownik czy dziennikarz widzą tę samą instytucję, a nie osobny podmiot gospodarczy. Reputacja zachowuje ciągłość – tak samo jak pozostające bez odpowiedzi pytania.
W takiej sytuacji potrzebny jest reset komunikacyjny, a nie tylko personalny.
Nowe kierownictwo powinno niezwłocznie uporządkować stan wiedzy:
- przedstawić ustalenia,
- wskazać obszary w trakcie weryfikacji,
- opisać podjęte decyzje,
- podać harmonogram dalszych informacji.
W przypadku Szpitala Południowego zabrakło takiego szybkiego, całościowego wystąpienia na starcie, a pierwsze szerokie stanowisko nowego zarządu opublikowano dopiero w odpowiedzi na kolejny materiał prasowy dotyczący prosektorium.
Zmiana na stanowisku prezesa otwiera nowy etap zarządzania, ale sama w sobie nie odbudowuje zaufania. Dopiero decyzje i transparentna komunikacja nowego kierownictwa pokazują, czy placówka rzeczywiście zmienia standardy działania.
Oświadczenie to nie system komunikacji kryzysowej
Po zmianie zarządu Warszawski Szpital Południowy publikował kolejne oświadczenia odnoszące się do nowych wątków: funkcjonowania prosektorium, wydarzeń z okresu pandemii COVID-19, sprawy martwego pacjenta odnalezionego w toalecie SOR czy wystąpienia pokontrolnego Najwyższej Izby Kontroli. Informowano o działaniach naprawczych, zmianach organizacyjnych i współpracy z organami ścigania. Jednak regularne wydawanie komunikatów nie świadczy jeszcze o posiadaniu spójnego systemu komunikacji kryzysowej.
Oświadczenie jest wyłącznie narzędziem. W prawidłowo zarządzanym kryzysie stanowi element większego mechanizmu obejmującego:
- ciągły monitoring mediów i sieci,
- sprawny przepływ informacji wewnątrz placówki,
- precyzyjne ścieżki zatwierdzania przekazu,
- harmonogram aktualizacji danych.
W zależności od skali zdarzenia konieczne może być zorganizowanie briefingów prasowych, przygotowanie sekcji Q&A czy utworzenie jednego serwisu informacyjnego.
Publikowanie oświadczeń to jedynie przekazywanie informacji. System komunikacji kryzysowej oznacza natomiast zarządzanie ich przepływem. Systemowy model pozwala nie tylko reagować na krytykę, ale też zachować spójność przekazu i uniknąć sytuacji, w której każdy nowy artykuł uruchamia od nowa chaotyczny proces zbierania danych i uzgadniania stanowisk.
Liczba wydanych komunikatów nie jest miarą jakości działań PR. Organizacja może publikować często, a mimo to komunikować się w sposób fragmentaryczny. O dojrzałości systemu świadczy jasność procedur: wiadomo, kto zbiera dane, kto podejmuje decyzje, kto występuje przed mediami i kiedy odbiorcy otrzymają kolejną porcję zweryfikowanych faktów.
Najważniejsza lekcja dla zarządzających szpitalami
W przypadku Warszawskiego Szpitala Południowego oświadczenia, zmiana władz, działania naprawcze i współpraca z organami kontrolnymi pokazały, że problemem nie był całkowity brak komunikacji. Szpital komunikował się z otoczeniem, lecz przez znaczną część kryzysu robił to reaktywnie. Obecność rzecznika, działająca strona internetowa czy publikowanie oświadczeń nie są tożsame ze sprawnym systemem zarządzania kryzysowego.
Oto kluczowy wniosek dla menedżerów ochrony zdrowia: kryzys komunikacyjny wyciąga na światło dzienne błędy organizacyjne, które powstały znacznie wcześniej niż pierwsza publikacja prasowa. Brak płynnego przepływu informacji, rozmyte kompetencje, wielostopniowe akceptacje pism czy niepewność co do roli poszczególnych osób w warunkach standardowych mogą niezauważalnie paraliżować firmę. W kryzysie generują one straty czasowe, a czas to w PR zasób krytyczny.
Przygotowanie do sytuacji kryzysowej nie polega na pisaniu uniwersalnego wzoru oświadczenia. Kadra zarządzająca musi odpowiedzieć sobie na pytania proceduralne przed wystąpieniem problemu:
- Kto formalnie uruchamia procedurę kryzysową?
- Kto odpowiada za zbieranie i weryfikację faktów?
- Kto podejmuje ostateczne decyzje zarządcze?
- Kto pełni funkcję oficjalnego rzecznika placówki?
- W jakim czasie od zdarzenia musi powstać pierwszy komunikat?
- Jakie są role prawników, lekarzy oraz specjalistów PR w procesie zatwierdzania treści?
Jeżeli szpital zaczyna ustalać te kwestie dopiero po krytycznej publikacji medialnej, oznacza to, że kryzys zaczął się znacznie wcześniej. Media jedynie wyciągnęły go na światło dzienne.
Tekst Adama Stępki, specjalisty public relations i zdrowia publicznego, opublikowano w „Menedżerze Zdrowia” 3/2026.
Przeczytaj także: „Bez komunikacji nie ma relacji” i „Komunikacja to fundament bezpieczeństwa pacjenta”.


