Dzień dobry
Dołącz do nas w mediach społecznościowych:
Udostępnij

Czas to śmierć

iStock

W polskiej onkologii kalendarz bywa równie groźny co nowotwór. Każdy miesiąc spędzony w systemowej kolejce zwiększa ryzyko zgonu pacjenta nawet o 13 procent. Zanim chory w ogóle doczeka się diagnozy, system bezpowrotnie odbiera mu szanse na ratunek.

  • Każde cztery tygodnie opóźnienia w rozpoczęciu terapii onkologicznej zwiększają ryzyko zgonu pacjenta od 6 do 13 procent – dowodzą w prestiżowym „BMJ” eksperci tacy jak Timothy P. Hanna, Christopher M. Booth i Ajay Aggarwal
  • Historyczna przepaść w pięcioletnich wskaźnikach przeżywalności (42,7 procent w Polsce wobec 54,6 procent w Europie, według badań EUROCARE-5 i CONCORD-3) nie wynikała z braków w wiedzy klinicznej lekarzy, ale ze zbyt długiej drogi pacjenta do stołu operacyjnego
  • W Polsce prawdziwym zabójcą jest kolejka diagnostyczna. Ostatnie reformy wycen świadczeń sprawiły, że na badania, takie jak gastroskopia, pacjenci zmuszeni są czekać nawet 19 miesięcy, co de facto staje się wyrokiem wydanym przed diagnozą

W polskiej debacie o systemie ochrony zdrowia uwaga najczęściej zwraca się na finansowanie innowacyjnych, niezwykle kosztownych terapii lekowych. Tymczasem ostateczny sukces w onkologii zależy od waluty znacznie bardziej prozaicznej – czasu. Różnica między polskimi a zachodnioeuropejskimi wskaźnikami przeżywalności nie wynika z jakości samej medycyny klinicznej, lecz z biurokratycznej i systemowej przepustowości. Każdy tydzień spędzony w kolejce do specjalisty czy na stół operacyjny ma swoją policzalną, tragiczną cenę.

Cena każdych czterech tygodni

Skalę tego zjawiska w sposób bezdyskusyjny i niezwykle precyzyjny opisuje głośna metaanaliza opublikowana w prestiżowym czasopiśmie medycznym „BMJ” – w tekście „Mortality due to cancer treatment delay: systematic review and meta-analysis”1

Odpowiedzialni za nią byli uznani eksperci:

  • Timothy P. Hanna,
  • Will D. King,
  • Stephane Thibodeau,
  • Matthew Jalink,
  • Gregory A. Paulin,
  • Elizabeth Harvey-Jones,
  • Dylan E. O’Sullivan,
  • Christopher M. Booth,
  • Richard Sullivan,
  • Ajay Aggarwal.

Specjaliści przeanalizowali 34 wysokiej jakości badania obejmujące ponad 1,2 mln pacjentów.

Analizie poddano siedem powszechnych typów nowotworów (pęcherza, piersi, okrężnicy, odbytnicy, płuca, szyjki macicy oraz głowy i szyi), odpowiadających za około 44 proc. wszystkich zachorowań onkologicznych na świecie.

Twarde dane z publikacji nie pozostawiają złudzeń – każde cztery tygodnie opóźnienia w rozpoczęciu leczenia onkologicznego wiążą się ze wzrostem ryzyka zgonu pacjenta o 6 do 13 procent. Aby unaocznić ten mechanizm, badacze wyliczyli te wskaźniki – określane medycznym parametrem HR (hazard ratio – wskaźnik ryzyka zgonu) – dla poszczególnych metod leczenia:

  • Leczenie operacyjne (chirurgia): Każdy miesiąc zwłoki podnosi ryzyko śmierci średnio o 6 do 8 procent. Przykładowo, opóźnienie resekcji raka jelita grubego zwiększa to ryzyko o 6 procent (HR równe 1,06 przy przedziale ufności CI (confidence interval, 1,01–1,12), a w przypadku operacji raka piersi wzrost ten wynosi aż 8 procent (HR na poziomie 1,08, CI 1,03–1,13).
  • Radioterapia: W tej dziedzinie liczby bywają jeszcze bardziej dramatyczne. Odroczenie radykalnego naświetlania nowotworów głowy i szyi o zaledwie cztery tygodnie zwiększa ryzyko zgonu o 9 procent (HR równe 1,09). Z kolei w przypadku radioterapii uzupełniającej przy raku szyjki macicy odnotowano skok ryzyka zgonu aż o 23 procent (HR wynoszące 1,23).
  • Leczenie systemowe (chemioterapia): To tutaj odnotowano największe wahania. W zależności od typu nowotworu i rodzaju stosowanych leków, zaledwie miesiąc opóźnienia skutkuje wzrostem wskaźnika ryzyka zgonu od 1 do nawet 28 procent (HR w przedziale 1,01–1,28).

Co więcej, eksperci zwrócili szczególną uwagę na efekt kumulacyjny.

U pacjentek z rakiem piersi wydłużenie czasu oczekiwania na leczenie operacyjne z czterech do ośmiu tygodni podnosi ryzyko śmierci do 17 procent, a odroczenie zabiegu do 12 tygodni generuje wzrost ryzyka aż o 26 procent. Oznacza to, że zminimalizowanie barier czasowych ma nierzadko większe znaczenie dla ostatecznego przeżycia niż wdrożenie marginalnie skuteczniejszych, nowszych farmakoterapii.

Historyczna luka i europejski ogon

To właśnie bezwzględny czynnik czasu decyduje o strukturalnych nieprawidłowościach w skuteczności polskiego systemu ochrony zdrowia.

Z perspektywy wieloletniej opisywały to fundamentalne dla diagnozy systemu raporty epidemiologiczne.

Jak wynikało z danych badania EUROCARE-5 (obejmującego pacjentów diagnozowanych do 2007 r.), pięcioletnie przeżycie w Polsce dla wszystkich nowotworów łącznie kształtowało się na poziomie zaledwie 42,7 procent. Średnia europejska wynosiła tymczasem 54,6 proc. Z kolei późniejszy, globalny rejestr CONCORD-3 (analizujący lata 2000–2014) udowodnił, że ten dramatyczny dystans utrzymał się również dla większości poszczególnych typów raka badanych w naszym kraju. Te dane w tekście „Koszyk gwarantowany, dostępność warunkowa”2 opublikowanym w „Menedżerze Zdrowia” podał gen. broni prof. dr hab. n. med. Grzegorz Gielerak, dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego – Państwowego Instytutu Badawczego w Warszawie.

– Różnica ta nie wynika ze stanu polskiej medycyny, której standard w ośrodkach referencyjnych dorównał europejskiemu, ale z czasu, który upływa między pierwszym objawem a podjęciem leczenia. Strukturę tej luki dobrze ilustrują dane Eurostatu, który odnotowuje, że w 2024 r. (podano je w tekście „3.6% experience unmet needs for medical care in 2024”3). 5,2 procent Polaków potrzebujących opieki nie otrzymało jej z powodu kosztu, odległości lub czasu oczekiwania, podczas gdy średnia unijna to 3,6 procent – przy czym w polskich danych czas oczekiwania był wskazywany częściej niż koszt i odległość – zwrócił uwagę Grzegorz Gielerak.

Technologia o udowodnionej szkodliwości i wąskie gardło diagnostyki

Aby zrozumieć, dlaczego polski pacjent wciąż tak często przegrywa z czasem, należy odłożyć na bok ogólnoeuropejskie wskaźniki i spojrzeć na twarde dane z naszego podwórka.

Zespół Fundacji Watch Health Care kierowany przez prezes Milenę Kruszewską, w swoich cyklicznych raportach opisuje ten problem.

– Kolejka to technologia medyczna o udowodnionej szkodliwości – ujął to ekspert i założyciel fundacji, lekarz Krzysztof Łanda.

Zgodnie z uśrednionymi danymi fundacji, czas oczekiwania na badania diagnostyczne wynosi w Polsce 2,8 miesiąca. Jakby tego było mało, chory musi najpierw przetrwać „kolejkę do kolejki”.

Milena Kruszewska w tekście „W kolejce po zdrowie”4 opublikowanym w „Menedżerze Zdrowia” zwróciła uwagę na systemowy paraliż już na etapie rejestracji: ankieterzy fundacji wykazali, że aż 78 proc. prób telefonicznego dodzwonienia się do placówek pozostaje bez odpowiedzi, a rekordowe oczekiwanie na połączenie wynosiło blisko półtorej godziny.

Urzędnicze cięcia i paradoks szybkiej ścieżki

Niestety, wspomniane 2,8 miesiąca to zaledwie uśredniony wynik, a sytuacja pacjenta uległa w ostatnim czasie drastycznemu pogorszeniu. Wystarczyła urzędnicza decyzja, by i tak już niewydolny system całkowicie się załamał.

1 kwietnia 2026 r. Narodowy Fundusz Zdrowia wprowadził nowe zasady finansowania badań diagnostycznych. Choć badania formalnie pozostają nielimitowane, za świadczenia wykonane ponad wartość określoną w umowie NFZ płaci placówkom jedynie 50 procent stawki w przypadku tomografii komputerowej oraz rezonansu magnetycznego, a także 60 procent w przypadku gastroskopii i kolonoskopii.

Odrzucając biurokratyczny żargon – państwo drastycznie ścięło szpitalom stawki za badania wykonywane ponad ustalone limity kontraktowe. Skutek był łatwy do przewidzenia. Procedury te z dnia na dzień przestały się placówkom opłacać, więc te natychmiast ograniczyły przyjęcia.

Jak pokazały dane opublikowane przez Onkofundację Alivia w tekście „Niemal rok oczekiwania na kolonoskopię. Nowe zasady finansowania paraliżują diagnostykę”5, po pięciu miesiącach od tej zmiany, diagnostyka w Polsce znalazła się na skraju paraliżu. W przypadku badań ważnych dla nowotworów układu pokarmowego czas oczekiwania wydłużył się skokowo.

Na kolonoskopię w znieczuleniu (w trybie zwykłym) czeka się średnio 501 dni.

Prawdziwe załamanie widać przy gastroskopii w znieczuleniu – kolejka wydłużyła się o 190 dni i wynosi obecnie średnio aż 574 dni. To ponad 19 miesięcy. Nawet w trybie pilnym czas ten sięga 515 dni. Do tego należy doliczyć niemal miesiąc na opis badania histopatologicznego.

– Tak znaczne opóźnienie procesu diagnostycznego niesie za sobą tragiczne konsekwencje zdrowotne dla pacjentów – skomentowała ekspertka rynku zdrowia Aleksandra Ciompała z Onkofundacji Alivia, zaznaczając, że z powodu cięć niektóre placówki wyznaczają dziś absurdalne terminy na lata 2029 czy 2031.

Więcej danych z Onkofundacji Alivia

Kolejki wydłużyły się zarówno w przypadku kolonoskopii wykonywanej bez znieczulenia, jak i w znieczuleniu. Na badanie bez anestezji w trybie zwykłym pacjenci czekają obecnie 336 dni (wzrost o 99 dni), a w trybie pilnym – 262 dni (o 94 dni więcej niż wcześniej).

Jeszcze trudniejsza jest sytuacja osób wymagających znieczulenia. W trybie zwykłym średni czas oczekiwania wzrósł z 407 do 501 dni (o 94 dni). W trybie pilnym wynosi on obecnie 426 dni – to o 83 dni dłużej niż przed 1 kwietnia.

Do samego czasu oczekiwania na badanie należy doliczyć okres potrzebny na wykonanie i analizę badania histopatologicznego, który wydłuża diagnostykę nawet o kolejne 32 dni.

Równie niepokojąco przedstawiają się dane dotyczące gastroskopii. Na badanie bez znieczulenia w trybie zwykłym czeka się obecnie średnio 200 dni (o 67 dni dłużej), a w pilnym – 150 dni (wzrost o 56 dni).

Załamanie dostępności widać zwłaszcza przy gastroskopii w znieczuleniu. W trybie zwykłym średni czas oczekiwania wydłużył się z 384 do 574 dni (aż o 190 dni). Oznacza to, że pacjent czeka na procedurę ponad 19 miesięcy. W trybie pilnym czas ten wzrósł z 333 do 515 dni (o 182 dni), co oznacza ponad 17 miesięcy zwłoki przy świadczeniu zakwalifikowanym jako pilne.

Kolejki zwiększyły się również do badań obrazowych. Na rezonans magnetyczny pacjenci czekają obecnie średnio 137 dni w trybie zwykłym (o 52 dni dłużej niż przed zmianą zasad) oraz 104 dni w trybie pilnym (wzrost o 40 dni).

W przypadku tomografii komputerowej czas oczekiwania wynosi średnio 80 dni w trybie zwykłym (o 29 dni więcej) oraz 60 dni w trybie pilnym (o 24 dni więcej).

Podobnie jak przy endoskopii do terminu samego badania należy dodać czas oczekiwania na opis. Przy rezonansie magnetycznym wynosi on do 28 dni, a przy tomografii komputerowej – do 23 dni.

Smutne podsumowanie

Brytyjscy badacze udowodnili, że każde cztery tygodnie zwłoki zwiększają ryzyko śmierci o 6 do 13 procent.

Gdy zestawimy te twarde polskie realia z wynikami brytyjskiej metaanalizy, sytuacja polskiej onkologii staje się tragiczna. Czekanie na „pilną” gastroskopię przez 73 tygodnie w przypadku podejrzenia raka żołądka nie jest już tylko statystycznym opóźnieniem – to systemowy wyrok.

Przypisy:

  1. www.bmj.com/4087.
  2. www.termedia.pl/mz/68273.
  3. www.ec.europa.eu/20250820.
  4. www.termedia.pl/mz/68147.
  5. www.alivia.org.pl/paraliz.

Menedzer Zdrowia facebook

Działy: Aktualności w Menedżer Zdrowia Doniesienia naukowe Aktualności
Tagi: pacjent pacjenci czas oczekiwania czas oczekiwania na leczenie onkologia kolejki do lekarza Narodowy Fundusz Zdrowia NFZ Ministerstwo Zdrowia diagnostyka badania diagnostyczne Onkofundacja Alivia Watch Health Care Timothy P. Hanna Christopher M. Booth Ajay Aggarwal Roberta De Angelis Claudia Allemani Milena Kruszewska Krzysztof Łanda Aleksandra Ciompała Paulina Gadomska-Dzięcioł karta DiLO gastroskopia kolonoskopia rezonans magnetyczny tomografia komputerowa limity finansowe system ochrony zdrowia