Dzień dobry
Dołącz do nas w mediach społecznościowych:
Udostępnij
Redaktor: Krystian Lurka

Dzika restrukturyzacja

123RF

Eksperci z Polskiego Towarzystwa Lekarzy Menedżerów jednoznacznie skrytykowali nowe przepisy, które zakładają, że jeśli szpital zrezygnuje z danego profilu, to przez kolejne dwa okresy rozliczeniowe otrzyma pieniądze za 50 proc. rozliczanych świadczeń.

Od 13 lutego obowiązuje rozporządzenie w sprawie sposobu ustalania ryczałtu systemu podstawowego szpitalnego zabezpieczenia świadczeń opieki zdrowotnej. Nowe przepisy zakładają, że jeśli szpital zrezygnuje z danego profilu, to przez kolejne dwa okresy rozliczeniowe otrzyma pieniądze za 50 proc. rozliczanych świadczeń, których udzielił w roku poprzedzającym likwidację – pisaliśmy o tym w tekście „Likwidujesz? Zyskujesz”.

Nowe przepisy skomentowali przedstawiciele Polskiego Towarzystwa Lekarzy Menedżerów. Opublikowali oficjalne stanowisko – dokument w całości znajduje się na dole artykułu.

Poniżej streszczamy je, publikując komentarze prezesa PTLM Marcina Karolewskiego i wiceprzewodniczącej Rady Naczelnej PTLM Anny Gołębickiej.

Eksperci ocenili zmiany w szpitalnictwie jako „dziką restrukturyzację”, wyjaśniając, że nowości w przepisach pozwolą na pozbycie się statystycznie niepotrzebnych łóżek. Spytali jednak, czy na pewno będą to łóżka, o które chodziło autorom zmian.

– W perspektywnie jest jeszcze bardziej nierównomierne rozłożenie świadczeń zdrowotnych, bez gwarancji alternatywnego dostępu do świadczeń medycznych dla pacjentów rozwiązywanych oddziałów. Brak odgórnego planu, na poziomie kraju lub województwa, który precyzyjnie określałby zadania szpitali na poszczególnych poziomach systemu podstawowego szpitalnego zabezpieczenia świadczeń opieki zdrowotnej, prowadzi do „dzikiej restrukturyzacji” – ocenili.

„Menedżer Zdrowia” dostał komentarz od przedstawicieli PTLM.

  • Psy szczekają, karawana idzie dalej – komentarz prezesa PTLM Marcina Karolewskiego

Co oznacza „dzika restrukturyzacja”?

Większość szpitali należy do sieci szpitali, czyli systemu podstawowego szpitalnego zabezpieczenia świadczeń opieki zdrowotnej. Ten system został stworzony, żeby zapewnić szpitalom stabilne finansowanie, a pacjentom – bezpieczeństwo. Tymczasem mamy w systemie bardzo dużo szpitali, słyszymy, że za dużo, a większość z nich ma problemy finansowe. Słyszymy – recepta to konsolidacja i restrukturyzacja. Z innej strony – mamy prawie dwa razy więcej łóżek szpitalnych, niż potrzebujemy. Szpitale są zarządzane przez różnych właścicieli, czyli podmioty tworzące. Jednymi zarządzają powiaty, innymi marszałkowie województw, jeszcze innymi miasta, a kolejnymi uczelnie medyczne. W tej sytuacji, na samym dole, szpital i jego właściciel, robią wszystko, żeby przetrwać. Nikt im nie powiedział odgórnie – ma być tyle i tyle łóżek szpitalnych na 100 tys. mieszkańców, w powiecie ma być jeden szpital lub szpitale powiatowe mają mieć tylko oddziały podstawowe, jak interna, chirurgia, pediatria. Zaczyna się chaotyczna walka o istnienie każdego oddziału. Wchodzą w to uwarunkowania polityki powiatowej. Wojewoda ma bardzo nikły wpływ na kształt systemu w danym województwie. Marszałek województwa ma swoje szpitale i problemy z nimi związane. Chaos. Same wezwania do restrukturyzacji nic nie pomogą. Trzeba określić jasno zasady. Trzeba kierować tą restrukturyzacją.

Czy i dlaczego inwestycje mogą blokować restrukturyzację?

Jeśli inwestycje nie są przemyślane to tak. Ochrona zdrowia potrzebuje pieniędzy, ale one muszą być przemyślane i kierowane celowo.

To trochę tak, jakbyśmy mieli samochód, który potrzebuje nowego silnika, ale jest ogłoszony program na darmowe malowanie.

Darmowe malowanie i mamy pięknie pomalowany samochód z zepsutym silnikiem.

Oddać na złom szkoda, bo pomalowany, ale nadal nie jeździ. I tak jest często z inwestycjami w ochronie zdrowia.

W powiecie są dwa małe oddziały intensywnej terapii w dwóch szpitalach. Oba oddziały są nierentowne i zapełnione jedynie w połowie, a dodatkowo borykają się z problemami kadrowymi przy obsadzaniu dyżurów. Mimo to dyrekcja każdego z nich walczy o przetrwanie, dlatego oba zostały wyremontowane dzięki pozyskanym dotacjom. I co teraz? Jak zlikwidować oddział, w który się wyremontował za publiczne pieniądze? Za tym stoją najczęściej grupy interesów. Inwestycje powinny być z oddolnej potrzeby.

Czego potrzebuje dziś system ochrony zdrowia?

Jasno określonych zasad i mapy. Tak, jak mamy w ratownictwie. Wiemy, ile karetek oraz szpitalnych oddziałów ratunkowych jest potrzebnych. Wiemy, jakie powinno być przestrzenne rozłożenie miejsc stacjonowania karetek i czas dojazdu na miejsce zdarzenia. A w szpitalnictwie nie mamy takich wytycznych. Słyszymy na panelach dyskusyjnych wyliczenia – mamy jeden szpital na 60 tys. mieszkańców, a na zachodzie jest 1 na 150 tys. mieszkańców, mamy za dużo łóżek szpitalnych itd. Politycy mówią jedno podczas paneli dyskusyjnych, a co innego, gdy przyjeżdżają do powiatu. Potem w okręgach słyszymy, że naszego szpitala nie damy zamknąć.

Psy szczekają, karawana idzie dalej.

Tylko jak długo?

Bez jasno określonych w przepisach zasad nie da się przeprowadzić racjonalnej reformy, bo nie pozwolą na to realia polityki powiatowej.

  • Niepomagająca ręka rynku – komentarz wiceprzewodniczącej Rady Naczelnej PTLM Anny Gołębickiej

Dlaczego propozycja płacenia przez dwa lata 50 proc. kontraktu szpitalom, które zlikwidowały oddziały, jest ryzykowna?

Szpitale mają kłopoty finansowe. Braki występują w dwóch modelach:

  • Za mały kontrakt. Często już w październiku, listopadzie kończy się kontrakt i dalsze leczenie pacjentów placówka musi kredytować. Często są to świadczenia ratujące życie. Środki za nadwykonania limitowane nie są gwarantowane.
  • Za duży kontrakt. Wiele szpitali powiatowych ma problem z wykonaniem kontraktu. Nie są w stanie zapewnić odpowiedniej kadry medycznej, która koncentruje się na dużych miastach. Nie ma odpowiedniego popytu na ich usługi, a koszty utrzymania ustawowego przypisanego do łóżek personelu są ogromne.

Wyzwaniem jest zatem stworzenie takiej mapy usług, która zrównoważy ten model, a nie puszczenie tematu w przysłowiowy samopas, gdzie za nadwykonania nie płacimy, ale za niewykonania płacimy. W czasach pandemii COVID-19, jeżeli szpitale pobierały ryczałt, a nie wykonywały jakichś procedur, to mówiło się o długu zdrowotnym, który musiały nadrabiać w kolejnych latach. Dziś proponujemy podobny model, bo pacjentów z zamkniętych oddziałów trzeba gdzieś leczyć, czego już nie gwarantuje rozporządzenie.

Mieliśmy już dużo bardziej racjonalny pomysł, aby placówki z grupy pierwszej konsolidowały się z placówkami z drugiej i jakoś nie może on wypalić. Zatem pomysł na zamykanie oddziałów bez planu, z opcją, że jakby co, to będzie wina powiatu, wydaje się zagrażać pacjentom i nie ratuje systemu. Jedyne co załatwi to rozporządzenie, to mniej łóżek i szpitali, tylko czy o „te” szpitale i „te” łóżka nam chodzi.

To co jest potrzebne szpitalom?

Przede wszystkim plan i mapa świadczeń medycznych, a nie wiara w niewidzialną rękę rynku, gdy u jej podstawy są ceny regulowane przez państwo.


Stanowisko w całości poniżej.



Przeczytaj także: „Lekarze wspierają zarządzających”.

Menedzer Zdrowia linkedin

Źródło:
Polskie Towarzystwo Lekarzy Menedżerów
Działy: Aktualności w Menedżer Zdrowia Aktualności
Tagi: Polskie Towarzystwo Lekarzy Menedżerów PTLM Marcin Karolewski Anna Gołębicka szpital szpitale