Finanse to nie wszystko. Zacznijmy od strategii
Fundamentalnym problem strukturalnym polskiego sytemu ochrony zdrowia jest niedoszacowanie wydatków publicznych. Polska przeznacza na ochronę zdrowia wyraźnie mniej niż średnia unijna. Różnica między poziomem około 6–7 proc. PKB a 8–9 proc. PKB oznacza lukę około 45 miliardów złotych rocznie.
Prof. Maciej Banach, przewodniczący Think-Tanku „Innowacje dla Zdrowia”, podczas debaty eksperckiej, która odbyła się 24 lutego podsumował najważniejsze wątki w kontekście kryzysu polskiego systemu ochrony zdrowia.
Aktualna sytuacja polskiego SOZ
Kluczowym problemem jest chroniczne niedofinansowanie sektora publicznego. Polska na ochronę zdrowia w 2025 r. przeznaczyła 6,8 proc. PKB, co przy unijnej średniej na poziomie 8–9 proc. generuje roczną lukę finansową rzędu 45 mld zł. Aby dojść do 7 proc. PKB w 2030 r. nakłady musiałyby rosnąć realnie o 6-7 proc. rocznie.
Po drugie – lawinowy wzrost kosztów pracy. Dynamika wzrostu wynagrodzeń sięgająca 10–12 proc. znacząco przewyższa tempo wzrostu PKB, które oscyluje wokół 3–4 proc. W dłuższej perspektywie taki rozdźwięk jest bardzo trudny do utrzymania.
Po trzecie – finansowanie Narodowego Funduszu Zdrowia, które rośnie znacznie wolniej niż wydatki płacowe. Ustawa o minimalnym wynagrodzeniu w ochronie zdrowia pochłonie dodatkowe 12 mld zł do 2028 r.
Kolejnym problemem jest kończący się strumień środków unijnych, w tym funduszy z KPO. W latach 2027–2030 do polskiego systemu ochorny zdrowia wpłynie o 4 mld zł mniej z funduszy UE.
– Szacowany deficyt kapitałowy szpitali w tym okresie to nawet na około 25 miliardów złotych. Będzie on szczególnie dotkliwy dla placówek, które wymagają stałych inwestycji w infrastrukturę, sprzęt i modernizację – wskazał prof. Banach.
Do tego dochodzi kwestia długów i zobowiązań placówek medycznych. Łączne zobowiązania sięgają około 20 miliardów złotych, z czego 6 miliardów to zobowiązania wymagalne.
– Mówimy o problemie, o którym dyskutuje się od lat, ale który nadal nie doczekał się systemowego rozwiązania. I tu pozwolę sobie na osobistą uwagę: czasem kluczowe są decyzje – nie tylko środki finansowe – przyznał profesor.
Istotnym elementem są także drogie terapie i nowoczesne technologie medyczne, w tym programy lekowe, których koszty sięgają kilku miliardów złotych rocznie.
Wreszcie – demografia.
– Starzenie się społeczeństwa wpływa na system w dwojaki sposób. Z jednej strony maleje liczba osób aktywnych zawodowo, odprowadzających składki. Dlatego obecnie mamy system hybrydowo-składkowy, który będzie się pogłębiał. Z drugiej – rośnie liczba pacjentów z wielochorobowością, co istotnie zwiększa koszty świadczeń zdrowotnych. Szacuje się, że w najbliższych latach trzeba będzie przeznaczyć dodatkowe 10 mld zł na opiekę nad tymi pacjentami – mówił prof. Banach.
Kryzys ma charakter wielowymiarowy
– Dziś w Polsce zbyt często odpowiadamy na problemy systemowe działaniami, które są jedynie „łatkami”, a nie realnymi rozwiązaniami. W ochronie zdrowia zaczynamy od narzędzi, zamiast od diagnozy – powiedziała uczestnicząca w debacie ekonomistka Anna Gołębicka z Centrum im. Adama Smitha.
– Powinniśmy zadać sobie pytanie, z jakiego punktu startujemy, jakie mamy problemy i skąd one się biorą, jak wygląda nasza mapa potrzeb zdrowotnych, gdzie są luki i deficyty? Dopiero kolejnym krokiem powinno być określenie, dla kogo projektujemy system – mówiła Gołębicka.
Następnie należy wspólnie wypracować rozwiązanie, nazwać je, uzgodnić z wszystkimi stronami i konsekwentnie wdrażać.
– Tymczasem mam wrażenie, że funkcjonujemy w modelu „jury i ofiary” - wszyscy zastanawiamy się co zrobić, żeby system był lepszy, a pacjent albo jest jego ofiarą, albo recenzuje. A przecież lekarzy w Polsce jest około 150 tysięcy, a obywateli około 37 milionów. To pokazuje skalę proporcji i odpowiedzialności. Ochrona zdrowia nie jest wyłącznie zadaniem państwa - to wspólna odpowiedzialność pacjentów, lekarzy, pielęgniarek i całego społeczeństwa – powiedziała Gołębicka.
Zmiana koncentracji
Dr n. ekon. Małgorzata Gałązka-Sobotka, dziekan Centrum Kształcenia Podyplomowego, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego w Warszawie podkreśliła, że fundamentalną funkcją jest profilaktyka. To ona w największym stopniu decyduje o długofalowych efektach zdrowotnych i stabilności systemu. Istotne jest także rozwinięcie funkcji opiekuńczych i dbałość o dobrostan pacjenta, gdyż „efekty zdrowotne trzeba utrwalać”.
– To trochę jak z infrastrukturą drogową – można zbudować autostrady, ale jeśli nie będziemy ich regularnie remontować, przestaną wspierać rozwój społeczno-gospodarczy. System ochrony zdrowia działa podobnie: samo „naprawienie” pacjenta nie wystarczy, potrzebna jest ciągłość opieki i podtrzymywanie efektów leczenia. Tymczasem dziś koncentrujemy się głównie na medycynie naprawczej. Mechanizmy finansowania i taryfikacji premiują leczenie pacjentów w zaawansowanych stadiach choroby. Najwięcej pieniędzy i najlepszą wycenę mamy przy wysokospecjalistycznych procedurach – powiedziała Gałązka-Sobotka.
Zdaniem dr Marii Libury z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie w kwestii finansowania ochrony zdrowia należy mówić o systematycznym zwiększaniu środków – nie do poziomu 7 proc. PKB, lecz co najmniej 9 proc. PKB.
– Nawet taki poziom pozostawałby poniżej średniej unijnej, a więc byłby jedynie absolutnym minimum, od którego należałoby rozpocząć odbudowę systemu – zaznaczyła dr Libura.
Sama wysokość nakładów to za mało.
– Musimy zmienić sposób finansowania ochrony zdrowia. Obecny model opiera się na opodatkowaniu pracy – staje się anachroniczny w gospodarce, która dynamicznie się automatyzuje. Coraz większą rolę odgrywają algorytmy, sztuczna inteligencja i kapitał, a coraz mniejszą tradycyjnie rozumiana praca ludzka – tłumaczyła eksperta.
W jej ocenie, nie można dłużej finansować systemu wyłącznie z obciążeń nakładanych na dochody z pracy osób fizycznych. W finansowanie ochrony zdrowia muszą zostać włączone również dochody kapitałowe. A to oznacza konieczność radykalnej przebudowy obecnego mechanizmu poboru składki.
Brak spójnej wizji
– Ciężko jest dyskutować o finansowaniu ochrony zdrowia i proponowaniu konkretnych nakładów, jeśli nie wiemy, jakie cele chcemy osiągnąć. Być może społeczeństwo uważa, że wydajemy wystarczająco i osiągamy wystarczająco. Podejmowane w ostatnim czasie decyzje polityczne na to by wskazywały – nie ma woli i chęci, żeby wydawać więcej na ochronę zdrowia – powiedział Krzysztof Zdobylak, ekspert do spraw transformacji systemu ochrony zdrowia.
– Musimy patrzeć nie tylko na finanse, ale także na efektywność tego systemu, bo nie można mieć żadnej wątpliwości, że z obecnego systemu, biorąc pod uwagę nakłady kadrowe i zasoby infrastrukturalne, powinniśmy osiągnąć zdecydowanie więcej – wskazał ekspert.
Podkreślił również, że w polskim systemie „nie ma kompetencji do zarządzania zmianą, nie mówiąc już o wspieraniu jej jakąkolwiek komunikacją i analizą danych”.
– Nasz system stał się systemem składkowo-podatkowym i nie jesteśmy w stanie nim zarządzać – nie ma żadnej wizji i celu – stwierdził Zdobylak.
W debacie „Kryzys finansowy w polskim systemie ochrony zdrowia” wzięli udział również:
- Joanna Szyman, Neo Hospital,
- prof. Krystian Wita, konsultant wojewódzki w dziedzienie kardiologii,
- Krzysztof Kopeć, Krajowi Producenci Leków,
- prof. Jerzy Hausner, przewodniczący Rady Programowej Open Eyes Economy Summit,
- prof. Piotr Rutkowski, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Onkologicznego,
- dr Jarosław Bułka, Główny Miejski Strateg ds. Informatyzacji Gminy Miejskiej Kraków ,
- dr Michał Sutkowski, Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce,
- gen. prof. Grzegorz Gielerak, Dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego.
Przeczytaj także: „Stan (nie)płatności za programy lekowe”, „Zasady funkcjonowania ochrony zdrowia trzeba ułożyć od nowa ”
Menedżer Zdrowia

