Dzień dobry
Dołącz do nas w mediach społecznościowych:
Udostępnij
Redaktor: Krystian Lurka

Krzysztof Kordel na koniec kadencji...

Wielkopolska Izba Lekarska

– Trzeba mieć taki specjalny zmutowany gen społecznika, by skutecznie pracować na rzecz samorządu lekarskiego. To bywa trudne, ale przynosi ogromną satysfakcję — mówi dr n. med. Krzysztof Kordel, ustępujący prezes Okręgowej Rady Lekarskiej Wielkopolskiej Izby Lekarskiej.

  • Mateusz Szulca zastąpił Krzysztofa Kordela na stanowisku prezesa Okręgowej Rady Lekarskiej Wielkopolskiej Izby Lekarskiej – zdecydowali o tym delegaci podczas Okręgowego Zjazdu Lekarzy, który odbył się 28 lutego 2026 r.
  • Dr n. med. Krzysztof Kordel był prezesem w kadencjach szóstej, siódmej i dziewiątej.
  • W Biuletynie Wielkopolskiej Izby Lekarskiej 3/2026 opublikowano wywiad z dr. Kordelem – publikujemy tę rozmowę
  • Ustępujący prezes mówił o trudnych decyzjach, o sile środowiska i o tym, czego w pracy lidera nikt nie uczy

Gdyby miał pan jednym zdaniem podsumowować mijającą kadencję, to jakby brzmiało?

Ta kadencja upłynęła szybciej, niż mi się wydawało, i spokojnie, jeśli chodzi o Poznań i Wielkopolskę.

Jakie decyzje lub projekty i działania możemy uznać za najważniejsze osiągnięcia mijającej kadencji?

Postawiliśmy na stabilizację i sprawność obsługi lekarzy. Za to chciałbym złożyć podziękowania pracownikom Biura Wielkopolskiej Izby Lekarskiej. Lekarze cenią sobie naszą sprawność urzędniczą. Jako prezes wydałem prawie dwa tysiące zarządzeń. Tego może nie widać, ale my jesteśmy urzędem. Część swoich uprawnień państwo scedowało na izbę lekarską. Dlatego nie może dziwić fakt, że zatrudnienie w WIL zwiększyło się. Decyzja o tym, by pracowników było więcej, wynikała przede wszystkim z tego, że chcieliśmy dla komfortu naszych członków zachować bardzo szybką i bezproblemową obsługę, bez kolejek. Muszę przyznać, że mam duże szczęście, jako prezes, ponieważ nigdy nie było żadnej skargi na działanie izby. Pochwalić możemy Okręgową Komisję Wyborczą za przeprowadzenie wyborów w zupełnie nowym stylu i z bardzo dużym sukcesem, jeżeli chodzi o skład osobowy i liczbę delegatów. Takim szczególnym osiągnięciem moim zdaniem jest wyjątkowo sprawnie i prężnie działający dział odpowiadający za wizerunek i komunikację medialną WIL – tym możemy się chwalić. Zwiększyła się poczytność naszego biuletynu i to jest naprawdę duże osiągnięcie. Cieszy mnie fakt, że w rubryce „Z wielkopolskich szpitali” zaczęliśmy eksponować sukcesy i nowe metody leczenia. Wiem, że ludzie nie lubią się chwalić, ale trzeba ich tego nauczyć. Nie chodzi tutaj o jakiś rodzaj pychy czy brak skromności. Informacje o tym, co dzieje się w szpitalach w naszym regionie pozwalają uświadomić środowisku, że dla przykładu dany typ zabiegu można wykonać nie tylko w Poznaniu, ale także w szpitalu powiatowym, gdzie również pracują wyspecjalizowani lekarze. To jest trend ogólnoświatowy. Wiadomo, że chirurg musi umieć wszystko zoperować, ale są sytuacje i są zabiegi, w których się czuje fenomenalnie. Ponadto pacjenci są mobilni, nie ma rejonów i to chory wybiera, gdzie chce być leczony. Istnieje coraz więcej możliwości, by to leczenie na równie wysokim poziomie odbywało się w placówkach blisko miejsc zamieszkania pacjentów. Także kończąc już wątek naszego biuletynu – z dumą mogę powiedzieć, że patrząc na kraj, wstydzić się go nie trzeba, a świadczą o tym przedruki artykułów do medycznej prasy specjalistycznej, a także nagrody dziennikarskie dla naszej pani rzecznik prasowej.

Trzeba przyznać, że jeśli chodzi o komunikację zewnętrzną WIL w tej kadencji wyszło do społeczeństwa poprzez edukację. Zapraszani są szkoły do izby, żeby uczyć dzieci pierwszej pomocy, ale także, by dowiedzieć się, czym jest samorząd lekarski i jakie są jego zadania. Czy możemy stwierdzić, że udaje się stopniowo przełamywać te stereotypy i skojarzenia dotyczące tego, że izba to głównie pion odpowiedzialności zawodowej?

Genialne jest to wyjście z wydarzeniami skierowanymi do dzieci – mamy ich mnóstwo. Miasteczka edukacyjne, dni dziecka, mikołajki czy spotkania karnawałowe. Przez całą kadencję nie dostałem ani jednego telefonu z zarzutem, że „izba tylko zbiera składki”. Tego nie było. Ludzie wiedzą, co się w izbie dzieje, to jest zasługa sprawnych kanałów informacji, media społecznościowe dedykujemy młodszym rocznikom lekarzy, tym nieco starszym nasz biuletyn. Wiele się dzieje, czasami może zaskakiwać zainteresowanie wydarzeniami, które nie są sensu stricto medyczne – mieliśmy ostatnio wizytę podróżniczki, która opowiedziała o wyprawie do Mongolii i sala była pełna. Ta mnogość różnych wydarzeń to się rzeczywiście sprawdza i myślę, że takie działania powinny być kontynuowane w przyszłej kadencji. Przypominam kolegom i koleżankom, że nie samą pracą „doktor” żyje. Prężnie funkcjonował też nasz cały pion kultury. Tutaj też mamy się czym pochwalić, bo zarówno lekarki malujące, jak i chór, a przede wszystkim nasza orkiestra – to też bardzo korzystnie wpływa na nasz wizerunek i należą się wszystkim naszym artystom podziękowania, bo godny podziwu jest fakt, że przy tym tempie pracy znajdują czas, żeby ćwiczyć i występować. Sprawdzają się także te akcje specjalne całoroczne: stop wypaleniu, przeciwdziałanie przemocy, szczepienie otula. Dzięki nim też jesteśmy widoczni i to jest coś, co kolegom, którzy wymyślali te tematy, bardzo się udało i nie mam zamiaru przypisywać sobie ich zasług, wręcz przeciwnie. To były ich pomysły, oni to realizowali i zrobili to dobrze.

Stwierdził pan, że to była spokojna kadencja pod względem organizacyjnym, ale nie pod względem tego, co się działo w kraju i w ochronie zdrowia. Mieliśmy w ciągu tych czterech lat wyjście z pandemii COVID-19 i wojnę w Ukrainie. Następnie pojawił się temat agresji w ochronie zdrowia, a w międzyczasie kryzys związany z wypaleniem zawodowym.

Pod względem urzędniczo-organizacyjnym nie mieliśmy problemu, natomiast na zewnątrz działo się wiele rzeczy i niestety nadal będą się działy. Chociażby problemy z lekarzami zza wschodniej granicy, gdzie przepisy prawne są tak skonstruowane, że zostawiają wiele do życzenia. Liczę na to, że pewne rzeczy uda się ustalić na najbliższym spotkaniu w Ministerstwie Zdrowia. Jest wiele problemów do rozwiązania, między innymi kwestia stażu oraz specjalizacji robionych w trybie wolontariackim – czy powinny się odbywać z jakimiś kryteriami naborowymi, czy nie. Jestem zwolennikiem, żeby jednak kryteria były. To jest możliwość, żeby dyrektorzy mieli wpływ na politykę kadrową na przyszłość. Zobaczymy, jak to będzie wyglądało w kolejnych latach.

Ta kadencja pana prezesa, jak również wszystkie poprzednie, to skupienie na drugim człowieku – zarówno lekarzach, jak i pracownikach Biura WIL.

Zespół, z którym się współpracuje, jest najważniejszy – oczywiście, że tak. Prezes organizuje pracę. Ja już się nauczyłem, że ludziom trzeba pozwolić się realizować i pracować. Trzeba rozmawiać, by wiedzieć, kto i w jakim działaniu czuje się mocny, i nie należy mu przeszkadzać. Cieszę się, że ci bardziej aktywni, z tym zmutowanym genem społecznikowskim, zaczynają do izby przychodzić ze swoimi pomysłami. To bardzo dobrze. Każdy pomysł, im bardziej wariacki, tym bardziej się sprawdza. To jest taka moja obserwacja po wieloletnim „prezesowaniu”. Szacunek i zaufanie do drugiej osoby to klucz w zarządzaniu. Jestem człowiekiem koncyliacyjnym i bardzo trudno wyprowadzić mnie z równowagi. W czasie kadencji może dwa, trzy razy się udało. Chcę bardzo podziękować Okręgowej Radzie Lekarskiej dziewiątej kadencji. Każdemu radnemu z osobna. Chciałbym podkreślić, że z tą radą bardzo dobrze się pracowało. Mieliśmy różne zdania – oczywiście. Przecież po to ona jest, by mimo różnic ustalać wspólne stanowisko i podejmować decyzje – te najlepsze dla wszystkich lekarzy i lekarzy dentystów. Nie popełniliśmy żadnego błędu, jeżeli chodzi o uchwały ORL czy PORL. Jak wszyscy wiedzą, nigdy nie byłem zwolennikiem strzelistych aktów typu apele czy stanowiska. W ważnych sprawach rzeczywiście te nasze stanowiska były wydawane i miały rezonans w kraju. Nie robiliśmy tego za dużo, natomiast tam, gdzie to było ważne. Myślę, że takie działania są bardziej cenione. Świadczy o tym chociażby fakt, że na jeden z naszych apeli odpowiedzieli praktycznie wszyscy konsultanci krajowi. To dowodzi, że postrzeganie izby jest inne niż kiedyś. Przestaliśmy być traktowani jako „poborca podatkowy” i dostarczyciel „nieczytanego biuletynu”. To się zmieniło. Jesteśmy dla naszych członków transparentni w przeciwieństwie do wielu instytucji. Wszystkie uchwały OZL, Rady Okręgowej i Prezydium są dostępne w Biuletynie Informacji Publicznej. Z racji tego, że część zadań dotuje Ministerstwo Zdrowia, to podlegamy również Najwyższej Izbie Kontroli i przechodzimy kontrole ZUS. Nie jest tak, że nikt tych pieniędzy publicznych nie pilnuje. Chcę podziękować za dobrą pracę Komisji Rewizyjnej, która każdy dokument i każde wydatkowane pieniądze dokładnie sprawdziła pod kątem celowości i zgodności z prawem.

Zdanie Wielkopolskiej Izby Lekarskiej na temat spraw ogólnopolskich się liczy. Zabierał pan głos na temat wszystkich najważniejszych wydarzeń i doniesień medialnych związanych z medycyną. Chociażby temat agresji w ochronie zdrowia i zainicjowanej przez pana współpracy z Komendą Wojewódzką Policji w Poznaniu.

Widać nas i słychać. Może dlatego, że rzadko się odzywamy, ale sensownie. Nie jestem zwolennikiem „hulania po mediach”, jeżeli nie ma powodu. Mówić, by mówić to nie jest mój styl. Jeżeli udzielam wywiadów, to na tematy konkretne, ważne. Nasze stanowiska zazwyczaj dotyczą sytuacji konfliktowych, trudnych. Myślę, że w kolejnej kadencji ta polityka medialno-informacyjna zostanie kontynuowana, bo ona się sprawdza.

Ważnym momentem tej kadencji było 35-lecie Wielkopolskiej Izby Lekarskiej.

35 lat… Czas bardzo szybko upłynął. Gdyby spojrzeć historycznie – jestem w izbie praktycznie od samego początku. Pamiętam pierwszą rozprawę, którą prowadziłem w okręgowym sądzie lekarskim, w małym pokoiku w urzędzie wojewódzkim. Uzasadnienie, które napisałem, miało może dziesięć zdań. Później napisałem takie, które miało 68 stron – to pokazuje, jak się człowiek profesjonalizuje i rozwija. Musiałem nauczyć się i poznać ustawę o rachunkowości, dowiedzieć, czym są decyzje administracyjne, jakie są tryby odwoławcze. O tym się mało mówi. Dlatego przypominam po raz kolejny podczas tej rozmowy, że to jest urząd. Część decyzji jest możliwa do zaskarżenia łącznie z dwoma instancjami. Do tego mamy ludzi dociekliwych, którzy pytają w ramach dostępu do informacji publicznej i mają do tego prawo.

Powtarza pan, że trzeba mieć taki specjalny zmutowany gen społecznika, by pracować na rzecz samorządu lekarskiego. Co daje impuls do tego działania i taką wytrwałość w tym działaniu?

Ja zdecydowanie wyniosłem to zamiłowanie do działania z domu. Zawsze rodzice powtarzali „jeśli możesz komuś pomóc, to zrób to”, więc to robiłem. Kiedy dostałem odznaczenie „Bono servienti”, zobaczyłem, co tam było napisane: „umie słuchać”. Całe życie starałem się ludzi słuchać i jeżeli tylko mogłem, to im pomagałem. Nigdy nie wiadomo, czy tam na samej górze ktoś tego kiedyś nie policzy – tak dla bezpieczeństwa, niezależnie, czy ktoś wierzy czy nie. W radzie zawsze były indywidualności, różne temperamenty, różne osobowości. Każdy organ wybieralny właśnie tym się cechuje, tą różnorodnością. Ostatnia rzecz, o której chciałbym powiedzieć. Krzywdzące i nieprawdziwe są stwierdzenia, że nie docenialiśmy dentystów. Decyzja Sejmu z 1938 r., że tworzy się samorząd lekarzy i lekarzy dentystów, była słuszna i do tamtego roku dentyści nie byli nigdzie zrzeszeni. Czy są w stanie przy tym sposobie zatrudnienia stworzyć własny samorząd – mam co do tego duże wątpliwości. Akurat w przypadku dentystów czy lekarzy POZ – ważna jest rola integracyjna izby, bo inaczej się pracuje, mając wokół siebie mnóstwo ludzi, w szpitalu. Ci ludzie muszą się gdzieś spotkać, żeby się zintegrować, ale także porozmawiać o problemach, również tych dotyczących Narodowego Funduszu Zdrowia. Zawsze będą problemy z płatnikiem i zawsze będą podejmowane przez niego próby zaoszczędzenia pieniędzy. Stąd moim zdaniem komisje stomatologiczna oraz podstawowej opieki zdrowotnej powinny się rozwijać. Rola izby jest ważna, chociażby po to, by uzgodnić wspólne stanowisko, abstrahując od związków zawodowych czy stowarzyszeń, które mają swoje zadania. Miejsce w izbie jest dla wszystkich.

Kadencja przyniosła też wiele pożegnań. Nie ma już z nami doktora Andrzeja Baszkowskiego, którego imię zostało nadane naszej Sali Konferencyjnej – stała się ona takim wyjątkowym miejscem spotkań. Pożegnaliśmy także doktora Macieja Dzieciuchowicza.

Staramy się wspólnie z doktor Marią Łabędzką-Gardy kontynuować działania, które prowadził doktor Dzieciuchowicz. Nie udało mi się jeszcze upamiętnić Macieja, ale prace są w toku. Andrzej ma swoją salę, myślę że miejsce upamiętnienia Macieja też w izbie niedługo będzie. Koncepcja, którą wymyśliłem, jest dość trudna do zrealizowania, zdaję sobie z tego sprawę, ale ma to być coś wyjątkowego, zupełnie tak, jak wyjątkowy był doktor Dzieciuchowicz.

Jakie priorytety powinna obrać kolejna ORL? Jakie stoją przed nią wyzwania?

Wyzwaniem na przyszłość będzie brak dofinansowania obróbki dokumentacji przejętej po zmarłych lekarzach. Zawsze sposób prowadzenia dokumentacji medycznej był piętą achillesową lekarzy. Teraz niestety mamy sytuację, gdzie dziennie jest kilka lub kilkanaście telefonów od pacjentów, a lekarz zostawił tak nieuporządkowaną dokumentację, że dwie osoby często przez cały dzień szukają dokumentów jednego pacjenta. Ministerstwo Zdrowia zapłaci 10 proc. Chciałbym tylko podkreślić, że całkowicie zapomina się o kosztach pracy ludzkiej – tego w tych wszystkich rozliczeniach nikt nie widzi. A ktoś to musi wziąć do ręki, spróbować rozszyfrować i posortować. Za nasze składki państwo realizuje swoje powinności i to jest problem. Mam także nadzieję, że może wreszcie uda się uspokoić sytuację w tak zwanych błędach medycznych. Każdy z pacjentów chciałby od ręki otrzymać szybką i fachową pomoc. Zapominają, że istnieje coś takiego, jak powikłanie, czy sytuacja taka, gdzie nie jesteśmy w stanie pomóc z różnych powodów: pacjent przyszedł za późno, choroba jest zaawansowana, mogą się zdarzyć nieprzewidziane zdarzenia medyczne. Ja akurat tym się zajmuję od lat i chciałbym mieć mniej spraw, niż mam. Dla przykładu – dostałem ostatnio akta sprawy, gdzie mężczyzna miał wypadek w pracy, który spowodował wieloodłamowe złamanie kości ramiennej. Trafił do jednego z najlepszych ośrodków i ma pretensje, że nie odzyskał pełnej sprawności. Przepraszam, to lekarze spowodowali ten wypadek czy on sam? Tego typu spraw mamy całe mnóstwo. Oczywiście błędy też się zdarzają – to mniej więcej 3 proc. zgodnie z krzywą Gaussa. Mam też takie wrażenie, że moglibyśmy robić więcej szkoleń. Mamy potencjał i miejsce. Zobaczymy, jak to będzie się rozwijało, tym bardziej że prawo będzie pozwalało izbie uczestniczyć w kształceniu węższych umiejętności medycznych i tu jest pole do popisu w przyszłej kadencji. Myślę, że będzie z kim takie szkolenia robić, patrząc na skład osobowy delegatów, bo mamy młodych zapaleńców chętnych do pracy, ale mamy też doświadczony profesorów, ordynatorów oddziałów i myślę, że możemy zrobić wiele dobrego. Ja liczę przede wszystkim na większy udział w kształceniu podyplomowym i to będzie rzeczywiście wyzwanie, jeżeli pójdziemy w stronę węższych umiejętności i ich certyfikowania, to będziemy mieli co robić. Myślę, że to młodzież nas zasypie pomysłami na szkolenia.

Studenci i młodzi lekarze już zaczynają się do nas zwracać w tej sprawie i informują, że najbardziej im brakuje szkoleń takich podstawowych, bo kończąc studia, czują jakiś niedosyt. To jest ten kierunek?

Dokładnie tak. To jest właśnie ten kierunek. Brałem udział w takich konferencjach studenckich, gdzie bardzo dobrym pomysłem było dopisanie cienkim drukiem w nawiasie „a o tym ci na studiach nie powiedziano”. Myślę, że przyszłość mają szkolenia takie bardzo punktowe, chociażby poświęcone jednemu tematowi z dwóch perspektyw: zabiegowca i zachowawczego. Myślę, że jesteśmy w stanie włączyć też inne medyczne zawody zaufania publicznego – fizjoterapeutów, pielęgniarki. Na studiach przestaną także uczyć przygotowywania leków robionych, to jest też pole do dogadania się z aptekarzami. Ponadto można by było nawiązać współpracę z jednostkami laboratoryjnymi w celu wykorzystania możliwości, które dają badania laboratoryjne, jakie są nowości, jak takie badania prawidłowo odczytać. To szansa na rozwinięcie tych naszych izbowych możliwości edukacyjnych, a zarazem coś, czym można się zająć w dziesiątej kadencji.

Siłą WIL jest i nadal może być współpraca z różnymi instytucjami?

Tak. Nie mam problemu, żeby porozumiewać się z wojewodą. Mamy także bardzo dobrą współpracę z uczelniami medycznymi. Kalisz dostał po raz kolejny akredytację, więc Wielkopolska południowa też będzie miała uczelnię wyższą kształcącą lekarzy. Trudno nie wspomnieć też o współdziałaniu w ramach Federacji Samorządów Zaufania Publicznego. Nie narzekałem nigdy jako prezes również na współpracę z pielęgniarkami i położnymi, nie widziałem sytuacji, gdzie byłyby zadrażnienia na linii pielęgniarki położne i lekarze. Konfliktów przez ostatnie lata kompletnie nie było, a to się zdarzało w poprzednich kadencjach. Nie mogę także narzekać na współpracę WIL z dyrektorami szpitali. My jesteśmy otwarci na ich prośby, ale również, jak my potrzebujemy miejsca dla stażystów, to w drugą stronę jest przychylność. Bardzo chciałbym na koniec tej kadencji podziękować wszystkim tym, z którymi przyszło mi współpracować. Zapamiętam przede wszystkim ludzi, ich zaangażowanie i gotowość do działania.

Krzysztof Kordel – krótko o ustępującym prezesie

Dr n. med. Krzysztof Kordel to specjalista medycyny sądowej i lekarz patomorfolog. Był prezesem Wielkopolskiej Izby Lekarskiej w kadencjach szóstej, siódmej i dziewiątej. To absolwent Wydziału Farmaceutycznego i Wydziału Lekarskiego Akademii Medycznej w Poznaniu, rzecznik praw lekarza Naczelnej Izby Lekarskiej w latach 2010–2013, autor i współautor około 150 publikacji naukowych.

Wywiad Marii Kaczorowskiej, rzeczniczki WIL, opublikowano w Biuletynie Wielkopolskiej Izby Lekarskiej 3/2026.

Źródło:
Biuletyn Wielkopolskiej Izby Lekarskiej/Maria Kaczorowska
Działy: Aktualności w Menedżer Zdrowia Wywiady Aktualności
Tagi: Krzysztof Kordel