Które choroby powinny zniknąć?
– Gdybym mógł wyeliminować na stałe dwie choroby, to jakie to by były? Tak czysto hipotetycznie. Wydaje mi się, że na tak postawione pytanie większość ludzi odpowiedziałaby choroby nowotworowe, zawały, udary. Moja odpowiedź byłaby zupełnie inna. Wyeliminowałbym alkoholizm i nadciśnienie tętnicze – stwierdza Marcin Karolewski.
Dlaczego nadciśnienie?
Na pewno nie dlatego, że sam mam ani nie z tego powodu, że już mi się odechciało być hipertensjologiem.
Nadciśnienie to jeden z pierwszych zabójców w naszym kraju. Cichy i podstępny morderca, który powoli i bezlitośnie powoduje nieodwracalne zmiany, prowadząc do zawałów, udarów, niewydolności serca i nerek itd. 11 mln Polaków choruje na nadciśnienie, to prawie jedna trzecia ludności. Tymczasem skupiamy się na walce z efektami, czy raczej skutkami nadciśnienia. Na każdej znaczącej konferencji o zdrowiu populacyjnym słucham paneli dyskusyjnych o tym, jak w Polsce walczymy z epidemią chorób serca i jakie nowoczesne metody stosujemy. Metody, które sumarycznie kosztują miliardy, a często i tak tylko częściowo naprawiają wyrządzone wcześniej szkody. Lubujemy się w medycynie naprawczej. I oczywiście na pewnym etapie chorób jest ona najważniejsza, ale zapominamy o prewencji. Wydajemy miliardy na procedury, a nie potrafimy skutecznie leczyć nadciśnienia tętniczego. Na listopadowym posiedzeniu parlamentarnego zespołu ds. kardiologii, poświęconemu podsumowaniu akcji Movember, mówiłem, że zbyt często skupiamy się na jednostkowych akcjach, które są oczywiście ważne, ale zapominamy o podstawach. Nadal nie ma choćby poradni leczenia nadciśnienia tętniczego. W odpowiedzi usłyszałem, że nadciśnienie to taka choroba, którą może leczyć nawet urolog.
Tak. Zgadzam się.
Leczenie nadciśnienia zwykle nie jest skomplikowane.
Tylko dlaczego nadal zaledwie 20 proc. chorych ma dobrze kontrolowane nadciśnienie tętnicze?
Dlaczego pacjenci z nadciśnieniem stoją w kolejkach do kardiologów? Polskie Towarzystwo Nadciśnienia Tętniczego ogłosiło akcję „Misja 50/30. Nadciśnienie pod kontrolą”, która ma doprowadzić do stanu, w którym w 2030 r. 50 proc. chorych będzie mieć dobrze kontrolowane ciśnienie. Podpisuję się pod tą akcją obiema rękami.
Dlaczego alkoholizm.
Alkohol jest dla ludzi, każdy ma wolną wolę? Bzdura, alkohol to choroba. Prawie codziennie rozmawiam z rodzinami alkoholików przyjmowanych do szpitala. Leczę pacjentów w delirium lub powikłaniami alkoholizmu, jak marskość wątroby, ostre zapalenie trzustki, zachłystowe zapalenie płuc. Potem patrzę, jak uczą się chodzić na nowo, albo stają się zupełnie zależni od osób drugich. Toczę im krew, jak są przyjmowani do oddziału w stanie skrajnego wyniszczenia lub po krwawieniu do przewodu pokarmowego.
Państwo to dobrze znają, bo nie ma oddziału, w którym problem alkoholizmu by się nie pojawiał.
Prawie w każdej rodzinie jest osoba uzależniona.
Zbyt często widzimy ten problem u naszych kolegów – najgorzej, jeżeli nie reagujemy.
Tymczasem na posiedzeniu Sejmowej Komisji Zdrowia dotyczącym polityki antyalkoholowej słyszałem kłótnię producentów wina, wódek, piwa i innych alkoholi o to, która akcyza jest bardziej sprawiedliwa i kto bardziej straci na polityce antyalkoholowej!
Oczywiście padał argument, że jak alkohol będzie za drogi, to pojawi się podziemie, że należy pamiętać, do czego prowadzi prohibicja.
Obrzydliwe!
Nie pamiętam, do czego prowadzi prohibicja, i nie obchodzi mnie, kto bardziej zarobi na alkoholu, bo karta statystyczna zgonu wygląda tak samo, niezależnie, czy do tego zgonu doprowadziła wódka, piwo, czy 18-letnia whisky.
Taka dyskusja mogłaby się odbyć i mogłyby padać dokładnie te same argumenty gdyby zalegalizować jakikolwiek dział przestępczości, na przykład prostytucję czy kradzieże. Niektórzy mogliby powiedzieć: „Nasze kradzieże są opodatkowane i z każdej kradzieży oddajemy 20 proc. państwu, to ważna gałąź gospodarki, dzięki nam ludzie kupują nowe rzeczy”.
Dyskusja podczas posiedzenia Komisji Zdrowia przypominała tę żywcem zaciągniętą z książek Pratchetta i gdyby nie była tragiczna, byłaby po prostu śmieszna.
Świat byłby zdecydowanie lepszy, gdyby wyeliminować alkoholizm i nadciśnienie tętnicze.
Tekst Marcina Karolewskiego, wiceprezesa Okręgowej Rady Lekarskiej Wielkopolskiej Izby Lekarskiej, opublikowano w Biuletynie Wielkopolskiej Izby Lekarskiej 2/2026.
Biuletyn Wielkopolskiej Izby Lekarskiej/Marcin Karolewski

