Mniej godzin pracy to wyższe koszty i dłuższe kolejki
Do limitu 320 godzin miesięcznie zaproponowanego przez Ministerstwo Zdrowia będą wliczane również wizyty i dyżury w prywatnych placówkach, jeśli lekarz pracuje także na NFZ. Resort mówi o bezpieczeństwie pacjentów, eksperci alarmują o ryzyku wydłużenia kolejek i lukach w systemie kontroli.
Maksymalnie 320 godzin pracy miesięcznie – taki limit chce wprowadzić Ministerstwo Zdrowia dla pracowników ochrony zdrowia. Nowe przepisy obejmą nie tylko czas przepracowany w publicznych szpitalach czy przychodniach, ale również dyżury i wizyty realizowane prywatnie przez lekarzy, którzy równolegle pracują w systemie finansowanym przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Wyjątek przewidziano jedynie dla lekarzy pracujących wyłącznie komercyjnie. Jeśli nie świadczą usług w publicznym systemie, limity ich nie obejmą – pisze „Rzeczpospolita”.
Resort zdrowia przekonuje, że poprawi to bezpieczeństwo pacjentów. Eksperci są jednak sceptyczni – ostrzegają, że skutkiem mogą być dłuższe kolejki zarówno w placówkach publicznych, jak i w prywatnych gabinetach.
Czas pracy lekarza liczony całościowo
Ministerstwo zapewnia, że nie ma znaczenia, gdzie lekarz przyjmuje pacjentów – liczy się całkowity czas wykonywania zawodu. Takie stanowisko podziela również Naczelna Izba Lekarska.
– Z naszej perspektywy to, że czas pracy lekarza będzie liczony całościowo – czyli zarówno w prywatnym, jak i w publicznym systemie – nie jest kontrowersyjne. Lekarz ma być wypoczęty niezależnie od tego, czy przyjmie pacjenta, za którego płaci NFZ, czy pacjenta z pakietem medycznym – mówi rzecznik NIL Jakub Kosikowski.
Zdaniem samorządu lekarskiego wyłączenie z limitów lekarzy pracujących wyłącznie prywatnie prowadziłoby do nierównego traktowania podmiotów leczniczych. – Ministerstwo Zdrowia nie jest tylko ministerstwem sektora publicznego. Jeśli takie rozwiązanie wejdzie w życie, pojawią się hybrydy premiujące lekarzy, którzy nie pracują na NFZ. To z kolei będzie prowadziło do nierównego traktowania podmiotów prywatnych, które dzielą się lekarzem z publicznym systemem – ocenia Kosikowski.
Jednocześnie eksperci nie mają wątpliwości, że nowe limity zmniejszą liczbę godzin, które lekarze będą mogli przepracować. Jak wylicza NIL, obecnie lekarz zatrudniony na etacie może zgodnie z obowiązującymi przepisami pracować nawet około 350 godzin miesięcznie. Po wejściu w życie nowych przepisów limit wyniesie 320 godzin.
– To zmniejszenie o mniej więcej dwa dyżury miesięcznie. W skali całego kraju jest to istotna zmiana – podkreśla rzecznik NIL.
Jego zdaniem konsekwencją będzie ograniczenie podaży lekarzy zarówno w publicznym, jak i prywatnym systemie. – Możemy mieć do czynienia zarówno z wydłużeniem kolejek w publicznym systemie, jak i wzrostem wynagrodzeń oraz kosztów świadczeń w sektorze prywatnym – wskazuje Kosikowski.
W praktyce oznacza to, że lekarz, który dziś po dyżurze w szpitalu przyjmuje jeszcze pacjentów komercyjnie, po wejściu przepisów będzie musiał zrezygnować z części tych godzin.
Decyzja o zmianach bez analizy?
Podobne obawy ma przewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL Sebastian Goncerz. Zwraca uwagę, że resort zdrowia skupił się na ograniczeniu liczby godzin pracy lekarzy, ale nie przeanalizował, jak nowe przepisy wpłyną na dostępność konkretnych świadczeń.
Jego zdaniem część usług medycznych jest dziś realizowana przez specjalistów pracujących dorywczo w kilku placówkach, często poniżej wymaganego w projekcie minimum 80 godzin miesięcznie.
– Nikt z projektujących tę ustawę nie przeanalizował przykładowo, jak dużo świadczeń jest aktualnie realizowanych w formie, która nie jest zgodna z tą ustawą. Każda taka sytuacja to potencjalny pacjent, który po wejściu ustawy nie dostanie właściwego leczenia – mówi Goncerz. Jako przykład wskazuje szpitale psychiatryczne.
– Aktualnie w szpitalach psychiatrycznych często zatrudniony jest konsultujący internista, który przychodzi na kilka godzin tygodniowo, by zbadać i ustalić leczenie pacjentom bez potrzeby wysyłania ich do innego szpitala. Po wejściu tej ustawy taka forma zatrudnienia będzie niezgodna z prawem i myślę, że wiele szpitali prędzej zrezygnuje z zatrudnienia takiego internisty, niż zatrudni go na pół etatu – tłumaczy przewodniczący rezydentów.
Jego zdaniem podobny problem może dotyczyć także szpitali powiatowych, które korzystają z pracy specjalistów dojeżdżających na kilka godzin tygodniowo. – Może się okazać, że ograniczając możliwość pracy lekarzy, ograniczymy jednocześnie dostęp do części świadczeń – wskazuje.
Młody lekarz zwraca uwagę, że podobny efekt może przynieść również planowane ograniczenie maksymalnych stawek godzinowych. Jego zdaniem zmniejszenie różnic w wynagrodzeniach może zniechęcać lekarzy do pracy w najbardziej wymagających miejscach.
Kontrola limitów płacowych i godzinowych – kto będzie odpowiadał za weryfikację danych?
„Rz” podkreśla, że jednym z największych znaków zapytania pozostaje sposób kontrolowania tych limitów. Ministerstwo zakłada, że lekarze będą składać oświadczenia o liczbie przepracowanych godzin. Nadal jednak nie wiadomo, która instytucja będzie odpowiadała za weryfikację tych danych.
Według przedstawicieli resortu zadanie to może zostać powierzone Narodowemu Funduszowi Zdrowia albo Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, jednak ostateczne decyzje jeszcze nie zapadły. Nie wiadomo również, czy szczegółowe zasady zostaną zapisane w ustawie, czy dopiero w rozporządzeniu. Decyzje w tych kwestiach będą podjęte za niecałe trzy tygodnie, po zakończeniu konsultacji społecznych – podaje gazeta.
Przeczytaj także: „Wielkie czyszczenie list”.


