Dzień dobry
Dołącz do nas w mediach społecznościowych:
Udostępnij
Redaktor: Maria Krzos
Źródło: Rzeczpospolita

Od kontraktów do sześciocyfrowych wypłat – tak rosły zarobki lekarzy

Rafał Guz/PAP

Kto umożliwił lekarzom osiąganie sześciocyfrowych zarobków w skali miesiąca w publicznej ochronie zdrowia? – Ten proces był wieloletni i rozłożony na etapy – uważa Bernard Waśko. Efekt? – Koledzy z innych krajów, z którymi rozmawiam o systemach ochrony zdrowia, łapią się za głowę na informację o zarobkach w Polsce – mówi.

W rozmowie z „Rzeczpospolitą” jako punkt startowy Bernard Waśko, dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego Państwowego Zakładu Higieny – Państwowego Instytutu Badawczego i były wiceminister zdrowia, wskazuje proces, który zaczął się po wprowadzeniu w Polsce w 2008 r. unijnych przepisów dyrektywy o czasie pracy osób zatrudnionych na umowach o pracę. Ograniczyły one maksymalną dopuszczalną liczbę godzin do przepracowania do 48 tygodniowo. Lekarze zaczęli wtedy masowo przechodzić na kontrakty.

Waśko nie zgadza się z argumentem, że lekarze byli na te kontrakty wypychani. 

– Byłem wtedy dyrektorem dużego wojewódzkiego szpitala i te wszystkie zmiany przepisów przerabiałem w praktyce. Proszę mi wierzyć, nie przypominam sobie, żeby ktoś zmuszał lekarzy do przechodzenia na kontrakty. Było to najczęściej spowodowane korzyściami podatkowymi oraz wyjściem poza ograniczenia limitów godzin czasu pracy, a więc również limitu zarobków – stwierdza ekspert.

W jego ocenie po przejściu na kontrakty nastąpił etap konsolidacji, kiedy lekarze zaczęli grupować się w większe podmioty. Oznacza to, że nie negocjowali już kontraktów ze szpitalem indywidualnie, tylko jako grupa, wykorzystując silniejszą pozycję wobec zleceniodawcy.

Jako grupa silniej dyktowali również warunki cenowe – to dało jeden impuls do wzrostu wynagrodzeń. Drugi pojawił się, kiedy do kontraktów zaczęto wpisywać warunki, które w ocenie dr. Bernarda Waśki są niezgodne z przepisami ustawy o podmiotach leczniczych.

– Praktyką, która zaczęła się pojawiać wiele lat temu, jest to, że zamiast konkretnej oferty cenowej wyrażonej w złotych, szpital umawia się z lekarzami na jakiś procent od przychodów z NFZ – mówi Waśko. To spowodowało, że wynagrodzenie zaczęły rosnąć wraz z każdą zmianą taryf.

Trzeci etap procesu nakreślonego przez dr. Waśkę była pandemia. – W czasie pandemii to było już kompletne szaleństwo, jeśli chodzi o stawki za pracę w tzw. szpitalach tymczasowych lub dodatki do wynagrodzeń. To były miliardy złotych rocznie. Za jeden dyżur można było dostać 8–10 tys. zł. Jeśli podejdziemy do tego systemowo, to jest to kolejny ważny punkt na osi czasu, który na nowo zdefiniował poziom oczekiwań, bo lekarze zostali uświadomieni, że można tyle zarabiać w sektorze publicznym. I to nie jest tak, że jak COVID-19 się skończył, wszystko wróciło do poprzedniego stanu – zauważa.

Zdaniem prezesa to właśnie chęć utrzymania poziomu zarobków z pandemii była przyczyną protestu Porozumienia Rezydentów i tzw. białego miasteczka. Protest zakończył się kompromisem. – A jego realizacją była nowelizacja ustawy o minimalnych wynagrodzeniach (tzw. ustawa podwyżkowa – red.), uchwalona wiosną 2022 r. – mówi prezes NIZP.

Ustawa bezpośrednio oddziałuje przede wszystkim na wynagrodzenia lekarzy stażystów i rezydentów, czyli te, które są finansowane wprost przez budżet państwa. Jednak przyczynia się również do podwyżek dla lekarzy, którzy są na kontraktach. 

Efekt tych wszystkich czynników to właśnie milionowe nierzadko pensje, o których donoszą dziś media. Bernard Waśko zwraca uwagę, że często dostają je lekarze pracujący w zadłużonych szpitalach.

– Problem polega na tym, że nawet dyrektor, który chciałby powiedzieć „dość”, nie ma pewności, że jego kolega w innym, jeszcze bardziej zadłużonym szpitalu obok nie powie „zapraszam do mnie, ja płacę więcej”. Gdyby funkcjonował skuteczny nadzór właścicielski i odpowiedzialność personalna zarządzających, takie sytuacje byłyby sporadyczne – stwierdza.

– NFZ nie zarządza szpitalami w Polsce tak, jak jest w Wielkiej Brytanii, tylko mamy rozproszony model właścicielski, w którym każdy ma swoje role i zadania oraz odpowiedzialność za ich wykonanie. Przecież takie kontrakty nie biorą się znikąd – zaznacza Bernard Waśko.

Przeczytaj także: „Wysokie pensje lekarzy – należałoby im się przyjrzeć”.

Menedzer Zdrowia facebook

Działy: Aktualności w Menedżer Zdrowia Aktualności
Tagi: lekarz lekarze zarobki lekarzy Bernard Waśko Narodowy Fundusz Zdrowia NFZ