Płacz to u sportowca emocjonalny reset
Cristiano Ronaldo od lat udowadnia, że wielkiemu mistrzowi nie są obce skrajne emocje. Choć uchodzi za ikonę pewności siebie, na boisku regularnie daje upust swoim uczuciom – zdarza się, że płacze zarówno w momentach wielkich triumfów, jak i bolesnych porażek. Ta emocjonalna strona Portugalczyka stała się wręcz jednym z symboli jego kariery. Bywa, że zalewa się łzami na oczach milionów widzów.
Taka reakcja wywołała w mediach społecznościowych lawinę komentarzy: od wyrazów głębokiego wsparcia po bezduszną krytykę. Tymczasem płacz po kluczowym występie to dla sportowca fundamentalny element higieny psychicznej.
Zdaniem specjalistów w zachowaniu Cristiano Ronaldo nie ma nic nadzwyczajnego. Niezależnie od bezpośredniej przyczyny łzy oznaczają bowiem, że umysł i ciało współpracują, aby przetworzyć nagromadzone napięcie. To nie jest przypadkowa słabość, lecz złożona reakcja zakorzeniona w naszej biologii. W psychologii proces ten nazywa się katharsis.
Uzdrawiające oczyszczenie
Katharsis to mechanizm, który pozwala nam uwolnić stłumione uczucia. Termin ten, wprowadzony przez Arystotelesa, a następnie zaadaptowany do teorii psychologicznej przez Zygmunta Freuda i Josefa Breuera, oznacza oczyszczenie emocjonalne. To moment, w którym pęka wewnętrzna tama, a skumulowana presja znajduje ujście. Nie chodzi tu o utratę kontroli, ale o jej odzyskanie.
Współczesna nauka w dużej mierze podziela to zdanie, podkreślając rolę łez w redukcji stresu i bólu. Badania nad neurobiologią tego zjawiska pokazują, że stanowi ono część naturalnego cyklu, w którym organizm po osiągnięciu krytycznego poziomu pobudzenia dąży do równowagi.
Jak wskazuje dr Christina Pierpaoli Parker, adiunktka psychologii klinicznej na Uniwersytecie w Alabamie, gdy układ nerwowy jest nadmiernie obciążony, ciało intuicyjnie poszukuje stabilności. Płacz działa jak wentyl bezpieczeństwa. Tłumienie trudnych stanów, nazywane przez psychologów represyjnym radzeniem sobie, bywa niezwykle szkodliwe. Naukowcy znaleźli powiązania między takim stylem inkubowania napięcia a osłabieniem odporności, chorobami układu krążenia, nadciśnieniem, a także stanami lękowymi i depresją.
Biologiczny powrót do równowagi
Łzy są głęboko powiązane z przywspółczulnym układem nerwowym. Uruchamiają uwalnianie hormonów, takich jak oksytocyna i endorfiny, które przyczyniają się do zmniejszenia fizycznego dyskomfortu i poprawy nastroju. Badacze uważają ten proces za autonomiczny mechanizm samoregulacji w momentach, gdy bodźce wydają się nie do udźwignięcia.
Heather Christle w swojej książce „The Crying Book” zauważa, że płacz początkowo współwystępuje z reakcją „walcz lub uciekaj” – stąd bierze się uczucie dławienia w gardle, przyspieszone bicie serca czy drżący głos. Ostatecznie jednak pozwala on wyciszyć organizm i przywrócić mu homeostazę (stan wewnętrznej równowagi).
Zanim więc zaczniemy krytykować płaczącego na murawie czy korcie zawodnika, pamiętajmy, że doświadcza on skrajnego wyczerpania fizycznego, żyjąc pod presją zazwyczaj nieznaną przeciętnemu człowiekowi. Chwila ostatecznego rozstrzygnięcia na wielkim turnieju to po prostu moment, w którym olbrzymi ciężar musi w końcu spaść z barków.
Przeczytaj także: „Kibice – szczęśliwsi i mniej samotni”, „Przez smog padnie mało bramek?”, „Grajmy w piłkę, ale z głową”, „Komu kibicuje Wojciech Konieczny?”, „Piłka lekarska” i „Smutek, pustka, beznadzieja”.

