Porody lepiej płatne w Bieszczadach?
Czy warto byłoby wprowadzić zmienną (geograficznie) taryfę na oddziałach położniczych – tak, aby te na obszarach peryferyjnych, na przykład w Bieszczadach, były wyżej wyceniane?
We wrześniu 2025 r. „Menedżer Zdrowia” opublikował – w tekście „Czy na Podkarpaciu opłaca się być w ciąży (i utrzymywać porodówki)” – listę i mapę porodówek w województwie podkarpackim, które ze względu na zbyt małą liczbę porodów należałoby zamknąć. Z analizy wynikało, że aż w jedenastu z dwudziestu jeden powiatów i w przypadku jednego z czterech miast na prawach powiatu nie opłaca się utrzymywać oddziałów. W skrócie – nie jest dobrze. Aby oddziały były jakkolwiek dochodowe, dzieci musiałoby się rodzić więcej albo Narodowy Fundusz Zdrowia powinien w tym regionie płacić lepiej za porody.
Czy to możliwe?
„Rzeczpospolita” spytała Daniela Rutkowskiego, prezesa Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, czy warto byłoby wprowadzić zmienną (geograficznie) taryfę na oddziałach położniczych – tak, żeby te na obszarach peryferyjnych, na przykład w Bieszczadach, były wyżej wyceniane.
– Położnictwo jest takim obszarem, który bardzo chciałbym, żebyśmy jako agencja wkrótce sfinalizowali. To jednak dziedzina, którą trzeba rozpatrywać łącznie z mapą potrzeb oraz z określeniem miejsc, w których porodówki – nawet te z małą liczbą porodów – po prostu muszą istnieć ze względu na trudniejszą dostępność geograficzną. W tym przypadku nie da się stworzyć jednej, uniwersalnej wyceny porodu, która pasowałaby jednocześnie do podmiotu realizującego ponad tysiąc porodów rocznie i takiego, który ma ich na przykład dwieście. Gdybyśmy stworzyli jedną stawkę, która miałaby pozwolić „spiąć się” finansowo i być rentownym przy dwustu porodach, to dla szpitala realizującego ich ponad tysiąc byłaby ona źródłem nadmiarowych i nieproporcjonalnych przychodów. Dlatego musimy szukać innego rozwiązania. Prawdopodobnie należy założyć, przy jakiej liczbie porodów oddział powinien być rentowny na standardowych zasadach i na tej podstawie wycenić poród, natomiast na obszarach o mniejszej liczbie porodów, gdzie takie oddziały są niezbędne, postarać się o rozwiązanie ryczałtowe – mówił prezes Rutkowski, wyjaśniając, że chodzi o to, aby zagwarantować gotowość do realizacji świadczeń, co zapewni bezpieczeństwo pacjentkom niezależnie od statystyk.
– Myślę, że te decyzje powinny w niedługim czasie ostatecznie się ukształtować i będziemy je ogłaszać – zapowiedział.
Jak rodzić w Bieszczadach?
O zmianach na porodówkach mówiono 12 lutego 2026 r. w Sejmie. Wypowiadał się między innymi poseł Polski 2050 Bartosz Romowicz, były burmistrz Ustrzyk Dolnych, urodzony w Lesku. „Menedżer Zdrowia” informował o tym w tekście „Jak rodzić w Bieszczadach?”.
– Decyzje o zamykaniu oddziałów
ginekologiczno-położniczych niepokoją wiele kobiet, szczególnie w
mniejszych miejscowościach i regionach, jak województwo podkarpackie, w
którym szpitale są oddalone od siebie – zaczął poseł,
podkreślając, że ma obawy co do rzeczywistej dostępności do porodówek po
ostatnich zmianach, szczególnie jeśli chodzi o czas transportu
rodzących.
– Jakie działania podejmuje kierownictwo Ministerstwa Zdrowia, by zapewnić pacjentkom odpowiednią opiekę w przypadku nagłych sytuacji? Co z ciążami w regionach, których nie funkcjonują odpowiednie oddziały, na przykład w powiecie bieszczadzkim, leskim i sanockim? Czy zlikwidowane oddziały są zastępowane przez izby porodowe, zaopatrzone w odpowiedni sprzęt specjalistyczny? Ile takich izb powstało? Jakie przedstawiciele resortu oceniają obecny system opieki nad rodzącymi w przypadkach porodów fizjologicznych bez powikłań w regionach, bez oddziałów ginekologiczno-położniczych? Czy w ministerstwie prowadzone są prace dotyczące rozwiązań systemowych, jak zmiana lokalizacji oddziałów ginekologiczno-położniczych lub nowy model ich rozmieszczenia, który pozwoliłby skrócić czas dojazdu pacjentek i zwiększyć bezpieczeństwo okołoporodowe w skali kraju? – pytał konkretnie.
Opisał hipotetyczną sytuację.
– Godz. 22, u jednej z mieszkanek gminy Lutowiska w powiecie bieszczadzkim zaczyna się akcja porodowa. Kobieta jedzie do szpitala w Ustrzykach Dolnych – tam okazuje się, że na dyżurze nie ma położnej. Jest lekarz chorób wewnętrznych, który podejmuje decyzję, że nie da się odebrać porodu w sposób naturalny, więc rodzącą trzeba przewieźć do innego szpitala. Mija godzina, dwie. Co wtedy? – zastanawiał się poseł Romowicz.
Przeczytaj także: „Co nowego w sprawie porodówek?”.


