Pożerający vs pożerany ►
– Zasada dobrowolności konsolidacji szpitali nie za bardzo służy tej zmianie. Dobra chęć ludzi i wiara, że dzięki reformie ma być lepiej, to za mało w sytuacji, gdy mamy społeczny opór i spór między np. jednostkami samorządowymi, które są w różny sposób obstawione politycznie. Kto ma wziąć dany oddział, kto ma skonsolidować szpital, kto ma się stać tym połykającym, a kto będzie pożarty? – stwierdził w rozmowie z „Menedżerem Zdrowia” adwokat Oskar Luty.
- Ustawa o reformie szpitalnictwa jest niewystarczająca do osiągnięcia zakładanego celu, jakim jest zapewnienie pewnego rodzaju efektywności systemu – mówił o tym w rozmowie z „Menedżerem Zdrowia” adwokat Oskar Luty z Kancelarii Fairfield
- Adwokat wskazał na niedociągnięcia i braki w samym sposobie realizacji reformy
- Głównym hamulcowym są układy polityczne, w które uwikłane są samorządy, będące właścicielami podmiotów leczniczych
- Jak zatem należałoby wprowadzać reformę, żeby zakończyła się sukcesem?
„Menedżer Zdrowia” przeprowadził wywiad w trakcie kongresu Top Medical Trends 2026.
Poniżej rozmowa z adwokatem Oskarem Lutym, pod wideo spisany tekst.
W ostatnim czasie dużo się mówi o potrzebie odwracania piramidy świadczeń. Mamy ustawę z 2025 r. o reformie szpitalnictwa. Słyszymy z Ministerstwa Zdrowia, że powinniśmy dostosować oddziały w szpitalach do potrzeb demograficznych. Czy ta reforma, zgodnie z obowiązującą ustawą, ma szansę się udać? Jakie pułapki pan dostrzega?
Ustawa – jakkolwiek z pewnością wszyscy autorzy i osoby zaangażowane w reformę szpitali mają jak najlepsze intencje – jest niewystarczająca do osiągnięcia zakładanego celu, jakim jest zapewnienie pewnego rodzaju efektywności systemu. Wiąże się to, tak jak pani redaktor powiedziała, z częściową likwidacją nadmiarowych oddziałów, nadmiarowych łóżek, niepotrzebnych grup świadczeń. To jest bardzo trudny proces. Kłopotliwy w dużej mierze z powodów politycznych, a w pewnym zakresie prawnych.
Stawiam taką dość smutną tezę – dotychczasowe regulacje prawne nie adresują najważniejszych problemów. Dlaczego? Dlatego, że dzisiaj najważniejszym problemem jest to, że istnieje bardzo duża presja polityczna, lokalna, samorządowa, społeczna na to, żeby nie likwidować jednostek, nawet jeżeli są nierentowne albo też ich utrzymywanie nie ma systemowego sensu.
Dopóki nie będzie czytelnej mapy drogowej przekazanej przez stronę odpowiedzialną, czyli decydentów najwyższego szczebla, to reforma ta może po prostu się nie wydarzyć. Zwyczajnie, lokalny opór będzie zbyt silny.
Jeżeli chodzi o problemy prawne, to oczywiście mamy pewne zachęty i pewną elastyczność, jeżeli chodzi o układy finansowania, nawet tak skomplikowanych systemów jak sieć szpitali. Natomiast cały czas mamy problem, jak skonsolidować jednostki, które mają różne formy prawne, np. samodzielne publiczne zakłady opieki zdrowotnej i spółki kapitałowe. Jak to przeprowadzić w sytuacji, w której mamy różne poziomy właścicielskie, czyli mamy właścicieli wojewódzkich, powiatowych albo jeszcze innych. W tej sytuacji, jeżeli nie ma żadnych rozwiązań dotyczących odpowiedzialności i powiedzmy sobie, nie wskazujemy tego, kto na końcu poniesie ciężar prawny, polityczny, społeczny takiej zmiany, to każdy będzie bał się te czynności wykonywać. Potrzebne są bowiem klarowne rozwiązania w tym zakresie.
To są najważniejsze elementy, które nie zostały zaadresowane. Widać to bardzo dobrze na takim medialnym przykładzie oddziałów położniczych. Mam tu na myśli porodówki, o których wiadomo, że przyjmują zbyt mało porodów, żeby być efektywne, i powinny być zamknięte. Jest jednak duży sprzeciw społeczny. Ludzie chcą mieć bliżej do szpitala. Wszystko dlatego, że zbyt mało mówi się o bezpieczeństwie i efektywności. Pojawiają się pomysły typu awaryjny poród na SOR-ze. Pacjentki to słyszą i są przerażone, ponieważ nie do końca rozumieją, że jest to zabezpieczenie o charakterze awaryjnym. A to jest właśnie to miejsce tej reformy, które jest najważniejsze, czyli, żeby lęk pacjenta i lęk społeczności lokalnych zaadresować w taki sposób, aby zbudować wśród ludzie zaufanie, że zmiana ma przynieść korzyści – w postaci mniejszych kolejek, lepszej efektywności i bezpieczeństwa.
Wydaje mi się – mówiąc szczerze – że ta reforma rozpoczęta została trochę od drugiej strony. Brakuje tych elementów, o których wspomniałem.
Reforma szpitalnictwa ma odbywać się na zasadzie dobrowolności. Szpitale powiatowe, wojewódzkie, miejskie mają same dogadać się między sobą i zdecydować, czy chcą wejść w nowy system. Czy zepchnięcie odpowiedzialności na poziom samorządowy to jest dobry kierunek? Czy to nie powinno nastąpić na wyższym szczeblu?
Mam wrażenie, że bez dobrej mapy drogowej i pewnego konkretnego postulatu, który jest przekonujący dla wszystkich uczestników systemu – czyli, że Ministerstwo Zdrowia powie, iż tu naprawdę nie ma sensu, żeby było sześć szpitali albo dziesięć oddziałów o tym samym profilu – to się nie uda.
Jeżeli tego nie będzie, to dobrowolność nie wystarczy. Dobra chęć ludzi i – powiedzmy sobie – wiara w to, że w tym państwie ma być lepiej, to za mało w sytuacji, gdy mamy społeczny opór i spór między np. jednostkami samorządowymi, które są w różny sposób obstawione politycznie. Kto ma wziąć dany oddział, kto ma skonsolidować szpital, kto ma się stać tym połykającym, a kto będzie pożarty?
Czy ten połykający jest w lepszej czy w gorszej sytuacji? Czy on będzie miał na przykład jednostkę, która jest deficytowa? Czy będzie w lepszej pozycji? To są kwestie, które powodują tak duże tarcia i tak dużą niepewność decyzyjną, że jednostka samorządowa, prowadzona przez polityków podlegających wyborom, zwyczajnie boi się podejmować takie decyzje.
Bardzo często w kuluarowych rozmowach z politykami słyszę coś takiego: „Wolelibyśmy, żeby nam kazano to zrobić. Jak będziemy mieć ustawowy obowiązek, to będzie nam łatwiej powiedzieć, że nie ma wyjścia”. Dobrowolność w tej akurat sytuacji nie za bardzo służy, zwłaszcza gdy nie jest poparta ścieżką rekomendacji ani analiz, bo te ścieżki się dopiero tworzą. Trochę późno...
Przeczytaj także: „Pułapki refundacyjne”, „Szpitale powiatowe – tak dłużej się nie da” i „Lekarze na etaty – szpitale na straty”.
Menedżer Zdrowia, Top Medical Trends
