Reforma szpitali musi uwzględniać potrzeby pacjenta
Formadis
– Polskie podmioty lecznicze potrzebują lepszego podziału zadań. Jednak łączenie placówek, przenoszenie oddziałów czy rozwój opieki poza szpitalem mają sens wtedy, gdy wiadomo, co zyska pacjent i kto będzie odpowiadał za jego leczenie – wskazuje Michał Ogrodowicz, ekspert Formedis do spraw ochrony zdrowia.
Ponad sto szpitali zainteresowanych zmianami w postaci likwidacji lub przekształceń oddziałów to znacząca grupa i dobry początek dobrowolnej reformy. Ta liczba obejmuje jednak zarówno planowane, jak i prowadzone już działania.
– Nie wiemy, czy w wyniku realizacji tych działań pacjenci odczują poprawę ani jak duża część potrzebnych zmian zostanie rzeczywiście wykonana. O skali sukcesu zdecyduje to, czy placówki realnie podzielą się zadaniami, poprawią warunki leczenia i uporządkują finanse – komentuje Michał Ogrodowicz.
Współpraca szpitali
Ekspert podkreśla, że największa szansa na prawdziwą zmianę to współpraca sąsiednich szpitali. Wspólne zakupy i administracja mogą obniżyć koszty. Skupienie wybranych zabiegów w jednym miejscu może ułatwić zapewnienie pełnego zespołu, regularnej praktyki lekarzy i lepsze wykorzystanie sal operacyjnych.
– Samo połączenie placówek nie gwarantuje oszczędności. Trzeba zmienić sposób pracy, a wcześniej policzyć koszty ujednolicenia płac, systemów informatycznych i organizacji – wyjaśnia.
Dostęp do leczenia
Jak zaznacza, pierwszym warunkiem skutecznej reformy jest dostęp do leczenia. Przed ograniczeniem pracy oddziału trzeba wskazać, gdzie chory otrzyma pomoc, jak tam dotrze i ile będzie czekał.
– Szpital przejmujący pacjentów musi mieć personel, miejsca, diagnostykę i pieniądze. W stanach nagłych kluczowy jest czas do skutecznego leczenia. Dłuższy dojazd i przeciążony oddział ratunkowy mogą przekreślić korzyści zmiany. Trzeba uwzględnić także osoby starsze, niesamodzielne i bez samochodu – mówi ekspert.
Ocena bezpieczeństwa
Osobnej oceny medycznej wymaga kwestia bezpieczeństwa. W przygotowaniu zmian powinni uczestniczyć właściwi konsultanci i zespoły leczące pacjentów. Podstawą muszą być aktualne wytyczne kliniczne, obowiązujące standardy i wymagania Narodowego Funduszu Zdrowia.
– Przykładowo, chirurgia jednego dnia wymaga właściwego doboru pacjentów, zabezpieczenia znieczulenia, opieki po zabiegu i możliwości leczenia powikłań. Umowa na transport nie zastąpi personelu i sprzętu wymaganego na miejscu. Z kolei przy zmianach w położnictwie trzeba ocenić bezpieczeństwo zarówno matki, jak i noworodka. Mała liczba zajętych łóżek sama nie wystarcza do decyzji o zamknięciu oddziału – wskazuje Michał Ogrodowicz.
Finansowanie kluczem do sukcesu
Zdaniem eksperta drugim warunkiem skutecznej reformy są pieniądze na kolejne lata. Dotacja na przebudowę oddziału w zakład opiekuńczo-leczniczy nie pokrywa późniejszych kosztów opieki. Przed inwestycją trzeba ustalić z NFZ zgodną z prawem drogę do finansowania nowych świadczeń i sprawdzić, czy przychody pozwolą je utrzymać. Potrzebne są też środki na czas zmian.
– Plan musi pokazywać, czy szpital będzie płacił rachunki po zakończeniu czasowego wsparcia. Osobno trzeba rozwiązać problem długu. Przeniesienie go do większej placówki bez usunięcia przyczyn strat może zagrozić także jej działalności – wylicza.
Podkreśla przy tym, że samorząd powinien wiedzieć, ile zmiana będzie kosztować jego budżet w kolejnych latach. Ponadto, pracownicy potrzebują jasnej informacji o przyszłych zadaniach i miejscach pracy, a mieszkańcy o dostępie do pomocy.
Brak takich ustaleń sprzyja odejściom personelu i protestom. Odkładanie decyzji też szkodzi, bo narastające straty i braki kadrowe mogą doprowadzić do nagłego zawieszenia świadczeń, zanim powstanie inne miejsce leczenia.
Przyszłość polskiego systemu zdrowia
Przyszłość polskich szpitali to sieć współpracujących placówek z jasno określonymi zadaniami. W starzejącym się społeczeństwie trzeba rozwijać opiekę nad osobami z wielochorobowością, rehabilitację oraz opiekę długoterminową i domową. Szerszy zakres pomocy powinien być dostępny u lekarza rodzinnego i w poradniach specjalistycznych.
Z kolei leczenie jednodniowe warto rozwijać tam, gdzie jest odpowiedni personel oraz finansowanie. Pacjent po wypisie powinien wiedzieć, kto przejmuje opiekę i kiedy odbędzie się kolejna wizyta.
– W dobrze zorganizowanym systemie potrzeby mieszkańców są przekładane na konkretne miejsca leczenia i sposób ich finansowania. Mapy potrzeb zdrowotnych i wojewódzkie plany transformacji powinny prowadzić do prostych ustaleń: kto zapewni opiekę, gdzie, od kiedy i za jakie pieniądze? Wymaga to współpracy NFZ, wojewody, samorządów i dyrektorów z zachowaniem odpowiedzialności każdej z tych instytucji – mówi ekspert.
– Przed przeniesieniem lub ograniczeniem świadczeń trzeba zapewnić pacjentom bezpieczną opiekę w nowym miejscu i potwierdzić jej finansowanie. Reformę oceniajmy przez czas dojazdu i oczekiwania, powikłania, nieplanowane powroty do szpitala, odzyskaną sprawność oraz koszt całego leczenia. W ten sposób sprawdzimy, czy publiczne pieniądze rzeczywiście poprawiają życie mieszkańców – dodaje.
Przeczytaj także: „Profesjonalne zarządzanie ryzykiem pozwoli szpitalom zaoszczędzić miliony złotych”, „Powiaty za słabe, szpitali w nadmiarze – czy pojmą to nasi włodarze?” i „Stan szpitalnej gotowości”.
