Powiaty za słabe, szpitali w nadmiarze – czy pojmą to nasi włodarze? ►
Forum Ekonomiczne w Karpaczu
Powiaty są za słabe, by nadzorować szpitale – powinny robić to województwa, zmniejszając liczbę placówek ostrodyżurowych do 200–250 jednostek. To propozycje prof. Piotra Czauderny, o których opowiedział „Menedżerowi Zdrowia”.
- Czy Polska jest gotowa na jeden skonsolidowany nadzór i przeniesienie zarządzania szpitalami z powiatów na poziom województw?
- Czy politycy i lokalne społeczności zaakceptują zmiany w sieci szpitali w imię nowej umowy społecznej?
- Ile szpitali powinno być w naszym kraju?
- O to zapytaliśmy prof. Piotra Czaudernę – podczas XXXV Forum Ekonomicznego w Karpaczu
Nagranie rozmowy z prof. Piotrem Czauderną poniżej. Pod wideo dalsza część tekstu.
W wywiadzie z Wirtualną Polską – „Mocne słowaprezydenckiego doradcy do spraw medycznych” – mówił pan o nieszczęściu, jakim było przekazanie szpitali powiatom, proponując przy tym, że rozwiązaniem mogłoby być wprowadzenie modelu duńskiego. Na czym dokładnie on polega i czy byłby możliwy w Polsce?
Model ten jest w Polsce jak najbardziej możliwy do wprowadzenia. Istotą tego podejścia jest poddanie szpitali jednemu, skonsolidowanemu nadzorowi właścicielskiemu. Dotychczasowe doświadczenia jednoznacznie pokazują, że jednostki samorządu terytorialnego szczebla powiatowego są strukturalnie i finansowo zbyt słabe, aby efektywnie utrzymać i zarządzać placówkami szpitalnymi.
Naturalnym kierunkiem jest zatem przeniesienie kompetencji zarządczych i właścicielskich na poziom regionalny. Mówimy tu o strukturach wojewódzkich – czy to pod nadzorem marszałków województw (jako samorządu regionalnego), czy też wojewodów reprezentujących Skarb Państwa. Kwestia wyboru konkretnego organu pozostaje otwarta, jednak sam kierunek integracji zarządzania na poziomie regionu jest nieunikniony. Doskonałymi przykładami są Dania, gdzie zarządza się poprzez regiony, czy Hiszpania z jej obszarami zdrowia, to jest áreas de salud.
Sama zmiana właścicielska to jednak za mało. Równolegle musimy wypracować koordynację pionową – budować konsorcja oraz klastry zdrowotne łączące podstawową opiekę zdrowotną, ambulatoryjną opiekę specjalistyczną, szpitale ogólne i placówki wysokospecjalistyczne. Taka współpraca powinna zostać sformalizowana umowami i jednoznacznie wymuszona przez kryteria finansowania z Narodowego Funduszu Zdrowia.
Ważne jest również precyzyjne określenie profilu i zakresu zadań poszczególnych jednostek. Szpitale powiatowe nie powinny realizować procedur wysokospecjalistycznych. Rozumiem, że robią to dziś w celach przetrwania i poprawy bilansu finansowego, ale to ślepa uliczka. Rozwiązaniem jest zmiana wyceny świadczeń w obszarze internistycznym czy chirurgicznym bądź wprowadzenie finansowania ryczałtowego dla szpitali powiatowych, co pozwoli im skupić się na realizowaniu zadań, do których zostały powołane.
A czy problemem w zmianach nie byłaby polityka?
Zawsze problemem będzie polityka i wiążąca się presja społeczna. To będzie towarzyszyć każdej próbie ingerencji w system ochrony zdrowia. Przekształcenia placówek zawsze budzą opory i mobilizują lokalne środowiska interesariuszy czy polityków.
Obecnie jednak doszliśmy do punktu zwrotnego. Kryzysy i napięcia narastające wokół systemu uwidoczniły, że dotychczasowa formuła całkowicie się wyczerpała. Nasz system był projektowany na inne czasy, inne uwarunkowania demograficzne i finansowe. Dziś pojawia się powszechna świadomość i zgoda co do tego, że musimy zbudować ten ład od nowa – napisać umowę społeczną w zakresie ochrony zdrowia na nowo.
Obawy obywateli przed zamykaniem czy przekształcaniem szpitali są zrozumiałe, ponieważ obecność lokalnej placówki daje im poczucie bezpieczeństwa. Dlatego głębokiej przebudowie musimy poddać rolę podstawowej opieki zdrowotnej i ambulatoryjnej opieki specjalistycznej. Początkiem budowania realnego poczucia bezpieczeństwa powinno być m.in. utworzenie centrów obsługi pacjenta ze specjalnymi infoliniami, co odciąży szpitalne oddziały ratunkowe i ułatwi nawigację pacjenta po systemie.
Ile szpitali powinno docelowo funkcjonować w Polsce, by system był stabilny finansowo i kadrowo?
Nie należy operować arbitralnymi liczbami bez odwołania do twardych danych. Odpowiedź na to pytanie wymaga rzetelnej analizy map potrzeb zdrowotnych.
Jedno jest pewne: w obecnym kształcie nie jesteśmy w stanie utrzymać w Polsce systemu opartego na ponad 600 szpitalach.
Jeśli chodzi o szpitale działające w pełnym trybie ostrodyżurowym, ich liczba powinna zostać ograniczona do 200–250 jednostek – czyli odpowiadać liczbie funkcjonujących obecnie szpitalnych oddziałów ratunkowych, a być może nawet być nieco niższa. Utworzenie specjalnej, skonsolidowanej sieci szpitali ostrodyżurowych to pierwszy i najpilniejszy krok, jaki musimy podjąć.
Przeczytaj także: „Wszystko, co chciałbyś wiedzieć o chirurgii robotowej, ale wstydzisz się zapytać” i „Ministerstwo dementuje. Ścieżka specjalizacyjna z psychoterapii będzie”.
Więcej materiałów z XXXV Forum Ekonomicznego w Karpaczu po kliknięciu w poniższy baner.

