Szkolenia z przymusu bezpośredniego to często fikcja
Według przepisów za stosowanie przymusu bezpośredniego powinien odpowiadać wykwalifikowany, przeszkolony członek personelu medycznego, jednak w praktyce nie ma regulacji, które dałyby możliwość egzekwowania obowiązku organizacji szkoleń. W efekcie medycy często uczą się zatem w praktyce, gdy wielokrotnie mają do czynienia z agresywnym, pobudzonym pacjentem.
Taki stan rzeczy jest niebezpieczny dla obu stron, a projekt nowelizacji, który utknął w resorcie zdrowia, w ogóle tego problemu nie dotyka – informuje o tym Prawo.pl.
Nie istnieje obowiązek dokształcania
Od wielu lat trwa dyskusja o zmianie przepisów w zakresie przymusu bezpośredniego. Padają głosy, by złagodzić obowiązujące regulacje, podnoszone są też argumenty o konieczności zapewnienia bezpieczeństwa, także personelowi medycznemu.
W ubiegłym roku Rzecznik Praw Obywatelskich apelował w stanowisku skierowanym do resortu zdrowia o nowelizację ustawy o ochronie zdrowia psychicznego. Podkreślał między innymi to, że obowiązujące przepisy bardzo ogólnie mówią o przeszkolonych osobach, które mogą stosować przymus. Życie pokazuje jednak co innego – nie ma obowiązku dokształcania.
– Chwyty, przytrzymanie, konieczność podniesienia osoby, która leży na podłodze, przywiązanie osoby szarpiącej się to czynności, które mogą stwarzać zagrożenie zarówno dla pacjenta, który może doznać krzywdy, jak i dla samego personelu medycznego – mówi Marcin Wiącek.
Komfort i bezpieczeństwo innych pacjentów
Marta Cieszyńska, pielęgniarka Kliniki Psychiatrii Szpitalu Uniwersyteckiego nr 1 im. dr. Antoniego Jurasza w Bydgoszczy, asystentka w Katedrze Pielęgniarstwa Zachowawczego Wydziału Nauk o Zdrowiu Collegium Medicum UMK, podkreśla, że nawet w przypadku specjalizacji psychiatrycznej w pielęgniarstwie często nie są przeprowadzane takie szkolenia. Pamiętajmy przy tym, że pacjenta, wobec którego zastosowano np. unieruchomienie (czasowe przypięcie pasami magnetycznymi do łóżka), trzeba traktować jako wymagającego intensywnego nadzoru medycznego.
Ekspertka zaznacza, że jako pielęgniarka na dyżurze ma pod opieką średnio ponad 30 osób i zdarza się, że przymus jest stosowany wobec czterech lub pięciu jednocześnie. Trzeba zatem mieć na uwadze komfort i bezpieczeństwo innych pacjentów, a jednocześnie mocno kontrolować tych poddanych przymusowi.
– To jest niezwykle trudne. Sprawdzamy regularnie, czy pasy są prawidłowo założone, czy nie dochodzi do niedokrwienia, czy pacjent ma prawidłowo ułożoną głowę, czy nie będzie problemów z przełykaniem, z oddychaniem – wymienia.
Marta Cieszyńska przypomina, że choć wedle przepisów przymus bezpośredni mają stosować osoby przeszkolone w tym kierunku, w praktyce nie ma regulacji, które pozwalałyby to egzekwować.
Nadziei upatrywano w projekcie nowelizacji ustawy o ochronie zdrowia psychicznego. Po pierwsze jednak, choć wprowadza on pewne zmiany związane ze stosowaniem przymusu bezpośredniego, wciąż nie dotyka sedna sprawy. Po drugiee, został on opublikowany na stronach Rządowego Centrum Legislacji w październiku ubiegłego roku, ale od tego czasu, przynajmniej formalnie, nic się z nim nie dzieje. Publicznie nie pokazano przy tym nawet uwag, które wpłynęły do resortu zdrowia w ramach opiniowania. Pamiętajmy przy tym, że krytycznie do wielu propozycji zawartych w projekcie odniósł się m.in. RPO oraz samorząd lekarski. W obu przypadkach konieczność zmian nie była negowana.
Przeczytaj także: „O przymusowym leczeniu psychiatrycznym pomoże zdecydować ginekolog”.


