Wezbrana odra
iStock
Rumunię zalała fala zachorowań na odrę – ponad połowa unijnych przypadków odry i niemal wszystkie dziecięce zgony w Europie są z tego kraju.
- Unijny rekord zachorowań – aż 55 proc. wszystkich przypadków odry w Unii Europejskiej w 2025 r. odnotowano w Rumunii
- Skutki fatalnej decyzji z 2015 r. – wyprowadzenie szczepień ze szkół pozbawiło tysiące dzieci podstawowej ochrony zdrowotnej
- Skrajne ubóstwo oraz dyskryminacja w przychodniach stają się pożywką dla śmiertelnej choroby
- „Menedżer Zdrowia” omawia tekst z „The Lancet”
Odra w Rumunii
Odra stała się w Rumunii chorobą endemiczną, a nie sporadycznym problemem zdrowotnym – informuje o tym „The Lancet” w tekście „Can Romania tackle its measles outbreaks?”1.
We wrześniu 2025 r. Światowa Organizacja Zdrowia (World Health Organization – WHO) potwierdziła, że w ostatnich dwóch dekadach wybuchło tam wiele epidemii, a w 2025 r. na Rumunię przypadało około 55 proc. wszystkich przypadków zachorowań zgłoszonych w Unii Europejskiej. Z 23 odnotowanych w UE zgonów dzieci z powodu odry w 2024 r. aż 22 miały miejsce w tym państwie.
Gabriel Lazăroiu Nistor, lekarz zakaźnik, widzi z bliska, co oznacza ten problem. W Instytucie Chorób Zakaźnych im. Matei Balșa w Bukareszcie leczy wielu pacjentów, niektórych z powikłaniami na tyle poważnymi, że wymagają tygodniowego lub dłuższego pobytu w szpitalu.
– Podczas ostatniej fali epidemii w 2024 r. przez drzwi placówki przechodziło około 30 dzieci dziennie. Większość wyzdrowiała. Zbyt wiele jednak nie przeżyło – mówi.
Główną przyczyną, jak podkreśla, był niski poziom zaszczepienia.
Niepokojące procenty
Według danych WHO krajowy wskaźnik przyjęcia pierwszej dawki szczepionki przeciwko odrze, śwince i różyczce spadł z 90 proc. w 2018 r. do 78 proc. w 2024 r. Wskaźnik przyjęcia drugiej dawki, podawanej w wieku pięciu lat, obniżył się w tym samym okresie z 81 proc. do 62 proc. – w obu przypadkach znacznie poniżej 95 proc., które zdaniem WHO są wymagane do uzyskania odporności zbiorowiskowej. W niektórych społecznościach poziom ten jest jeszcze niższy.
– Tłumaczymy rodzicom potrzebę szczepień, ale wielu z nich, gdy ich dzieci już zachorują, nie chce ich potem szczepić, twierdząc, że mają one już odporność – mówi Gabriel Lazăroiu Nistor.
– To złożona dyskusja i wymaga wiele cierpliwości. Poprzez komunikację możemy podnieść ten wskaźnik – dodaje.
Według danych Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego w latach 2023–2025 w Rumunii odnotowano 35 736 potwierdzonych przypadków odry, z czego zdecydowaną większość wśród dzieci i młodzieży. Niektóre z dzieci, które zmarły, to niemowlęta zbyt młode na przyjęcie preparatu, które zaraziły się wirusem od nieszczepionego rodzeństwa lub innych bliskich osób.
Nie zawsze tak było. Jeszcze w 2010 r. wskaźnik przyjęcia pierwszej dawki szczepionki MMR wynosił w Rumunii 95 proc. Badacze zdrowia publicznego coraz częściej postrzegają tę porażkę nie tyle jako efekt odmowy światopoglądowej, ile jako porażkę systemu.
To trzeba wyjaśniać!
Mihai Negrea, epidemiolog biorący udział w zwalczaniu epidemii w okręgu Mureș, twierdzi, że tylko niewielki odsetek rodziców, z którymi się styka, to zagorzali przeciwnicy szczepień z przyczyn religijnych lub ideologicznych. Pozostali, jak mówi, nie są ani przeciwni, ani przekonani – po prostu nigdy właściwie nie wyjaśniono im ich wartości.
– Kampania trwająca dwa dni raz w roku nie zadziała – mówi Negrea.
I poprawić działanie systemu!
Uważa on, że więcej lekarzy powinno mieć możliwość podawania szczepionek, a nie tylko lekarze rodzinni, jak obecnie nakazuje prawo.
Ocena ta jest zgodna z wynikami badania organizacji Save the Children Romania z 2025 r., w którym przeprowadzono wywiady z 29 lekarzami rodzinnymi i środowiskowymi asystentami medycznymi opiekującymi się ponad 11 tys. dzieci z obszarów wiejskich. Jako najczęściej wskazywane bariery systemowe wymieniono biurokrację, brak zasobów, słaby transport oraz zaprzestanie szczepień w szkołach, a także rodziców wielokrotnie przekładających wizyty i odmawiających sformalizowania odmowy na piśmie. W kraju istnieje zautomatyzowany system przypomnień, ale nie sygnalizuje on opuszczonych wizyt, a personel nie dzwoni rutynowo do rodzin, które się nie stawiły.
Przeszkody te okazały się szczególnym problemem w społecznościach o niskim poziomie wiedzy o zdrowiu, gdzie zaufanie opiera się na bezpośrednim, ludzkim kontakcie. To samo badanie wykazało, że Romowie często czuli się niechciani lub oceniani w przychodniach, co potęgowało trudności praktyczne, takie jak brak dokumentów tożsamości.
– Na ogół ludzie szczepią się przez wzgląd na lekarza oraz z szacunku i zaufania do niego – mówi Gabriela Alexandrescu, dyrektor krajowa Save the Children Romania.
– Poza tym, brakuje pieniędzy na organizowanie częstych, ciągłych akcji informacyjnych i szczepień – mówi Aurora Stănescu, epidemiolog.
– Przełomowa zmiana nastąpiła w 2015 r. – twierdzi Alexandrescu, wyjaśniając, że gdy obowiązek podawania preparatów dzieciom odebrano szkołom i scentralizowano wyłącznie u lekarzy rodzinnych, usunięto sieć bezpieczeństwa, która wcześniej wyłapywała dzieci omijające dawki w innych miejscach.
– Są społeczności, do których medycyna nie dociera – powiedziała.
Okręg Braszów w Siedmiogrodzie odnotował najwyższą liczbę zachorowań w kraju podczas epidemii w 2024 r. – ponad 2000 przypadków i cztery zgony dzieci, jak wynika z danych tamtejszej dyrekcji zdrowia publicznego.
Mirela Csabai jest lekarzem rodzinnym obsługującym 10-tysięczną społeczność w małym miasteczku w tym rejonie – jednym z najciężej dotkniętych obszarów. Warunki życia są trudne: wielu mieszkańców nie ma bieżącej wody, a przeludnienie jest powszechne – często po kilka osób z jednej rodziny dzieli jeden pokój.
Pacjentom mieszkającym dalej trudno dotrzeć do jej gabinetu, a z powodu obowiązków zawodowych i braku opieki nad dziećmi wielu opuszcza wizyty. Wiele dzieci w jej społeczności przyjmuje tylko szczepienia podawane przy urodzeniu i rzadko wraca na dawki przypominające, w tym na preparaty inne niż MMR. Nawet gdy organizowane są akcje szczepień, jak mówi, ostatecznie szczepi się zazwyczaj tylko od 20 do 30 dzieci.
– To smutne, że wciąż umierają dzieci na choroby, którym można zapobiegać – mówi Mirela Csabai.
Przypis:
Przeczytaj także: „Antyszczepionkowe braterstwo krwi”, „Zdrowiem zajmie się antyszczepionkowiec i zwolennik teorii spiskowych?” i „Sen o Ameryce”.

.jpg)