Żołnierz walczy oczami
– Każdy z nas pracuje i walczy oczami – mówi płk prof. Marek Rękas z Wojskowego Instytutu Medycznego – Państwowego Instytutu Badawczego, w którym rozpoczął się program laserowej korekcji wzroku dla żołnierzy. Tegoroczny limit wynosi 100 zabiegów, choć placówka ma możliwości, by wykonywać ich nawet 1000 rocznie.
- W Wojskowym Instytucie Medycznym trwa pilotażowy program laserowej korekcji wad wzroku dla żołnierzy zawodowych. W 2026 r. zaplanowano 100 zabiegów, a inicjatywa finansowana przez Ministerstwo Obrony Narodowej ma być realizowana w latach 2026–2029. Na razie mogą z niej korzystać przedstawiciele wybranych korpusów, grup osobowych i specjalności, między innymi piloci, nawigatorzy, operatorzy bezzałogowych statków powietrznych, nurkowie oraz żołnierze wojsk specjalnych i jednostek powietrznodesantowych. W przyszłości przedsięwzięcie mogłoby objąć znacznie większą grupę wojskowych
- O tym, dlaczego dobry wzrok jest jedną z najważniejszych cech decydujących o zdolności bojowej, jak zmienia się podejście armii do wad refrakcji i dlaczego Polska nadal pozostaje pod tym względem w tyle za częścią państw NATO, mówi płk prof. dr hab. n. med. Marek Rękas, kierownik Kliniki Okulistyki, zastępca dyrektora instytutu do spraw naukowych oraz konsultant krajowy w dziedzinie okulistyki.
Wojsko zaczyna finansować laserową korekcję wzroku dla wybranych grup żołnierzy. Co sprawiło, że taki program powstał?
Ten projekt zaczął powstawać już dwa, trzy lata temu, kiedy w Wojskowym Instytucie Medycznym kupiliśmy odpowiednie lasery. Z inicjatywy gen. prof. Grzegorza Gierelaka, dyrektora WIM, oraz mojej – jako szefa Kliniki Okulistyki – chcieliśmy wprowadzić rozwiązanie od lat funkcjonujące w armiach państw NATO. Amerykanie wykonują takie zabiegi od lat 90. XX w. i mają na koncie ponad milion operacji. My w ciągu ostatnich trzech lat przeprowadziliśmy około 200 procedur, więc pozostajemy pod tym względem nieco w tyle.
Dlaczego armii w ogóle potrzebna jest taka inicjatywa?
Wojskowy bez wady wzroku lepiej widzi w nocy, sprawniej namierza cel i skuteczniej radzi sobie np. podczas lądowania śmigłowcem. W Stanach Zjednoczonych tę procedurę uznano wręcz za ratującą życie. Stosuje się ją od około 25 lat w ramach dedykowanego programu wojskowego. Jako państwo sojusznicze chcemy sukcesywnie zwiększać udział takich zabiegów.
Czy problem wad wzroku wśród kandydatów do służby jest dziś większy niż dawniej?
Zmieniła się epidemiologia. W Stanach Zjednoczonych około 40 proc. żołnierzy wymaga korekcji. Z naszych danych z 2011 r. wynikało, że wśród pilotów samolotów transportowych i naddźwiękowych oraz skoczków spadochronowych wady miało 20–30 proc. osób.
W 2019 r. w Europie Środkowej ponad 33 proc. populacji zmagało się z krótkowzrocznością, a w grupie wiekowej 20–29 lat było to około 50 proc. To trend globalny. Szacuje się, że w 2050 r. połowa mieszkańców naszego regionu będzie miała tę wadę. Coraz trudniej więc budować armię, rekrutując wyłącznie osoby z sokolim wzrokiem – tak jak dawniej, gdy powoływano tylko w pełni zdrowych kandydatów. Dziś m.in. krótkowzroczność jest tak powszechna, a jednocześnie łatwa do usunięcia, że nie można jej traktować jako przypadłości automatycznie zamykającej drogę do służby.
Jakie wady można skorygować?
Nie tylko krótkowzroczność. Opracowaliśmy pierwsze w Polsce wytyczne chirurgii refrakcyjnej obejmujące także nadwzroczność i astygmatyzm. Możliwości zależą od sprzętu oraz doświadczenia, jakim dysponuje dana placówka, a także od indywidualnych warunków anatomicznych oka pacjenta.
Przy bardzo wysokich wadach, których nie da się zniwelować laserem, można zastosować soczewki fakijne. Są one wszczepiane do wnętrza gałki ocznej na stałe i działają jak soczewka okularowa umieszczona w środku oka.
Dlaczego program jest kierowany przede wszystkim do młodszych żołnierzy?
Najwięcej zyskują osoby przed 35. rokiem życia. Do około 40. roku życia zachowujemy akomodację, czyli zdolność oka do dostosowywania ostrości widzenia z bliska. Jeżeli wykonamy zabieg u młodej osoby, będzie ona dobrze widzieć zarówno na odległość, jak i z bliska. Po czterdziestce akomodacja osłabnie. Zabieg poprawi ostrość widzenia w dal, ale nie zapobiegnie naturalnym trudnościom z widzeniem z bliskiej odległości. Dlatego operacje te wykonuje się głównie u młodszych pacjentów.
Jak długo po procedurze żołnierz pozostaje wyłączony ze służby?
Rekonwalescencja trwa krótko. W lotnictwie cywilnym piloci wracają do pracy nawet po dwóch tygodniach, a w niektórych wojskach NATO przyjmuje się około miesiąca. Tymczasem do nas trafiają czasem piloci, którzy słyszą, że po operacji muszą być obserwowani aż przez pół roku. Nie ma to uzasadnienia w badaniach ani doświadczeniu klinicznym. Po miesiącu pacjent poddany chirurgii refrakcyjnej funkcjonuje bardzo dobrze i może wykonywać swoje zadania.
Co wynika z badań dotyczących żołnierzy po takich zabiegach?
Istnieją między innymi analizy obejmujące ponad 700 amerykańskich pilotów. Wykazały one, że po zabiegu wojskowi zgłaszali poprawę zdolności wykrywania innych obiektów w powietrzu oraz łatwiejsze lądowanie na lotniskowcach.
Około 80 proc. badanych potwierdziło sprawniejsze dostrzeganie celów, a ponad 90 proc. – sprawniejsze lądowanie na okręcie. Zdecydowana większość rekomendowała chirurgię refrakcyjną jako skuteczne rozwiązanie.
Co więcej, w Stanach Zjednoczonych wada wzroku nie jest traktowana jako przeszkoda dyskwalifikująca kandydata. Około 40 proc. amerykańskich żołnierzy wymaga korekcji, a zabieg przechodzi około 25 proc. absolwentów tamtejszych uczelni wojskowych. Chodzi o to, aby do służby trafiali ludzie z odpowiednimi predyspozycjami i kompetencjami – jeśli potrzebują korekcji wzroku, armia im ją zapewnia.
Państwa program jest skromny – obejmuje tylko 100 zabiegów rocznie i to wyłącznie w wybranych specjalnościach. Zabrakło środków czy możliwości wykonawczych?
Na razie to pilotaż, a nie system docelowy, w którym takie procedury byłyby powszechnie finansowane. W WIM jesteśmy gotowi wykonywać nawet 1000 zabiegów rocznie. Mamy odpowiednie doświadczenie oraz specjalistyczny sprzęt, który powinien pracować od rana do wieczora, zamiast obsługiwać tak małe grupy.
Docelowo program powinien być znacznie większy?
Oczywiście. Obecna umowa jest negocjowana na trzy lata, ale zakłada liczby rzędu setek, a nie tysięcy.
Mamy też problem z kwalifikacją, ponieważ żołnierze obawiają się, że po zabiegu zostaną na pół roku wyłączeni ze służby. Piloci nie mogą sobie na to pozwolić. Tymczasem światowe standardy pokazują, że wojskowy może wrócić do obowiązków po około miesiącu. Niestety przeszkodą bywa biurokracja: żołnierz przechodzi przez kolejne komisje lekarskie, a jego dokumentację zatwierdza kilkanaście osób, z których część nie ma przygotowania okulistycznego. W efekcie o powrocie do służby decyduje uznaniowość, a nie wiedza medyczna.
Jak ocenia pan polskie przepisy dotyczące naboru do wojska i innych służb pod kątem wymagań zdrowotnych i wzroku?
Są bardzo restrykcyjne, wręcz niedostosowane do realiów. Przy braku kadr w armii i innych formacjach nie powinniśmy eliminować kandydatów mających odpowiednie predyspozycje, wiedzę i kwalifikacje tylko dlatego, że posiadają możliwą do skorygowania wadę wzroku.
Nie dotyczy to wyłącznie wojska. Jako konsultant krajowy w dziedzinie okulistyki zajmowałem się m.in. przepisami dotyczącymi Służby Więziennej. Próbowałem je zliberalizować w tym kierunku, ale zmiana nie weszła w życie. Powinniśmy dostosowywać prawo do aktualnej sytuacji i możliwości współczesnej medycyny. Skoro potrafimy skorygować wadę, nie ma powodu, by z jej powodu rezygnować z wartościowego pracownika.
Gdybyśmy chcieli budować 300-tysięczną armię wyłącznie w oparciu o idealnie zdrowych ludzi, mielibyśmy ogromny problem z naborem. Musimy uwzględniać zmiany epidemiologiczne. W Europie odsetek osób z krótkowzrocznością jest niższy niż w niektórych regionach Azji, gdzie dotyczy ona 80–90 proc. populacji. Gdybyśmy do tamtejszego społeczeństwa zastosowali nasze obecne przepisy, prawie wszyscy zostaliby uznali za niezdolnych do służby.
Pamięta pan jakąś historię, która szczególnie obrazuje, czym taki zabieg jest dla pacjenta?
Po jednej z operacji Szef Wydziału Szkolenia Lotniczego przekazał naszej koleżance prof. dr hab. n. med. Joannie Wierzbowskiej pamiątkowe zdjęcie śmigłowca z dedykacją – w dowód wdzięczności za pomoc oraz wkład w budowanie obronności Ojczyzny. Fotografia wisi w reprezentacyjnym miejscu w gabinecie pani profesor. Jeśli ktoś przez całe życie nosi okulary, a po krótkim zabiegu może je zdjąć i doskonale widzieć, odkrywa świat na nowo. Osoba z krótkowzrocznością po przebudzeniu musi najpierw sięgnąć po okulary, by sprawdzić godzinę. Po zabiegu ta zależność znika.
W jakim stopniu żołnierz walczy oczami?
Każdy z nas pracuje i walczy oczami. Przykładowo: dysponujemy samolotami z zaawansowanymi systemami pokładowymi, które mogą być pilotowane wyłącznie przez wysoko wyspecjalizowanych kadr. Szkolenie takich ekspertów jest niezwykle kosztowne. Powierzamy im sprzęt warty setki milionów dolarów, a miałoby nas nie być stać na zadbanie o ich wzrok?
Chirurgia refrakcyjna jest procedurą godną polecenia ze względu na bardzo wysoką skuteczność i bezpieczeństwo. Powikłania wymagające dodatkowego leczenia zdarzają się niezwykle rzadko, a najczęstszą, przejściową dolegliwością pozostaje suchość oczu, która ustępuje w ciągu kilku tygodni po zastosowaniu kropli nawilżających.
Przeczytaj także: „Dlaczego warto szkolić kadry medyczne na wypadek wojny?”, „Rosja celowo atakuje ukraińskie szpitale” i „Jak szybko i bezpiecznie ewakuować szpital?”.

