Dlaczego Holandia jest czempionem ochrony zdrowia w Europie, a nie Polska? Eksperci komentują

Udostępnij:
Polska uplasowała się na przedostatnim miejscu w rankingu "Euro Health Consumer Index" zdobywając 523 punkty na 1000 możliwych. Z kolei pierwsze miejsce zajęła Holandia, która uzyskała 916 punktów. Spytaliśmy ekspertów dlaczego nasz kraj nie może być taki, jak Holandia. Z odpowiedzi wynika, że... prawdopodobnie nigdy nie będzie.
Profesor Jarosław Fedorowski przewodniczący Rady Programowej "Menedżera Zdrowia" i prezes Polskiej Federacji Szpitali, wyniki raportu skomentował: - Czempionem ochrony zdrowia w Europie po raz kolejny z rzędu została Holandia. Autorzy raportu konkludują, że jest to system właściwie pozbawiony słabych punktów, a świetny wynik wynika generalnie z faktu iż "decyzje są podejmowane w znacznym stopniu przez profesjonalistów oraz pacjentów, natomiast politycy oraz biurokraci są znacznie bardziej oddaleni od procesu decyzyjności, niż w innych krajach europejskich”. Ponadto, “system holenderski cechuje się wielojakością konkurencyjnych ubezpieczycieli działających niezależnie od podmiotów leczniczych”.

Profesor Iga Rudawska, kierownik Zakładu Ekonomiki Ochrony Zdrowia Uniwersytetu Szczecińskiego, o miejscu Holandii w rankingu powiedziała: - Pierwsze miejsce Holandii w rankingu europejskich systemów ochrony zdrowia "Euro Health Consumer Index 2015" nie jest zaskoczeniem. Kraj ten od lat znajduje się w czołówce tego zestawienia, zarówno jeśli chodzi o indeks globalny (EHCI), jak i o indeksy obszarowe: dotyczące opieki w cukrzycy, czy w chorobach kardiologicznych.

- Holenderski system ochrony zdrowia to system, który inwestuje w jakość. Efekty tego widać w tego typu rankingach. Chodzi tu zarówno o jakość postrzeganą przez pacjentów (wyrażaną m.in. obsługą pacjenta w systemie, dostępem do informacji, usprawnieniami ICT), jak i jakość kliniczną, przekładającą się na wskaźniki umieralności i przeżywalności oraz jakość życia. Jednym z dwóch obszarów oceny EHCI, w których Holandia została wyprzedzona przez inne kraje jest dostępność (czas oczekiwania na wizytę). Jednak działania reformatorskie podejmowane przez holenderskie władze (rozbudowanie sieci podstawowej opieki zdrowotnej, zapewniającej również opiekę chirurgiczną 24h) z roku na rok poprawiają notowania w tym zakresie. Jest to dowód na to, że holenderski system ochrony zdrowia to organizacja ucząca się.

- Dbałość o podnoszenie jakości w obu jej wymiarach (jakość techniczna i funkcjonalna) leży w interesie głównych aktorów holenderskiego systemu ochrony zdrowia. Po pierwsze dlatego, że towarzystwa ubezpieczeniowe konkurują o pacjentów (składki ubezpieczonych). Po drugie dlatego, że świadczeniodawcy konkurują o kontrakty z ubezpieczycielami, a te są zainteresowane korzystną relacją jakości do ceny. Po trzecie, siła przetargowa pacjentów i ich reprezentantów w systemie (organizacji pacjenckich) jest w Holandii relatywnie duża, co daje im realne poczucie wypływu na kształt systemu.

- Jakość jednak kosztuje. W 2009 udział całkowitych wydatków na zdrowie w PKB Holandii przekroczył magiczny poziom 10 proc, by obecnie wynieść 11,1 proc. (OECD Health Statistics 2015), co daje 5217 US$ per capita wg. PPP. Dla porównania Polska (34 miejsce w rankingu EHCI) wydaje 6,4 proc. swojego PKB na zdrowie, co daje 1530 US$ wg. PPP na głowę (dane za 2013 rok wg. OECD Health Statistics 2015). Holenderski system ochrony zdrowia jest zatem po prostu hojny.

- Z punktu widzenia pacjenta, w szczególności przewlekle chorego (a takich jest co raz więcej z uwagi na przemiany demograficzne i epidemiologiczne) najważniejsza jest ciągłość opieki. Jej zapewnienie sprzyja pozytywnemu odbiorowi systemu jako całości. W Holandii czynione są starania by ją zapewnić. Stąd wysoka ranga przypisywana POZ-owi, w szczególności pielęgniarkom, które sprawują opiekę na osobami z chorobami przewlekłymi. Widoczny jest także trend w postaci przesuwania akcentu w stronę opieki domowej i ograniczania zakresu opieki instytucjonalnej, w tym szpitalnej.

- I na koniec – swój sukces w EHCI Holandia zawdzięcza pośrednio również mechanizmowi subsydiowania osób o najniższych dochodach (należy się im dodatek zdrowotny na pokrycie części składki na ubezpieczenie zdrowotne). Daje to zdecydowanie poczucie bezpieczeństwa zdrowotnego i dostęp ubezpieczonych do deklarowanego przez rząd jednolitego standardu zakresu opieki.

Dorota Kilańska, dyrektor „European Federation Of Nurses Associations” i członek Rady Dyrektorów Europejskiej Fundacji Badań Naukowych w Pielęgniarstwie, powiedziała: - Raport pokazuje, że konsekwentne zmiany w ochronie zdrowia są konieczne, jak to miało miejsce w Holandii. Nie tylko z uwagi na jej znaczenie dla konsumentów, ale i zbliżające się „tsunami” starzejącego się społeczeństwa, w tym pacjentów cierpiących, z racji wieku, na demencję. Starzejące się społeczeństwo to jedno z kluczowych wyzwań dla ochrony zdrowia. Brak odpowiedniej liczby przygotowanego do sprawowania opieki personelu, zmotywowanego by sprostać potrzebom pacjentów budzi niepokój. Kluczem jest m.in. deinstytucjonalizacja systemu, czyli przekazanie opieki jak najbliżej miejsca zamieszkania, przygotowanie społeczeństwa do świadczenia usług nieprofesjonalnych, wdrożenie teleopieki, dostępu do informacji o pacjencie na wszystkich poziomach ochrony zdrowia, przygotowanie opiekunów do opieki i wzmacnianie ich umiejętności przez profesjonalistów. Konsekwentne i jasne dla wszystkich działania zmniejszą niepokój i niezadowolenie z dostępności do świadczeń zdrowotnych. Polska jest krajem, w którym tej instytucjonalizacji właściwie nie ma. Stąd Komisja Europejska upomina się o to rozwiązanie dla pacjentów. W modelu holenderskim pielęgniarki mają czas, aby odwiedzić pacjenta, porozmawiać z nim i przygotować do samoopieki, nauczyć rodzinę jak radzić sobie w opiece, do której nie są przygotowani. To także konieczność powołania instytucji zintegrowanej opieki i zaproszenia do zespołu różnych specjalistów, którzy będą mogli skoordynować opiekę na różnych poziomach. Do zespołów tych należy bezwzględnie "dokoptować" także pacjentów.

- Ciągłe zmiany dla zmian i „wywracanie systemu do góry nogami” nie sprzyja jego porządkowaniu i budzi niepokój społeczeństwa, zaburzając jego poczucie bezpieczeństwa zdrowotnego. Z punktu widzenia pacjenta najważniejszy jest pierwszy kontakt z ochroną zdrowia, a to ma miejsce na poziomie Podstawowej Opieki Zdrowotnej. Jest tam zdecydowanie za mało pielęgniarek w stosunku do potrzeb. 2750 pacjentów przypadających na jedną pielęgniarkę nie pozwala na dotarcie z „oświatą” zdrowotną do pacjentów. W rzeczywistości to tylko realizacja potrzeb wyrażonych i często tylko na zlecenie lekarza, a nie autonomiczne interwencje dla rozpoznawania środowisk. Co się zmieniło po 40 latach od przyjęcia Deklaracji z Ałma-Aty w Polsce? Wiele krajów podsumowuje swoje osiągnięcia, a my trenujemy na żywym organiźmie. Cieszy to, że podjęto prace nad ustawą o POZ, ale czy architekci zmiany potrafią unieść się ponad swoje partykularne interesy i skorzystać z dobrych praktyk, sprawdzonych standardów i przygotować strukturę, która rzeczywiście przyniesie efekty dla pacjentów. Powierzenie pielęgniarkom kompetencji do wzmacniania zdrowia, tak jak to rekomenduje WHO, a nie tylko reagowania na zaburzenia zdrowia, jest kluczowe dla podniesienia poczucia bezpieczeństwa pacjentom. Opieka przedszpitalna sprawowana przez przygotowany do niej, odpowiednio zmotywowany personel jest zdecydowania bardziej ekonomiczna. Ważna jest także informatyzacja ochrony zdrowia. Uszczelni ona system i przyniesie pacjentom konkretne korzyści także w zapewnieniu ciągłości opieki i prawa do niej.

- Odpowiednia strategia ochrony zdrowia, z ważną rolą dla POZ może przynieść konkretne korzyści, ale tylko wtedy, kiedy posłucha się głosu wszystkich jej uczestników. Zastanawiające jest dlaczego w zespole pracującym nad ustawą o POZ nie ma przedstawiciela pacjentów. Można tylko wyrazić nadzieję, że polityka nie zdominuje wspomnianych prac i uda się skoordynować je z innymi projektami, które są obecnie rozwijane w Polsce, jak np. projekt NFZ dotyczący opieki zintegrowanej - z ważną rolą dla POZ. W systemie jest wielu uczestników i każdy głos w sprawie jest ważny, nie tylko przy konsultacjach społecznych, kiedy już niewiele się daje zmienić, ale na początku tworzenia zmian.

Bogusław Budziński, koordynator krajowy HOPE Exchange, członek prezydium Rady Naczelnej Polskiej Federacji Szpitali i prezes Stowarzyszenia INKLAMED, wymienił listę dziesięciu punktów, które nazwał "Polska kontra Holandia w publicznej ochronie zdrowia": - Aspekt historyczny: W Holandii szpitalnictwo rozwinęło się w wyniku lokalnych potrzeb, w Polsce stworzono po II-iej wojnie światowej około 1000 jednostek szpitalnych według zapotrzebowania centralnego, głównie według mapy potrzeb Układu Warszawskiego.

- Dwa, redystrybucja finansowania: Holandia - kilka konkurujących ze sobą kas chorych + małe lokalne wsparcie samorządów i fundacji, w Polsce NFZ.

- Trzy, szacunek do pracy i odpowiedzialność społeczna: Holendrzy to jeden najciężej pracujących od wieków narodów w Europie, który szanuje pieniądz (także publiczny), obywatela i jego prawa. W Polsce jesteśmy na dorobku, ale daleko nam do średniej europejskiej, co możemy zaobserwować do dzisiaj w wielu dziedzinach.

- Cztery, finanse. Łączne nakłady Holandii na ochronę zdrowia mają do 2020 roku wynieść ok. 14 proc. dochodu narodowego brutto, w co wchodzi także opieka społeczna, senioralna, profilaktyka, patologie, etc. W Polsce 6,5 proc. Przekłada się to na ok. 10-krotnie wyższe finansowanie dla jednego obywatela holenderskiego, czyli ok. 5-krotnie wyższe w parytecie siły nabywczej. 25-cio letnie szpitale są zamykane lub odtwarzane do aktualnego stanu technologicznego. Z pustego i Salomon nie naleje.

- Pięć, upolitycznienie: w Holandii znikome - tylko planowanie długoterminowe. W Polsce wiodące i jak dotychczas działanie krótkookresowe, od wyborów do wyborów. Przekłada się to na brak strategii i długofalowych planów rozwojowych dla poszczególnych jednostek lub regionów (patrz np. drenaż demograficzny 2015-2035 w opracowaniu ZPP).

- Sześć, koncentracja usług. Na przestrzeni ostatnich dwudziestu kilku lat Holandia zmniejszyła ilość szpitali publicznych z ok. 300 do 98 (może już mniej). Pozwala jej na to swoboda zarządzania, rozwój transportu i mniejsza o 75 proc. (lądy) powierzchnia przy ok. połowie ludności w odniesieniu do Polski.
W naszym państwie, gdzie funkcjonuje ponad 700 szpitali publicznych, likwidacja nawet dramatycznie zadłużonej jednostki jest rzadkością. W ocenie wielu ekspertów ok. 400 szpitali, różnych kategorii w zupełności pokryłoby potrzeby Polaków, a wpłynęłoby to na pewno na skuteczniejsze zarządzanie, jakość i efektywność finansową usług.

- Siedem, zarządzanie. W szpitalach holenderskich wszystkie funkcje managerskie pełnione są przez przygotowanych do tego profesjonalistów, którzy zarządzają dedykowanymi odcinkami. Nie ma ordynatorów, ani nawet dyrektora ds. lecznictwa szpitala. Tę funkcję pełni Rada Medyczna, która doradza zarządowi w kreowaniu polityki leczniczej szpitala. W Polsce od lat i jeszcze przez długi okres lekarze będą osią i wektorem działań szpitali, zamiast skoncentrować swoje wysiłki na leczeniu i profilaktyce pacjentów.

- Osiem, zasoby ludzkie. Holandia wbrew pozorom również boryka się z problemami dotyczącymi rodzimych kadr, przede wszystkim medycznych (to ze względu na wygórowane oczekiwania płacowe). Luksus tamtego systemu polega jednak na tym, że mogą ich zastąpić specjaliści z innych krajów. Polska cierpi z kolei na niedobory i nieefektywne wykorzystanie kadr białego personelu. Wadliwy i protekcjonalny system edukacyjny zbiera okrutne żniwo, w postaci słabej jakości naszej medycyny.

- Dziewięć, pozytywy: uczciwie rzecz ujmując na korzyść polskiej medycyny przemawia wskaźnik inwestycja(cena)/efekt. Za pieniądze włożone do naszego systemu, nawet Holendrzy nie zrobiliby tyle, co Polacy. Wymiany i szkolenia międzynarodowe managerów i lekarzy (np. HOPE Exchange Programme) skutkują niwelowaniem różnic pomiędzy krajami EU.

- Dziesięć, indeks EHCI to indeks konsumencki. Mając na uwadze wymagania polskiego pacjenta, pesymizm narodowy oraz malkontenctwo, czy też fakt że każdy Polak jest najlepszym lekarzem mogę śmiało stwierdzić, iż Polska zasługuje (mimo wszystko) na wyższe, niż przedostatnie miejsce za Albanią.

Przeczytaj również inne teksty na temat raportu i komentarze dotyczące rankingu: "EHCI 2015: Polska na przedostatnim miejscu, jest gorzej niż w 2014", "Polska na dnie? Skrajne komentarze ekspertówPolska na dnie? Skrajne komentarze ekspertów" i "Odsuńcie polityków i innych amatorów od podejmowania decyzji w ochronie zdrowia".
 
© 2024 Termedia Sp. z o.o. All rights reserved.
Developed by Bentus.