Problemy z dostępnością do świadczeń „pacjentów niewspółpracujących”
123RF
Są pacjenci, którzy ze względu na stan zdrowia (na przykład głęboki autyzm) mają problem z uzyskaniem świadczeń medycznych. Wyzwaniem jest na przykład premedykacja przed zabiegiem – rodzice często wykonują ją samodzielnie w domu. Zdarza się też, że szpitale odmawiają przyjęcia takich osób, choć zgodnie z prawem nie mogą tego robić.
Na problem zwraca uwagę serwis Prawo.pl, podkreślając, że określenie „pacjent niewspółpracujący” nie odnosi się do jego postawy czy do decyzji, lecz do obiektywnych ograniczeń wynikających z niepełnosprawności, które wymagają, aby dostosować organizację świadczeń zdrowotnych, sposób komunikacji oraz przebieg procedur medycznych.
Na czym polegają problemy takich osób? Małgorzata Mendelewska, prezes zarządu AUTYZM POLSKA Fundacja Pomocy Osobom Autystycznym (FPOA), dzieli się swoimi własnymi doświadczeniami.
– Nasza 46-letnia córka Paulina ma autyzm, niepełnosprawność intelektualną, znaczny stopień niepełnosprawności, jest niewerbalna i niesamodzielna. Nawet jeśli uda się zaprosić lekarza do domu, nie pozwoli się do siebie zbliżyć, a tym bardziej zbadać. Jedynym rozwiązaniem, żeby przygotować ją do koniecznego badania diagnostycznego, operacji czy zabiegu stomatologicznego w znieczuleniu ogólnym, jest premedykacja – podanie leków wyciszających i uspokajających w domu – opisuje.
– W bardzo wysokich, granicznych dawkach, bo inaczej nie działają na nią. My te leki pozyskujemy prywatnie i sami podajemy jej w domu. Nie ma procedury premedykacji przez lekarza w takiej sytuacji, nawet jeśli lekarz rodzinny i psychiatra potwierdzają, że w przypadku córki jest ona konieczna. Gdy córka musiała mieć wykonane badania laboratoryjne i obrazowe oraz zabieg stomatologiczny w znieczuleniu ogólnym w zeszłym roku, napisałam pismo do kilkunastu szpitali w województwie kujawsko-pomorskim i wszystkie odmówiły nam udzielenia świadczeń. Dołączyłam całą dokumentację i wyjaśnienia, dlaczego córka potrzebuje premedykacji, włącznie z zaświadczeniami od lekarza rodzinnego i psychiatry – opowiada.
– Prawo do zdrowia nie może być uzależnione od tego, czy pacjent potrafi dopasować się do standardowej procedury. W rezultacie pacjent, który nie potrafi współpracować, nie jest traktowany jako wyzwanie medyczne, lecz jako problem organizacyjny. Brak procedur nie skutkuje ich tworzeniem, lecz odmową. Brak kadr nie prowadzi do budowy kompetencji, lecz do wykluczenia. Brak ścieżki nie generuje rozwiązań, lecz decyzję administracyjną: „nie da się” – opisuje FPOA.
To błędy ludzi, a nie systemu?
Oskar Luty, adwokat z Kancelarii Fairfield, zwraca uwagę, że na temat obowiązku troski nad pacjentami niesamodzielnymi, w tym międzi innymi doświadczających zaburzeń psychicznych, napisano już wiele poradników, a wiele z nich pochodzi zresztą od organów administracji zdrowotnej.
– Nie mogę się zgodzić z tezą, że te osoby „wymykają się systemowi”. Jeżeli personelowi szpitalnego oddziału ratunkowego, izb przyjęć lub oddziałów szpitalnych brakuje wiedzy, jak postępować z pacjentem z autyzmem, schizofrenią, fobiami itp., to jest to błąd organizacyjny, a nie luka systemowa. Obowiązkiem personelu medycznego na poziomie SOR-u, triażu, izb przyjęć jest rozumieć te kwestie i radzić sobie w trudnych przypadkach; to jest alfabet taki sam jak zasady pierwszej pomocy. Żyjemy w XXI wieku, wielu Polaków leczy się psychiatrycznie, tematyka neuroróżnorodności nie jest debatowana od wczoraj – komentuje.
Przeczytaj także: „Pestycydy w ciąży a autyzm – ucinamy spekulacje”.
