Kolejny świadek zeznawał w procesie Jerzego Zięby
PAP/Marcin Obara
Przed warszawskim sądem toczy się proces propagatora medycyny niekonwencjonalnej Jerzego Zięby, który oskarżony został o handel produktami leczniczymi bez wymaganego pozwolenia. 25 sierpnia zeznawał medyk, który opowiadał o oferowanym przez oskarżonego preparacie o nazwie mumio.
Sprawa przed sądem [oskarżony wyraził zgodę na podawanie pełnych danych osobowych – red.] rozpoczęła się w czerwcu 2023 r. Jej celem jest ustalenie, czy poprzez dystrybucję towarów za pośrednictwem stron internetowych naruszono przepisy prawa farmaceutycznego oraz ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia. Na ławie oskarżonych zasiada również wspólnik twórcy internetowego.
Zarzuty obejmują oferowanie w sieci środków, którym przypisywano właściwości zapobiegania chorobom i ich leczenia. Chodzi między innymi o nanosrebro, nanozłoto i wyciągi z trawy jęczmiennej i pszenicznej. Odrębnie śledczy potraktowali sprawę beta-karotenu i mumio. Zdaniem oskarżenia towary te mogły stanowić zagrożenie dla zdrowia i życia konsumentów – w pierwszym przypadku z uwagi na zalecaną dawkę, a w drugim z powodu zanieczyszczeń.
W trakcie posiedzenia głos zabrał kolejny świadek – lekarz, który przybliżył specyfikę mumio [organiczno-mineralnej substancji powstającej w wyniku naturalnego rozkładu materii roślinnej w warunkach wysokogórskich – red.]. Jak wyjaśnił, jest to naturalny olej skalny pozyskiwany w górach między innymi w Kirgizji czy Indiach.
Ekspert zwrócił uwagę, że skład chemiczny preparatu zmienia się w zależności od regionu pochodzenia. Zapytany, czy mamy do czynienia ze zwykłą żywnością, środkiem spożywczym czy suplementem diety, zaznaczył, że produkt ten znajduje się pomiędzy suplementem a żywnością specjalnego przeznaczenia medycznego. Przypomniał przy tym, że Unia Europejska zakwalifikowała tę substancję jako suplement diety.
– Jest zasadnicza różnica pomiędzy suplementami diety a produktem leczniczym. Wszystkie substancje, które mają status leków, muszą zostać poddane rygorystycznym badaniom – wyjaśnił lekarz.
Podkreślił również, że stosowanie preparatu zgodnie z zaleceniami producenta nie powinno wywoływać negatywnych skutków zdrowotnych.
Krótkie wyjaśnienia przed sądem złożył także główny oskarżony.
– Mówimy cały czas o substancjach śladowych, a prokuratura używa określenia: metale ciężkie. One występują w ilościach śladowych w mumio. Nie ma obowiązku, żeby tego typu substancje były wymieniane na etykiecie. Nie istnieje również coś takiego jak konieczność usuwania metali ciężkich, bo występują w ilościach śladowych – argumentował Zięba, dodając, że specyfik ten przyjmuje się w milionowych dawkach na całym świecie.
Kolejny termin posiedzenia sąd wyznaczył na 9 października. Wówczas przed wokandą staną następni świadkowie.
W kwietniu 2019 r. policja wspólnie z warszawską prokuraturą weszła do magazynu firmy powiązanej z twórcą metod niekonwencjonalnych. Zięba zamieścił wówczas w mediach społecznościowych relację, z której wynikało, że funkcjonariusze zabezpieczają towar oferowany w jego sklepie.
Prokuratura informowała wówczas, że nadzoruje dochodzenie dotyczące wytwarzania, importu lub obrotu produktami leczniczymi bez zezwolenia. Postępowanie wszczęto na skutek pisemnego zawiadomienia Rzecznika Praw Pacjenta, który opierając się na opiniach biegłych, powziął podejrzenie nielegalnego handlu medykamentami. We wrześniu 2020 r. do Sądu Rejonowego Warszawa-Śródmieście skierowano akt oskarżenia.
Przeczytaj także: „Jak to się stało, że Termedia wygrała proces z Ziębą? – uzasadnienie do wyroku” i „Jerzy Zięba porównał chemioterapię do cyklonu B”.

