Dzień dobry
Dołącz do nas w mediach społecznościowych:
Udostępnij
Autor: Jacek R. Łuczak

Nienaprawialny

Archiwum

– Wielu ekspertów uważa za konieczne wprowadzenie w Polsce radykalnych zmian w systemie ochrony zdrowia. Ja opowiadam się za likwidacją Narodowego Funduszu Zdrowia, który jest publiczną, scentralizowaną, dysfunkcjonalną instytucją, separującą się i niechętnie współpracującą – komentuje w „Menedżerze Zdrowia” Jacek R. Łuczak.

  • Publikujemy tekst Jacka R. Łuczaka, członka zarządu Oddziału Warszawskiego Stowarzyszenia Menedżerów Opieki Zdrowotnej, specjalisty organizacji ochrony zdrowia i zdrowia publicznego
  • Ekspert dosadnie krytykuje Narodowy Fundusz Zdrowia

W nawiązaniu do artykułu „Nierozwiązywalne”, opublikowanego 19 grudnia 2025 r.krótko przypomnę, że nie będzie to możliwe bez woli i determinacji władz, z wykorzystaniem naukowo-eksperckiej wiedzy co do kierunków zmian i sposobów ich implementacji. Do realizacji celów ponadto potrzebni będą wykonawcy z unikalną wiedzą i doświadczeniem. To, co reprezentują i robią osoby z zaplecza polityczno-eksperckiego i korporacji zawodów medycznych, skupionych wokół liderów politycznych i prezydenta, z małymi wyjątkami, dalece nie wystarczy do wystartowania zmian.

Dziś opowiadam się za likwidacją Narodowego Funduszu Zdrowia, który jest publiczną, scentralizowaną, dysfunkcjonalną instytucją, separującą się i niechętnie współpracującą, nierzadko spierającą się ze świadczeniodawcami.

Dlaczego?

„Barwnie”

Sytuację w NFZ „barwnie” opisuje raport Najwyższej Izby Kontroli z 12 czerwca 2025 r.

– Zdrowie drożeje, dostęp maleje, a budżet kuleje – czytamy we wstępie wyników pokontrolnych „Realizacja zadań przez Narodowy Fundusz Zdrowia w latach 2021–2024”.

NIK sformułowała też zarzuty, co do przestrzegania przez NFZ kardynalnych zasad obowiązujących przy wydatkowaniu środków publicznych – zgodności z prawem, gospodarności, celowości, rzetelności, wykonalności.

Uważam, że oddziały wojewódzkie NFZ, które formalnie pełnią rolę publicznych, bezpośrednich płatników świadczeń, nie są w stanie zmieniać się efektywnie w pożądanym kierunku. Przez lata (od 2003 r.) narastały w tych instytucjach patologie, tak charakterystyczne dla większości podmiotów publicznych w Polsce: polityczne nominacje, klientelizm i kolesiostwo, brak kompetencji, rozmycie odpowiedzialności. 

Zbiurokratyzowany NFZ, nie jest w stanie ocenić rzetelnie potrzeb, zaplanować zakupu, zakontraktować potrzebnych świadczeń i ich monitorować.

Oddział wojewódzki NFZ jest za daleko fizycznie i mentalnie od milionów transakcji i zdarzeń, które dokonywane są w systemie opieki zdrowotnej każdego dnia. Nie jest w stanie zapewnić panowania nad strukturami, procesami i wynikami działań, podejmowanych w każdej sekundzie przez tysiące podmiotów i setki tysięcy pracowników sektora zdrowia.

Uważam, że ulepszanie NFZ nie uruchomi konkurencyjności, nie powstrzyma kosztów, nie zapewni wrażliwości i elastyczności w reagowaniu na wyrażane potrzeby zdrowotne Polaków. Nie wierzę, że centrala albo wojewódzkie oddziały NFZ dobrze zrealizują zadania mikroekonomiczne, zaplanują, wdrożą i skontrolują, odpowiednie techniki finansowania, bodźce pozapłacowe, optymalną koordynację. Zrezygnują z finansowanych z rozpędu, a marnotrawiących środki publiczne, nieracjonalnych, tzw. programów profilaktycznych lub tzw. programów opieki koordynowanej. NFZ poddaje się naciskom politycznym i lobbingowi specjalności medycznych.

Przykładem niech będzie wymuszone przez silny lobbing kardiologów nienaturalne zwiększenie finansowania kardiologii, w tym inwazyjnej. Co doprowadziło do powstawania licznych pracowni hemodynamiki, dyżurujących całodobowo. Oprócz niewątpliwych pozytywów tej sytuacji skutkiem negatywnym był nadmiar ofert i zjawisko znane w ekonomii jako popyt stymulowany przez podaż.

Niektóre decyzje są po prostu głupie, a NFZ nie jest zdolny do wycofania się z nich. W tym względzie nie współpracuje z Agencją Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, co jest karygodne. Przyjęty przez NFZ sposób wdrażania do polskich szpitali jednorodnych grup pacjentów (JGP), z pominięciem uwzględniania wskaźników jakości i bez obowiązku publikowania wyników, niekorzystnie zwiększa liczbę określonych rodzajów hospitalizacji.

Niektóre szpitale skoncentrowały się na wymyślaniu „optymalizatorów JGP”, których najważniejszym celem jest odniesienie korzyści finansowych. NFZ godzi się na finansowanie przy braku stosownego nadzoru nad jakością i oceną wyników tzw. programów profilaktycznych. Kontynuuje wydawanie pieniędzy publicznych na programy ewidentnie nieefektywne kosztowo.

Przykładem skrajnej niekompetencji jest dopuszczenie do realizacji programu „Moje zdrowie”.

NFZ nie radzi sobie w sprawach fundamentalnych i nie tłumaczy tego podnoszona przez urzędników NFZ zależność od ingerencji Ministerstwa Zdrowia i polityków.

W przeszłości negocjacje z Porozumieniem Zielonogórskim przeradzały się w otwarte konflikty, szkodzące dobrym relacjom z lekarzami i wywołującymi niepokoje społeczne. Kolejne lata doświadczeń w kontraktowaniu świadczeń zdrowotnych przez NFZ nie powiększyły kompetencji urzędników. Zamiast zbliżać i ułatwiać współpracę z dostawcami, potęgując korzyści dla pacjentów, opóźniano przekazywanie należnych kwot, używano „pałek” reaktywnych kontroli. Narzucano bezproduktywne albo niewykonalne obowiązki, pogłębiające tylko frustracje, chaos i działania pozorowane.

Publiczny płatnik w Polsce nie zmniejszy konfliktów i napięć w systemie. Nie zmieni złej opinii społeczeństwa o dostępności i jakości świadczeń oferowanych przez system powszechnych ubezpieczeń. Dostępność do niektórych technologii jest liczona w latach, a w praktyce wiele technologii jest niedostępnych. Wskaźniki liczby wykonywanych operacji biodra, kolana czy zaćmy należą do najgorszych w Unii Europejskiej. Bogaci są wypychani do sektora prywatnego albo za granicę, a biedni są pozostawiani sami sobie. NFZ nie odpowiada za błędy zgłaszane przez ubezpieczonych, można odnieść wrażenie, że jest prawnie izolowany od winy i odpowiedzialności, która jest zawsze przenoszona na świadczeniodawcę, bez możliwości obarczenia choćby współwiną NFZ.

Twierdzę, że fundusz jest nienaprawialny – to grubas, który nigdy nie schudnie, bo nie jest zdolny do narzucenia sobie samokontroli, konsekwencji i trwania w zmianie w dłuższym okresie. Scentralizowana, dysfunkcjonalna i „skostniała” publiczna instytucja, jaką jest NFZ, podatna na wpływy: lobby specjalistów, polityków, organizacji pacjentów, jak pokazuje 23-letnia historia, nie jest w stanie uniknąć efektu jo-jo.

Artykuł Jacka R. Łuczaka, członka zarządu Oddziału Warszawskiego Stowarzyszenia Menedżerów Opieki Zdrowotnej, specjalisty organizacji ochrony zdrowia i zdrowia publicznego.

Przeczytaj także: „Nierozwiązywalne”.

Menedzer Zdrowia facebook

Źródło:
Menedżer Zdrowia/Jacek R. Łuczak
Działy: Aktualności w Menedżer Zdrowia Tylko w „Menedżerze Zdrowia” Aktualności
Tagi: NFZ Narodowy Fundusz Zdrowia Jacek R. Łuczak