Dzień dobry
Dołącz do nas w mediach społecznościowych:
Udostępnij
Autor: Margit Kossobudzka-Lipińska

Priorytet dla płuc. Czas na lepszą organizację systemu ►

Jakub Gierczyński, Karina Jahnz-Różyk, Małgorzata Czajkowska-Malinowska, Tadeusz Zielonka, Wojciech Skorupa i Marek Kustosz

– Najwyższy czas na priorytet dla chorób płuc. To jest zwiększający się problem epidemiologiczny, jak również problem braków kadrowych przy jednoczesnym szybkim rozwoju technologii. Pneumonologia ma w tej chwili chyba największą dynamikę rozwoju spośród wielu innych specjalności, ale musimy mieć odpowiednie rozwiązania systemowe i organizacyjne – stwierdziła dr Małgorzata Czajkowska-Malinowska, konsultant krajowa w dziedzinie chorób płuc.

W panelu „Nowoczesne terapie i organizacja systemu w walce z chorobami płuc”) zorganizowanym podczas VI konferencji Priorities and Challenges in Polish and European Drug Policy) uczestniczyli:

  • dr n. med. Małgorzata Czajkowska-Malinowska, konsultant krajowa w dziedzinie chorób płuc,
  • prof. dr hab. n. med. Karina Jahnz-Różyk, konsultant krajowa w dziedzinie alergologii,
  • Marek Kustosz z Fundacji To Się Leczy,
  • lek. Wojciech Skorupa z Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie,
  • dr hab. n. med. Tadeusz Zielonka z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, wiceprzewodniczący Sekcji Chorób Obturacyjnych Płuc Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc.

Moderował Jakub Gierczyński, ekspert rynku zdrowia.

Nagranie sesji poniżej, pod nim spisane fragmenty.

Światowa Organizacja Zdrowia (World Health Organization – WHO) w maju 2025 r. wystosowała rezolucję o zintegrowanym zdrowiu płuc jako globalnym priorytecie. Jest to zobowiązanie do redukcji przedwczesnej śmiertelności z powodu chorób niezakaźnych o jedną trzecią. Trzy lata wcześniej powstała Polska Koalicja Zdrowe Płuca.

– Skąd był pomysł, by ją powołać? – pytał ekspertów moderujący spotkanie Jakub Gierczyński.

Jakub Gierczyński

– Stąd, że pneumonologia była w Polsce specjalizacją niezauważoną, niedocenioną i niedofinansowaną – odpowiedziała dr Małgorzata Czajkowska-Malinowska.

– Pokazała to wyraźnie pandemia, podczas której to pulmonolodzy byli na pierwszej linii frontu walki z chorobą. Nie było ich jednak widać, bo oddziały chorób płuc zostały zamienione na oddziały covidowe. Jednocześnie spadła diagnostyka i leczenie innych chorób, takich jak rak płuca czy przewlekła obturacyjna choroba płuc – POChP. Dlatego powołaliśmy Polską Koalicję Zdrowe Płuca, która obecnie skupia 20 organizacji i instytucji działających wspólnie na rzecz chorób płuc – wyjaśniła.

Podejście holistyczne

Specjaliści podkreślali, że choroby płuc wykraczają poza same płuca. Leczenie płuc wpływa korzystnie także między innymi na mózg i serce. Przypominali również, że pulmonologia jest specjalizacją bardzo rozproszoną – obejmuje zarówno choroby powszechne i przewlekłe, takie jak astma, POChP, rak płuca, jak i rzadkie, takie jak mukowiscydoza czy choroby śródmiąższowe. Podawali przykład Stanów Zjednoczonych, gdzie cały program poświęcony zdrowiu płuc jest powiązany z kardiologią.

– Tam podchodzi się do pacjenta holistycznie, nie skupiając się na pojedynczym narządzie. My też uważamy, że należy wspólnie zająć się człowiekiem, a nie uprawiać medycynę procedur. Po Narodowym Programie Chorób Układu Krążenia przyszła pora na narodową strategię pulmonologiczną – mówiła dr Małgorzata Czajkowska-Malinowska.

Małgorzata Czajkowska-Malinowska

Dużym wyzwaniem są także choroby alergiczne płuc, takie jak astma oskrzelowa.

– Choroby alergiczne, mimo że dotykają 40 proc. społeczeństwa w ciągu życia, nigdy nie były specjalnością priorytetową. Nowoczesne terapie są dla nas dostępne, zatem leczymy dobrze naszych pacjentów, ale mamy ich coraz więcej. Za chwilę to będzie duży problem zdrowia publicznego. Poza tym, rzadko się zdarza, żeby pacjent miał jedną chorobę alergiczną. Astmie bardzo często towarzyszy alergiczny nieżyt nosa, atopowe zapalenie skóry, pokrzywka. Tu też jest bardzo potrzebne holistyczne spojrzenie na pacjenta. Wiele chorób w alergologii leczymy wspólnie z innymi specjalistami: astmę z pulmonologami, atopowe zapalenie skóry z dermatologami, nieżyty nosa z laryngologami – mówiła prof. dr hab. n. med. Karina Jahnz-Różyk, konsultant krajowa w dziedzinie alergologii.

Jak podkreślała ekspertka, w ostatnich latach poprawiła się dostępność leków biologicznych. Jest immunoterapia alergenowa, która daje szansę na przerwanie u pacjenta tzw. marszu alergicznego. Poprawiła się dostępność szczepionek alergenowych i wzrosła liczba odczulanych pacjentów. Jest też lepszy dostęp do adrenaliny do samodzielnego podawania – wstrząsy anafilaktyczne nie występują często, ale mogą być śmiertelne.

– Europa coraz wyraźniej traktuje choroby układu oddechowego jako priorytet zdrowia publicznego. Świadczą o tym rezolucje WHO, narodowe strategie pulmonologiczne, rosnące budżety na profilaktykę chorób płuc. Może wreszcie zaczniemy w Polsce traktować pulmonologię poważnie – jako drugą po kardiologii, a nie dziesiątą specjalność – powiedział dr hab. n. med. Tadeusz Zielonka z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, wiceprzewodniczący Sekcji Chorób Obturacyjnych Płuc Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc.

Tadeusz Zielonka

Moi pacjenci mnie przeżyją

Niezwykła zmiana dokonała się również w leczeniu mukowiscydozy znajdującej się w spektrum rzadkich chorób płuc.

Jakub Gierczyński przytaczał dane z Europejskiego Rejestru Mukowiscydozy, zgodnie z którymi w Polsce na koniec 2024 r. było ok. 1726 chorych. Według brytyjskiego UK Cystic Fibrosis Registry oczekiwana długość życia pacjentów leczonych modulatorami wzrosła z ok. 43,5 roku w 2007 r. do 66,2 w 2024 r. W ciągu niespełna dwóch dekad oczekiwana długość życia zwiększyła się prawie o 20 lat!

W Polsce według danych Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ) w programie B.112 na koniec 2025 r. leczonych jest już prawie 1500 pacjentów. Kolejna grupa ok. 120 chorych z rzadkimi mutacjami czeka na możliwość terapii. Nowy preparat złożony z trzech substancji jest w procesie refundacyjnym.

– W Instytucie Gruźlicy i Chorób Płuc zaczęliśmy się zajmować mukowiscydozą od 1993 r. Wtedy to byli tylko pojedynczy chorzy dorośli, którzy do nas przychodzili. Po prostu nie było pacjentów, którzy żyliby tak długo. W tej chwili w krajach Europy Zachodniej i w Stanach Zjednoczonych chorych dorosłych jest powyżej 50 proc. To już nie jest choroba pediatryczna. Cała społeczność oczekiwała na cudowny lek, na Świętego Graala. Dla chorych na mukowiscydozę takim Świętym Graalem okazały się modulatory CFTR – mówił lek. Wojciech Skorupa z Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie.

Wojciech Skorupa

Jak wspominał, wśród pierwszych pacjentów zakwalifikowanych do leczenia modulatorami była pacjentka niewydolna oddechowo, która wymagała tlenoterapii i nieinwazyjnej wentylacji, a co 4–5 tygodni hospitalizacji z powodu zaostrzeń infekcyjnych. Po włączeniu leków nie potrzebowała już tlenoterapii. Była tylko raz w szpitalu. Żyje i normalnie pracuje.

Wcześniej lekarze zmagali się między innymi z niedoborem masy ciała u pacjentów, z wyniszczeniem. Dziś to już nie jest problem.

– Kiedy zaczynałem zajmować się mukowiscydozą, wiedziałem, że będę miał pod opieką pacjentów umierających w młodym wieku. Teraz dzięki postępowi wiem, że ci pacjenci mnie przeżyją – mówił Wojciech Skorupa.

Ciąże u kobiet z mukowiscydozą stały się już standardem, a nie wyjątkiem jak jeszcze kilka lat temu. Zjawisko to jest obserwowane na całym świecie. Warto zwrócić uwagę, że dopiero od 2023 r. w Europejskim Rejestrze Mukowiscydozy podejmowany jest temat ciąży, wcześniej takich danych w ogóle nie przedstawiano.

Czy w związku z tym istnieje potrzeba rozwijania ośrodków dla dorosłych?

– Tak, istnieje, musi się też zwiększyć przepustowość dotychczasowych ośrodków. To nie jest proste leczenie, nie każdy specjalista jest do niego przygotowany. Musi istnieć specjalistyczny, referencyjny ośrodek, który będzie potrafił prowadzić takiego pacjenta – stwierdził Wojciech Skorupa.

– Zwłaszcza że skoro pacjenci żyją dłużej, to będą mieli problemy, których nigdy wcześniej nie było u osób z mukowiscydozą. Będą chorowali – już tak się dzieje – na nowotwory, pojawią się inne schorzenia, na przykład nadciśnienie, choroba niedokrwienna serca. To pokazuje, że medycyny nie możemy poszatkować – dodała dr Małgorzata Czajkowska-Malinowska.

POChP kradnie życie po kawałku, zanim ktokolwiek postawi diagnozę

Pulmonologów bardzo niepokoi sytuacja związana z POChP. Pod względem liczby zgonów pierwsze dwa miejsca zajmują udar i zawał serca, a trzecie i czwarte – POChP i zapalenia płuc.

– Kiedyś dla tych pacjentów nie było leczenia. Dziś mamy nowe terapie. Nagle mamy dużo nowych rzeczy do zaoferowania, a równocześnie problem POChP jest na bocznym torze i oczekuje na strategię wczesnego wykrywania i kompleksowego leczenia. Ona jest już i tak spóźniona o 20 lat – podkreślił prof. Tadeusz Zielonka.

– Mamy chorobę, która dotyka 2 mln Polaków. Szacujemy, że chorych jest jeszcze więcej. Dane na podstawie analizy 199 krajów przewidują, że w Polsce jest aż 3,4 mln pacjentów z POChP. W polskim systemie widnieje 1,3 mln chorych na POChP. Jeżeli przyjmiemy, że jest ich „tylko” 2 mln, to i tak mamy prawie 700 tys. osób bez rozpoznanej choroby – podkreślała dr Małgorzata Czajkowska-Malinowska.

Drugą sprawą jest późne rozpoznanie. Ludzie nie zdają sobie sprawy, że chorują na POChP.

Dlaczego też się tak dzieje?

– Ponieważ świadomość społeczna tej choroby jest bardzo niska. Badanie Kantar pokazało, że 25 proc. naszego społeczeństwa w ogóle nie słyszało, że jest taka choroba. Dla porównania – o nadciśnieniu wie ponad 80 proc., o cukrzycy typu 2 – 78 proc. ankietowanych. O chorobie serca czy zawale prawie każdy słyszał. Jeżeli tak jest niska jest świadomość, że taka choroba w ogóle istnieje, to jak pacjent ma się zgłosić do lekarza? Nawet jeśli choroba jest rozpoznana, to 8 proc. chorych nie przychodzi do lekarza, żeby rozpocząć leczenie. Kolejne dane też są zaskakujące – aż 70 proc. chorych z rozpoznaną POChP praktycznie tej choroby dobrze nie kontroluje. To jest przerażające – mówiła dr Małgorzata Czajkowska-Malinowska.

Jak podkreślała, pacjent bardzo często dowiaduje się o swojej chorobie dopiero podczas hospitalizacji. Nie wie, że kaszel, lekceważony też przez lekarzy, nie jest tylko kaszlem palacza. Duszność jest kojarzona ze zmniejszoną tolerancją wysiłku związaną z procesem starzenia.

– Mamy możliwości pomocy chorym. Mamy leki refundowane, leki wziewne. Mamy możliwość wprowadzenia terapii biologicznej, ale komu mamy to podać, jeżeli pacjent nie ma rozpoznanej choroby? – pytała.

Jak podkreślali uczestnicy debaty, jesteśmy technologicznie przygotowani – łącznie z domowym leczeniem tlenem, leczeniem respiratorem. Wszystko to mamy. Musimy tylko dotrzeć do pacjentów potrzebujących naszej pomocy.

– Z najnowszego badania dotyczącego świadomości i sytuacji osób z POChP wynika, że w ciągu ostatniego roku tylko 7,8 proc. nie miało żadnego zaostrzenia, większość miała co najmniej jedno, niemal połowa doświadczała co najmniej dwóch zaostrzeń rocznie – mówił Marek Kustosz z Fundacji To Się Leczy.

Marek Kustosz

– Jednocześnie 10,5 proc. chorych czeka, aż objawy same ustąpią, prawie 10 proc. nie wie, jak należy postąpić przy zaostrzeniu. Aż 54,4 proc. respondentów oceniło wpływ POChP na codzienne funkcjonowanie na najwyższym poziomie, 79,6 proc. jako główny problem wskazało duszność i ograniczoną wydolność, 67,2 proc. przewlekłe zmęczenie, a 33 proc. lęk i obniżony nastrój. To sugeruje, że POChP to więcej niż tylko choroba płuc. Dla wielu pacjentów to choroba całego życia. Nie jest to zatem tylko problem medyczny, ale choroba wpływająca na mobilność, psychikę, relacje społeczne i poczucie bezpieczeństwa, a nie wyłącznie na oddychanie. Pacjenci unikają wizyty u lekarza, ponieważ boją się oceny – wielu z nich to palacze. Taki palacz ma poczucie winy, źle się z tym czuje i nie chce się z tym skonfrontować. Myśli, że sam to sobie zgotował i teraz musi z tym żyć – pewnie coraz gorzej. I taki będzie jego koniec – tłumaczył.

Co zrobić, żeby zmienić to nastawienie?

– Nie jest to proste. Nasz raport powstał na podstawie ankiety przeprowadzonej wśród pacjentów z POChP. Odpowiedziało nam ponad 400 z nich. To są osoby świadome, które szukają wiedzy o swojej chorobie. Innymi słowy – elita. I jeśli w tej elicie tylko połowa wie, co to znaczy zaostrzenie i co wtedy zrobić, to jest bardzo źle. Większość osób zgłasza, że czują się osamotnieni w chorobie, nie mają wsparcia w systemie czy w rodzinie. Często przez lata funkcjonują z objawami, które uznają za „normalne konsekwencje wieku” – wyjaśnił Marek Kustosz.

Pacjenci z POChP nie tracą zdrowia nagle – tracą je stopniowo, po kawałku. I przez lata przekonują siebie, że to normalne, że tak już jest po pięćdziesiątce. To nie jest brak świadomości. To mechanizm przetrwania, bo przyznanie się do choroby oznacza przyznanie się do tego, czego się boimy: że będzie gorzej, że stracimy niezależność, staniemy się ciężarem. Kiedy w końcu pada diagnoza – często za późno, często przez przypadek – okazuje się, że choroba zdążyła już zmienić całe życie.

– Musimy się uderzyć w pierś, bo również po stronie lekarzy są zaniedbania. Nie wykonują oni badań, nawet kiedy są ewidentne wskazania – u chorych objawowych, z czynnikami ryzyka. Moim zdaniem zawodzi tzw. nadzór wewnętrzny – w przypadku zaniedbania powinniśmy wkraczać z jakąś reakcją, a my nie analizujemy przyczyn tych zaniedbań i nie podejmujemy stosowanych działań naprawczych. Mamy też ograniczenia systemowe. System nie dba o jakość i chorzy mają bardzo często źle wykonaną lub zinterpretowaną spirometrię, co daje fałszywie wyniki. Niestety, system nie eliminuje tego zjawiska. I to jest wina państwa, że nie wprowadziło certyfikacji umiejętności aparatu i pracowni – stwierdził prof. Tadeusz Zielonka.

Polskie Towarzystwo Chorób Płuc ogłosiło rok 2026 rokiem POChP, między innymi żeby przygotować lekarzy do poprawnego wykonywania spirometrii. Prowadzone są kursy, kilka w roku, żeby lekarze rodzinni i pielęgniarki mieli możliwość nauczenia się poprawnego wykonywania tego badania, kluczowego w diagnostyce POChP.

– Kolejne rzeczy, które chcemy zrobić w roku POChP, to przede wszystkim opracowanie nowych standardów opieki i leczenia, bo jeżeli towarzystwo nie daje określonych wytycznych, to nie ma schematu działania dla Ministerstwa Zdrowia. Mamy w Polsce program chorób odtytoniowych i w ramach tego programu jest możliwość wykonania spirometrii przez lekarza podstawowej opieki zdrowotnej, a także prowadzenia poradnictwa antynikotynowego. Niestety, liczba placówek, które realizują program, z roku na rok spada. W 2024 r. w programie było tylko 3,5 tys. chorych – mówiła dr Małgorzata Czajkowska-Malinowska.

Dwa fenotypy POChP

W ostatnich latach dokonał się olbrzymi postęp w diagnostyce chorób obturacyjnych, przede wszystkim astmy, ale również POChP. Wiadomo już, że terapie biologiczne – ta sama rewolucja, która zmieniła leczenie astmy ciężkiej – wchodzą do świata POChP. Ta choroba ma bowiem dwa fenotypy zapalne: neutrofilowy (typowy u palaczy, słabiej reagujący na steroidy) i eozynofilowy (typ 2, bardziej podatny na zaostrzenia, który lepiej odpowiada na leki przeciwzapalne i biologiczne). Okazało się, że 40 proc. pacjentów z POChP ma ten typ zapalenia.

– Zeszliśmy do poziomu komórkowego, nie patrzymy tylko na objawy choroby, ale na to, co się dzieje w środku, w oskrzelach i w drogach oddechowych. Okazało się, że zapalenie, które tam się toczy, zarówno u chorych na astmę, jak i na POChP, ma różne oblicza. To są różni pacjenci. Astma oskrzelowa jest chorobą o wielu fenotypach. Wprowadzenie leczenia biologicznego ciężkiej astmy to był absolutny przełom. W tej chwili przeżywamy rozkwit leków biologicznych. Te leki, które okazały się skuteczne w astmie oskrzelowej, są skuteczne również w innych chorobach alergicznych i niealergicznych. Według danych NFZ w Polsce żyje ok. 2,5 mln osób z astmą, w tym ok. 35 tys. z ciężką postacią tej choroby. Leczenie biologiczne w ramach programu lekowego B.44 otrzymuje aktualnie ok. 6 tys. pacjentów – powiedziała prof. Karina Jahnz-Różyk.

Karina Jahnz-Różyk

Największym problemem w POChP są zaostrzenia. W tej chwili wystarczy tylko jedno umiarkowane lub ciężkie zaostrzenie, żeby eskalować terapię. Już nie mówimy o dwóch umiarkowanych i jednym ciężkim, ale wystarczy jedno. Moderator debaty pytał, dlaczego tak jest.

– Jedno zaostrzenie POChP w ciągu 30 dni zwiększa 10-krotnie ryzyko zdarzeń sercowo-naczyniowych, takich jak udar i zawał serca, u pacjentów z ciężką postacią, a pacjentów z umiarkowaną postacią 6-krotnie. W Stanach Zjednoczonych wyliczono, że koszty leczenia zaostrzeń przekroczą za kilka lat koszty leczenia zawału serca, bo to jest taka skala. Skoro mamy grupę pacjentów, która będzie odpowiadała na leczenie biologiczne, którego zadaniem ma być zmniejszenie zaostrzeń, to jest to metoda z wyboru. Myślę, że jest czas na pulmonologię, żeby jeszcze bardziej przyspieszyła i z krajowej drogi wpadła na autostradę, bo rzeczywiście mamy tyle technologii, tyle możliwości. Teraz chcemy mieć organizację spiętą w strategii – podsumowała dr Małgorzata Czajkowska-Malinowska.

Wypowiedzi pani dr Małgorzaty Czajkowskiej-Malinowskiej publikujemy bez autoryzacji.

Więcej materiałów z VI edycji konferencji Priorities and Challenges in Polish and European Drug Policy po kliknięciu w poniższy baner.

Działy: Aktualności w Menedżer Zdrowia Tylko w „Menedżerze Zdrowia” Aktualności
Tagi: Priorities and Challenges in Polish and European Drug Policy 2026 Drug Policy 2026 Małgorzata Czajkowska-Malinowska Karina Jahnz-Różyk Marek Kustosz Wojciech Skorupa Tadeusz Zielonka Jakub Gierczyński