Dzień dobry
Dołącz do nas w mediach społecznościowych:
Udostępnij
Autor: Maria Krzos

Starzenie się społeczeństwa wpływa na transplantacje. Jak zwiększyć liczbę dawców?

Poltransplant

– Kiedyś było takie wyobrażenie, że dawcą narządów zostaje u nas młody, zdrowy motocyklista, który zginął w wypadku komunikacyjnym. Od wielu lat tak już nie jest – mówi prof. dr hab. n. med. Artur Kamiński, dyrektor Poltransplantu, w rozmowie z „Menedżerem Zdrowia”.

  • W Polsce notujemy stopniowy wzrost liczby zgłaszanych dawców zmarłych, co przekłada się również na wzrost liczby dawców rzeczywistych
  • Na świecie jednym ze sposobów zwiększenia liczby donacji są pobrania od osób starszych. W ocenie prof. Kamińskiego proces ten zachodzi również w Polsce, choć cały czas napotyka ograniczenia w postacji stanu zdrowia polskiego społeczeństwa
  • Wzrost liczby osób starzejących się w zdrowiu może przełożyć się na zwiększenie liczby potencjalnych dawców 
  • Coraz większe znaczneie w transplantologii ma nie wiek metrykalny dawcy i biorcy, ale wiek biologiczny 
  • Zdaniem prof. Kamińskiego zwiększenie w Polsce liczy tzw. donacji po śmierci krążeniowej (ang. donation after circulatory death – CDC) może być bardzo trudne  
  • Zdaniem dyrektora Poltransplantu do zwiększenia się liczby dawców może przyczynić się wzrost liczby zgłoszeń ze strony szpitali 
  • Mamy też jeszcze trochę do zrobienia w obszarze opeki nad pacjentami po przeszczepieniach

W Europie szybko zwiększa się statystyczny wiek dawcy płuca. W Polsce pozostaje na poziomie około 40 lat. Taka informacja padła niedawno podczas III Warszawskiej Konferencji Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA i Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc. Z czego wynika ta różnica? I jak wygląda u nas sytuacja w przypadku średniego wieku dawcy ogółem?

Biuletyn informacyjny Poltransplantu, w którym znajdą się statystyki podsumowujące 2025 r. w polskiej transplantologii, ukaże się wkrótce. Już teraz mogę jednak powiedzieć, że jeśli chodzi o dawstwo narządów od osób zmarłych, zanotowaliśmy wzrost liczby zgłoszeń. Było ich 1024 – w porównaniu z 878 w roku 2024. To przełożyło się na wzrost liczby tzw. dawców rzeczywistych (w przypadku których doszło do pobrania). W 2025 r. było ich 783 w porównaniu z 667 rok wcześniej.

Jeśli chodzi o średni wiek zmarłych dawców, od których pobierane są narządy, to kształtuje się on na poziomie 48 lat (średnia za 2024 r., w 2025 r. było podobnie). Dawcy płuc są faktycznie młodsi, tu średnia to ok. 40 lat.

Warto przypomnieć, co decyduje o tym, czy osoba zgłoszona jako dawca ostatecznie nim zostaje. Czynnikiem wykluczającym jest jej stan zdrowia, przede wszystkim ewentualna wielochorobowość. Jeśli mówimy o dawstwie płuc – nie muszą być to nawet choroby związane z układem oddechowym. Często nawet ludzie relatywnie młodzi mają takie schorzenia układu krążenia, które eliminują ich z bycia dawcą płuc.

Dokładna diagnostyka wykonana pod kątem pobrania narządów często eliminuje taką możliwość. Przyczyną może być np. niezdiagnozowany wcześniej nowotwór czy nieopanowane zakażenie wirusowe. Staramy się jak najbardziej zminimalizować ryzyko dla biorcy, zatem badania są naprawdę szczegółowe. Możliwości diagnostyczne, jakimi dysponujemy, są znacznie lepsze niż te, jakie mieliśmy jeszcze pięć lat temu.

Decyzje o zakwalifikowaniu płuc do pobrania wynikają również ze sposobu przygotowania narządów do transplantacji. Przypomnijmy – pobrania od osób zmarłych to pobrania wielonarządowe. Celem jest zatem zachowanie balansu. Przykładowo: zespoły pobierające serce chcą, żeby łożysko naczyniowe dawcy było wypełnione, by dawca był dobrze nawodniony. Jednak nawet lekkie przewodnienie potencjalnego dawcy może spowodować odstąpienie od pobrania płuc. Wyzwaniem jest więc takie prowadzenie dawcy przez anestezjologa, które pozwoli zachować szanse na pobranie jednego i drugiego narządu.

Podczas wspomnianej na początku konferencji wybrzmiało wyraźnie, że jednym ze sposobów na rozszerzenie puli dawców jest szukanie ich wśród osób starszych. Taki jest światowy trend, związany oczywiście ze starzeniem się społeczeństwa.

Zgadza się, jest taki trend i polska transplantologia za nim podąża. Istniało kiedyś takie wyobrażenie, że dawcą narządów zostaje u nas młody, zdrowy motocyklista, który zginął w wypadku komunikacyjnym. Od wielu lat tak już nie jest. Najczęściej są to osoby po incydentach mózgowych, które doprowadzają do śmierci mózgu.

Trzeba jednak pamiętać, że jeżeli ci dawcy mają jakieś zmiany naczyniowe w tętnicach mózgowych, to one są również w innych tętnicach. Jeżeli mają udary krwotoczne wynikające w wysokiego ciśnienia – to nie jest tak, że taka osoba miała w życiu jeden incydent wynikający z wysokiego ciśnienia. Z dużym prawdopodobieństwem żyła z wysokim ciśnieniem tętniczym, do którego jej organizm nawet się jakoś zaadaptował. Nie pozostało to jednak bez wpływu na cały układ krążenia i układ oddechowy.

Jednak patrząc na to, co się dzieje teraz w polskim społeczeństwie, jak ludzie w wieku średnim zaczynają dbać o swoje zdrowie, to jest szansa na to, że po śmierci częściej będą mogli być kwalifikowani jako dawcy, w tym dawcy płuc. Coraz więcej mamy też programów – dotyczących płuc czy innych narządów – w których rozszerza się kryteria kwalifikacji narządów do przeszczepienia.

Wracając zaś do płuc – mamy już i uczymy się stosować w dobry sposób urządzenia do perfuzji, które nie tylko pozwalają wydłużyć czas między pobraniem a przeszczepieniem (jest on dłuższy niż w schłodzeniu). Dają również możliwość „leczenia” płuc po pobraniu. To również będzie wpływać na statystyki.

Czyli różnice w średniej wieku dawcy między Polską a innymi krajami Europy w dużej części są spowodowane stanem zdrowia polskiego społeczeństwa? Co oznacza, że zwiększenie się liczby osób starzejących się w zdrowiu może przełożyć się na wzrost liczby potencjalnych dawców? Czy można tak powiedzieć?

Upraszczając – tak.

A co ze sposobem organizacji polskiego systemu transplantacyjnego? Mamy coś jeszcze do nadrobienia?

Kiedyś mógłbym w tym miejscu wymienić na przykład niemożność dotarcia zespołów transplantacyjnych w odpowiednim czasie do szpitali, z których pochodzą zgłoszenia. Teraz jednak zespoły są tak rozlokowane, że prawie do wszystkich lecznic – nazwijmy je umownie – powiatowych są w stanie dojechać. Mamy też pomoc wojska i policji w transporcie. Mamy urządzenia do perfuzji.

Obszarem, na który zwróciłbym uwagę, jest wymiana pokoleniowa. Pierwsi entuzjaści, którzy zaczynali rozwijać polską transplantologię, za lat kilka będą przechodzili na emeryturę. Trzeba dobrze wyszkolić następne pokolenie. I to się dzieje. Są młodzi ludzie, którzy wchodzą w zawód, którzy się go uczą. Jednak, jeżeli potrzeb będzie więcej, być może trzeba będzie zwiększyć liczbę transplantologów.

Kwestią, która jest z tym związana, jest wypalenie zawodowe. Ryzyko jego wystąpienia w tej specjalizacji jest faktem. Transplantologia to jest praca 24 godziny na dobę – ciągłe bycie w gotowości. Po latach takiej pracy można mieć dość – wcale się temu nie dziwię. W grę wchodzi też fizyczne wyczerpanie.

Donacje po śmierci krążeniowej – donation after Circulatory Death, CDC – wskazywane są jako skuteczna metoda na zwiększenie liczby dawców. Czy w Polsce wykonuje się takie transplantacje?

Praktycznie nie. W skali roku to pojedyncze przypadki. Podczas wspomnianej konferencji o tej metodzie tej mówiła m.in. prof. Marie Budev z Cleveland Clinic w USA. Podczas debaty zapytałem ją, jakie osoby spośród tych po zatrzymaniu krążenia są przez nich kwalifikowane do przeszczepienia. Usłyszałem, że są to tzw. kontrolowane zatrzymania krążenia. W Polsce istnieje wiele barier, które w tej chwili utrudniają, a może nawet uniemożliwiają wykorzystanie tej metody.

Czy to oznacza, że nie widzi pan perspektywy na to, by w Polsce liczba dawców zwiększyła się dzięki wykorzystaniu CDC?

Widzę perspektywę, w tej chwili oceniam ją jednak jako odległą. Dlatego, że wymaga to m.in. dobrych przepisów prawa oraz ich umiejętnego wdrożenia. Mam tu na myśli na przykład precyzyjne procedury stwierdzania śmierci w przypadku dawców z kontrolowanym zatrzymaniem krążenia.

Najistotniejsza jest jednak zmiana mentalności. Należałoby przeprowadzić ogromną kampanię edukacyjną wśród personelu medycznego oraz olbrzymią – podkreślam – naprawdę olbrzymią kampanię w społeczeństwie. Przy czym pytanie, czy ono zaakceptuje taką procedurę, pozostawiam otwarte. Wydaje się, że trudności, jakie mieliśmy z wprowadzeniem do szkół edukacji zdrowotnej, to przy tym, co by nas czekało w przypadku podjęcia tematu donacji po śmierci krążeniowej, okazałyby się błahostką.

Być może kluczem jest zmiana pokoleniowa. Widzimy, że u młodszych pokoleń zmienia się sposób rozumienia niektórych kwestii związanych z odchodzeniem. Rozmowy, które obecnie prowadzimy w sprawie dawstwa, są inne niż te, które prowadziliśmy w lat 80., 90. czy na początku XXI w. 

W krajach, w których w których dozwolona jest eutanazja, przeprowadza się również pobrania narządów po niej…

Według mojej wiedzy w Europie takie transplantacje wykonywane są w dwóch krajach. Inni mają z tym olbrzymi problem. Myślę, że w Polsce jest to tak odległy temat, że nie sądzę nawet, żebym musiał w tej chwili rozważać ten scenariusz. Przypuszczam, że w ogóle nie będę musiał o tym myśleć za swojego życia.

Z czego, oprócz względów medycznych, wynikają różnice między liczbą dawców zgłoszonych i dawców rzeczywistych?

Jeżeli chodzi o odsetek odmów, to on wcale nie jest taki duży i od lat utrzymuje się na poziomie 10–15 proc.

Gdzie jest zatem potencjał na zwiększenie liczby dawców i przeszczepień?

Widzę go w zwiększeniu zgłaszalności – tu na pewno mamy jeszcze trochę do zrobienia. Staramy się cały czas podejmować działania angażujące nowe placówki do zgłaszania potencjalnych dawców. Pamiętajmy jednak o tym, że cała medycyna idzie do przodu. W związku z tym ktoś, kto kiedyś byłby dawcą, dziś wychodzi ze szpitala.

Sporo do zrobienia, jeśli chodzi o wyniki przeszczepiania, mamy jeszcze w obszarze opieki nad biorcą.

Czy wiek biorców również się zwiększa, podobnie jak dawców?

Tak.

Czyli wpływ, jaki na współczesną transplantologię wywiera starzenie się społeczeństwa, działa w dwie strony?

Oczywiście, że tak. Przypomnę, że istnieją dwie koncepcje dotyczące transplantologii. Jedna starsza, wynikająca z tego, że kiedyś była to raczkująca dziedzina medycyny. W związku z tym, by nie wylewać dziecka z kąpielą, wybierano idealnego biorcę, który miał największe szanse na przeżycie, oraz idealnego dawcę.

W tej chwili rozszerza się kryteria akceptacji i dawcy, i biorcy. W różnych obszarach zaczyna się bardziej liczyć wiek biologiczny, a nie wiek metrykalny – i po stronie dawców, i po stronie biorców. Jak się popatrzy na to, co działo się lat temu dziesięć, na pierwsze przeszczepy płuc, to średni wiek dawców zapewne oscylował w granicach trzydziestki. Idziemy w górę ze statystykami. 

Gdyby miał pan wskazać jedną rzecz, którą moglibyśmy zrobić jako społeczeństwo, by zwiększyć liczbę przeszczepień?

Chciałbym, żeby kiedyś każdy z nas porozmawiał ze swoimi bliskim o tym, jaki jest jego stosunek do bycia dawcą po śmierci. Odchodzenie i sprawy z nim związane nadal są jednym z tematów tabu w rodzinach. Bardzo często jest tak, że najbliżsi osoby, która mogłaby być dawcą, nie wiedzą, jaki miała do tego stosunek. A skoro nie wiedzą, zakładają sprzeciw – co nie musi być prawdą – i nie zgadzają się na donację.

Czy zdarza się, że rodzina sprzeciwia się, nawet jeśli jest jasna deklaracja ze strony potencjalnego dawcy?

Rzadko, ale się zdarza. Wówczas, dla dobra sytemu transplantacyjnego przychylamy się do takich opinii i do pobrania narządów nie dochodzi.

Przeczytaj także: „Skrajności w transplantologii”.

Menedzer Zdrowia youtube

Działy: Aktualności w Menedżer Zdrowia Wywiad tygodnia Wywiady Aktualności
Tagi: transplantologia płuca dawstwo narządów starzenie się społeczeństwa Poltransplant Artur Kamiński