Szczepienie zapobiega ciężkim infekcjom dolnych dróg oddechowych
Archiwum
O znaczeniu szczepień przeciwko RSV dla seniorów i osób z chorobami współistniejącymi mówi prof. dr hab. n. med. Ernest Kuchar, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Wakcynologii.
W ubiegłym roku odnotowano prawie 100 tys. przypadków RSV. Czy ta liczba uwzględnia wszystkie przypadki zachorowań?
To jedynie wierzchołek góry lodowej. Problem RSV jest dużo większy, niż pokazują to oficjalne statystki, ponieważ aby wykryć zakażenie, trzeba wykonać test, a testuje się rzadko. Nie ma bowiem swoistego leku na tego wirusa. Pacjent jest zatem leczony na podstawie objawów. Nawet w krajach Zachodu, gdzie wykonuje się więcej niż u nas wszelkiego rodzaju badań, wykrywa się – według szacunków – co siódme zakażenie. U nas niedoszacowanie jest jeszcze większe. Szacuje się, że wykrywamy co dziewiąte zakażenie. To oznacza, że zakażeń mogło być nawet i milion. Pamiętajmy też, że testy z nosa mają czułość szacowaną na 64 proc., bo wirusa RS w nosie jest mało, schodzi on niżej, do dolnych dróg oddechowych. Gdy pobierze się małą ilość wydzieliny, test może wyjść fałszywie ujemny.
Nie ma swoistego leku dla wirusa RS, ale jest przeciwko niemu szczepionka. Jakich problemów zdrowotnych można uniknąć dzięki szczepieniom?
Celem szczepienia jest nie tyle uniknięcie zakażenia, bo to trudne do uzyskania, ale przede wszystkim zapobieganie ciężkim infekcjom dolnych dróg oddechowych. Skuteczność szczepienia jest bardzo dobra, a będzie ona tym większa, im poważniejszy punkt końcowy wybierzemy. U osoby starszej, która ma liczne choroby towarzyszące i słabą odporność, trudno oczekiwać, że uzyskamy uodpornienie chroniące w 100 proc., ale jeśli dzięki szczepieniu nie trafi ona do szpitala, pożyje kilka lat dłużej, nie będzie miała zaostrzeń choroby przewlekłej, to ten cel zostanie osiągnięty. Z dotychczasowych badań wynika, że ochrona przed zakażeniem dolnych dróg oddechowych wynosi ponad 60 proc., a ochrona przed hospitalizacją – ponad 80 proc.
Szczepienia wciąż kojarzą nam się z dziećmi. Wirus RS też nadal często jest postrzegany jako infekcja dotycząca przede wszystkim dzieci. Jak poważnym zagrożeniem jest on dla osób starszych? Jakiej grupy wiekowej to dotyczy?
Rzeczywiście, wirus RS kojarzy nam się z chorobą dziecięcą, ale dla seniorów jest równie groźny jak grypa. Przebieg zakażenia w dużej mierze zależy od tego, na kogo wirus trafi. Bardzo ciężko chorują dzieci w dwóch pierwszych latach życia oraz osoby starsze. Najniższe ryzyko występuje w przedziale 18–49 lat, a największe po 75. roku życia. Połowa przypadków hospitalizacji z powodu RSV i 60 proc. zgonów dotyczy właśnie osób powyżej 75. roku życia.
Jednak wysokie ryzyko ciężkiego przebiegu zakażenia wirusem RS mają także osoby z chorobami przewlekłymi, największe osoby z POChP. Pacjenci z zaawansowaną POChP chorują znacznie ciężej niż pozostali i w to młodszym wieku. Już u 40- czy 50-latków choroba wywołana wirusem RS może mieć bardzo ciężki przebieg. Ryzyko ciężkiego przebiegu zakażenia RSV zwiększają także astma, cukrzyca i niewydolność serca. Ciężki przebieg zakażenia mogą mieć też osoby z zaburzeniami odporności, a takich osób nie brakuje. We współczesnej medycynie bardzo często sięga się bowiem po leczenie o działaniu immunosupresyjnym, osłabiającym układ odpornościowy. Dotyczy to nie tylko chorób z autoagresji czy reumatycznych, lecz także nowotworów. Cytostatyki i naświetlanie znacznie osłabiają odporność. Można zatem szacować, że10 proc. dorosłej populacji jest w immunosupresji.
Jednak program bezpłatnych szczepień przeciwko RSV, wprowadzony w kwietniu 2025 r., objął tylko osoby 65+, a grupa wiekowa 60–65 lat ma 50 proc. zniżki. Czy zatem osoby, które mają różne choroby przewlekłe, osłabiony układ odpornościowy, również powinny mieć ułatwiony dostęp do szczepionek?
Największa korzyść ze szczepień jest zawsze w grupach ryzyka, ponieważ ci pacjenci mają wielokrotnie większe ryzyko rozwoju powikłań, hospitalizacji i zgonu, a także pogorszenia jakości życia niż pozostałe osoby. Pacjenci z grup ryzyka po ciężkiej chorobie nie wracają do poprzedniej formy, ich stan ogólny będzie gorszy niż przed zachorowaniem. Warto też pamiętać, że wiele osób starszych mieszka samotnie i kiedy musi na tydzień położyć się do łóżka, często już z niego nie wstanie. Zanikną mięśnie, spadnie wydolność i okaże się, że taka osoba, która przed zachorowaniem dobrze radziła sobie na co dzień, po przechorowaniu zakażenia RSV potrzebuje wsparcia i pomocy osoby trzeciej. Taka opieka może trwać wiele miesięcy lub lat. To są koszty socjalne związane z ciężkim przechorowaniem zakażenia.
Do tych kosztów socjalnych należy również doliczyć koszty opieki medycznej.
Szczepienie przeciwko RSV ma także na celu zapobieganie zaostrzeniu choroby już istniejącej czy konieczności hospitalizacji. Wtedy sam pobyt w szpitalu kosztuje dziesiątki tysięcy złotych. Do tego dochodzą koszty leków, badań, opieki, a także koszty spadku jakości życia, które trudno wycenić. Kosztuje też pacjent, który nie był hospitalizowany, a na to składają się ogromna liczba wizyt ambulatoryjnych oraz nadużywanie antybiotyków, bo często pacjent, który ma zakażenia wirusowe, i tak dostaje antybiotyk. Rośnie zatem antybiotykooporność.
Zakażenie RSV zwiększa też, mniej więcej o połowę, ryzyko zdarzenia sercowo-naczyniowego, czyli udaru, zawału lub niewydolności serca. Ryzyko utrzymuje się przez pół roku. Zakażenie RSV powoduje również trwałe pogorszenie sprawności. Obliczono, że około jednej trzeciej seniorów, którzy z powodu zakażenia RSV są hospitalizowani, gdy wychodzi ze szpitala, funkcjonuje znacznie gorzej niż przed chorobą. Kilkanaście procent osób w tej grupie wymaga opieki. Do tych kosztów trzeba też dodać utratę produktywności, bo obecnie coraz więcej osób w wieku emerytalnym pracuje.
W naszym kraju tych kosztów pośrednich bardzo często się nie liczy…
…i potem z takich błędnych wyliczeń wynika, że program bezpłatnych szczepień się nie opłaca. Jest oczywiste, że państwo powinno czuwać nad sensownością wydania pieniędzy, ale ocena tych wydatków musi być racjonalna. Aby dobrze oszacować efektywność programu szczepień, trzeba wziąć pod uwagę wszystkie koszty związane zarówno z opieką, jak i leczeniem pacjentów, u których chorobę wywołało zakażenie RSV. Nie można wyciągać wniosków, opierając się na dwóch sezonach chorób zakaźnych, bo mogą one bardzo różnić się od siebie, oraz na podstawie zaledwie 6-procentowej grupy zaszczepionych. Takie działanie jest nieodpowiedzialne.
Rozmawiała Dorota Romanowska.
Przeczytaj także: „Eksperci: liczymy na dalszy wzrost liczby szczepień”, „Jednoczesne podanie kilku szczepionek jest bezpieczne i skuteczne” i „Ewolucja oporności wirusa RSV”.
