To nie „damage control”
Ministerstwo Zdrowia odpiera zarzuty posłanki Marceliny Zawiszy dotyczące limitów w diagnostyce obrazowej, argumentując, że niekontrolowany wzrost liczby badań zagraża bezpieczeństwu pacjentów. Resort zapowiada odejście od modelu „im więcej, tym lepiej” na rzecz ścisłej standaryzacji wskazań klinicznych.
W mediach społecznościowych Ministerstwo Zdrowia wskazało, że system diagnostyki obrazowej w Polsce osiągnął granicę, za którą dalszy niekontrolowany wzrost wolumenu bez mechanizmów jakościowych, organizacyjnych i cyfrowych generuje realne ryzyko – zarówno dla bezpieczeństwa pacjentów, jak i racjonalności wydatkowania środków publicznych przeznaczonych na ochronę zdrowia.
To odpowiedź na post Marceliny Zawiszy z Razem, która stwierdziła, że limity na diagnostykę to „najgorszy damage control jaki widziała.”
– Ludzie właśnie masowo dowiadują się, że badania na które czekają od miesięcy nie odbędą się w zaplanowanym terminie – wskazała posłanka.
MZ zapowiada rewolucję w diagnostyce obrazowej
– Nie jest to „damage control” ani komunikat „nie będziecie mieli badań, ale dla waszego dobra". Jest to odpowiedzialna próba przejścia od modelu „im więcej, tym lepiej” do modelu opartego na dowodach – obejmującego standaryzację wskazań klinicznych, aby wyeliminować badania zlecane „na wszelki wypadek” pod presją medycyny defensywnej lub nieakceptowalnego kompromisu klinicznego w rodzaju TK zamiast USG - tłumaczy resort zdrowia na platformie X. I punktuje dalej:
„2. Widać dziś wyraźnie, że wzrost wolumenu procedur nie przekłada się automatycznie na proporcjonalne korzyści zdrowotne – bez standaryzacji i priorytetyzacji prowadzi do marnotrawstwa zasobów oraz niepotrzebnej ekspozycji pacjentów na ryzyko. Diagnostyka obrazowa jest tego dobitnym przykładem.
Polska nie ma krajowego rejestru dawek promieniowania pacjentów. Nie ma zaktualizowanych poziomów referencyjnych dla pediatrycznej tomografii komputerowej. Nie ma funkcjonującego audytu klinicznego w radiologii. Nie ma systemu weryfikacji zasadności zleceń. Mimo to wykonuje 6,8 mln badań TK i MR rocznie, tj. o 74-87 proc. więcej niż pięć lat temu, przy trzykrotnym wzroście dawki populacyjnej promieniowania. W takich warunkach degresja stawkowa nie jest karą dla diagnostyki ani przyznaniem się do bezradności. Jest systemowym sygnałem cenowym, który przerywa mechanizm niekontrolowanego wzrostu wolumenu i tworzy przestrzeń do wdrożenia reform eliminujących wymienione luki.
Ministerstwo Zdrowia wprowadziło degresję nie jako rozwiązanie docelowe, a jako niezbędny element stabilizacyjny, który tworzy przestrzeń do wdrożenia reform strukturalnych – standaryzacji wskazań, systemu wspomagania decyzji klinicznych, krajowego rejestru dawek i audytu klinicznego. Innymi słowy: degresja jest zabezpieczeniem wdrożonym po to, aby system mógł przejść od reagowania na skutki do eliminowania przyczyn, bez przerywania ciągłości diagnostyki.
3. Reforma nie odbiera diagnostyki, ma ją za to uczynić celowaną, bezpieczniejszą i efektywniejszą. Tylko w ten sposób uda się w dłuższej perspektywie skrócić kolejki do rzeczywiście potrzebnych badań i realnie poprawić wyniki zdrowotne populacji. Nie jest to kwestia ideologii, a merytorycznego zarządzania publicznym systemem ochrony zdrowia w warunkach stale rosnących, ale wciąż niewystarczających zasobów. Dialog prowadzony na tym poziomie – oparty na wiedzy eksperckiej i danych – jest konieczny... bardziej niż sarkazm.
4. Na stół trafia propozycja kompleksowej reformy opartej na dziewięciu filarach: standaryzacji wskazań do badań, ujednoliceniu protokołów, utworzeniu krajowego rejestru dawek pacjentów – którego Polska dotąd nie posiada – aktualizacji diagnostycznych poziomów referencyjnych, audycie klinicznym, system wspomagania decyzji zintegrowanym z e-skierowaniem, reorganizacji dyżurów radiologicznych, zarządzaniu danymi oraz ochronie populacji priorytetowych. Pełny horyzont wdrożenia wynosi 18 miesięcy w trzech etapach – od pilotażu CDS w 10 szpitalach po upowszechnienie na cały system. Powszechne wdrożenie rozwiązań, z których realnie skorzystają zarówno pacjenci, jak i świadczeniodawcy, przewidziane jest w ciągu 12 miesięcy od uruchomienia projektu – a prace już się rozpoczęły.
5. Dokument projektowy nowego modelu organizacji diagnostyki radiologicznej stawia sprawę wprost: korekta wycen bez zmiany logiki systemu ogranicza wydatki, ale nie eliminuje zleceń pozbawionych wartości klinicznej, a każde tego rodzaju zlecenie generuje koszt podwójny: obciąża pacjenta niepotrzebnym ryzykiem zdrowotnym i obciąża system publiczny wydatkiem, który nie przynosi oczekiwanej korzyści klinicznej. Żaden z tych kosztów nie powinien być akceptowalny w systemie ochrony zdrowia, za którym stoi państwo odpowiedzialne za zdrowie swoich obywateli”.
– Przepraszam, że się wtrącę, ale jak „bez przerywania ciągłości diagnostyk” i ma się do wypowiedzi dyrektorów z całej Polski, że muszą znacznie zmniejszać wolumen badań? Rejestr dawek jest potrzebny, ale dziwnym trafem wprowadzacie go jak zabrakło pieniedzy na CT Znacznie bardziej potrzebnych rejestrów reoperacji, zdarzeń czy zakażeń doczekamy się dopiero jak zabraknie pieniedzy na operacje i sterylizację? Reasumując, uwierzyłbym Państwu, jakbyście zaczeli od rejestru, a pozniej cięcie, a nie odwrotnie - odpowiedział na post resortu zdrowia Jakub Kosikowski, rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej. – Przygotujecie Państwo jakiś rejestr na uzasadnienie limitacji wizyt w AOS? – dodał.
– Rejestry reoperacji? Nad tym również pracujemy. Wkrótce podamy szczegóły publicznie. Dziękujemy za zaufanie – odpowiedziało rzecznikowi NIL Ministerstwo Zdrowia.
– Najpierw zabraliście pieniądze, a teraz coś gadacie o 9 filarach. Realny monitoring promieniowania mielibyście w miesiąc gdybyście do każdego TK na NFZ kazali sprawozdawać dawkę promieniowania lub po prostu zaczęlibyście to sami estymować – skomentował tłumaczenie resortu poseł Janusz Cieszyński.
– Czekający pacjenci na badania TC na pewno nie uwierzą, że to dla ich dobra – dodał lekarz Michał Chudzik.
x.com/MZ_GOV_PL

