Dla idei mogę być twarzą zakazu łączenia pracy w sektorach prywatnym i publicznym
– Mogę przygotować ustawę, w której będzie zapisany zakaz łączenia pracy w sektorach prywatnym i publicznym – i to nie z powodu politycznej ambicji, ale z przekonania, że to jedyna droga na poprawę, porządek. Dla dobra pacjentów – mówi w rozmowie z „Menedżerem Zdrowia” Stanisław Karczewski z PiS.
- Politycy z Prawa i Sprawiedliwości oraz partii Razem chcieliby zakazu łączenia pracy w publicznej i prywatnej ochronie zdrowia. Jarosław Kaczyński zgodził się z Adrianem Zandbergiem, a Stanisław Karczewski z Marceliną Zawiszą
- Czy w ogóle nakaz pracy albo w sektorze publicznym, albo w prywatnym jest możliwy (i potrzebny)?
- Komu to się nie spodoba, a kto na tym zyska?
- O tym „Menedżer Zdrowia” rozmawia z byłym marszałkiem Senatu, chirurgiem Stanisławem Karczewskim z Prawa i Sprawiedliwości
- Polityk mówi, że zmiany są konieczne, bo na styku sektorów prywatnego i państwowego jest najwięcej patologii, problemów i niejasności
- Nawiązuje też do swojej wypowiedzi sprzed lat – o pracy dla idei
- 27 kwietnia Przemysław Czarnek, wiceprezes PiS i kandydat tej partii na premiera, zapowiedział powołanie zespołu, który zajmie się przygotowaniem przepisów rozdzielających publiczną ochronę zdrowia od prywatnej. Na jego czele stanie Stanisław Karczewski i była minister zdrowia Katarzyna Sójka
Podczas odbywającej się 24 i 25 października 2025 r. w Katowicach konwencji programowej Prawa i Sprawiedliwości (czyli wydarzenia pod tytułem „Myśląc Polska”, które było początkiem działań zmierzających do stworzenia nowego programu PiS, jaki byłby realizowany po wygranych przez partię wyborach parlamentarnych) mówił pan o oddzieleniu publicznego sektora systemu ochrony zdrowia od prywatnego. Stwierdził pan: „Lekarzu, chcesz pracować w sektorze prywatnym, to pracuj, zarabiaj, rób kasę, ale nie przyjmuj w publicznej służbie zdrowia”. Podtrzymuje pan swoje słowa?
Tak.
Mimo krytyki? Część lekarzy jednoznacznie skrytykowała pana słowa, kiedy je zacytowaliśmy w „Menedżerze Zdrowia”.
Tak. Nawet mimo tego, że kiedy ostatnio rozmawiałem z kolegami (także lekarzami), usłyszałem sugestię, aby wycofać się z tego pomysłu, żeby zastanowić się, czy to jest dobre, także politycznie. Odpowiadałem, że z tego pomysłu nie wycofuję się i nie wycofam. Mogę być nawet jego twarzą, bo wiem, ile patologii jest z tym związanych i że to trzeba uregulować. Mogę przygotować ustawę – i to nie z powodu politycznych ambicji, ale z przekonania, że to droga do poprawy i uporządkowania systemu. Dla dobra pacjentów, dla idei.
Stanisław Karczewski podczas konwencji programowej Prawa i Sprawiedliwości „Myśląc Polska”
Jeśli Prawo i Sprawiedliwość odzyska władzę, to przygotuje pan ustawę, w której zapisany będzie całkowity zakaz łączenia pracy w sektorach prywatnym i publicznym?
Projekt takiej ustawy to pole do dyskusji o uregulowaniu współistnienia systemów prywatnej i publicznej ochrony zdrowia. Musiałby być on szeroko skonsultowany ze środowiskami lekarskimi i organizatorami systemu opieki zdrowotnej. Wierzę, że udałoby się stworzyć taki model pracy lekarskiej w służbie zdrowia, który wreszcie byłby korzystny przede wszystkim dla pacjentów. Powtórzę: dla pacjentów!
Znów byłby pan krytykowany!
Dla idei warto, bo na styku sektorów prywatnego i państwowego jest najwięcej patologii, problemów i niejasności. Z jednej strony ochrona zdrowia publiczna, z drugiej prywatna – nie inaczej. To jest absolutnie do poprawy.
Nic nie mam przeciwko temu, aby funkcjonowały prywatne podmioty lecznicze. Niech ci, którzy mają pieniądze, tam się leczą, ale niech praca w nich nie łączy się z sektorem publicznym, Nie może być styku.
Wielka niesprawiedliwość
Podobnie mówił poseł PiS, były wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński.
– Na styku prywatnej i publicznej ochrony zdrowia występuje najwięcej patologii. Chodzi o sytuacje, w których lekarz, przyjmując w publicznym systemie, prowadzi równolegle prywatny gabinet i kieruje pacjentów do publicznego szpitala z pominięciem kolejki, z własnego gabinetu prywatnego. To jest sytuacja niedopuszczalna i należy z tym walczyć. W uzasadniony sposób budzi to poczucie wielkiej niesprawiedliwości. Płacimy wszyscy składki, a są tacy, którzy dzięki prywatnemu gabinetowi skracają sobie drogę do świadczeń w publicznym systemie – mówił w rozmowie z „Rzeczpospolitą” opublikowanej 19 grudnia 2025 r.
Dlaczego?
Ponieważ potem dochodzi do sytuacji, kiedy lekarz, pracujący na co dzień w publicznym szpitalu, przyjmuje popołudniami pacjentów w gabinecie prywatnym, by kontynuować leczenie w tej pierwszej, państwowej lecznicy. Są cenniki za porady specjalistyczne w prywatnych gabinetach, a ich głównym celem jest hospitalizacja na oddziałach, na których specjaliści pracują w systemie publicznym. Trzeba podjąć radykalne działania – takie, które będą wymierne i namacalne, niezależnie od tego, czy pewnym grupom interesariuszy będą się podobały, czy nie.
Przepraszam, ale na tę opisaną sytuację się nie zgadzam. Tak nie może być. To niedopuszczalne cwaniactwo, które krzywdzi najsłabszych i najbardziej potrzebujących.
W Polsce nie ma żadnych ograniczeń, jest za to wolna amerykanka, która doprowadza do patologii lub na nie pozwala. Jestem pewien, że dojdziemy do konsensusu, który zadowoli pacjentów, bo to oni są najważniejsi – a w tej chwili są marginalizowani w systemie i pozostawieni sami sobie.
Stanisław Karczewski
Czy jeśli zakażemy lekarzom łączenia pracy w sektorze publicznym i prywatnym, to wystarczy nam kadry, by oba te segmenty mogły sprawnie funkcjonować?
Jestem o tym przekonany. Między innymi po to zwiększaliśmy liczbę studentów i otwieraliśmy nowe uczelnie kształcące lekarzy. Przypomnę – pod koniec 2015 r. mieliśmy 184 tys. lekarzy, w 2025 r. to było już ponad 212 tys., liczba uczelni z kierunkami lekarskimi wzrosła, odpowiednio, z 15 do 37. Powiem więcej – nie tylko wystarczy kadr, ale większość lekarzy wybierze system publiczny, ponieważ zarobki są tam coraz wyższe, a warunki rozwoju zdecydowanie lepsze. To realna zasługa rządów Prawa i Sprawiedliwości – ustalenia płacy, dzięki ustawie o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych z 8 czerwca 2017 r. i konsekwentnego dofinansowania systemu. Lekarze dzięki temu zarabiają godnie. Cieszę się z tego. Ale pamiętajmy – to nie pieniądze są najważniejsze.
Lata temu, gdy mówił pan to samo, został przez niektórych wyśmiany.
Jednak podtrzymuję tamte słowa, mimo kpin. Sprawy finansowe są ważne, ale nie najważniejsze. Najistotniejsze jest dobro pacjentów i satysfakcja z pomocy choremu. O to w tym wszystkim chodzi! I tym razem nie jako lekarz, ale polityk z ponad 20-letnim stażem, mówię, że trzeba zrobić wszystko, aby system ochrony zdrowia uregulować i ułatwić pacjentom poruszanie się w nim.
Dla idei, nie dla pieniędzy
Stanisław Karczewski 1 czerwca 2022 r. był gościem w RMF FM.
– Uwielbiam to, co robię. Pracuję dla idei i bardzo ciężko. Większość nocy nie śpię, pracuję w soboty i niedziele – ale nie tylko po to, aby zarabiać, bo to jest poboczny skutek, tylko żeby odciążyć moich kolegów lekarzy. W Polsce jest za mało lekarzy – przyznał Stanisław Karczewski, podkreślając, że nie żałuje pieniędzy lekarzom.
– Jako młody lekarz zarabiałem bardzo słabo. Chodziłem do szpitala za darmo – wszystko po to, aby się nauczyć. Pracowałem dla idei, dla pacjenta. Będę to robił, dopóki starczy mi sił. Uwielbiam swój zawód – jest wspaniały. Nie ma nic piękniejszego od pomocy drugiemu człowiekowi. Lekarze już teraz nieźle zarabiają. To dobry prognostyk na przyszłość – stwierdził.
Przykładem także związanym z kłopotliwym stykiem sektorów jest informatyzacja dokumentacji medycznej w systemie. Nie może być tak, że pacjenci, udając się do gabinetów prywatnych, dostają zalecenia na kartkach, a wracając do publicznej opieki zdrowotnej, proszą jedynie o zrealizowanie tego, co na papierze, często bardzo wybiórczo. Lekarz nie ma dostępu do wcześniejszych badań, nie wie, czy nie zleca powtórnych, nadmiarowych, niepotrzebnych. Każda wizyta, każde świadczenie medyczne powinno być widoczne w centralnym systemie. Dziś z dokumentacją jest samowolka, na której pacjent traci podwójnie: czas i pieniądze. Jeśli między innymi tego nie uporządkujemy, to ile byśmy nie wydawali pieniędzy na opiekę zdrowotną w Polsce, to zawsze będzie brakować.
Czy zaskoczyło pana to, że Prawo i Sprawiedliwość ma sojuszników w tej sprawie w przedstawicielach partii Razem?
Choć światopoglądowo dzieli nas wiele, bywa, że się zgadzamy. Nie tylko w kwestii problemu likwidowania patologii na styku prywatnego i publicznego systemu opieki zdrowotnej, ale także między innymi w kwestii psychiatrii środowiskowej i konieczności zakończenia pilotażu centrów zdrowia psychicznego, a także w koncepcji ujednolicenia organów założycielskich szpitali.
Razem z Razem?
Adrian Zandberg, lider partii Razem, odwiedzając Gorzów Wielkopolski 9 marca 2025 r. jeszcze podczas kampanii wyborczej, mówił podobnie jak politycy z PiS.
– Powinniśmy bardzo dobrze płacić lekarzom, ale także wymagać – ocenił.
– Jeśli państwo daje pieniądze lekarzom w publicznych szpitalach, to powinni poświęcać się pracy na sto procent, a nie być zatrudnionymi na jedną czternastą etatu, a resztę czasu spędzać w prywatnych gabinetach – argumentował.
8 lutego 2026 r. Marcelina Zawisza z partii Razem wystąpiła w Polsat News.
Kiedy mówiono o zbyt dużych wynagrodzeniach niektórych lekarzy, stwierdziła, że politycy boją się podejmować ten temat.
– Uważam jednak, że to trzeba robić – podkreśliła.
– Z jednej strony trzeba uregulować kwestię obowiązku wyboru dla lekarzy – albo prowadzenie prywatnej praktyki, albo praca w publicznym szpitalu – powiedziała posłanka.
Zatem można założyć, że jeśli PiS wygra przyszłoroczne wybory, to w porozumieniu z Razem zakaże łączenia pracy lekarzom?
Prawo i Sprawiedliwość w trakcie budowania powyborczej koalicji rządowej będzie poszukiwało takiego partnera, z którym ma zbieżne poglądy nie tylko w kwestii służby zdrowia. Natomiast jasne jest, że naprawa systemu opieki zdrowotnej musi być priorytetem kolejnego rządu. Wykluczamy jakąkolwiek koalicję z Platformą Obywatelską z wielu różnych powodów, ale jednym z ważnych są ich aktualne działania zmierzające do prywatyzacji służby zdrowia – to zagrożenie nierównym dostępem do świadczeń zdrowotnych. To ostatni moment na zatrzymanie tego niebezpiecznego trendu. Pacjenci muszą być w centrum, muszą być w należyty sposób zaopiekowani w publicznym, sprawnie działającym systemie. Opieka zdrowotna jest przecież zagwarantowana w konstytucji.
27 kwietnia Przemysław Czarnek, wiceprezes PiS i kandydat tej partii na premiera, zapowiedział powołanie zespołu, który zajmie się przygotowaniem przepisów rozdzielających publiczną ochronę zdrowia od prywatnej. Będzie pan – obok byłej minister zdrowia Katarzyny Sójki – szefował zespołowi...
Zgadza się. Gremium już działa i pracuje intensywnie. Dodam – rozdzielenie pracy w publicznej i prywatnej służbie zdrowia jest jednym z wielu postulatów prowadzących do poprawy sytuacji w systemie opieki zdrowotnej, jakie planuje wprowadzić przyszły rząd Prawa i Sprawiedliwości.
Poza tym chcemy zdecydowanie docenić i dofinansować podstawową opiekę zdrowotną, odwrócić piramidę świadczeń zdrowotnych, ujednolicić organy założycielskie szpitali, totalnie zinformatyzować system i postawić na dobrostan Polek i Polaków, skupiając się na profilaktyce.
I bardzo ważne – prywatyzacji służby zdrowia mówimy stanowcze „nie”.
Stanisław Karczewski
Przeczytaj także: „A może rozwiązanie z plusem?”, „Jeden lekarz – jeden etat” i „Zakaz łączenia pracy – sonda”.
Więcej tekstów z cyklu „Lekarzu, wybieraj: albo publicznie, albo prywatnie” po kliknięciu w poniższy baner.
