W ochronie zdrowia grozi nam zapaść ostateczna
W Polsce liczba pielęgniarek w przeliczeniu na tysiąc mieszkańców wynosi 5,9. – Nietrudno zgadnąć, co to oznacza, jeśli w tej materii nic się nie zmieni – w ochronie zdrowia grozi nam zapaść ostateczna – przestrzega Joanna Wicha z Lewicy, przewodnicząca parlamentarnego Zespołu ds. pielęgniarek i położnych, przewodnicząca sejmowej Podkomisji stałej do spraw zdrowia publicznego.
- Na zlecenie „Menedżera Zdrowia” opracowano raport „Pielęgniarki w Polsce i Europie”. Wynika z niego, że w Polsce liczba pielęgniarek w przeliczeniu na tysiąc mieszkańców wynosi 5,9. Co nam grozi, jeśli w tej materii nic się nie zmieni?
- „Menedżer Zdrowia” zapytał o to przewodniczącą parlamentarnego Zespołu ds. pielęgniarek i położnych, przewodniczącą sejmowej Podkomisji stałej do spraw zdrowia publicznego Joannę Wichę z Nowej Lewicy
- Publikujemy kolejny tekst z cyklu „Ostatnie pielęgniarki” – wkrótce opublikujemy też raport w całości
W Polsce liczba pielęgniarek w przeliczeniu na tysiąc mieszkańców wynosi 5,9.
– Nietrudno zgadnąć, co to oznacza, jeśli w tej materii nic się nie zmieni – w ochronie zdrowia grozi nam zapaść ostateczna – przestrzega ekspertka.
– Już teraz trudno powiedzieć, byśmy byli w dobrym miejscu, a jeżeli oprócz pieniędzy na leczenie zabraknie jeszcze pielęgniarek, to sobie nie wyobrażam, jak będziemy funkcjonować, jak zadbamy o nasze bezpieczeństwo zdrowotne. Można mieć dobrze wyposażone szpitale, świetny sprzęt, nowoczesne łóżka, piękne i szerokie korytarze – a mamy coraz więcej nowoczesnych szpitali – ale jeśli nie będzie przy tym łóżku pielęgniarki, to stanie się katastrofa – analizuje posłanka.
Jak do niej nie dopuścić? – Kiedyś, jak dostawałam to pytanie, mówiłam, że muszą być wyższe wynagrodzenia. Dziś je mamy. Pielęgniarki z wyższym wykształceniem i ze specjalizacją wreszcie zarabiają godne i porządne pieniądze – ocenia Joanna Wicha.
Jej zdaniem jeszcze trochę brakuje, jeśli chodzi o szóstą grupę, czyli pielęgniarki po liceach medycznych. Ekspertka uważa, że dysproporcja między zarobkami drugiej a szóstej grupy jest zbyt duża i jest to niesprawiedliwe.
– To ważne, ponieważ 30 proc. pielęgniarek, które mamy na rynku pracy, przekroczyło wiek 60 lat. Czyli pielęgniarki z szóstej grupy, które są w wieku emerytalnym i nadal pracują, w tym momencie ratują system. Jeśli nadal dysproporcja między płacami będzie tak duża, a wynosi dziś 2,5–3 tys. zł, to te panie albo w ogóle zrezygnują z pracy, albo pójdą do mniej ciężkiej i odpowiedzialnej. Tak dorobią sobie do emerytury – stwierdza posłanka Wicha.
Dyrektorzy szpitali nie uznają kwalifikacji posiadanych przez pielęgniarki
Zdaniem Joanny Wichy drugi problem jest taki, że dyrektorzy szpitali – także dlatego, że nie jest to zapisane ustawowo – nie uznają kwalifikacji posiadanych przez pielęgniarki.
– Coraz częściej naginają przepisy, bo nie uznają wykształcenia pielęgniarek i te z wyższym wykształceniem zatrudniają na podstawie umiejętności wymaganych. Czyli w momencie, kiedy do szpitala czy innej placówki medycznej zgłasza się pielęgniarka, która ma wykształcenie ponad te wymagania, to dyrektorzy nie chcą płacić za to, co one potrafią, tylko za to, czego od pielęgniarki oczekują. To zaniżanie wartości świetnie wyszkolonego personelu po to, żeby zaoszczędzić pieniądze, i jest to patologia – podkreśla Joanna Wicha.
Ekspertka dodaje, że jeżeli w ten sposób będziemy traktować młode, wykształcone pielęgniarki w publicznej ochronie zdrowia, to one pójdą do prywatnych gabinetów albo wyjadą za granicę.
– Jeżeli ktoś ciężko studiuje, kończy trudne studia – bo studia pielęgniarskie nie różnią się bardzo wyraźnie od studiów lekarskich – potem jeszcze robi specjalizację, to nie widzę powodu, żeby był zatrudniany na podstawie wymagań, a nie umiejętności i wykształcenia. Jeżeli tego nie zmienimy, to zniechęcimy młode osoby do podejmowania pracy w publicznej ochronie zdrowia i do kształcenia – wskazuje posłanka.
Joanna Wicha zauważa, że w tym momencie mamy prawdziwy boom na kierunkach pielęgniarskich, jest mnóstwo młodych osób, które się kształcą w tym kierunku. Jeśli zadbamy o to, by te osoby wynagradzane były na bazie tego, co potrafią, to one zostaną w systemie i statystyka dotycząca liczby pielęgniarek na tysiąc mieszkańców miałaby szansę się poprawić.
Wynagrodzenia za granicą kuszą
W kontekście emigracji zarobkowej pielęgniarek możemy sobie zadać pytanie, jaki jest poziom zadowolenia z wynagrodzeń w środowisku pielęgniarskim?
– Wcześniej miałam bardzo dużo e-maili, SMS-ów czy telefonów o tym, że zarobki są niegodne, teraz tego nie ma, dlatego mogę przypuszczać, że pielęgniarki są zadowolone. Oczywiście, tak jak powiedziałam, jest jeszcze kwestia tego, czy rzeczywiście dyrektor szpitala lub innej placówki płaci im tyle, ile powinien – zauważa Joanna Wicha.
– Wciąż jednak dostaję e-maile, w których pielęgniarki w wieku przedemerytalnym po liceach medycznych piszą, że nie są zadowolone z pensji. O emeryturze nie wspomnę – moja mnie przeraża. Może lipcowa podwyżka jakoś to zrekompensuje i tę różnicę wyrówna, ale wydaje mi się, że bez podniesienia współczynników to się nie uda i nadal ta różnica będzie znacząca – dodaje posłanka Nowej Lewicy.
Joanna Wicha zauważa, że migracja zarobkowa w ciągu ostatnich lat znacznie spadła. Szacuje się, że w ciągu ostatnich pięciu lat do pracy za granicę wyjechało od 0,6 do 1 proc. wszystkich aktywnych zawodowo pielęgniarek w Polsce. Najczęściej pielęgniarki jadą do Norwegii, Niemiec i Szwajcarii, a także Wielkiej Brytanii. Zarobki tam oferowane wciąż kuszą, mimo wyższych kosztów utrzymania.
– Większy problem jest z podejmowaniem zawodu po studiach. Niewykluczone, że ma to związek z tym, że dyrektorzy szpitali nie chcą przyjmować ,,drogich” pielęgniarek – ocenia Joanna Wicha.
Przeczytaj także: „Do pielęgniarstwa idą osoby po policji, straży pożarnej i kosmetologii” i „Zapaść w ochronie zdrowia. Winne pielęgniarki”.
Więcej tekstów o raporcie „Pielęgniarki w Polsce i Europie. Analiza porównawcza” po kliknięciu w poniższy baner.

