Wszystko, co powinieneś wiedzieć o kontroli pensji
Procedowany projekt nowelizacji ustawy ma pozwolić na zbieranie szczegółowych informacji o zarobkach lekarzy. Choć to o nich mówi się najwięcej, w dokumencie kryją się inne, być może nawet bardziej kontrowersyjne zapisy. Rządzący zyskają wgląd w wypłaty dyrektorów szpitali oraz najliczniejszej grupy zawodowej w systemie – pielęgniarek. A to dopiero początek zmian!
- Wkrótce dane o umowach o pracę i kontrakty przestaną być anonimowe – zmianami powinny się zainteresować zarządzający szpitalami i pielęgniarki
- Czy jest sposób, aby uniknąć kontroli? Co mają do tego spółdzielnie pracownicze?
- Czy dla osiągnięcia celów rzeczywiście konieczne jest rezygnowanie z anonimizacji danych?
Parlamenatrzyści pracują nad rządowym projektem ustawy o zmianie ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz niektórych innych ustaw. To oznacza, że wkrótce przepisy dotyczące wynagrodzeń lekarzy mogą się zmienić.
Obecnie szpitale i przychodnie przekazują do Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT) dane o wynagrodzeniach w formie w pełni zanonimizowanej. Nowe zasady zbiórki danych w publicznej ochronie zdrowia – jeśli wejdą w życie – umożliwią AOTMiT oraz resortowi zdrowia pozyskanie szczegółowych informacji o wysokości zarobków, zarówno z tytułu umów o pracę, jak i umów cywilnoprawnych (kontraktów).
Inaczej rzecz ujmując, zmiana przepisów sprowadza się do tego, że partia kierująca resortem zdrowia zyska bezpośredni wgląd w zarobki medyków opłacane z budżetów publicznych szpitali. Choć o sprawie zrobiło się głośno po aferze (byłego już) radnego miejskiego, lekarza w trakcie specjalizacji, który w 2025 r. zarobił 1,6 mln zł – to nowe zapisy uderzą znacznie szerzej.
Sprawdzanie najliczniejszej grupy zawodowej
Procedowaniu nowelizacji powinny uważnie przyglądać się pielęgniarki.
– Nowelizacja przewiduje możliwość gromadzenia danych obejmujących między innymi numer PESEL, numer prawa wykonywania zawodu, wysokość wynagrodzenia, wymiar czasu pracy, zajmowane stanowisko, posiadane specjalizacje, formę zatrudnienia oraz poziom wykształcenia. Innymi słowy, państwo nie chce jedynie wiedzieć, ile kosztuje funkcjonowanie systemu ochrony zdrowia, ale też, kto konkretnie te koszty generuje. Państwo sprawdzi nie tylko, ile zarabiają pielęgniarki, ale również gdzie pracują, w jakim wymiarze czasu i na jakiej podstawie – precyzuje adwokat Beniamin Kołodziej z Kancelarii Doradczej Rafał Piotr Janiszewski.
Zresztą zmiana nie dotyczy wyłącznie lekarzy i pielęgniarek.
Mecenas Kołodziej wyjaśnia, że w ustawie posłużono się szerokim pojęciem „osób zatrudnionych w podmiocie wykonującym działalność leczniczą”.
Kontrola obejmie także dyrektorów
W praktyce nowymi regulacjami mogą zostać objęci również:
- położne,
- ratownicy medyczni,
- fizjoterapeuci,
- diagności laboratoryjni,
- farmaceuci,
- psychologowie,
- personel administracyjny,
- a nawet kadra zarządzająca.
To oznacza, że urzędnicy w resorcie będą mogli szybko i łatwo sprawdzić, ile zarabia konkretny dyrektor placówki.
– Istotne jest również to, że dane takie podmiot leczniczy będzie zobowiązany przekazywać na każdy wniosek ministra w terminie i w sposób przez niego wskazany. Jednocześnie może tam znaleźć się doprecyzowanie, że dane te mają być przekazane do Narodowego Funduszu Zdrowia lub do AOTMiT – mówi Kołodziej.
Czy da się uniknąć kontroli?
Wojciech Wiśniewski z Polskiego Towarzystwa Gospodarczego w rozmowie z „Rzeczpospolitą” wskazuje na potencjalną lukę prawną, która może pozwolić na uniknięcie ujawniania zarobków.
– Ustawa będzie umożliwiała monitorowanie informacji dotyczących numeru PESEL lub prawa wykonywania zawodu, czyli będzie prowadziła do identyfikacji osób fizycznych. Nie będzie jednak dotyczyć osób prawnych – twierdzi Wiśniewski, wyjaśniając, że chodzi o tzw. spółdzielnie pracy zrzeszające medyków.
– Te podmioty są zakładane między innymi po to, żeby wzmocnić pozycję negocjacyjną z dyrekcjami szpitali – dodaje.
Stroną umowy dotyczącej wykonywania świadczeń może być więc spółdzielnia, a nie każdy medyk z osobna, co zdaniem eksperta wyklucza możliwość ewidencjonowania indywidualnych zarobków.
Do tej tezy sceptycznie odnosi się jednak Beniamin Kołodziej.
– Nie można twierdzić, że spółdzielnie pozostaną poza zakresem nowych regulacji. Zarówno przed nowelizacją, jak i po niej adresatem obowiązków informacyjnych pozostaje bowiem „podmiot wykonujący działalność leczniczą”, a więc pojęcie obejmujące bardzo szeroki katalog uczestników rynku ochrony zdrowia – wyjaśnia „Menedżerowi Zdrowia”.
Po co to wszystko?
Oficjalnym celem zmian są działania analityczne, prognostyczne i kontrolne. Dzięki nowym regulacjom organy państwa mają lepiej poznać rynek pracy w ochronie zdrowia, skuteczniej planować politykę zdrowotną i ściślej kontrolować wydatkowanie środków publicznych.
W praktyce oznacza to przejście od dotychczasowych analiz statystycznych do operowania na rzeczywistych wynagrodzeniach konkretnych grup zawodowych, specjalizacji i modeli organizacyjnych. Może to prowadzić do bardziej szczegółowej oceny kosztów udzielania świadczeń, a w konsekwencji wpływać na proces ich wyceny (taryfikacji).
Koniec z anonimowością – czy to konieczne?
Czy dla osiągnięcia tych celów rzeczywiście konieczne było rezygnowanie z anonimizacji danych?
– Zarówno Ministerstwo Zdrowia, jak i AOTMiT oraz NFZ już wcześniej dysponowały informacjami pozwalającymi analizować koszty funkcjonowania systemu. Nowelizacja znacząco zwiększa jednak stopień identyfikowalności osób, których dane są przetwarzane. W konsekwencji, obok argumentów dotyczących efektywności zarządzania, pojawia się również pytanie o granice centralizacji danych osobowych i o to, czy korzyści płynące z bardziej szczegółowych analiz są proporcjonalne do zakresu informacji gromadzonych przez państwo – podsumowuje ekspert.
Przeczytaj także: „157 zł za godzinę dla lekarza”.

