Dzień dobry
Dołącz do nas w mediach społecznościowych:
Udostępnij

Wyższe cła w – co to dla nas oznacza?

PAP

Od 24 lutego import do USA podlega nowej, 10-procentowej stawce celnej – to decyzja prezydenta Donalda Trumpa po wyroku Sądu Najwyższego, który uchylił poprzednie opłaty. Choć zapowiadał podwyżkę do 15 procent, służby celne zdecydowały o łagodniejszym (ale wciąż niepokojącym) wariancie. Czy pacjenci i branża zdrowotna w Polsce powinni się obawiać?

  • „Menedżer Zdrowia” publikuje ekspercką sondę, w której wypowiedzieli się: Piotr Kuczyński, Michał Byliniak, Marcin Czech, Krzysztof Kopeć, Łukasz Jasiński i Arkadiusz Grądkowski
  • Opinie był różne
  • Część ze specjalisłów uspokajała, część ostrzegała
  • Jeden z ekspertów wprost skomentował, że prezydent Donald Trump, podejmując jednoosobowo decyzje, działa na granicy prawa albo mija się z nim. – Działa destabilizująco na gospodarkę i politykę ogólnoświatową. Dlaczego? To historia oceni – stwierdził

10, 15, 10

Prezydent Donald Trump 20 lutego zapowiadał, że niemal wszystkie towary sprowadzane do USA są obciążone nową, 10-procentową stawką celną. Nowe opłaty to reakcja na wyrok Sądu Najwyższego USA, który uznał poprzednie cła za nielegalne. Dzień później prezydent zmienił zdanie i groził 15-procentową stawką. Ostatecznie od 24 lutego, zgodnie z komunikatem Służby Celnej i Ochrony Granic (U.S. Customs and Border Protection), nowe, 10-procentowe cła zostały nałożone na 150 dni. To maksymalny możliwy czas na jaki pozwala prezydentowi prawo bez zgody Kongresu.

Nieobliczalność i zmiany planów co do stawki celnej wywołują niepewność wokół polityki handlowej na całym świecie. Czy jest zagrożenie, że postępowanie Trumpa wpłynie na polski system ochrony zdrowia w tym firmy farmaceutyczne? O to spytaliśmy ekspertów.

W „Menedżerze Zdrowia” publikujemy komentarze:

  • Piotra Kuczyńskiego, ekonomisty i analityka rynków finansowych firmy Xelion,
  • Michała Byliniaka, dyrektora generalnego Związku Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych INFARMA,
  • prof. Marcina Czecha, byłego wiceministra zdrowia, prezesa Polskiego Towarzystwa Farmakoekonomicznego i eksperta w dziedzinie polityki lekowej,
  • Krzysztofa Kopcia, prezesa Krajowych Producentów Leków,
  • Łukasza Jasińskiego, ekonomisty, adiunkta na Wydziale Ekonomicznym Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, eksperta związanego z Instytutem Edukacji Ekonomicznej im. Ludwiga von Misesa, eksperta do spraw amerykańskiego systemu ochrony zdrowia,
  • Arkadiusza Grądkowskiego, prezesa Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Wyrobów Medycznych POLMED.

Komentarze

Piotr Kuczyński

  • Trump „wymięknie”? – komentarz Piotra Kuczyńskiego, ekonomisty i analityka rynków finansowych firmy Xelion

Przede wszystkim wcale nie jest pewne, że omawiana decyzja prezydenta Donalda Trumpa się utrzyma – najpierw 10 procent na prawie cały import, a potem wzrost do 15 procent. Prezydent stwierdził, że może tak cła podnieść na mocy kolejnego specjalnego prawa, czyli Sekcji 122, które pozwala mu na nałożenie ceł, które może trwać 150 dni. Ostatecznie zdecydować ma Kongres, ponieważ to przecież jedynie on, zgodnie z wyrokiem Sądu Najwyższego z USA z 20 lutego 2026 r., może to robić.

Czytałem już opinie kilku amerykańskich prawników, którzy twierdzą, że tę ostatnią decyzję prezydenta spotka taki sam los jak poprzednią. Mówi się, że ona też jest niezgodna z prawem i sądy będą ją podważały.

Podobnie może być z nowym pomysłem prezydenta, czyli skorzystaniem z prawa z 1962 r. (Sekcja 232 ustawy o ekspansji handlowej). Upoważnia ona prezydenta do nakładania ceł na import, który zagraża bezpieczeństwu narodowemu Stanów Zjednoczonych. Podobno mają to być cła jeszcze wyższe niż proponowane dwa dni wcześniej. Według mnie i ten pomysł polegnie w sądach.

Sekcja 232 – co to?

Sekcja 232 ustawy o ekspansji handlowej z 1962 r. upoważnia prezydenta do nakładania ceł na import, który zagraża bezpieczeństwu narodowemu Stanów Zjednoczonych.

Doskonale wiemy, jak to wygląda z prezydentem Trumpem. Nie bez powodów ukuto obowiązujący na całym świecie akronim TACO, czyli „Trump always chickens out” (Trump zawsze w końcu wymięka). Trzeba odczekać kilka dni i zobaczyć, co się stanie, jak już furia prezydenta opadnie (po wyroku Sądu Najwyższego). Trudno zatem już w tej chwili przymierzać się do ostatecznych ceł.

Gdyby nawet prezydent Trump swoje decyzje podtrzymał, a Kongres je zatwierdził, to nie bardzo wiem, jak miałoby to wpłynąć na polski system ochrony zdrowia, firmy farmaceutyczne związane z naszym krajem i polskich pacjentów. Przed tą decyzją większość leków importowanych z Europy do USA podlegała stawce celnej 15-procentowej. Był to wynik porozumienia handlowego z sierpnia 2025 r., kiedy to Unia Europejska bez walki poddała się decyzjom Donalda Trumpa.

Nie przypuszczam, żeby nowe cła dodały się do tego starego poziomu, żeby tworzyć superstawkę. Gdybym się jednak mylił, to spółki eksportujące do USA będą miały duży problem. Polscy pacjenci będą zachwyceni, bo przecież gdzieś trzeba będzie sprzedać nadmiarową produkcję, która miała iść do USA, a to powinno obniżać ceny w Europie.

Michał Byliniak

  • Europa może wiele stracić – komentarz Michała Byliniaka, dyrektora generalnego Związku Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych INFARMA 

W debacie o cłach łatwo skupić się na handlu i polityce, a stracić z pola widzenia najważniejsze – wpływ na pacjentów i stabilność systemów ochrony zdrowia. Obecnie innowacyjne leki pozostają wyłączone z wprowadzonych i zapowiadanych przez administrację USA ceł importowych. Jednocześnie sama możliwość objęcia leków taryfami handlowymi budzi poważne obawy, ponieważ byłoby to rozwiązanie niekorzystne zarówno dla dostępności terapii, jak i dla rozwoju innowacji medycznych w Europie i w Polsce.

Nałożenie ceł na leki oznaczałoby przede wszystkim ryzyko wzrostu ich kosztów i zakłóceń w łańcuchach dostaw. Produkcja nowoczesnych terapii jest globalna – substancje czynne, komponenty biologiczne czy technologie produkcyjne powstają w wielu krajach jednocześnie. Wprowadzenie barier handlowych mogłoby prowadzić do ograniczenia dostępności niektórych terapii, opóźnień w dostawach oraz wzrostu kosztów funkcjonowania systemu ochrony zdrowia. W przypadku Polski mogłoby to oznaczać dodatkową presję na i tak napięty budżet NFZ oraz potencjalnie wolniejszy dostęp pacjentów do nowoczesnych terapii.
Jeszcze poważniejszym zagrożeniem jest jednak długofalowy wpływ niepewności regulacyjnej na rozwój innowacyjnej branży farmaceutycznej w Europie. Jest to bowiem branża, która szczególnie wymaga stabilnego i przewidywalnego otoczenia gospodarczego. Ciągłe ryzyko zmiany polityki handlowej oraz zapowiedzi nowych ceł mogą ograniczyć skłonność firm do inwestowania w Europie i jeszcze mocniej osłabić konkurencyjność regionu w sektorze life science.

Jest to tym bardziej niekorzystne, że już teraz obserwujemy duży spadek konkurencyjności Europy, który potwierdzają kolejne raporty. Z danych Europejskiej Federacji Przemysłu Farmaceutycznego EFPIA wynika, że w ciągu ostatnich dwóch dekad Europa utraciła 25 procent swojego globalnego udziału w inwestycjach na rzecz innych regionów. Wydatki UE na biznes i rozwój zwiększyły się średnio o 4,4 procent rocznie w latach 2010–2022. W USA wzrost ten wyniósł 5,5 procent, a w Chinach 20,7 procent. Bez zdecydowanych działań wzmacniających konkurencyjność Europa może w kolejnej dekadzie utracić znaczącą część inwestycji w badania kliniczne i rozwój nowych leków.

Dla Polski oznaczałoby to szczególnie niekorzystne konsekwencje. Nasz kraj jest ważnym ośrodkiem badań klinicznych w Europie i na świecie. Spadek liczby badań klinicznych oznaczałby nie tylko utratę inwestycji i miejsc pracy, ale również ograniczenie dostępu pacjentów do najnowocześniejszych terapii jeszcze przed ich wprowadzeniem na rynek.

Ryzyko spadku liczby badań nad nowymi lekami jest szczególnie niepokojące w kontekście zmian demograficznych. Europejskie społeczeństwa szybko się starzeją, a liczba pacjentów dotkniętych chorobami przewlekłymi systematycznie rośnie. Oznacza to coraz większe obciążenie systemów ochrony zdrowia i rosnącą potrzebę nowych, skuteczniejszych terapii.

W tej sytuacji Europa potrzebuje przede wszystkim stabilnego i przewidywalnego środowiska regulacyjnego dla rozwoju innowacji medycznych. Zamiast nowych barier handlowych konieczne są działania wzmacniające konkurencyjność europejskiego sektora life science oraz zachęcające do inwestycji w badania i rozwój. Tylko w ten sposób możliwe będzie zapewnienie pacjentom dostępu do nowoczesnych terapii i utrzymanie długoterminowej stabilności systemów ochrony zdrowia – również w Polsce.

Marcin Czech

  • Donald Trump destabilizuje. Dlaczego? Historia oceni – komentarz prof. Marcina Czecha, byłego wiceministra zdrowia, prezesa Polskiego Towarzystwa Farmakoekonomicznego i eksperta w dziedzinie polityki lekowej

Prezydent Donald Trump, podejmując jednoosobowo decyzje, działa na granicy prawa albo mija się z nim. Działa destabilizująco na gospodarkę i politykę ogólnoświatową. Dlaczego? To historia oceni. Wydaje się, że nieobliczalność prezydenta nie doprowadzi do – zapowiadanej przez niego – wielkości USA.

Część polskiego przemysłu farmaceutycznego (tego działającego w Polsce) ma interesy w USA. Co sugerowałbym szefom tych firm? Aby spokojnie poczekali, dowiedzieli się, czy te 15-procentowe cła są ostatecznie legalne, czy prezydent Trump nie zmieni zdania.

Polska na szczęście funkcjonuje w Unii Europejskiej, w strukturach europejskich. Jesteśmy trochę „schowani” za UE. Nie panikowałbym. Polski system ochrony zdrowia ma dużo ważniejszych wyzwań niż szalejący prezydent USA.

Krzysztof Kopeć

  • Wyższe niż przewidywano – komentarz Krzysztofa Kopcia, prezesa Krajowych Producentów Leków 

Prezydent USA Donald Trump ogłosił 21 lutego, że podniesie cła do 15 procent ad valorem na podstawie nowej podstawy prawnej, tzw. Sekcji 122 (Section 122 of the Trade Act of 1974). Pomimo tego ogłoszenia nie wydano jeszcze oficjalnego dokumentu, który uczyniłby tę nową taryfę prawnie skuteczną.

Sekcja 122 – co to?

Sekcja 122 to przepis amerykańskiej ustawy o handlu z 1974 r. (Trade Act of 1974), które dają prezydentowi USA specjalne uprawnienia do nakładania tymczasowych ograniczeń importowych w sytuacjach kryzysowych. 

23 lutego amerykańska Służba Celna i Ochrony Granic wydała komunikat, w którym poinformowała, że rozpocznie pobieranie 10-procentowych ceł od północy czasu wschodniego 24 lutego 2026 r., zgodnie z zarządzeniem wykonawczym. Taryfy te pozostaną w mocy do 24 lipca, co jest maksymalnym okresem dozwolonym na mocy Sekcji 122.

Według doniesień amerykańskich mediów administracja wciąż pracuje nad wdrożeniem 15-procentowych taryf. Jeśli wprowadzono by 15-procentowe cło ad valorem (od wartości), w praktyce oznaczałoby to, że nasze eksporty do USA będą musiały być obciążane wyższymi cłami niż przewidziane we Wspólnym Porozumieniu Ramowym UE–USA (obecnie mamy 15-procentowe cło włącznie, podczas gdy nowe 15-procentowe cło zostanie dodane ponad stawkę MFN).

Stawka MFN – co to?

Stawka MFN (most-favoured-nation tariff, czyli stawka klauzuli najwyższego uprzywilejowania) to standardowa, podstawowa stawka celna, jaką państwo stosuje przy imporcie towarów z innych krajów.

W kontekście pozostałej niepewności dotyczącej przyszłości porozumienia UE–USA Międzynarodowa Komisja Handlu Parlamentu Europejskiego podjęła 23 lutego decyzję o zawieszeniu prac nad dwiema propozycjami legislacyjnymi, które miałyby wdrożyć porozumienie po stronie Unii Europejskiej poprzez zapewnienie lepszego dostępu do rynku eksportu amerykańskich produktów przemysłowych i rolno-spożywczych.

Jeśli chodzi o Polskę, nasz eksport leków do USA jest nieznaczny. Natomiast handel lekami z USA do Polski jest duży. To nasz największy partner – zaraz po Niemczech. Import z USA stanowi prawie 13 procent całej wartości sprowadzanych leków i wynosi około 1,6 mld euro.

Łukasz Jasiński

  • Cła, wyroby medyczne i wolny handel – komentarz Łukasza Jasińskiego, ekonomisty, adiunkta na Wydziale Ekonomicznym Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, eksperta związanego z Instytutem Edukacji Ekonomicznej im. Ludwiga von Misesa, specjalisty do spraw amerykańskiego systemu ochrony zdrowia, autora książki „Agonia. Co państwo zrobiło z amerykańską opieką zdrowotną?”

W przypadku propozycji podnoszenia ceł na wybrane towary zawsze warto powtarzać, że wbrew obiegowym opiniom koszt takich decyzji spada głównie na gospodarkę czy obywateli kraju, który je wprowadza. Polscy eksporterzy nie będą płacić wyższych ceł, zasilających budżet federalny – zapłacą je Amerykanie w postaci wyższych cen i mniejszej dostępności dóbr. Wyższe ceny negatywnie, chociaż nierównomiernie, wpływają na inne części gospodarki USA. Jeśli Amerykanie będą musieli płacić więcej za importowane produkty, to zostanie im mniej środków na produkty krajowe. Owszem, niektóre branże czy sektory mogą zyskać, ale kosztem pozostałych, a to nie jest kreowanie wartości dodanej.

Zaznaczmy, że sam bilans handlowy pomiędzy poszczególnymi krajami nie jest aż tak ważny. To, że występuje deficyt czy nadwyżka handlowa, nie ma aż takiego znaczenia. Bardziej liczy się tu skala i rozwój wymiany handlowej, co wpływa pozytywnie na podział i specjalizację pracy w globalnej gospodarce. Jeśli chcemy sukcesów naszych przedsiębiorstw za granicą, to akceptujmy także działalność zagranicznych firm na naszych własnym podwórku. W tym kontekście, bardziej istotny jest import, a nie eksport, gdyż dzięki niemu mamy dostęp do wielu dóbr i usług, których nie da się wytworzyć w Polsce. Można stwierdzić, że eksport jest zapłatą za import. Sam deficyt handlowy – nawet jeśli rośnie – nie oznacza nic złego. Jako konsument mam ujemny deficyt handlowy z siecią sklepów Biedronka. Co tydzień coś od nich kupuję, ale bez wzajemności. Absurdem byłoby stwierdzenie, że jest to niepożądany stan rzeczy. Kwestia ta dotyczy także wyrobów medycznych.

Mimo tego nie można zapominać, że każde wprowadzenie i podwyższenie ceł przez USA jest pewnym utrudnieniem dla zagranicznych producentów, gdyż sztucznie podwyższa ceny ich produktów. Działania takie mogą też wspierać krajowych (amerykańskich) konkurentów kosztem zagranicznych. I niewątpliwie traci na tym konsument.

Co do wpływu takich decyzji na polski system ochrony zdrowia, branżę farmaceutyczną czy producentów sprzętu medycznego, to trudno mówić o realizacji jakiegoś skrajnie negatywnego scenariusza. Po pierwsze, polski eksport do USA stanowi około 3,2 procent całkowitego eksportu. W 2024 r. prawie połowę tego eksportu stanowiły maszyny i urządzenia mechaniczne. Przyrządy i aparatura (w tym również ta medyczna), to 10,9 procent (dane PKO BP). Należy także pamiętać, że cła dotyczą towarów, a nie usług. W związku z tym bardziej skupiłbym się na analizie konkretnych producentów. Wyroby polskich firm cieszą się w USA rosnącym zainteresowaniem, są więc odpowiednio konkurencyjne na tym wymagającym rynku. Należy zwrócić uwagę, że USA wydają najwięcej na opiekę zdrowotną – według danych Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (Organisation for Economic Co-operation and Development – OECD) w 2024 r. było to około 17,2 procent PKB. Średnia dla krajów OECD to „tylko” 9,3 procent PKB. Warto mieć także na uwadze, że amerykański system opieki zdrowotnej jest bardzo kosztowny, zwłaszcza dla pacjentów i podatników, a podwyższanie ceł na wyroby medyczne nie poprawi jego sytuacji.

Twierdzę, że dla polskich producentów, eksporterów jak Medicalgorithmics, Ryvu Therapeutics czy Medinice zdecydowanie większym wyzwaniem jest spełnienie rygorystycznych (i szkodliwych ekonomicznie) wymagań amerykańskiej Agencji do spraw Żywności i Leków (Food and Drug Administration – FDA) niż (kolejne już) zapowiedzi wyższych ceł.

Ponadto takie zapowiedzi często służyły bardziej jako element negocjacyjny w polityce zagranicznej USA niż realne narzędzie do odbudowy amerykańskiego przemysłu (widzieliśmy to już w marcu i kwietniu 2025 r.).

Dodatkowo, w listopadzie tego roku odbędą się w USA wybory uzupełniające (midterm elections), a na gospodarkę (i zadowolenie wyborców) lepiej wpływa mniej regulacji handlu międzynarodowego. Podsumowując, potencjalny (negatywny) wpływ ceł będzie dotyczył wybranych polskich producentów, ale nie przełoży się negatywnie na polski system opieki zdrowotnej. Żeby tak się stało, polskie władze musiałyby odpowiedzieć własnymi cłami na towary importowane z USA.

Arkadiusz Grądkowski

  • Nakładanie ceł nie jest wyłącznie kwestią handlową – komentarz Arkadiusza Grądkowskiego, prezesa Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Wyrobów Medycznych POLMED

Sąd Najwyższy w USA stwierdził, że nałożenie w ubiegłym roku ceł przez prezydenta Donalda Trumpa było bezprawne. Międzynarodowa dyskusja na temat ceł była burzliwa, odbyła się w 2025 r. i zakończyła podpisaniem licznych porozumień. Obecnie Donald Trump zapowiada, że nie wycofa się ze swoich decyzji.

Nakładanie wysokich ceł przez prezydenta USA na import towarów do Stanów Zjednoczonych nie jest wyłącznie kwestią handlową, w przypadku sektora wyrobów medycznych ma ona bezpośrednie przełożenie na bezpieczeństwo zdrowotne pacjentów.

Branża medtech działa, stosując globalne łańcuchy dostaw. Komponenty, podzespoły i materiały do produkcji sprzętu medycznego często wielokrotnie przekraczają granice, zanim trafią do szpitala czy laboratorium. Podwyższenie ceł w USA oznacza wzrost kosztów w jednym z kluczowych ogniw światowego rynku. W praktyce może to prowadzić do podwyżek cen, większej niepewności kontraktowej oraz wydłużenia terminów dostaw – także w Europie.

Dla polskiego systemu ochrony zdrowia oznacza to przede wszystkim ryzyko presji kosztowej w przetargach publicznych oraz potencjalne napięcia w dostępności niektórych kategorii wyrobów, szczególnie sprzętu diagnostycznego, materiałów jednorazowych i komponentów do urządzeń wysokospecjalistycznych. Szpitale funkcjonują w warunkach ograniczonych budżetów, dlatego każda globalna destabilizacja handlu może mieć lokalne skutki finansowe.

Jeśli chodzi o firmy związane z Polską, zarówno producentów, jak i dystrybutorów, podwyższone cła w USA mogą oznaczać wzrost kosztów eksportu, konieczność renegocjacji kontraktów oraz większą nieprzewidywalność planowania inwestycji. Nawet przedsiębiorstwa, które nie eksportują bezpośrednio do Stanów Zjednoczonych, mogą odczuć skutki pośrednie, ponieważ są częścią europejskich i globalnych łańcuchów dostaw.

Z perspektywy branży ważne jest, aby wyroby medyczne były traktowane w sposób szczególny i pozostawały poza sporami taryfowymi. Mówimy o produktach, które nie są zwykłym towarem konsumpcyjnym, od ich dostępności zależy ciągłość terapii, diagnostyki i bezpieczeństwo pacjentów. Stabilne i przewidywalne warunki handlowe w relacjach UE i USA leżą zatem w interesie zarówno producentów, jak i systemów ochrony zdrowia po obu stronach Atlantyku.

Przeczytaj także: „Lewica wie, jak zwiększyć finansowanie zdrowia”.

Menedzer Zdrowia linkedin

Źródło:
Menedżer Zdrowia/Piotr Kuczyński, Michał Byliniak, Marcin Czech, Krzysztof Kopeć, Łukasz Jasiński i Arkadiusz Grądkowski
Działy: Aktualności w Menedżer Zdrowia Tylko w „Menedżerze Zdrowia” Aktualności
Tagi: Donald Trump cło cła Piotr Kuczyński  Michał Byliniak  Marcin Czech  Krzysztof Kopeć  Łukasz Jasiński  Arkadiusz Grądkowski USA polityka lekowa pacjent pacjenci farmacja branże farmaceutyczna lek leki finanse pieniądze polityka