Za skutki problemu alkoholowego płacimy wszyscy
– Na argument, że wprowadzenie zakazu sprzedaży alkoholu na stacjach paliw czy nocna prohibicja w kraju jest zabieraniem wolności ludziom, odpowiadam, że dzieci czy niepijące dorosłe osoby też mają prawo do wolności. Do tego, żeby żyć w spokojnej, normalnej rodzinie, bez przemocy spowodowanej alkoholem – mówi „Menedżerowi Zdrowia” posłanka Lewicy Joanna Wicha.
- 23 stycznia 2026 r. odbędzie się pierwsze czytanie poselskich projektów ustawy o zmianie ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi oraz ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych
- Pod obrady nie trafi tego dnia projekt rządowy, co zdaniem posłanki Lewicy Joanny Wichy jest sporym niedopatrzeniem i może spowodować wydłużenie procedowania ustawy
- W ocenie Joanny Wichy najbardziej spornymi punktami, które pojawiają się w projektach ustaw antyalkoholowych są: zakaz sprzedaży alkoholu na stacjach paliw – całodobowy bądź nocny oraz wprowadzenie nocnej prohibicji w całej Polsce versus pozostawienie tej decyzji gestii samorządów
- Posłanka wskazuje, że zastosowanie całkowitego zakazu nocnej sprzedaży alkoholu może poprawić bezpieczeństwo i pomóc w rozwiązaniu różnych problemów społecznych, co ma silne umocowanie w statystykach. Podała przykład Krakowa, w którym po wprowadzeniu nocnej prohibicji liczba interwencji policji spadła o 50 proc., a straży miejskiej o 30 proc
- Roczne koszty społeczno-ekonomiczne dotyczące negatywnych skutków nadmiernego spożycia alkoholu szacuje się na ok. 180 mld zł. – My, obywatele, podatnicy jesteśmy w związku z tym na ogromnym minusie – wskazuje Joanna Wicha, tłumacząc, że zaostrzenie ustawy antyalkoholowej będzie dla państwa bardzo opłacalne
Koalicyjny Klub Parlamentarny Lewicy pod koniec września 2025 r. złożył projekt ustawy ograniczającej dostęp do alkoholu i przeciwdziałającej jego promocji – pisaliśmy o tym w tekście „Rozmawiamy o wódzie, a nie o polityce”. Przewiduje on między innymi całkowity zakaz reklamy i promocji wszystkich napojów alkoholowych, w tym piwa, zakaz sprzedaży alkoholu na stacjach paliw, w zakładach leczniczych oraz w sklepach w całym kraju od godz. 22 do godz. 6 (z możliwością wydłużenia tego czasu przez gminę od godz. 21 do godz. 9), wprowadzenie obowiązku weryfikacji wieku przy zakupie; zakaz sprzedaży alkoholu poniżej sumy podatku akcyzowego i VAT, uregulowanie sprzedaży internetowej – wyłącznie z odbiorem osobistym po okazaniu dokumentu tożsamości.
„Menedżer zdrowia” rozmawia o zmianach, które ma wprowadzić ustawa, z Joanną Wichą, posłanką na Sejm z Koalicyjnego Klubu Parlamentarnego Lewicy, przewodniczącą Podkomisji stałej do spraw zdrowia publicznego, wiceprzewodniczącą Komisji Zdrowia.
Od czasu zgłoszenia do Sejmu przez Lewicę projektu ustawy o zmianie ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi mijają dokładnie cztery miesiące. Czy jest pani zadowolona z tempa przeprowadzania procedur legislacyjnych?
Tak, jest naprawdę dobre. Projekt sprawnie przeszedł przez konsultacje społeczne, otrzymaliśmy w terminie notyfikację z Unii Europejskiej oraz opinię z Rządowego Centrum Legislacji. Niepokoi mnie jedynie to, że na stole są trzy propozycje zmian tej ustawy – nasz, Polski 2050 oraz rządowy. Tymczasem podczas posiedzenia rozpatrywane będą tylko dwa projekty poselskie.
Procedowane są dwa projekty dotyczące alkoholu:
- Poselski projektu ustawy o zmianie ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi oraz ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych (druk nr 2007) – więcej o projekcie Lewicy na stronie internetowej: www.sejm.gov.pl/2007.
- Poselskiego projektu ustawy o zmianie ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi oraz ustawy o radiofonii i telewizji (druk nr 2010) – więcej o propozycjie Polski 2050 na stronie internetowej: www.sejm.gov.pl/2010.
Dlaczego nie ma projektu rządowego?
Przyznam, że nie bardzo to rozumiem, ponieważ podczas ostatniego posiedzenia Komisji Zdrowia wiceminister Katarzyna Kęcka powiedziała, że dokument rządowy jest gotowy i wszystkie formalności są dopięte. Gdyby w Sejmie pojawiły się jednocześnie wszystkie trzy projekty, najłatwiej byłoby nam wybrać z nich najważniejsze zagadnienia i skompilować w jeden dokument. Moglibyśmy się z różnymi punktami zgadzać bądź nie, nanosić poprawki, ale procedowalibyśmy jeden wiodący dokument. A tak, nawet jeżeli z Polską 2050 pójdziemy na kompromis i przygotujemy wspólne stanowisko, to jeśli projekt rządowy wejdzie pod obrady osobno, droga legislacyjna się wydłuży.
Obawiam się, że może być podobnie jak z naszą ustawą schronową, która w oczekiwaniu na główną rządową ustawę o obronie cywilnej utknęła w różnych ministerstwach. A wystarczyło zaczerpnąć z niej dane dotyczące definicji schronów czy miejsc ukrycia, co przyspieszyłoby procedowanie.
Z mojego punktu widzenia najlepiej byłoby zająć się jednocześnie wszystkimi trzema projektami. Ale najważniejsze, że prace nad wspólną wersją postępują.
Czym różnią się projekty ustaw? Jakie punkty mogą wywołać największe spory?
Projekt Polski 2050 i nasz różnią się podpunktem dotyczącym sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych. My optujemy za całkowitym zakazem, w projekcie Polski 2050 mowa jedynie o ograniczeniu sprzedaży do godzin nocnych. Natomiast w projekcie rządowym początkowo nie było żadnego zapisu dotyczącego stacji benzynowych ale ku mojej wielkiej radości Ministerstwo Zdrowia niedawno wprowadziło jednak zmianę w tym zakresie, również uznając, że zakaz powinien być całkowity. Pozostanie nam więc jedynie przekonanie Polski 2050 do rozszerzenia tego obostrzenia. W mojej ocenie ograniczenie sprzedaży na stacjach paliw do godzin nocnych nie ma większego sensu, ponieważ konsumpcja napojów wyskokowych jest równie szkodliwa o każdej porze dnia i nocy - 40 proc. kierowców przyznało się, że prowadziło pojazd po spożyciu alkoholu kupionego na stacji benzynowej. Będziemy więc dyskutować i przekonywać posłów do zaaprobowania naszej propozycji.
Drugim spornym podpunktem jest pozostawienie w wersji rządowej zakazu sprzedaży nocnej alkoholu w gestii samorządów. W naszym projekcie optujemy za nocną ciszą alkoholową w całej Polsce, choć daliśmy samorządom możliwość dostosowania jej godzin do lokalnych warunków. Na przykład są miasta, w których najwięcej „małpek” jest sprzedawanych rano, kiedy ludzie idą do pracy, w innych sprzedaż alkoholu wzrasta w innym czasie. Zakaz mógłby więc obowiązywać albo od godz. 22 do godz. 6, albo godz. 21 do godz. 9, albo godz. 20 do godz. 10. Tego rozszerzenia nie ma także w projekcie Polski 2050.
Ugrupowanie to chce z kolei wprowadzić całkowity zakaz reklamy napojów bezalkoholowych, czego nie ma w naszej ustawie, ale przyznaję, że wysłuchałam uważnie argumentów Polski 2050, jakie padły podczas dyskusji na posiedzeniu Komisji Zdrowia, i zgadzam się z nimi. To prawda, że już samo pojawianie się w przestrzeni medialnej butelek z piwem, pokazywanie marki danego piwa, nawet jeśli jest bezalkoholowe, jest przecież reklamą marki, która produkuje również napoje z procentami. W reklamie pada określenie „bezalkoholowe”, a więc już w nazwie mamy słowo „alkohol”, co w połączeniu z beztroską muzyką, obrazami dobrej zabawy czy wakacyjnej wolności utrwala w świadomości młodych ludzi szkodliwe skojarzenie.
Przychylę się więc do propozycji całkowitego zakazu reklamy napojów bezalkoholowych i mam nadzieję, że także ten podpunkt uda się wspólnie dopracować.
Procedowanie trzech projektów ustaw ograniczających reklamę i dostęp do alkoholu zapoczątkowało ogólnopolską dyskusję dotyczącą problemu alkoholowego w naszym kraju. Jakie zmiany wprowadzone w ostatnich miesiącach uważa pani za szczególnie cenne?
Dużym echem odbiło się wprowadzenie zakazu sprzedaży alkoholu w budynkach sejmowych. Przykład idzie z góry. I bardzo mnie cieszy, że ponad 80 proc. Polaków poparło tę zmianę, bo to znaczy, że świadomość społeczna problemu rośnie.
Zaczęły pojawiać się, i to dosłownie jak grzyby po deszczu, gminy zakazujące sprzedaży nocnej alkoholu. Świadczy to o tym, że nasze argumenty, że nocna prohibicja pomoże rozwiązywać różne problemy społeczne, takie jak przemoc w rodzinach, rozboje na ulicach, długie oczekiwanie na SOR-ach, w których lekarze są zajęci udzielaniem pomocy pijanym, docierają do włodarzy gmin. Z uwagą obserwuję wprowadzanie nocnego zakazu sprzedaży alkoholu w gminach podwarszawskich, takich jak Radzymin, Kobyłka, Piaseczno, Legionowo. Nie zniechęciły się na szczęście niechlubnym przykładem Warszawy, która dopiero po sporej awanturze zarządziła nocną prohibicję na razie pilotażowo. Mam nadzieję, że to tylko pierwsza jaskółka, a zakaz zostanie wprowadzony w całym mieście.
Nasza narracja dotycząca nocnej prohibicji ma silne umocowanie w statystykach. Wystarczy spojrzeć na Kraków, który wprowadził zakaz sprzedaży nocnej alkoholu w 2023 r. Dzięki tej decyzji liczba interwencji policji spadła o 50 proc., a straży miejskiej o 30 proc. Nie sprawdziły się też czarne scenariusze przewidujące wzrost aktywności w szarej strefie. Nadal są miejsca w Polsce, gdzie pędzi się bimber w domach, ale statystycznie wcale nie jest ich więcej w miastach, w których obowiązuje nocna prohibicja. Nikomu się to nie opłaca i nikt nie chce ryzykować.
Podkreślała pani wielokrotnie, że zaostrzenie zmian w ustawie antyalkoholowej jest dla pani szczególnie ważne także z pobudek osobistych…
Tak, w mojej rodzinie pojawił się problem przemocy związanej z alkoholem i mówię o tym głośno. Ale ten temat jest dla mnie ważny nie tylko osobiście, ale słuszny z wielu powodów. Moja szczerość wzbudza skrajnie odmienne reakcje. Spotyka mnie ogromny hejt, a pod moimi postami w mediach społecznościowych pojawia się mnóstwo negatywnych komentarzy. Czytam, że coś mi się odkleiło w głowie, skoro chcę zakazywać sprzedaży alkoholu, że jeśli ktoś jest mądry, to sam wie, kiedy przestać pić. Na szczęście więcej otrzymuję wiadomości, w których ludzie gratulują mi odwagi. Podoba im się otwarte poruszanie tematu przez lata w Polsce zamiatanego pod dywan. Wiele osób zwierza się ze swoich dramatycznych doświadczeń z domów rodzinnych, gdzie pił ojciec lub matka, dzieci były porzucane, bite, głodzone.
Z danych statystycznych wynika, że trzy czwarte Polaków zetknęło się w rodzinie z problemem alkoholowym. Ale mało kto się do tego przyznaje. Ludzie uważają, że mówienie o tym, że wychowali się w rodzinie, w której bliscy pili, gdzie była przemoc, jest powodem do wstydu. Piętnuje ich i rzuca na nich złe światło. Oczywiście, że takie doświadczenie niewątpliwie wpływa na rozwój psychospołeczny danej osoby, zostaje w człowieku na całe życie. Ale nie dzieci czy dorośli wychowani w tak trudnych warunkach powinni się wstydzić i chować po kątach, prawda?
Gdy ktoś więc mi mówi, że wprowadzenie zakazu sprzedaży alkoholu na stacjach paliw czy nocna prohibicja w kraju jest zabieraniem wolności ludziom, którzy mają prawo kupować legalny trunek gdzie chcą i kiedy chcą, to odpowiadam, że dzieci czy dorosłe osoby wolne od nałogu też mają prawo do wolności. Do tego, żeby żyć w spokojnej, normalnej rodzinie, bez przemocy spowodowanej alkoholem.
A jeśli już do kogoś nie dociera aspekt czysto ludzki, emocjonalny i psychologiczny, to może przemówi argument ekonomiczny i społeczny: przecież my wszyscy dokładamy się do leczenia alkoholizmu z własnej kieszeni. Państwo wykłada ogromne kwoty na niwelowanie skutków społecznych alkoholizmu. Pada czasami zarzut, że niższa sprzedaż alkoholu oznacza mniej wpływów do kasy państwa. Ale jest to argument kompletnie nietrafiony. Państwo wydało ok. 189 mld zł w 2023 r. na leczenie skutków nadużywania alkoholu. W tym samym czasie wpływy z akcyzy wyniosły 14,2 mld zł. Różnicę musiało dopłacić państwo.
Policzmy więc dobrze. My, obywatele, podatnicy jesteśmy w związku z tym na ogromnym minusie. Dokładamy znacznie więcej niż dostajemy z akcyzy. Jeśli więc minister finansów przejrzy uważnie arkusze kalkulacyjne, to powinien zobaczyć, że zaostrzenie ustawy antyalkoholowej po prostu zwyczajnie się opłaca.
W Polsce jest od 600 tys. do 800 tys. osób uzależnionych od alkoholu, a około 3 mln pije nadmiernie i szkodliwie. Według Światowej Organizacji Zdrowia, alkohol znajduje się na drugim miejscu w Europie wśród najistotniejszych czynników ryzyka dla zdrowia populacji. Szacuje się, że od 2 do 4 proc. wszystkich przypadków nowotworów spowodowanych jest pośrednio lub bezpośrednio przez alkohol. Jego regularne picie zwiększa ryzyko wystąpienia raka jamy ustnej, gardła, przełyku, krtani, wątroby i piersi u kobiet.
Przeczytaj także: „Uzależnienia a kryzys zdrowia psychicznego – wyzwania dla państwa i społeczeństwa”, „SOR(ry), ale pijanych nie powinniśmy leczyć”, „Rozmawiamy o wódzie, a nie o polityce”, „Czy Polak pić musi?”, „Po co nam nocna prohibicja?”, „Trzeźwi po godz. 22”, „Czy Polacy chcą nocnej prohibicji?”, „Zakaz sprzedaży alkoholu – sonda”, „Ile pije Polak”, „Prezydenckie weto”, „Alkowyliczanka”, „Alkoprzyzwolenie”, „ Nałogi najdroższe” i „Alkohol – ojciec polskich chorób”.
