Wyślij
Udostępnij:
 
 
Zmiany w szpitalnych oddziałach ratunkowych
Źródło: Ministerstwo Zdrowia
Autor: Krystian Lurka |Data: 01.07.2019
 
 
Od poniedziałku (1 lipca) obowiązuje rozporządzenie ministra zdrowia wprowadzające zmiany w zasadach zarządzania szpitalnymi oddziałami ratunkowymi i wprowadzenie ujednoliconego systemu segregacji medycznej przy wykorzystaniu narzędzia TOPSOR.
Co wynika z rozporządzenia? Między innymi to, że:
- do szpitalnego oddziału ratunkowego będą przyjmowani pacjenci zgłaszający się samodzielnie, przywiezieni przez zespoły ratownictwa medycznego, jednostki współpracujące z systemem, zespoły wyjazdowe w ramach zabezpieczenia imprez masowych, a także przywiezieni przez zespoły w ramach działań poszukiwawczo-ratowniczych oraz zespoły transportu sanitarnego na podstawie zlecenia lekarza, w ramach udzielania świadczeń opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych,
- system TOPSOR będzie mierzyć czas dla każdego pacjenta oddzielnie, prognozować czas oczekiwania, analizować parametry medyczne i przydzielać do odpowiednich kategorii. Poszczególne kolory przydzielane pacjentom oznaczać będą stopień pilności oczekiwania na wizytę lekarską,
- osoby oczekujące w SOR będą pozostawały pod nadzorem personelu odpowiedzialnego za segregację medyczną, a w razie konieczności poddawane ponownej ocenie stanu klinicznego, nie rzadziej jednak niż co 1,5 godziny.

Jeśli chcesz ściągnąć rozporządzenie, kliknij w: "Rozporządzenie ministra zdrowia z 27 czerwca 2019  r. w sprawie szpitalnego oddziału ratunkowego"

Kiedyś nadużywano pogotowia, a dziś szpitalnych oddziałów ratunkowych
Eksperci przy rzeczniku praw obywatelskich twierdzą, że nawet 77 proc. pacjentów nie powinno trafić na SOR. Czy to hipochondrycy? - Nie, po prostu tak działa system naczyń połączonych: podstawowa opieka zdrowotna, ambulatoryjna opieka specjalistyczna, pogotowie ratunkowe i szpitalne oddziały ratunkowe. Problemy w tym układzie były zawsze, tylko że kiedyś nadużywano pogotowia, a dziś SOR - odpowiada Marek Balicki, były minister zdrowia.

- Kiedyś nadużywano raczej pogotowia. Ludzie wzywali karetkę do chorego na anginę do domu. Dziś pogotowie jest lepiej zorganizowane, dyspozytorzy lepiej przygotowani do oceny sytuacji, a za nadużycie grozi mandat - wyjaśnia Balicki w rozmowie z "Krytyką Polityczną".

- Karetki nie wzywamy na darmo, bo szkoda nam tych paru stów, rozumiem. I co wtedy? - pyta "Krytyka Polityczna".

- POZ kończy pracę o 18. Potem działa opieka nocna i świąteczna, ale rozsądny człowiek, który ma jakiś poważny problem wymagający interwencji w środku nocy, woli od razu pojechać do szpitala niż tam, gdzie dostępna jest głównie pieczątka i słuchawka. I w nocy zazwyczaj stąd te tłumy, z kolei za dnia to często konsekwencja długości kolejek do specjalistów. Jeśli chcemy mieć szybko zrobione USG i nie stać nas na wizytę prywatną, to lepiej przemęczyć się 12 godzin, niż czekać kilka tygodni albo i miesięcy - wyjaśnia Balicki i odpowiada na pytanie, co z tym zrobić i jak naprawić system.

- W Danii działa system POZ, w którym lekarz rodzinny pracuje zwyczajne 8 godzin. Tworzy się jednak rejony dyżurów liczące po około dwadzieścia tysięcy mieszkańców, z ośmioma lekarzami na rejon. Wtedy każdy lekarz rodzinny ma dyżur 3–4 razy w miesiącu i przez noc jest pod telefonem. Udziela porad telefonicznych, w razie wątpliwości może przyjechać albo od razu wezwać karetkę pogotowia, jeśli na podstawie otrzymanych informacji podejrzewa np. udar. Jeśliby powstał u nas taki system, dał poczucie bezpieczeństwa i umożliwił lekarzowi wizytę domową i ocenę problemu – to nie mielibyśmy po co jeździć na SOR - tłumaczy były minister zdrowia.

Przeczytaj także: "Balicki: Kiedyś nadużywano pogotowia, a dziś szpitalnych oddziałów ratunkowych".
 
© 2019 Termedia Sp. z o.o. All rights reserved.
Developed by Bentus.
PayU - płatności internetowe