Dzień dobry
Dołącz do nas w mediach społecznościowych:
Udostępnij
Autor: Krzysztof Bukiel

Znudzeni dobrobytem

PAP/Rafał Guz

– Trzeba powiedzieć wyraźnie: w ochronie zdrowia mamy obecnie bezprecedensowy dobrobyt, który można zmierzyć liczbą wykonywanych świadczeń – komentuje w „Menedżerze Zdrowia” Krzysztof Bukiel.

  • Grosz ze stawki, majątek z nadgodzin – prawda o medycznych milionerach
  • Zakaz płacenia za zabieg? Taki plan zepsuje to, co działa w szpitalach
  • W „Menedżerze Zdrowia” publikujemy tekst Krzysztofa Bukiela, w którym ekspert podkreśla, że w polskiej ochronie zdrowia konieczne są zmiany ograniczające patologie i poprawiające dostępność leczenia – nie takie jednak, które zmniejszają motywację do pracy i efektywności

Ochrona zdrowia stała się znowu jednym z głównych tematów publicznej dyskusji. Zapalnikiem była publikacja o milionowych zarobkach lekarza rezydenta, młodego działacza partii rządzącej, i wiadomości o kolejnych medykach milionerach. W społecznej wyobraźni pojawił się obraz kryzysu publicznego lecznictwa wywołanego przez lekarzy, których pensje zżerają pieniądze przeznaczone na ochronę zdrowia i brakuje ich na leczenie chorych.

Taki obraz to uproszczenie i zafałszowanie problemu. W ogromnej większości przypadków duże kwoty wynagrodzenia wynikają bowiem nie tyle z wysokiej stawki jednostkowej, ile z ogromnej (zbyt dużej) liczby przepracowanych godzin. Nie są to też pieniądze wyrzucane w błoto, ale przeznaczone na świadczenia, bo praca lekarza polega na leczeniu, podobnie jak murarza na murowaniu, a krawca na szyciu. Nie przekreśla to faktu, że tu i ówdzie dochodzi do nadużyć czy oszustw, z którymi trzeba walczyć.

W związku z wizją lekarzy wysysających budżet ochrony zdrowia pojawiło się mnóstwo pomysłów, jak temu zaradzić. Jednym z nich jest zakaz wynagradzania za wykonaną procedurę. Zauważono, że niemała część najpokaźniejszych wypłat dotyczyła specjalistów otrzymujących odsetek od wyceny zabiegów. Szpitale, chcąc generować zysk z dobrze wycenianych świadczeń, były gotowe płacić za nie wysoką stawkę, co lekarze wykorzystywali. Wystarczy zatem zakazać takiego systemu rozliczeń, a wówczas – zdaniem autorów tego pomysłu – medycy będą mniej zarabiać i zaoszczędzone pieniądze zostaną przeznaczone na leczenie. Dzięki temu zmniejszą się kolejki i będzie po kryzysie. Ci sami autorzy idą zresztą dalej, proponując, aby również placówki medyczne nie były rozliczane od liczby wykonanych świadczeń i nie działały dla zysku. Szpitale powinny funkcjonować jak np. straż pożarna – otrzymując określone budżety na swoją działalność, a lekarze niczym strażacy – stałe pensje, udzielając pomocy wszystkim, którzy się do nich zgłoszą.

Ten sielankowy i naiwny obrazek nie przystaje jednak do rzeczywistości, a jego realizacja doprowadziłaby do skutków odwrotnych niż zapowiadane: kolejki znacznie by się wydłużyły, a kryzys w służbie zdrowia pogłębił. Autorzy tego pomysłu nie zauważają, że mechanizm, który chcą zlikwidować, doprowadził do bezprecedensowego poziomu świadczeń w polskim lecznictwie – czego, notabene, też nie dostrzegają. Trzeba bowiem powiedzieć wyraźnie, nawet jeśli dla wielu zabrzmi to dziwnie: w polskiej ochronie zdrowia mamy bezprecedensowy dobrobyt. Można go zmierzyć liczbą świadczeń: porad w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej (AOS), operacji zaćmy, zabiegów z użyciem robotów (zwłaszcza w urologii), wszczepienia sztucznych stawów, dializoterapii, procedur bariatrycznych, z zakresu kardiologii inwazyjnej czy diagnostycznych, takich jak tomografia komputerowa (TK), rezonans magnetyczny (NMR), kolonoskopia i gastroskopia. Nigdy skala tych usług nie była tak duża, a ich dynamiczny wzrost w ostatnich latach zawdzięczamy przede wszystkim temu, że za każdą taką procedurą szedł zysk dla ośrodka i lekarza.

To zresztą było największym przełomem reformy z 1999 r. Nie samo wprowadzenie kas chorych, jak się niektórym wydawało, ale przyjęcie zasady, że szpitale, przychodnie i pracownie diagnostyczne są wynagradzane za wykonaną pracę, a nie za samo istnienie i gotowość do działania. W ślad za tym musiało pójść wynagradzanie lekarzy za określoną procedurę (tam, gdzie jest to możliwe) – bo to głównie od nich zależy, czy zostanie ona przeprowadzona, a w konsekwencji, jaka będzie ich liczba. Pomysłodawcom odrzucenia tego systemu wydaje się zapewne, że ów stan jest czymś naturalnym, niewymagającym wysiłku i oczywistym, co pozostanie bez zmian, nawet jeżeli zlikwiduje się bodźce motywujące ludzi i instytucje do większej efektywności. Przypomina mi to – z zachowaniem proporcji – bunt zachodniej młodzieży przeciw kapitalizmowi. Widząc tylko jego wady, chciała go obalić, nie zauważając, że to dzięki niemu żyje w dostatku, który uznała za pewnik i – jak się wydaje – trochę się nim znudziła.

W polskiej ochronie zdrowia konieczne są zmiany ograniczające patologie i poprawiające dostępność leczenia. Nie takie jednak, które zmniejszają motywację do pracy i efektywności, lecz idące w kierunku dokładnie odwrotnym.

Artykuł Krzysztofa Bukiela, byłego przewodniczącego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, opublikowano w „Menedżerze Zdrowia” 3/2026.

Przeczytaj także: „Zarządzanie bałaganem”.

Działy: Aktualności w Menedżer Zdrowia Tylko w „Menedżerze Zdrowia” Aktualności
Tagi: Krzysztof Bukiel lekarz lekarze ochrona zdrowia zarobki lekarzy pensje lekarzy kasy chorych poradnia specjalistyczna ambulatoryjna opieka specjalistyczna tomografia komputerowa rezonans magnetyczny gastroskopia kolonoskopia dializoterapia urologia kardiologia inwazyjna operacja zaćmy zabiegi bariatryczne reforma ochrony zdrowia czas pracy lekarzy nadgodziny lekarzy finansowanie szpitali wycena procedur medycznych kolejki do lekarzy dostęp do leczenia polityka zdrowotna