Wyślij
Udostępnij:
 
 
Co trzeci lek refundowany zniknie z aptecznej półki od przyszłego roku
Źródło: KL
Autor: Krystian Lurka |Data: 10.12.2018
 
 
- To wynik negocjacji cenowych toczących się w Ministerstwie Zdrowie. Dotyczy to też produktów z listy darmowych leków dla seniorów powyżej 75 roku życia - mówi Krzysztof Kopeć, prawnik i prezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego, i dodaje: – Resort żąda od nas 70-procentowych obniżki cen. Tymczasem to są już czwarte negocjacje cen tych samych produktów. My już więcej nie możemy obniżać cen.
- W nowym roku z aptek może zniknąć nawet 700 refundowanych leków, również tych z listy darmowej dla seniorów powyżej 75 roku życia. I okaże się, że lek, którym chory leczy się od lat po 1 stycznia nie będzie już dostępny lub trzeba będzie zapłacić 100 procent jego ceny - twierdzi Krzysztof Kopeć, prawnik i prezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego. Mówi, że pacjent nie będzie też mógł zamienić takiego leku na tańszy odpowiednik, bo taka możliwość dotyczy tylko leków refundowanych. Może to spowodować problemy z ciągłością terapii, a nawet zagrożenie życia niektórych chorych.

- Ministerstwo Zdrowia żąda od nas 70-proc. obniżki cen. Tymczasem to są już czwarte negocjacje cen tych samych produktów. My już więcej nie możemy obniżać cen. Zwłaszcza, że leki w Polsce należą do najtańszych w Europie. Tańsze są tylko w Rumunii. Wiele firm obniżyło już ceny przy poprzednich negocjacjach do takiego poziomu, że nie są już w stanie zejść niżej - twierdzi Kopeć i dodaje: - Producent słyszy, że lek, który dzisiaj sprzedaje za 15-20 zł, powinien według Ministerstwa kosztować 6 zł. Jednak w Polsce nie da się taniej produkować. Niektóre azjatyckie firmy są w stanie zaoferować tańsze leki, ale u nich koszty produkcji są niższe. Nasze leki nie są wcale drogie i my nie chcemy podwyżek. Do 75 proc. naszych leków pacjent dopłaca nie więcej niż 10 zł. Jeśli chcemy mieć przemysł farmaceutyczny w Polsce gwarantujący ciągłość dostaw, co zapobiega brakom w aptekach, Ministerstwo Zdrowia powinno kupować leki od krajowych producentów. Bo dla nas Polska jest rynkiem priorytetowym. Premier Morawieckiego zachęcał firmy farmaceutyczne do inwestowania w Polsce, a tymczasem te lokalne dusi się nadmierną presją na ceny - przyznaje Kopeć.

Ekspert przypomina, że zadaniem resortu zdrowia jest zagwarantowanie pacjentom dostępu do skutecznych i bezpiecznych terapii. - Celem nie powinno więc być tylko obniżanie cen. U nas przeznacza się na dopłaty do leków zbyt małe pieniądze przez to pacjenci płacą dużo. Pod tym względem jesteśmy najgorsi w Europie. A przecież rządowi opłaci się zwiększyć dopłaty to leków wyprodukowane w Polsce, bo zrekompensuje sobie to wpływami z podatków od ich wytwórców - podkreśla Kopeć.

Prezes PZPPF przyznaje, że dążenie do kolejnej redukcji cen i tak często najniższych w Unii Europejskiej jest tym bardziej trudne do zrozumienia, że już dzisiaj mamy w Polsce ogromny problem z wywozem leków za granicę.

- Z tego powodu brakuje w aptekach około 300 produktów. Leki wyjeżdżają właśnie dlatego, że ich ceny są znacząco niższe niż w krajach ościennych. Jeśli zostaną jeszcze bardziej obniżone, to ten problem się pogłębi - mówi Kopeć i wyjaśnia: - System negocjowania cen nie jest zły. Jest zgodny z prawem europejskim. Jednak pewnym wypaczeniem tej idei jest negocjowanie w kółko tego samego, zwłaszcza, że, zgodnie z prawem, przy przedłużaniu decyzji refundacyjnej cena leku „nie może być wyższa”, ale wcale nie musi być niższa. Pozornie mogłoby się wydawać, że za zmuszaniem producentów leków do ciągłego obniżania cen i tak tanich leków stoi gospodarność i dobro pacjenta. Niestety, przedłużające się negocjacje i dyskusje, czy pacjent ma płacić za opakowanie tabletek 5 czy 7 zł doprowadzi do sytuacji, w której leku nie będzie mógł kupić wcale.
 
© 2019 Termedia Sp. z o.o. All rights reserved.
Developed by Bentus.
PayU - płatności internetowe