Dzień dobry
Dołącz do nas w mediach społecznościowych:
Udostępnij
Redaktor: Bogusz Soiński

Guz ważący 20 kg to nie sensacja

PAP/Leszek Szymański

20-kilogramowy nowotwór, półmetrowy guz w jamie brzusznej i operacja wymagająca zespołu kilku specjalistów. Choć brzmi to spektakularnie, dla zespołu Narodowego Instytutu Onkologii w Warszawie to element codziennej pracy. O leczeniu ogromnych guzów i mitach wokół nowotworów mówi prof. Piotr Rutkowski.

Zespół Kliniki Nowotworów Tkanek Miękkich, Kości i Czerniaków Narodowego Instytutu Onkologii w Warszawie usunął kilka tygodni temu 20-kilogramowy guz u 52-letniego mężczyzny. Operacja przebiegła bez powikłań, a pacjent wraca do sprawności. Choć brzmi to spektakularnie, dla specjalistów nie jest to wydarzenie wyjątkowe. Od początku roku wykonano tam już kilkadziesiąt operacji dużych guzów nowotworowych. O tym, dlaczego takie zabiegi powinny być wykonywane w wyspecjalizowanych ośrodkach i jak dochodzi do tego, że nowotwór osiąga ogromne rozmiary, opowiada prof. Piotr Rutkowski – chirurg onkologiczny i kierownik Kliniki Nowotworów Tkanek Miękkich, Kości i Czerniaków Narodowego Instytutu Onkologii.

Kilka tygodni temu usunęli państwo 20-kilogramowy guz u pacjenta. Czy to medyczna sensacja?

Nie, to nie jest sensacja. To nasza codzienna praca. W wyspecjalizowanych ośrodkach referencyjnych takie operacje wykonuje się regularnie. Od początku roku wykonaliśmy kilkadziesiąt operacji bardzo dużych guzów, choć oczywiście nie wszystkie były aż tak spektakularnych rozmiarów.

Natomiast jest to dobra okazja, żeby przypomnieć jedną ważną rzecz: leczenie dużych guzów, szczególnie w przebiegu rzadkich nowotworów, takich jak mięsaki, powinno być centralizowane. Tak jest na świecie. Pacjenci powinni trafiać do ośrodków referencyjnych, które mają doświadczenie w leczeniu takich chorób.

Zacznijmy jednak od samego pacjenta. Jak można funkcjonować z 20-kilogramowym guzem w brzuchu?

Jest trudno, ale ten pacjent funkcjonował. Poruszał się częściowo samodzielnie, czasami z pomocą rodziny, czasami korzystał z wózka. Miał bardzo duże obrzęki kończyn dolnych, ponieważ guz uciskał naczynia żylne i chłonne.

Co ciekawe, w jego przypadku różnica masy ciała przed operacją i kilka dni po operacji wyniosła prawie 50 kilogramów. Sam guz ważył około 20 kilogramów, natomiast reszta to były właśnie obrzęki związane z zaburzeniami odpływu krwi i chłonki. To pokazuje, jak ogromne zmiany może wywołać taki nowotwór w organizmie.

Czy to był odosobniony przypadek?

Nie. W ostatnim czasie operowaliśmy kilku pacjentów z ekstremalnie dużymi guzami. Jeden z nich poruszał się na wózku, bo obrzęki kończyn dolnych były tak duże, że praktycznie nie mógł chodzić. Inny pacjent mógł spać wyłącznie na boku, bo guz tak uciskał narządy jamy brzusznej, że nie był w stanie leżeć na plecach.

Był też pacjent, u którego nowotwór wychodząc z jamy brzusznej, przechodził przez kanał pachwinowy. W efekcie worek mosznowy sięgał mu niemal do kolana. To są naprawdę bardzo trudne klinicznie przypadki.

Jak to możliwe, że guz osiąga tak ogromne rozmiary?

Czasem dlatego, że choroba rozwija się bardzo powoli. Część pacjentów przez długi czas myśli po prostu, że przytyła. Zwłaszcza jeśli guz rośnie w jamie brzusznej.

Zdarza się też, że pacjenci są obserwowani przez jakiś czas bez postawienia jednoznacznej diagnozy. Miałem osobę, której zalecono, żeby mierzyła centymetrem obwód brzucha i sprawdzała, czy chudnie, czy tyje.

To oczywiście nie jest właściwe postępowanie. Jeśli pojawia się zmiana w organizmie, trzeba ją zdiagnozować – wykonać badania obrazowe, a w razie potrzeby biopsję.

Biopsja wciąż budzi u wielu pacjentów strach.

Wciąż spotykamy się z mitem, że „jeśli się nakłuje guz, to nowotwór się rozsieje”. To nieprawda. Gdyby tak było, nie bylibyśmy w stanie wyleczyć żadnego nowotworu. Biopsja jest standardowym elementem diagnostyki onkologicznej.

Jak trudna była operacja tego 20-kilogramowego guza?

Sam zabieg trwał nieco ponad cztery godziny, ale to wynika z doświadczenia zespołu. W operacji brało udział czterech chirurgów, dwóch anestezjologów oraz cały zespół pielęgniarski. Największy wymiar guza wynosił około 53 centymetrów.

Trzeba też pamiętać, że trudna jest nie tylko sama operacja, ale nawet znieczulenie. Przy tak dużych guzach mogą występować poważne zaburzenia krążenia związane z uciskiem na duże naczynia, na przykład żyłę główną dolną.

Jakie nowotwory najczęściej osiągają tak duże rozmiary?

Najczęściej są to tłuszczakomięsaki w przestrzeni zaotrzewnowej, czyli jeden z typów mięsaków. Ale mogą to być także inne nowotwory, np. solitary fibrous tumor czy mięsak gładkokomórkowy.

Czy takie nowotwory są bardzo agresywne?

To zależy od ich typu biologicznego. Część tłuszczakomięsaków ma postać dobrze zróżnicowaną i przebiega stosunkowo wolniej. W takich przypadkach, nawet przy bardzo dużych guzach, szansa na wyleczenie może sięgać 70–80 procent. Natomiast są też bardziej agresywne odmiany, gdzie wyniki leczenia są znacznie gorsze.

Wiem, że takie operacje powinny być wykonywane w wyspecjalizowanych ośrodkach. Dlaczego to takie ważne?

Bo operacje mięsaków często wymagają tzw. chirurgii wielonarządowej. Żeby usunąć nowotwór radykalnie, trzeba czasem wyciąć również sąsiednie narządy – na przykład nerkę, fragment jelita, śledzionę czy część mięśni. Jeśli guz zostanie usunięty przypadkowo, bez właściwej diagnostyki i bez odpowiedniego zakresu operacji, szansa na wyleczenie dramatycznie spada.

Czyli zdarzają się operacje wykonywane bez pełnej diagnostyki?

Niestety tak. W języku angielskim istnieje nawet określenie „whoops operation”. To sytuacja, w której guz jest operowany bez wcześniejszej biopsji, rozpoznania i zaplanowania właściwego zakresu operacji. Taki zabieg często pogarsza rokowanie.

Co dzieje się z tak ogromnym guzem po operacji?

Cały materiał trafia do badania histopatologicznego. Patomorfolodzy oceniają strukturę nowotworu i marginesy wycięcia.

Część materiału jest następnie przechowywana co najmniej przez 25 lat w postaci bloczków parafinowych. Służy to zarówno diagnostyce, jak i badaniom naukowym.

Jakie badania prowadzi się na takim materiale?

Na przykład badania translacyjne, które łączą analizę molekularną guza z przebiegiem choroby. Prowadzimy też badania kliniczne – między innymi dotyczące tego, czy w niektórych mięsakach warto stosować chemioterapię przed operacją.

W onkologii coraz częściej mówi się o medycynie personalizowanej.

I to nie jest przyszłość – to już teraźniejszość. W wielu nowotworach wykonujemy badania molekularne, które pozwalają dobrać terapię do konkretnego profilu guza. Dotyczy to na przykład raka płuca, raka piersi czy części mięsaków.

Prowadziliśmy też badania nad personalizowaną szczepionką mRNA w czerniaku. Na podstawie profilu molekularnego guza przygotowywana była szczepionka stymulująca układ odpornościowy do walki z konkretnymi komórkami nowotworowymi.

W internecie pojawia się jednak wiele informacji o rzekomych „cudownych terapiach”, na przykład lekach przeciwpasożytniczych.

To fake newsy. Żaden z tych leków nie ma udowodnionego działania przeciwnowotworowego. Oczywiście zdarza się, że niektóre leki mają nieoczekiwane działanie w innych chorobach – ale to wymaga badań klinicznych, a nie eksperymentów z internetu.

Na koniec – kiedy pacjent powinien zgłosić się do lekarza?

Na przykład wtedy, gdy obwód brzucha powiększa się bez wyraźnej przyczyny. Wtedy warto wykonać chociażby badanie USG.

Najważniejsze jest jednak korzystanie z badań profilaktycznych. Kolonoskopia, mammografia czy cytologia pozwalają wykryć nowotwory na bardzo wczesnym etapie – często zanim pojawią się objawy.

Przeczytaj także: „W leczeniu czerniaków mamy prawie wszystko, o czym marzyliśmy”.

Menedzer Zdrowia facebook

Źródło:
PAP
Działy: Aktualności w Menedżer Zdrowia Wywiady Aktualności
Tagi: Piotr Rutkowski guzy nowotwory tłuszczakomięsaki mięsaki olbrzymie guzy chirurgia wielonarządowa