Lekarze na dyżurach przez 144 godziny pod rząd. SOR-y i pogotowie ratunkowe pod lupą NIK
Braki kadrowe, przeciążenie personelu zespołów ratownictwa medycznego (ZRM) i SOR, wielogodzinne dyżury, w skrajnych przypadkach trwające nawet 144 godziny (co odpowiada szczęściu dobom) – na takie nieprawidłowości natrafiła NIK podczas kontroli, która miała na celu sprawdzenie, jak działa system ratownictwa medycznego w Polsce.
Kontrolą (opisaną w raporcie P/25/042) objęto:
- Ministerstwo Zdrowia,
- pięć urzędów wojewódzkich,
- Lotnicze Pogotowie Ratunkowe,
- dziesięć szpitali prowadzących szpitalne oddziały ratunkowe,
- pięciu dysponentów zespołów ratownictwa medycznego.
Jednostki, które wzięto pod lupę znajdowały się na terenie województwa: lubuskiego, lubelskiego, zachodniopomorskiego, kujawsko-pomorskiego i mazowieckiego. NIK sprawdzała okres od 1 stycznia 2023 r. do 1 września 2025 r.
Zdaniem izby, brak lekarzy chętnych do pracy w ratownictwie medycznym to wciąż największy problem tego systemu. Luka jest zauważalna zwłaszcza w obsadach zespołów ratownictwa medycznego (ZRM).
– A to właśnie niedobory kadrowe są jedną z głównych przyczyn niechlubnych rekordów dotyczących czasu pracy, jakie padają na oddziałach czy w zespołach ratownictwa medycznego – uważa NIK.
Izba podkreśla, że w okresie objętym kontrolą w dziewięciu szpitalach (na 10) niektórzy lekarze pracowali nieprzerwanie na SOR-ach przez ponad 24 godziny, a w skrajnym przypadku – w szpitalu powiatowym w Sulęcinie – przez 144 godziny (taki sam rekord odnotowano w przypadku lekarza pogotowia ratunkowego w Radomiu).
Długotrwałe świadczenie pracy dotyczyło także ratowników medycznych. W wojewódzkiej stacji pogotowia w Szczecinie ratownik medyczny w czerwcu 2024 r. pracował w sumie przez 456 godzin (to tak jakby pracował przez całą dobę przez 19 dni).
Nieprawidłowości zawiązane z czasem pracy zespołów ratownictwa medycznego – przykłady:
- W Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Szczecinie pięciu lekarzy w 74 przypadkach pracowało przez ponad 48 godzin, a w skrajnym przypadku przez 120 godzin, czyli nieprzerwanie przez 5 dni.
- W Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Bydgoszczy rekordzista wśród lekarzy pracował przez 72 godziny, w 35 przypadkach ratownicy medyczni przez 48 godzin.
- W Wojewódzkim Pogotowiu Ratunkowym w Lublinie wśród 15 osób objętych badaniem (lekarzy, ratowników medycznych i pielęgniarek/pielęgniarzy) 12 osób w 92 przypadkach pracowało od ponad 24 do nawet 70 godzin.
NIK zwraca też uwagę, że warunki pracy dla członków zespołów ratownictwa medycznego ustalano w taki sposób, że ta sama osoba, w tym samym dniu i o tej samej godzinie kończyła pracę w jednym ZRM i rozpoczynała w innym, w zupełnie innym miejscu.
– Kierownictwo kontrolowanych stacji pogotowia tłumaczyło, że umowy cywilnoprawne zawarte z tymi pracownikami w żaden sposób nie limitują czasu ich pracy i że członkowie ZRM w trakcie pełnienia dyżurów nie udzielają świadczeń w sposób ciągły, a więc mają czas na wypoczynek i regenerację pomiędzy wyjazdami – czytamy.
Z ustaleń NIK wynika, że zaledwie 3,4 proc. lekarzy pracujących w szpitalnych oddziałach ratunkowych było specjalistami medycyny ratunkowej. Okazuje się, że wymaganych kwalifikacji nie mieli też niektórzy kierujący SOR-ami (w niektórych okresach objętych badaniem). Mowa o: Nowodworskim Centrum Medycznym, Samodzielnym Publicznym Zakładzie Opieki Zdrowotnej w Choszcznie oraz w Samodzielnym Publicznym Zespole Zakładów Opieki Zdrowotnej w Gryficach.
– W zdecydowanej większości objętych badaniem szpitali (w ośmiu z dziesięciu) kontrolerzy NIK nie stwierdzili jednak nieprawidłowości w zakresie wymaganej obsady dyżurów na SOR-ach. W niektóre dni nie zapewnił jej Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej w Choszcznie, z kolei w Nowodworskim Centrum Medycznym, mimo takich możliwości, nie prowadzono ewidencji czasu pracy lekarzy, co nie pozwoliło na weryfikację obsady oddziału ratunkowego – czytamy.
Nie oznacza to jednak, że w pozostałych szpitalach nie było braków kadrowych. Uzupełniano je dzięki pracy ponad normy. Co istotne, dotyczyło to również pracowników medycznych, którzy byli zatrudnieni na podstawie umowy o pracę.
Przekroczenia czasu pracy osób zatrudnionych na umowę o pracę:
- W Powiatowym Centrum Medycznym w Grójcu praca ponad normy dotyczyła wszystkich sześciu lekarzy na etatach, przy czym dwóch z nich nie wyraziło na to wymaganej przepisami pisemnej zgody. W 2024 r. przekroczenie czasu pracy lekarzy SOR tego szpitala wahało się od 24 godz. 32 minut do 397 godz. i 55 min., a w 2025 r. od 20 godz. 45 min. do 198 godz. 20 min. miesięcznie (w dwumiesięcznych okresach rozliczeniowych).
- W 10. Wojskowym Szpitalu Klinicznym z Polikliniką Bydgoszczy w I kwartale 2025 r. dziewięć osób – pielęgniarki i ratownicy medyczni – świadczyło pracę ponad maksymalny wymiar czasu pracy w wymiarze od 1 godz. i 40 min. do 65 godz. i 45 min.
W przypadku świadczenia pracy w ramach umów cywilnoprawnych niemal we wszystkich kontrolowanych szpitalach (w 9 na 10) niektóre dyżury pracowników SOR-ów trwały ponad dobę, choć skala i rodzaj tej pracy były zróżnicowane. NIK poddała badaniom różne grupy pracowników medycznych (lekarzy, ratowników i pielęgniarki), od kilku do kilkunastu osób w grupie i różne okresy.
- Rekordzista pracował na SOR-ze Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Sulęcinie przez 144 godziny, co jest równe sześciu dobom, a w siedmiu innych przypadkach – po 120 godzin (pięć dób). Tylko w pierwszym kwartale 2024 r. oraz w pierwszym kwartale 2025 r. stwierdzono w sumie 58 przypadków, w których lekarze pracowali w tym szpitalu ponad dobę bez przerwy, natomiast jeden z ratowników medycznych, w okresach objętych badaniem, czterokrotnie od 36 do 48 godzin.
- W 10. Wojskowym Szpitalu Klinicznym z Polikliniką w Bydgoszczy z objętych badaniem 14 lekarzy, ośmiu w 120 przypadkach udzielało świadczeń nieprzerwanie przez ponad dobę – od 31 godz. i 10 min. do maksymalnie 107 godz., a do tego niektórzy po przedłużonym dyżurze przez 13 godz. pełnili dyżur telefoniczny. W 42 ze 120 przypadków lekarze ci pracowali przez co najmniej 48 godzin.
- W Samodzielnym Publicznym Zespole Zakładów Opieki Zdrowotnej w Gryficach niektóre dyżury lekarzy nie tylko trwały ponad dobę, ale obejmowały też jednocześnie inne zajęcia. Jeden z lekarzy tylko w jednym miesiącu pełnił siedem nieprzerwanych dyżurów na SOR-ze po 48 godzin. Inny pracował jednocześnie na SOR-ze, na Oddziale Chorób Wewnętrznych i pełnił tzw. dyżury endoskopowe. Kolejny lekarz w dwóch przypadkach udzielał świadczeń na szpitalnym oddziale ratunkowym, wykonywał pracę w administracji szpitala i pozostawał w „gotowości” do udzielania świadczeń w ramach sesji tlenoterapii hiperbarycznej przez okres w sumie 30 godzin i 35 minut. W jednym przypadku pielęgniarka pracowała na SOR-ze przez 32 godziny bez przerwy.
- W Wielospecjalistycznym Szpitalu Wojewódzkim w Gorzowie Wielkopolskim rekordy czasu pracy wśród lekarzy wynosiły od 32 do 72 godzin bez przerwy.
- W Szpitalu Wielospecjalistycznym w Inowrocławiu pięciu lekarzy 20 razy udzielało świadczeń nieprzerwanie przez ponad dobę w wymiarze od 31 godzin 10 minut do 55 godzin 30 minut.
- W Samodzielnym Publicznym Zakładzie Opieki Zdrowotnej w Choszcznie każdy z pięciu lekarzy udzielających świadczeń na SOR-ze pracował ponad 24 godziny od jednego do czterech razy. Najdłuższy czas nieprzerwanego świadczenia pracy wyniósł 72 godz.
Podobnie jak w przypadku dysponentów zespołów ratownictwa medycznego, kierownicy SOR-ów tłumaczyli takie sytuacje z jednej strony problemami z zapewnieniem wystarczającej liczby personelu, a z drugiej brakiem norm czasu pracy dla osób zatrudnionych na podstawie innych umów niż umowa o pracę.
Druga strona medalu – przeciążenie SOR-ów
Analizując problemy systemu ratownictw medycznego NIK wskazała, że brak lekarzy to tylko jedna strona medalu. Druga to przeciążenie SOR-ów. Jak pokazała kontrola, niemal połowa pacjentów, którzy trafiali na szpitalne oddziały ratunkowe, nie potrzebowała doraźnej pomocy na takim oddziale.
Spośród osób przewiezionych przez zespoły ratownictwa medycznego – ponad sześć na dziesięć nie wymagało dalszej hospitalizacji. Tylko 6,2 proc. pacjentów znajdowało się grupie najwyższego zagrożenia zdrowotnego. Większość pacjentów skontrolowanych SOR-ów stanowiły osoby, które same dotarły do szpitala. Jedynie 29,4 proc. zostało przekazanych przez zespoły ratownictwa medycznego.
Przeczytaj także: „Decyzja resortu zdrowia obniży koszty leczenia”.
