Pieniądze wydawane na ochronę zdrowia są inwestycją, a nie wydatkiem
Zdrowie powinno być postrzegane nie jako koszt, lecz jako strategiczny kapitał rozwojowy kraju. Czy jesteśmy gotowi uznać zdrowie za jeden z najważniejszych priorytetów rozwojowych Polski?
Systemy ochrony zdrowia w Europie funkcjonują dziś pod rosnącą presją. Wynika ona zarówno ze zmian demograficznych, jak i ze zwiększających się oczekiwań dotyczących jakości oraz dostępności opieki. Jednocześnie coraz wyraźniej widać, że sposób, w jaki myślimy o zdrowiu – i jak nim zarządzamy – nie nadąża za skalą tych wyzwań.
Przyjrzenie się głębiej temu problemowi wymaga najpierw analizy naszych systemowych problemów zdrowotnych, jak również oceny naszych silnych stron. Taka okazja nadarzyła się podczas spotkania z Julie Enevold Brooker, obecną dyrektor zarządzającą Johnson & Johnson Innovative Medicine Poland – Dunką, która chce wspierać rozwój ekosystemu ochrony zdrowia, pomagając rozwiązywać wyzwania, przed którymi stoją systemy zdrowotne w różnych krajach. Została ona niedawno wybrana do zarządu Infarmy, wcześniej pełniła podobne funkcje w Danii i w Amerykańskiej Izbie Handlowej.
Spotkanie z nią było okazją do zaprezentowania najnowszego raportu przygotowanego przez polskich specjalistów: „Zwrot z inwestycji w zdrowie: Katalizator wzrostu i odporności gospodarczej. Rekomendacje dla Polski”.
– Dania i Polska to dwa bardzo różne kraje. Pochodzę z niewielkiego państwa, gdzie łatwo można realizować projekty pilotażowe. Polska jest dużym rynkiem, dlatego nie da się po prostu przenosić rozwiązań jeden do jednego. Jednocześnie uważam, że warto zastanawiać się, które doświadczenia i zasady można zaadaptować do Polski oraz czym możemy się wzajemnie inspirować – mówiła Brooker podczas spotkania z dziennikarzami.
– Niezwykle istotne jest to, że Polska zapewnia powszechny, publicznie finansowany system ochrony zdrowia. Powinniśmy dbać o zachowanie tej zasady, ponieważ wierzę, że obowiązkiem społeczeństwa jest troska o wszystkich obywateli, niezależnie od dochodów, statusu społecznego czy innych okoliczności. Jeśli chodzi o ochronę zdrowia i dostęp do nowoczesnych, skutecznych terapii, cieszy fakt, że Polska znalazła się już powyżej średniej unijnej. Raporty pokazują, że wiele skutecznych terapii trafia do systemu ochrony zdrowia. Jednocześnie warto zauważyć, że samo dopuszczenie terapii do systemu to nie wszystko. Kluczowe jest to, czy rzeczywiście docierają one do pacjentów. W tym obszarze nadal jest znaczący potencjał do poprawy – dodała.
Ministerstwo Zdrowia czy Choroby?
Polski raport przedstawiał Jakub Gierczyński, ekspert w dziedzinie ekonomiki zdrowia. Polska wersja raportu opiera się na badaniu niemieckiego Instytutu WifOR (niezależny instytut badań ekonomicznych), które próbowało oszacować wartość zjawiska tzw. healthy returns, czyli zwrotu z inwestycji w zdrowie.
– Autorzy międzynarodowego raportu potraktowali zdrowie jako dźwignię rozwoju społecznego i gospodarczego. Dla nas jest to stosunkowo nowe spojrzenie, ponieważ często myślimy o Ministerstwie Zdrowia jak o „Ministerstwie Choroby”. Większość jego działań koncentruje się wokół chorób: finansowania szpitali, podstawowej opieki zdrowotnej czy leczenia. Natomiast Ministerstwo Finansów pełni rolę strażnika budżetu. Wciąż jednak nie postrzegamy Ministerstwa Gospodarki jako aktywnego uczestnika budowania zwrotu z inwestycji w zdrowie – mówił Gierczyński.
Według raportu WifOR każdy dolar zainwestowany w zdrowie może wygenerować nawet cztery dolary zwrotu gospodarczego. Zdrowie powinno być więc traktowane jako element kluczowej infrastruktury państwa i finansowane w sposób proaktywny, aby przynosiło korzyści ekonomiczne, społeczne i ludzkie. Jest to wyzwanie dla całej Unii Europejskiej.
– Porównajmy choćby Danię i Polskę. Dania jest bardzo zamożnym państwem z PKB na mieszkańca na poziomie około 50 tys. euro PPP, podczas gdy Polska osiągnęła około 31 tys. euro PPP – wyjaśniał Gierczyński.
PPP to parytet siły nabywczej – wskaźnik ekonomiczny, który określa wartość wszystkich dóbr i usług przypadających na jednego mieszkańca danego kraju. W przeciwieństwie do zwykłego PKB uwzględnia on realne różnice w kosztach życia między państwami.
Jak przypomniał polski ekspert, wydatki na ochronę zdrowia stanowią około 9,5 proc. PKB w Danii i około 7,2 proc. PKB w Polsce, przy czym w 2024 r. wskaźnik ten wzrósł do około 8,1 proc. Jednocześnie Polacy oczekują dostępu do usług zdrowotnych na poziomie porównywalnym z Hiszpanią czy Niemcami. Nie chcemy słyszeć, że niższe wydatki oznaczają niższy standard opieki.
Gierczyński zwracał uwagę na ważny wątek z raportu międzynarodowego: koszt zaniechania działań.
– Jesteśmy przyzwyczajeni do liczenia kosztów inwestycji w ochronę zdrowia. Znacznie rzadziej liczymy jednak koszt braku takich inwestycji, czyli koszt utraconych możliwości. Nie analizujemy wystarczająco dokładnie, ilu pacjentów w Polsce umiera dlatego, że nie otrzymuje odpowiednio szybkiej diagnozy, skutecznego leczenia lub właściwej profilaktyki. Temat zgonów możliwych do uniknięcia stał się jednym z ważniejszych zagadnień na poziomie Unii Europejskiej, w tym Komisji Europejskiej – mówił.
Gdyby Polska osiągnęła średni poziom Unii Europejskiej pod względem umieralności możliwej do uniknięcia, każdego roku można byłoby uratować około 36 tys. istnień ludzkich. Z 144 tys. zgonów możliwych do uniknięcia rocznie w Polsce, około jednej czwartej wynika z niedoboru wobec średniego unijnego poziomu umieralności możliwej do uniknięcia.
Ile wydajemy na ochronę zdrowia?
Przygotowując polską odsłonę raportu, do współpracy zaproszono grono wybitnych ekspertów. Wśród nich znalazł się prof. Krzysztof Giannopoulos, prezes Polskiego Towarzystwa Hematologicznego i Transfuzjologicznego, a także prof. Jacek Jassem – jeden z najbardziej uznanych polskich onkologów, twórca Polskiej Strategii Onkologicznej. Zaproszono również prof. Edytę Zagórowicz, specjalistkę gastroenterologii współpracującą z prof. Jarosławem Regułą w Narodowym Instytucie Onkologii, która reprezentowała perspektywę chorób przewlekłych i autoimmunologicznych. W pracach nad raportem uczestniczył także Łukasz Kozłowski, członek zarządu Narodowego Funduszu Zdrowia, ekspert zajmujący się ekonomią zdrowia oraz finansowaniem systemu ochrony zdrowia.
Dokument zawiera podstawowe dane dotyczące polskiego systemu ochrony zdrowia na tle innych państw UE. Według danych Komisji Europejskiej Polska wydaje na ochronę zdrowia na mieszkańca około 40 proc. mniej, niż wynosi średnia unijna.
Dla porównania Czechy wydają około 20 proc. mniej od średniej unijnej. Może zatem pierwszym celem Polski powinno być osiągnięcie poziomu funkcjonowania ochrony zdrowia porównywalnego z naszym sąsiadem.
– Nie wiemy też, ile wydajemy na ochronę zdrowia. Często podkreślamy, że roczne wydatki sięgają około 200 mld zł. Znacznie rzadziej jednak mierzymy i komunikujemy, jakie konkretne rezultaty przynoszą te nakłady – mówił Gierczyński.
Ekspert podkreślał, że Polska znajduje się w bardzo dobrej sytuacji pod względem cyfryzacji ochrony zdrowia. Wprowadziliśmy e-recepty i dysponujemy nowoczesną, wysokiej jakości infrastrukturą informatyczną. Podstawy technologiczne już istnieją.
Niestety nadal brakuje regularnego pomiaru wpływu zdrowia społeczeństwa na gospodarkę. Oczekuje się, że polska gospodarka będzie rosła o mniej więcej 4 proc. rocznie, ale rzadko zastanawiamy się, kto ma ten wzrost napędzać.
Kolejnym wyzwaniem wskazanym w raporcie jest nadmierne uzależnienie systemu od opieki szpitalnej. Wielu Polaków wciąż uważa leczenie szpitalne za z natury lepsze.
– 10–15 lat temu w Danii funkcjonowało znacznie więcej szpitali niż obecnie. Ich liczba została ograniczona w ramach dużej reformy ochrony zdrowia, Jej założeniem było skoncentrowanie specjalistycznych świadczeń w wybranych ośrodkach zamiast utrzymywania wszystkich specjalności w każdym szpitalu. Proces ten przebiegał stopniowo. Podjęto wiele działań mających zwiększyć liczbę lekarzy rodzinnych oraz zachęcić ich do pracy poza największymi miastami. Nie oznacza to jednak, że system jest idealny. Nadal zbyt wielu pacjentów jest leczonych w szpitalach. Obecnie trwa intensywna analiza tego, jakie świadczenia można przenieść do podstawowej opieki zdrowotnej lub do form opieki pośredniej między POZ a szpitalami. Przykładowo, pacjent może otrzymać diagnozę i rozpocząć leczenie w szpitalu, ale po ustabilizowaniu stanu zdrowia kontynuować terapię w domu. Wsparcia może udzielać lekarz rodzinny lub poradnia ambulatoryjna – mówiła Julie Enevold Brooker.
Kolejnym problemem jest ograniczone wdrożenie modeli opieki opartych na wynikach leczenia. Przykładami takich rozwiązań są Breast Cancer Units, Lung Cancer Units czy Krajowa Sieć Hematologiczna. Obecnie Krajowa Sieć Hematologiczna funkcjonuje głównie w formie programu pilotażowego.
Szerzej patrząc, Polska nie wdrożyła jeszcze na dużą skalę kompleksowych modeli opieki koordynowanej. Opierają się one na szybkiej diagnostyce, skutecznym leczeniu oraz koncentracji kompetencji w wyspecjalizowanych ośrodkach. Zamiast opierać system na setkach szpitali wykonujących podobne procedury, zakładają one funkcjonowanie mniejszej liczby wysoko wyspecjalizowanych centrów zapewniających najwyższą jakość diagnostyki i leczenia.
Julie Enevold Brooker nie uważa, że cała odpowiedzialność powinna spoczywać wyłącznie na systemie ochrony zdrowia. Kluczowe jest pytanie, w jaki sposób firmy, instytucje publiczne i pozostali interesariusze mogą wspólnie wypracować rozwiązania, które pozwolą osiągnąć ten cel. Bo jest to możliwe. Wymaga jednak wspólnej ambicji na poziomie państwa oraz zaangażowania wszystkich podmiotów, które mogą pomóc przełożyć tę wizję na rzeczywistość.
Sześć kluczowych działań
– Staraliśmy się przełożyć nasze wnioski na konkretne działania. Pierwsze z nich dotyczy budowania świadomości, że zdrowie jest kapitałem. Proponujemy, aby raz w roku Ministerstwo Zdrowia wraz z Głównym Urzędem Statystycznym przygotowywały kompleksowy raport o stanie zdrowia społeczeństwa. Powinien on pokazywać, co udało się poprawić, jakie postępy osiągnięto, jakie problemy nadal pozostają nierozwiązane i jakie działania przyniosły efekty – mówił Gierczyński.
Drugim działaniem jest wzmocnienie współpracy międzyresortowej. Eksperci proponują utworzenie w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów funkcji koordynatora odpowiedzialnego za kwestie zdrowia. Osoba ta powinna koordynować działania resortów zdrowia, finansów, gospodarki, rodziny, sportu i edukacji. Celem byłoby monitorowanie wpływu polityk publicznych na zdrowie społeczeństwa.
Trzecia rekomendacja dotyczy systematycznego mierzenia wpływu polityk publicznych na zdrowie. Rozmawiamy o kosztach społecznych i o tym, jak stan zdrowia wpływa na funkcjonowanie społeczeństwa oraz gospodarki, ale nadal nie mierzymy tych zjawisk.
Po czwarte, istotne jest stworzenie ram dla inwestowania w zdrowie. Oznacza to rozwijanie stabilnych modeli finansowania ochrony zdrowia, wspieranie partnerstw publiczno-prywatnych oraz prowadzenie regularnej debaty o efektach i wartości generowanej przez inwestycje zdrowotne. Dobrym przykładem jest podatek cukrowy. Sama idea była bardzo słuszna. Od stycznia 2021 r. wpływy z podatku cukrowego zwiększają budżet NFZ o mniej więcej 1,5 mld zł rocznie. Jednocześnie Narodowy Fundusz Zdrowia nie publikuje regularnych informacji pokazujących, na jakie działania środki te są przeznaczane.
Piąta rekomendacja dotyczy inwestowania we wczesną interwencję oraz innowacje. Innowacja nie oznacza wyłącznie nowych leków. To także nowoczesna diagnostyka, lepiej zorganizowane ścieżki leczenia oraz nowe modele opieki.
Na koniec – musimy zapewnić stabilne finansowanie ochrony zdrowia. Nie uda się znacząco poprawić funkcjonowania systemu, jeśli nie zbliżymy poziomu wydatków do średniej unijnej. Powinniśmy zwiększać finansowanie do poziomu porównywalnego z innymi państwami UE, a równocześnie poprawiać efektywność, optymalizować wydatki i wzmacniać rozliczanie systemu z osiąganych rezultatów.
