Archiwum

Porodówki – być albo nie być szpitali

Udostępnij:
Dyrektor SPZOZ w Proszowicach zamknął porodówkę. – To dobrze, że zdecydował się na podjęcie tej mało popularnej politycznie i społecznie decyzji, bo jej utrzymywanie oznaczałoby niebyt szpitala – komentuje w „Menedżerze Zdrowia” Greta Kanownik.
Komentarz dr n. ekon. Grety Kanownik, dyrektor do spraw pielęgniarstwa w Warszawskim Szpitalu Południowym oraz byłej dyrektor Departamentu Pielęgniarek i Położnych w Ministerstwie Zdrowia:
Dyrektor Samodzielnego Publicznego Zespołu Opieki Zdrowotnej w Proszowicach Zbigniew Torbus zlikwidował porodówkę w swoim szpitalu, by go ratować.

– W 2022 r. miesięcznie odbieraliśmy około 30 porodów. Było to nieopłacalne – w tamtym roku straciliśmy mniej więcej 4 mln zł. Aby się bilansować, musielibyśmy mieć co miesiąc powyżej 75 urodzeń. To było niemożliwe, więc zamknąłem porodówkę – mówił w rozmowie z „Menedżerem Zdrowia” [link do wywiadu na dole strony – red.].

Zlikwidował ją, choć przypuszczam, że wielu zarządzających na jego miejscu podjęłoby inną decyzję.

Dlaczego?

Bo decyzja była niepopularna politycznie i społecznie – dotyczyła dyrektora szpitala, władz samorządowych, pracowników likwidowanego oddziału, pacjentek i ich dzieci oraz Narodowego Funduszu Zdrowia.

Każdy z powyżej wymienionych grup był narażony na utratę pewnych korzyści.

Dyrektor szpitala, biorąc pod uwagę sytuację finansową placówki, liczbę porodów, koszty utrzymania bloku porodowego, podejmując decyzję na podstawie danych ekonomiczno-statystycznych, naraził się na zarzuty o niekompetencję, ograniczanie dostępu do świadczeń zdrowotnych, niedbanie o pracowników, protesty położnych i mieszkańców oraz niezrozumienie lokalnych polityków.

Władze samorządowe, akceptując decyzję zarządzającego, wystawiły się na oburzenie na protesty, skargi, kontrole oraz nagłośnienie sprawy przez dziennikarzy, a ostatecznie na brak poparcia w kolejnych wyborach – w których przecież głosują także osoby potencjalnie korzystające z porodówki.

Pracownicy likwidowanej komórki organizacyjnej w szpitalu mogli obawiać się utraty pracy, a zatrudnieni przyzwyczajeni do obowiązującego stanu nie mogliby wyobrazić sobie szpitala bez porodówki.

Przedstawiciele funduszu musieli podjąć decyzje, kto inny wykona kontrakt rezygnującego z określonego świadczenia medycznego szpitala, mając na uwadze bezpieczeństwo pacjentki z danego regionu.

Liczba interesariuszy i ich oczekiwania nie sprzyjały do podejmowania przez dyrektora niepopularnych decyzji – tym bardziej cieszy jego decyzja, odpowiedzialność i roztropność.

Ochrona zdrowia to taki dział gospodarki, w którym podejmowanie decyzji niewygodnych dla wielu stron wywołuje ogromne konflikty i sprzeciwy. To zrozumiałe, ale zmiany są konieczne. Czas wyczekiwania już się skończył, nadszedł czas na działanie. Proszowice to jeden z przykładów dla zarządzających i polityków, pokazujący, że od dyrektorów będzie oczekiwać się odpowiedzialności.

Przeczytaj także: „Zlikwidował porodówkę, by ratować szpital”.

Więcej o porodówkach po kliknięciu w poniższy baner.

 
© 2024 Termedia Sp. z o.o. All rights reserved.
Developed by Bentus.